Untitled design-2

Kiedyś zapytałam mojego rozwiedzionego i dzieciatego znajomego „czy randkowanie z mężczyzną, który ma dzieci, ma jakiekolwiek sens”. Odpowiedział mi wtedy: – Jeśli w ogóle tak formułujesz pytanie, nawet nie zaczynaj się z nim spotykać. Po chwili dodał jeszcze jedną radę: – Nigdy nie bierz pod uwagę facetów, którzy są w separacji. Mówią, że nie wrócą do żony, a wracają. Albo uważają, że są stabilni, ale prawda jest taka, że rozwód często ciągnie się miesiącami lub latami. Uwierz mi, żaden facet nie jest w takim momencie na tworzenie nowego związku, nawet jeśli twierdzi, że jest inaczej. 

Dziś przyznałabym mu rację. Jego uwagi, stały się moimi doświadczeniami. Jednocześnie wierzę w tworzenie rodzin patchworkowych. Dlaczego? Może bo moi rodzice sami są rozwiedzeni, może dlatego, że wielu moich znajomych wychowywała tylko mama i babcia, a może dlatego, że model 2+1 lub 2+2 uważam za nierealny. Nie ma takiej opcji, żeby hermetyczna rodzina, stworzona z atomów miała szansę przetrwać. Wierzę, że człowiekowi potrzebna jest wioska, a jeśli wioskę opuszcza – STADO. Wtedy każdy członek stada jest wystarczająco dobry i ma swoją rolę do spełnienia. Kiedy stado zmniejsza się do parki, łatwo zamiast być wystarczająco dobrym, po prostu dysfunkcyjnym. Obecnie nie dość, że wiele par się rozchodzi (tych z dziećmi i tych bez), zmieniamy zawody, miasta, doświadczamy i… zawsze jest czas na miłość. Co jednak, jeśli osoba, którą jesteś zauroczona, ma już dzieci? Przedstawiam Ci moją perspektywę. Bazuje ona na moich doświadczeniach (nie, nie mam swoich dzieci, tak, dwukrotnie spotykałam się z ojcami), warto więc żebyś wiedziała, że ma subiektywny charakter.


RZECZY, O KTÓRYCH WARTO POMYŚLEĆ SPOTYKAJĄC SIĘ Z MĘŻCZYZNĄ, KTÓRY JEST OJCEM

(nie twoich dzieci)

1 Jego dzieci zawsze będą numerem 1. A nawet jeśli będziesz kiedyś równie wysoko, relacje to nie walka o podium i jeśli zamierzasz z nimi rywalizować, lepiej od razu oszczędź sobie frustracji. On już wie, że relacje nie są na zawsze (choć mogą być). W końcu nie jest ze swoją ex. Natomiast zawsze będzie ojcem swoich dzieci, niezależnie od tego czy będziecie razem czy nie. Superważne jest odpowiedzenie sobie na pytanie: czy jestem w stanie przyjąć te dzieci i uznać ich ważność? Nie możesz konkurować z dziećmi swojego mężczyzny. Jeśli on jest fajny i mu zależy, zrobi dla Ciebie miejsce i będziesz równie ważna, ale nie stawiaj go w sytuacji, w której ma wybierać. Jeśli relacja ma działać, musisz wiedzieć, na co się piszesz i czuć, że to z Tobą ok. P.S Są oczywiście mężczyźni, którzy wchodząc w związek zapominają, że mają dzieci z poprzedniej relacji. Tylko… czy naprawdę chciałabyś być z kimś takim?

2 On nigdy nie będzie miał dla Ciebie tyle czasu i pieniędzy, co gdybyś spotkała kogoś bezdzietnego. Brzmi bardzo zimno, nie chodzi mi bynajmniej o to, że pan nie będzie kupował Ci róż co tydzień, a Ty nie będziesz jego utrzymanką. Ale… może nie mieć na remont waszego mieszkania, bo dzieci mają lekarza. Albo może nie móc jechać z Tobą na wakacje, bo chce zabrać ze sobą na wyjazd dzieci. Może Ty nie chcesz spędzić urlopu z dziećmi. A może one nie chcą żebyś Ty jechała z nimi. Im więcej osób w stadzie, tym mniej zasobów dla Ciebie. Czasu, energii, pieniędzy. Ale to samo tyczy się przyjaciół, rodzeństwa i rodziny. Nie oceniam tego! Może Ci taka opcja pasować, możesz jednak czuć się nią przytłoczona. Myślę, że po prostu warto o tym wiedzieć i pomyśleć, a nawet przyjąć to jako coś naturalnego, wpisanego w patchwork tego typu.

3 Dzieci nie są niczemu winne. Nawet kiedy Cię nie lubią albo przechodzą gorsze chwile. Czasem powodują złość lub bezradność. Ale to Ty tu jesteś na ochotnika, nie one. Więc będziesz musiała umieć być mądrzejsza.

4 Szanuj matkę dzieci swojego mężczyzny. Ten punkt wydaje mi się być superważny. Nieważne jaka ta matka jest, dzieci ją kochają, to jest ich mama, a kiedyś partnerka Twojego mężczyzny i po prostu wypada ją szanować, choćby z tych dwóch powodów. Kiedy otworzysz serce, zrozumiesz, że dla niej to też musi być trudne. Większość z nas, chciałaby, żeby ich ex zniknęła w czeluściach kosmosu, teraz nie dość, że to niemożliwe, w dodatku pojawia się nowa osoba, która ma kontakt z JEJ dziećmi. Nie jestem matką, ale mama-lwica we mnie mówi, że byłabym bardzo wściekła gdyby tak się stało. Oczywiście teraz to już nie jest sprawa ex partnerki Twojego mężczyzny. Ale granie jej na nosie, umniejszanie jej czy bycie złośliwą flądrą (np. pozwalając dzieciom na rzeczy, na które wiesz, że ona się nie zgadza) jest supernieokej. W moim odczuciu kobieca solidarność wymaga od Ciebie bycia przyzwoitą osobą.

5 Matka dzieci, ex partnerka, może Cię nienawidzić. Serio. Mam na myśli wszystkie te chore akcje, za które nienawidzisz innych kobiet (i zastanawiasz się czy jest w związku z tym przygotowany dla Ciebie specjalny kocioł z Twoim imieniem w piekle). Z opowieści znam ich kilka – wypisywanie do Twojego pracodawcy w celu oczernienia, sprawy założone Ci w sądzie, napaść fizyczna lub nękanie to tylko kilka z przypadków, które znam z życia moich znajomych. Byłoby wspaniale gdyby Ona, zrozumiała, że jesteś w gruncie rzeczy w porządku i że wasz wzajemny szacunek i porozumienie wpłynie dobrze na cały patchwork. Jednak nie masz najmniejszego wpływu na obcą kobietę, mimo to, ona będzie obecna w ten czy inny sposób w Twoim życiu, tak długo, jak długo będziesz z ojcem jej dzieci. Jesteś w stanie to zaakceptować? Czy Twój partner jest gotowy postawić zdrowe granice i zbudować coś nowego?

6 Dzieci. Mogą być superkochane. To ludzie, wymagający szacunku, zrozumienia i empatii. Jeśli się polubicie (a może nawet pokochacie?) będziesz miała wspaniałe międzyludzkie doświadczenie. Sądzę, że w ogóle myślenie o byciu w relacji z mężczyzną, który ma już dzieci wymaga otwartości na relację z nimi i chęci na zawiązanie takiej znajomości. Dla mnie to też kwestia odpowiedzialności. Nie śmiałabym wejść z butami w system rodzinny kogoś, nie traktując go dostatecznie serio. Ty zawsze możesz się wylogować, a one pozostaną z pytaniami i emocjami. Chcesz spotykać się z dzieciatym mężczyzną? No cóż… dziewczyno, to będzie wymagało bycia dorosłą osobą!

7 On może nie chcieć mieć kolejnych dzieci. Definitywnie nie. Czy to będzie dla Ciebie ok?

8 Może też chcieć je mieć. Rzeczy wtedy komplikują się nawet bardziej.

9 Przyjmij sobie za punkt honoru pomaganie swojemu partnerowi, być dobrym ojcem. Czy jesteś w stanie wygenerować nadprogramowe wsparcie? Nie bądź bździągwą, która uczy go jak uniknąć płacenia alimentów, ukrywania dochodów i przepisywania na Ciebie swojego majątku. Wszystkie kolektywnie narzekamy na facetów, którzy po rozstaniu, unikają odpowiedzialności. Nie dokładaj się do tego, bo za to akurat na bank będziesz miała kocioł w piekle z własnym imieniem. W kotle obok będzie się smażyć poseł Krystyna Pawłowicz. Pomyśl dwa razy i użyj kobiecej mocy w dobrej sprawie.

10 Czy umiesz kochać? Zastanów się dobrze jak wiele zniesiesz. Bo taki patchwork wymaga miłości, cierpliwości i świadomości, że Twoje potrzeby nie są jedynymi. Czy będziesz umiała odpuścić zazdrość? Co jest naprawdę ważne dla Ciebie? Będąc z facetem, który ma dzieci nauczysz się życiowego tetrisa na poziomie master, ale to będzie wymagało ogromnego i cierpliwego serca.

...

44 komentarze

  1. oh ex 😉 dalam córce męża kurtkę, chciałam ją sprzedać, bo jestem bardzo w dupie z kasą, ale fajnie na niej leżała więc dałam. nie wiem co i kto z tą kurtką zrobił, ale ex wysłała mężowi zdjęcia zwłok mojej pięknej kurtki, z elaboratem na temat mojego stosunku do młodej, który wyrażam dając jej do noszenia śmieci. także ten… w teori zawsze wszystko ładnie pięknie, gorzej w praktyce o czym nieraz boleśnie przekonuje się od 10 lat 😉

  2. Blum

    Nie mamy wpływu na ex 🙁 Mamy wpływ tylko na to co my robimy, ale „be the change you want to see”. Marzy mi się świat, gdzie kobieca solidarność będzie tak głęboka, że będziemy chciały być z exami naszych obecnych, a one z nami w jednym teamie, kiedy łączą nas mali ludzie aka dzieci.

  3. Kobiety niestety, potrafią być bardzo wredne :C Raczej nie zapowiada mi się taki związek, ale wydaje mi się, że właśnie ex w takiej sytuacji może być najbardziej uciążliwa. Zwłaszcza, jak się uweźmie i zacznie o dzieciaki walczyć/ograniczać widzenie z ojcem, bo ona nie chce, by obca baba zajmowała się jej potomstwem. Meh… dlatego raczej wole towarzystwo panów 😀

  4. Karolina

    O co Ci chodzi z tą hermetyczną rodziną złożoną z atomów? I czemu model rodzice plus dziecko/ dzieci nie miałby przetrwać (bo chyba o taki Ci chodzi, a może coś źle zrozumiałam)?

  5. Blum

    Karolina – uwazam, ze rodzina rodzice plus dziecko bez asysty przyjaciół i krewnych, skupiona tylko na życiu w swoim 3 lub 4 osobowym gronie przy obecnym tempie życia oraz nawale obowiązków, oczekiwań i frustracji nie ma prawa przetrwać. Uważam też, że dla dzieci dobrze jest, kiedy mają dookoła siebie jak najwięcej wzorców, mądrych i fajnych dorosłych, z różnym stylem życia, od których mogą czerpać lub iść po wsparcie. Samej bardzo mi tego brakowało jako dziecku, bo w mojej kilku osobowej rodzinie nie było nikogo podobnego do mnie co rodziło czesto poczucie, że jestem „nie taka”. Jednocześnie widzę jakimi oczekiwaniami obicążam partnera, kiedy brakuje mi kontaktu z rodziną i przyjaciółmi – wtedy od minimalnej liczby osób wymaga się życiowego maksa. To nie będzie łatwe ani pozytywne 🙁 Ale to tylko moja opinia. Co Ty myślisz na ten temat?

  6. Blum

    Katrina – rozumiem Twoją postawę. A co do „kobiety potrafią być bardzo wredne” hej… to nie są jakieś mityczne kobiety! To także Ty i ja! Nie musimy być wredne. Nie mamy wpływu na drugą osobę, ale na nasze reakcje i czyny już tak. Ja wybieram bycie nie wredną. Nie chcę być wredna dla ex żony partnera, więc to mój wybór. Nie jestem! Nawet jeśli to nijak nie wpłynie na obecną sytuację między dorosłymi (ex partnerką, obecnym moim konkubentem i mną, jego obecną partnerką) to przynajmniej zdejmie trochę z dzieciaków. Nie jestem ich mamą, nie chcę być lepsza, fajniejsza, to nie konkurs. Jeśli tylko ja odejmę trochę pary z tego parowozu, już samo to uważam za sukces. Jeśli mój tekst da do myślenia kobietom i stwierdzą one „o chromolę, nie idę w taki związek, wielkie dzięki” to super. A jeśli uznają „nie myślałam tak o tym, może ja postaram się być w porządku, zamiast obwniać drugą stronę” to świat też będzie lepszy. „Be the change you want to see in the world”. Zawsze i wszedzie 🙂

  7. W sumie to często się nad tym nie zastanawiałam (młoda jestem), ale po przeczytaniu Twojego tekstu i po kilku przemyśleniach, wiem, że dla mnie, przynajmniej w tym momencie, taka „opcja” zupełnie odpada. Dzięki!

  8. Hony Te

    Trochę chaotyczny ten post. Treściowo – sensownie i git, ale… momentami brakuje słów, jest nieskładnie, błąd logiczny wychwyciłam jeden i … 10 rzeczy o któych warto pamiętać czy 10 przykazań? bo dwa ostanie punkty odstają od reszty 😉 Pisany w emocjach i na szybko?
    Jak zawsze z miłością, lecz okiem literackiego zboczeńca 😉
    Pozdrawiam!

  9. Blum

    Anonim – lepiej pomyśleć o najgorszej opcji, niż wejść w taką relację z nastawieniem hiperoptymistycznym. Potem same pretensje, żal, ból i awantury.

  10. Blum

    Hony Te – a rację masz, trochę ku przestrodze, trochę radząc. Nie w emocjach i nie na szybko. Dziękuję za Twoje uwagi <3

  11. anonimka

    Musze sie przyznac, ze Twoj wpis pojawil sie w idealnym momencie mojego zycia. Bylam przez 5 lat z facetem z bagazem (bo tak o dziwo wiele kobiet nazywa facetow z dziecmi z poprzedniego zwiazku). O ile nigdy, ale to nigdy nie bylam zazdrosna o ex ani o dziecko, to teraz troche zaluje, ze weszlam w ten zwiazek. Drugi raz uszczypnelabym sie w reke, spoliczkowala sama siebie, albo po prostu posluchala rodzicow. No, ale kto przekona zakochane serce kobiety? 🙂 Kwestia jest taka – relacje poprawne, chociaz nigdy nie chcialam nawet pogadac z jego ex, twierdze, ze kontakt miedzy nami nie bylby do niczego potrzebny i nie mam zamiaru niczego udawac. Bardziej skupiam sie na tym by pokazac dziecku, ze istnieja swietne zwiazki i by podzielic sie z nim tym naszym cieplem. Tak czy siak, jego ex zawsze wspieralismy – ona chce wyjechac na wakacje bez dziecka? Nie ma problemu, bierzemy je do siebie. Ona potrzebuje dodatkowej kasy bo wysokie alimenty nie wystarczyly na jakies wazne wydatki? Nie ma problemu, wspieramy ja tez finansowo. I tak dajesz swoja czastke siebie, bez przerwy, jakiejs obcej osobie i nagle po jakims czasie zauwazasz, ze ona tak naprawde ma to zupelnie gdzies i jeszcze postanawia to wykorzystac. Prawda jest taka, ze nie da sie budowac dobrych relacji z czlowiekiem, ktoremu totalnie odbilo i stal sie ROSZCZENIOWY (mowa tu oczywiscie dalej o ex). A niestety takie staja sie samotne matki, ktore nie potrafia ulozyc sobie zycia z innym facetem. Zaczynaja obwiniac za to swojego bylego i jego obecna partnerke. Pojawiaja sie szantaze emocjonalne i wyrzuty „Bo przez to ze mam z Toba dziecko, zaden facet mnie teraz nie chce i przez Ciebie nie umiem sobie ulozyc zycia”, „A moze teraz ty wez dziecko a ja zaczne zyc tak jak chce?”. Z obserwacji wiem, ze tak jest w wielu zwiazkach. Dziewczyny, jesli macie watpliwosci – nie komplikujcie sobie zycia i nie wchodzcie w te chore relacje….Patchwork rozpada sie szybciutko jak wszystko co jest sfastygowane na odwal sie.

  12. Blum

    Z pewnością taka relacja jest trudniejsza niż klasyczna. Chociaż może niepotrzebnie generalizuję? W każdym razie na bank partner musi włożyć dużo wysiłku w zapewnienie komfortu każdej ze stron i jednocześnie sam nie oszaleć. Plus emocje niejednokrotnie sięgają zenitu. Z drugiej strony, obecnie coraz więcej małżeństw się rozpada, a ludzie za młodzi żeby już umierać lub nie zakochać się ponownie 🙂 Ale to prawda – warto ostudzieļ swoje emocje i zastanowić się dobrze, czy na pewno wjeście w taki układ nam pasuje.

    Już zawsze wtedy będziemy nie tylko my, partner i jego dzieci, ale też ex, jej plany, stany emocjonalne, finansowe itp.

  13. Przeczytałam to chyba troche za późno… o ile dziecko nie przeszkadza mi wcale, jest w pięknym wieku (5lat), super spędzamy czas itp. tak matka dziecka…
    Niby wszystko jest dobrze, niby się nie wtrąca, niby jest miła, ale ja nie moge jej znieść. To moje zupełne przeciwieństwo, jest głośna, szalona, bardzo ekstrawertyczna. Na przykład wchodzi do naszego mieszkania bez pukania. Ale to ja przesadzam bo przecież ona jest przyjacielska i wpada po dziecko, na chwile, o co mi chodzi?!
    A wspólna wycieczka, 3 dniowa, beze mnie? E tam, to przeciez dla dziecka.
    Jestem pewna, że nic ich nie połączy juz, w sensie, nie zostane zdradzona, ale ich przyjcielskie relacje doprowadzają mnie do granic wytrzymałości… Doszło do tego, że wychodzę na spacer kiedy ona przychodzi po dziecko. Wracam po godzinie a ona nadal siedzi..
    Domyślam się, że problem też leży po mojej stronie bo sie odcinam od niej, uciekam, ale chyba mam takie prawo, nie chcieć, nie być gotową.
    Trudne rzeczy, nie wiem co robić. Całkiem poważnie rozważam rozstanie bo ona chcąc, nie chcąc zawsze już będzie w moim życiu, a nie umiem sobie tego wyobrazić.
    Gdybym przeczytała to wcześniej to raczej nie zdecydowałabym się na ten związek…

  14. Można mieć zamówienie na temat, z działu know-how, tak jak ten tekst powyżej? Jak wyjść z relacji (znajomości bliższe i dalsze) które przestały dawać nam radość? Przez całe studia miałam dobre relacje z dwoma dziewczynami, oparte głównie na tym, że miały w sobie dużo optymizmu i pozytywnego nastawienia i było nam łatwiej dawać sobie radę w trudnym czasie, jakim było przejście przez zarwane noce etc. Spędzaliśmy ze sobą dużo czasu, znałyśmy naszych partnerów, rodziny, problemy etc. Jednak teraz, kilka lat po, czuje że każde nasze spotkanie jest dla mnie męczące, trudno mi się odnaleźć w ich schemacie życia rodzinnego i konsumpcji wyjazdów, budowy wymarzonych domów i tym podobnych, gdy na codzien ja unikam tego typu ludzi w swoim otoczeniu. Nie chcę ich jednak krzywdzić stwierdzając hej wpadlyscie na tory, którymi mój pociąg nie jeździ więc na razie. Nie umiem znaleźć chwilowo innej metody niż wycofywanie się rakiem, unikając spotkań ze względu na niespodziewane okolicznosci.. chętnie przeczytalabym o jakiś humanitarnych metodach pójścia w swoją stronę bez krzywdzenia innych 😉

  15. Karolina

    Myślę, że masz rację! Jakoś na początku wydawało mi się, że w ogóle nie wierzysz w rodzinę, stąd moje pytanie. Kiedy myślę o swoim dzieciństwie to wiem, że też mi takich kontaktów brakowało, kiedy już raz na jakiś czas ktoś się zjawiał to chłonęłam każde słowo i rodzice się denerwowali, że nie mogą sobie w spokoju pogadać ze znajomymi. Ja sobie natomiast wyobrażam spędzanie czasu wspólne, właśnie w takim stadzie, planszóweczki, dzieci się bawią a my gadamy. A o sprawach nie przeznaczonych dla malutkich uszków można pogadać w kuchni robiąc herbatę choćby 😉 Niedawno przeprowadziliśmy się do nowego miasta i odbudowywanie stada trwa. Powodzenia w budowaniu Twojego!

  16. kiedyś pisałaś by przestać traktować swoje ciało w taki sposób, że narzucamy sobie dyscyplinę, która popycha nas w poczucie winy, gdy sobie trochę odpuścimy. By traktować swoje ciało i siebie przyjacielsko, ćwiczyć kiedy się chce itd. Kiedyś też pisałaś, że byłaś trochę zawiedzona na sobie, gdy przestałaś medytować. Jak to u Ciebie działa w takim przypadku? Robisz sobie wyrzuty sumienia, czy czerpiesz jakąś przyjemność ze swojej niedoskonałości, rozkładasz ręce, i następnego dnia pozwalasz sobie zaczynać od początku…? Nie uważasz, że rozbrojenie mechanizmu poczucia winy, np za brak dyscypliny, może rozwalać jakiś dużo większy, ważny mechanizm w nas, czy całkowicie odrzucasz winę jako metodę wychowawczą/ samodoskonalenia się…?

  17. Blum

    Odrzucam wywoływanie w sobie lub ludziach celowe wywoływanie poczucia winy. Moim zdaniem wyjście z pozycji miłości wiele zmienia.

  18. Przeczytałam ten wpis z zaciekawieniem bo jestem teraz w związku z mężczyzną który ma dzieci.Z początku byłam po prostu szczęśliwa ze znalazłam faceta z którym się świetnie dogaduje nie myślałam za dużo o tym z czym wiąże się to ze on miał żonę i ze maja razem dzieci..Dzieciaki ma cudowne,udało nam sie złapać wspolny język.Rodzina polubiła mojego faceta i myślałam że wszystko jest ok. Do czasu aż tydzień temu moja mama, która dotąd deklarowala ze uwielbia Piotrka ,pok kilku kieliszkach wina zaczęła dosłownie plakac ze ona nie może się pogodzić z faktem że nie będzie babcia i ze jeśli sie rozstaniemy to on ma dzieci a ja skończę samotnie ..co więcej moja siostra tez zaczęła się nagle martwić ze nie będzie mi dane być matką i omija mnie wszystko to co najpiękniejsze w życiu. .następnego dnia przeprosily ale..jest mi strasznie przykro ze tak myślą i nie wiem szczerze mówiąc co im na to odpowiedzieć. .

  19. Blum

    Marta, przede wszystkim, że doceniasz to, że się martwią, ale jednak to nie jest ich sprawa. Nikt nie powiedział, że gdybyś trafiła na mężczyznę bez dzieci, mielibyście jakieś wspólne. Ja byłam w relacjach gdzie partnerzy deklarowali, że dzieci nie chcą mieć never ever, dziś dobijają do 40tki i zdanie podtrzymują. Inni chcieli mieć dzieci już teraz natychmiast, ale nie umieli sznurowadeł zawiązać. Więc… to nie jest tak, że życie uczuciowe wiąże się z samymi świadomymi decyzjami.

  20. Dziękuję za tekst. Bardzo ważny dla mnie, ponieważ dzięki niemu wiem, że ktoś też tak ma, a ja nie jestem sama. Weszłam w związek z dzieciatym mężczyzną, jak w masło. On nigdy nie ukrywał, że jest po rozwodzie i ma dzieci. Za wiele nie myślałam o konsekwencjach tej decyzji, było mi po prostu dobrze. One przyszły później. Dzieci są bardzo fajne, partner odpowiedzialny, dla dobra dziatwy utrzymuje dobre kontakty z ex małżonką. Zawsze o niej mówię dobrze w obecności dzieci i one coraz bardziej mi ufają – otwierają się, czują swobodniej opowiadając o swojej mamie. Bywa, że spędzamy czas z dziećmi, jeździmy na wakacje, ale też bawimy się w gronie znajomych jego i jego ex. Mam wiele ukłuć/przebudzeń, jak np. wtedy, gdy on bywa w ich byłym, wspólnym domu; że odbiera od niej telefon, gdy właśnie ja mu coś opowiadam lub w naszym intymnym azylu/sypialni (zwracałam uwagę, żeby tego nie robił); gdy wyjeżdża do dzieci i nie możemy spędzić razem weekendu. Gdy ze względów finansowych (alimenty) nie jest w stanie pozwolić sobie na wyjazd (wtedy jadę sama/mam babski wypad). Uczę się nieustannie – odpowiedzialności za każde słowo, za moje zachowanie, czyny; weryfikuję moje poglądy, zastanawiam się, jak mogę do czegoś inspirować. Przeżywam, gdy panikuję, że dzieci mnie nie lubią. Zwracam mu uwagę, że pewne rzeczy może robić inaczej, inaczej się komunikować z dziećmi. Bywa fajnie, ale też bywa bardzo trudno. Na pewno jest to dla mnie mocne, rozwijające doświadczenie. Zastanawiam się nad posiadaniem własnych dzieci – czy chcę je mieć (mój partner raczej już nie). I ważna jest jeszcze jedna kwestia – rozstania. Gdy jesteś z dzieciatym mężczyzną przez dłuższy czas, musisz wziąć odpowiedzialność także za jego dzieci, ich uczucia. Odejście będzie na pewno dużo dłuższym, cięższym doświadczeniem, bo przecież przez jakiś czas byłaś w części rodzicem/macochą.

  21. Blum

    Ann, tak. Bardzo rozwijające i trudne doświadczenie. W moim odczuciu również nagradzające, bo jeśli partner jest fajny, wrażliwy i pomocny, można baaaardzo dużo się nauczyć i rozwinąć w sobie wiele kompetencji. Dla mnie to cenne.

    W kontekście dzieci to trudne. Nie sposób się izolować, nie sposób (i nie ma po co) zastępować im rodzica. Ostatecznie to nie jest kwestia „dosztukowywania” brakującej części, a raczej dodania nowej jakości. Dla nas to duża odpowiedzialność, a mała gratyfikacja.

    Co zaś do kosztów osobistych, byłoby fajnie, gdyby społeczeństwo, w tym matki dzieci dostrzegły też drugą stronę. Nie mówię oczywiście, że mąż, który porzucił żonę dla innej kobiety miałby być rozgrzeszany a ona zrozumiana i przyjęta. Jednak związki rozpadają się z różnych powodów, a my ponosimy koszty, o których wspomniałaś. Często matki sądzą, że macochom przypada seks, kasa i splendor. Mało kiedy tak jest… zazwyczaj to co nam przypada to właśnie spychanie naszych potrzeb na dalszy plan, dyplomacja, zagryzanie zębów czy też ustępowanie miejsca/priorytetu bo kasa/choroba/logistyka. Szkoda, że tak mało się o tym publicznie mówi.

    Może to pomysł na artykuł do jakiegoś fajnego pisma? Właśnie tak się zainspirowałam 🙂

  22. Twoje myślenie jest bardzo czyste i wrażliwe, ale czemu nie ma tu punktu, który uświadamia, że jeżeli facet zostawił kobietę z dzieckiem (kij z powodami, kobieta w sytuacji wczesnego macierzyństwa może być trudna, niedostępna, zmęczona itp, wymaga po prostu 100% a nie „weekendowej” pomocy, atencji i wsparcia w codzienności) to może zostawić Cię na takim samym lodzie, bo mimo wszystko opuszczenie rodziny z malutkim dzieckiem świadczy o nim bardzo źle. Nie ma tu też punktu o sytuacji emocjonalnej malutkiego dziecka, które odbiera świat emocjami i nie rozumie tego co zrobił jego „tatuś”, a jeżeli to dziewczynka, to pójdzie w świat z potężnym syndromem opuszczenia. Punkt w którym mówisz o pojawieniu się wspólnych dzieci – to rzeczywiście skomplikowany scenariusz, bo często między przyszywanym rodzeństwem pojawia się nienawiść, a nawet zbrodnie, nawet jeśli rodzice zaakceptowali swoje nowe związki, to dzieci mają prawo odbierać to inaczej. Trudne, trudne, trudne. Życzę wszystkim wytrwałości na takiej drodze, odnalezienia klucza, który da wszystkim, a szczególnie tym maleństwom SZCZĘŚCIE.

  23. Blum

    Aniu – nie mogę o tym pisać, bo nie jestem psychologiem dziecięcym i nie mogę wypowiadać się z perspektywy dziecka. Moim zdaniem relacje międzyludzkie są też dziwne i skomplikowane i niejasne. Rodzeństwo potrafi się uwielbiać lub nienawidzić niezależnie od więzów krwi, przybrani rodzice mogą być źródłem ulgi lub dramatu, podobnie jak biologiczni rodzice. Tak samo związki… rozstania są z równych powodów, czasem ciężko ocenić własne, gdzie do oceniania cudzych.

    Tak, relacje to trudna rzecz.

  24. Czy można przetrwać bez pozycji numer 4? Kobieta o której mowa w moim związku jest serio wytworem szatana. Ciągle straszy, że zabierze mu dzieci, ciągle straszy sądem, ciągle wyzywa mojego partnera przy dzieciach – mówiąc, że czeka jak podrosną, żeby mogła im powiedzieć jakim jest „beznadziejnym” człowiekiem. Używając oczywiście wielu wulgaryzmów. Czy jestem w stanie przez to wszystko przejść szczerze jej nienawidząc?

  25. Blum

    Siostro, tylko dystans może nas uratować. Im mniej uczuć do ex, tym zdrowsza będziesz, przysięgam!

  26. Dlaczego uważasz, że gdy pojawiają się wspólne dzieci jest to jeszcze bardziej skomplikowana sytuacja? Masz może jakieś przykłady?

  27. Blum

    Zazdrość pomiędzy rodzeństwem, jeszcze bardziej świrująca była partnerka, różnice w wychowaniu dzieci (waszego a ich dzieci), ciągłe porównywanie i wyliczanie ile kto i na kogo wydał. Oczywiście są też przypadki (znam osobiście) kiedy dzieci ojca pokochały rodzeństwo i traktują jak niemal swoje dziecko – ale zazwyczaj są to nastolatki lub dorosłe dzieci. Jednak jest to potencjalnie kolejny punkt zapalny.

  28. A moze niech Panowie z dziecmi sie zastanowia czy Pani bez dzieci jest dla nich odpowiednia .. jakby nie bylo taki Pan wchodzac w nowy zwiazek (powazny) musi liczyc sie takze z ta Pania , bo to ona jest teraz jego druga polowka .. Dzieci w koncu dorosna, zaloza swoje rodziny , a Pan ciagle zapatrzony w dzieci zostanie wtedy sam .. nie dajmy sie zwariowac .. trzeba po prostu umiec wszysyko pogodzic.. dzieci tez musza zrozumiec , ze rodzice po rozwodzie maja prawo ulozyc sobie zycie na nowo, a one musza to ZAAKCEPTOWAC

  29. Blum

    Zgadzam się w 100%. Żyjemy dla siebie, nie dla dzieci ani dzieci dla nas.

  30. A ja powiem tak .. niech taki Pan z dzieckiem zastanowi sie czy da rade zalozyc nowa rodzine I poswiecic tyle czasu I dac tyle milosci nowej partnerce ile ona potrzebuje .. no I najwazniejsze niech nauczy swoje dzieci szacunku do niej!!

  31. Blum

    Aneta – z drugiej strony ludzie rozwodzą się, bo chcą mieć szczęśliwe życie, a nie zaciskać zeby przez kolejne 50 lat. Ciężko odmówić im prawa do szczęścia, zwłaszcza, że jak się rzekło, dzieci szybko opuszczą rodziców by żyć własnym życiem i… popełniać własne błędy.

  32. Cześć dziewczyny,
    wpakowałam się w związek z facetem, jesteśmy razem 2 lata, który jest po rozwodzie i ma dziecko 5letnie. Początek znajomości to było coś pięknego. Najpierw miałam go za super przyjaciela, jednak potem zaczęło się to przeradzać w coś poważniejszego. Po krótce… On od początku utrzymywał, że bierze z nią rozwód, a tak naprawdę rozszedł się z nią dopiero po ponad pół roku naszego związku. Złożył papiery po 3 miesiącach,a potem procedura sądowa trwała. Jej połowę oddał jej, a swoją połowę dziecku po osiągnięciu pełnoletności, a sam nic nie ma. Nie wytrzymałam, czułam, że on nie jest fair. Rozstałam się z nim, ale po jego zapewnieniach, że przestanie mnie oszukiwać, a robił to niby, bo się bał, że mnie straci – ponownie się z nim związałam. Dopiero po tym okresie czasu i po tych wydarzeniach zaczęłam poznawać jego dziecko. Obecnie ma 35 lat i dopiero wziął swoje życie za rogi, zaczął zarabiać i myśleć jak mężczyzna powinien. Ale sam początek jak się teraz po tych dwóch latach okazało to było jedne wielkie kłamstwo o nim i jego życiu, teraz zbieram żniwo jego błędów. Jego młody mnie pokochał, ja jego też do momentu, on nie chciał jechać do matki (patologia, pijaczka, narkomanka i zdradziła, mój facet z nią został podobno DLA DZIECKA), młody płakał, że chce zostać ze mną, ściskał, płakał pół godziny, ale w końcu pojechał do tej kretynki, wrócił po kilku dniach – zgoliła mu włosy na irokeza, a raczej jej ogr, młody wyglądał tragicznie, przyjechał brudny i przepocony – strasznie mnie to uderzyło, zrozumiałam, że w życiu nie będę jego matką i nie mam wpływu na to, co się dzieje w tym drugim domu – swoją drogą tamta szybko sobie poradziła, bo urodziła niedawno swojemu nowemu facetowi dziecko, więc młody ma brata – U mnie nadal nic, bo mój jest nieogarnięty życiowo, chce kupić jakieś mieszkanie od właściwie roku, nadal mieszkam z nim w wynajętym mieszkaniu, kupa pieniędzy idzie w błoto, zamiast na ratę kredytu… po prostu zapędził mnie, a w sumie ja siebie też z głupoty zapędziłam w kozi róg, uderzyłam w olbrzymią ścianę. Teraz: Obrzydza mnie ta sytuacja, nie umiem się pogodzić z jego decyzjami i przeszłością. Jego była z resztą traktuje go jak popychadło mimo, że on nie chce się sprzeczać, DLA DOBRA DZIECKA. Mam tego dość, tego młodego, niewinnego człowieka też, nie widziałam go ponad miesiąc już, bo nie mogę, nie chcę go skrzywdzić swoim podejściem i mam również dość mojego faceta w tej sytuacji. On teraz próbuje mi w tym pomóc, ale za dużo się stało. Za dużo się okazało. I zrozumiałam dopiero ostatnio, że ja nie jestem w stanie żyć dłużej w tym związku, ale nie umiem też odejść, bo z drugiej strony chce z nim być, ale jego przeszłość, której nie może już zmienić mnie przybija, te niedopowiedzenia… ja nie daje rady. Budzę się z płaczem, pod prysznicem płaczę, jadę do pracy i płaczę, bo myślę o sobie, że jestem podła i zła, że nie akceptuje jego sytuacji i dziecka. Ja zawsze chciałam mieć NORMALNĄ rodzinę, a tu bym musiała to wszystko dzielić. Czuję, że już mu nie ufam, ale odejść nie umiem. On mnie kocha chyba bardziej, niż własną rodzinę, w końcu mnie naprawdę ktoś kocha i jest dla mnie po prostu dobry, potrafię być nieznośna… moja rodzina mnie wyśmieje, że nawet z czymś takim sobie poradzić nie mogę, a mam fajnego faceta. Nie wiem co mam/mogę zrobić…

    Dziewczyny, poważnie zastanówcie się nad związkiem z takim facetem z bagażem. Jako kobieta z empatia i bardzo emocjonalna możesz to przeżyć, ale nie tak jak powinnaś.

    Pozdrawiam, wytrwałości

  33. Szukając odpowiedzi na to właśnie pytanie w internecie, cieszyłam się ze napotkałam na ten wpis. Nie mogę jednak zrozumieć jednego. Pomimo ogromnej wdzięczności za podzielenie się doświadczeniem, dlaczego wszędzie spotykam się z forma 10 przykaz i to co JA powinnam zrobić i jak powinnam się zachować. Dlaczego nikt nie opisze czego mogę oczekiwać i wymagać od drugiej strony, na co również nie powinnam sobie pozwalać. Po rocznym związku, wielu próbach kompromisu, dostosowywania się, w pewnym momencie powiedziałam sobie ‚dosc’. Uważam, ze nie musimy zgadzać się na wszystko dla czyjegoś dobra. Dbajmy tez o siebie. Nie walczmy. Ale dbajmy. Tak zwyczajnie. Czy ten mężczyzna nie powinien pogodzić każdej ze stron? W końcu to jego życie jest skomplikowane. W końcu i on chce czegoś ‚nowego’. 🙁 eh.

  34. Blum

    Masz absolutną rację. Dziś, po 3 latach w patchworku napisałabym tekst do niego. Czy umie zrobić miejsce dla nowej osoby w swoim życiu? Czy ta osoba będzie miała należne sobie miejsce? Miejsce partnera (nie niżej i nie wyżej niż dzieci) bo to z partnerem podejmuje się strategiczne decyzje i z nim się żyje. Czy jest gotowy na to, że partnerka, może chcieć mieć własne dzieci? Czy zrozumie, że żadna kobieta nie musi kochać obcych dzieci i że dzieje się to niezmiernie rzadko? Czy przyjmie do wiadomości, że musi mieć jeszcze więcej zasobów i sił niż chwilę wcześniej, kiedy był tylko rozwodnikiem z dziećmi? Czy ma na tyle pieniędzy? A mądrości? A spokoju i osadzenia w sobie? A cierpliwości? Czy w razie czego jest w stanie iść na terapię, czytać książki, odwiedzać specjalistów, żeby ogarnąć swój patchwork?

    Jeśli nie… moim zdaniem nie powinien zawracać kobiecie głowy, bo to będzie po prostu mordęga. Niestety w mojej ocenie mężczyźni częściej niż wchodzą w taki związek, bo mają coś do dania, szukają po prostu kogoś kto ich wesprze w życiowym bajzlu, który mają. Słaba opcja dla kobiety.

  35. Bardzo dziękuję za ten wpis i za tego bloga 🙂 Szacunek dla autorki za takie szczere i rzetelne podejście do tematu. Żałuję tylko, że tak późno go znalazłam, bo pewnie byłoby mi łatwiej spojrzeć na wiele sytuacji. Intuicyjnie zawsze wiem, że trzeba się wznieść nad własne „ja” i zapomnieć o swoim wyobrażeniu idealnego związku, ale w praktyce te potrzeby i frustracje zawsze gdzieś znajdują ujście. Przerzucanie się złośliwościami z ex tylko pogarsza sprawę. Mam wrażenie, że to jest jakaś forma kontaktu, dialog- nie możemy bezpośrednio dać wyrazu swojej niechęci, ale chcemy zakomunikować swoje zdanie i pokazać, jak bardzo się nie lubimy. A skoro nie możemy zrobić tego w rozmowie, jedynym „kanałem informacyjnym” jest dziecko… Moim zdaniem warto to ucinać, przełknąć po prostu. Darować sobie komentarze, wojny o drobiazgi (bo często to są drobiazgi, które urastają do rozmiarów ogromnych problemów) i ten dziwny dialog z była przerwać. Pozdrawiam Ciebie, Autorko i wszystkie wpisujące się tu osoby. Jak dobrze wiedzieć, że nie jestem sama na świecie! 🙂

  36. Blum. Nigdzie w „internetach” nie spotkałam tak mądrej dyskusji na forum. Bardzo mało jest wpisów takich jak Twój i komentarzy tak wyważonych. Jestem od ponad 2 lat z dzieciatym mężczyzną. Zaczęliśmy się spotykać w trakcie trwania jego sprawy rozwodowej. Jest dobrym człowiekiem. Podczas rozwodu sam zdecydował o wysokich alimentach na dzieci. Zostawił żonie dom żeby jego niepełnosprawna córka mogła tam nadal mieszkać. Był honorowy. Podczas rozwodu żona go chciała oskubać. Wielokrotnie mówiłam do niego, że może się rozwodzić nawet kilka lat byleby zadbał o swoje finanse i nie oddawał wszystkiego żeby mieć szybciej papiery. Miałam dużo zrozumienia. Przerabiałam bycie na drugim miejscu, zazdrość o to, że z nimi spędza czas i jego niegotowość na dziecko gdy ja tego chciałam. Jego dzieci oprócz alimentów mogą liczyć na każde dodatkowe wsparcie. Nie zgadzam się z jego podejściem do pieniędzy. Mówi, że nie weźmie ich do grobu. Jasne, że tak ale czasem zdarza się, że poduszka finansowa ułatwia funkcjonowanie. Ja jestem w pełni samodzielna i niezależna. Zostałam zwolniona z pracy, ale sobie poradziłam. Znalazłam pracę w innym mieście i zarabiam całkiem dobre pieniądze. Pisze o tym żebyście wiedzieli, że nie potrzebuję faceta żeby się utrzymać ani pojechać na fajniejsze wakacje – finansowo niczego mi nie brakuje. Ostatnio dostałam w policzek. Mój Partner stracił pracę. Zdecydowaliśmy że w takim razie zacznie jej szukać w mieście, w którym chce studiować jego córka. Jest mi to na rękę ponieważ w tym mieście pracuję, a teraz dojeżdżam ok 2 h do pracy. Pomyślałam więc że mam troszeczkę oszczędności, rodzice mogą pomóc finansów i mogę wziąć kredyt i kupić mieszkanie w mieście do którego zamierzamy się przenieść i w którym możemy mieszkać we trójkę. Jakie było moje zdziwienie gdy przy dyskusji o jakimkolwiek wsparciu finansowym (do zwrotu) od mojego Partnera powiedział mi, że on nie jest w stanie mi pomóc w tym momencie. Wściekłam się bo nie powiedział nawet że chodzi o to że stracił prace tylko nie może i koniec. I żeby Was nie zmylić i żebyście czuli poziom jego zarobków. Córce podczas szukania studiów powiedział żeby sobie znalazła jakie chce studia bo kasa nie gra roli. Wiec panienka wybrała uczelnie w stolicy. Czesne 10 k za semestr. Dzienne! I nie jest to ani prawo ani medycyna tylko gówniany kierunek na który na Państwowych uczelniach dostać się można zdając podstawowe przedmioty. Gdy jego córka przyjeżdża do nas to z kosmetyczki wystają głównie kosmetyki z douglasa i sephory. W Sephorze zbiera punkty na złotą kartę. Gdy kiedyś mój partner pochwalił się pełen podziwu dla sprytu swojej latorośli, że jego córka kupiła w douglasie takie małe buteleczki na kosmetyki do samolotu to mi wstyd było przyznać, że ja kupiłam takie same na hali w Auchan za 4,99 podczas gdy te w Douglasie kosztowały 5 razy więcej. Wiem, że mówienie o finansach przeznaczanych na jego dzieci jest tematem tabu, ale nie podoba mi się, że wywala kasę w błoto rozpieszczając dzieci a nie ma 20 k wsparcia na wkład własny w mieszkanie w którym też by mieszkał (te 20 k jestem w stanie mu oddać w 4 m-ce bez specjalnych wyrzeczeń). Anetka dobrze napisała że Panowie którzy wiążą się z wolnymi Paniami powinni się zastanowić czy są w stanie traktować swoje Partnerki poważnie. Bo z tego co widzę większości się to nie udaje.

  37. Blum

    Kalina – słyszę Cię. U nas pieniądze są również bardzo newralgicznym tematem. To poczucie, że kiedy Ty chcesz budować i patrzysz w przód, a partner wciąż ogląda się za siebie (nie oszukujmy się, nie mogąc partycypować w życiu swoich dzieci na takich zasadach, jak kiedy tworzył pełną rodzinę) – rodzi wiele pomieszania i rozgoryczenia. Z tego co widzę o wiele naturalniej takie rzeczy układają się w parach, gdzie to mama z dziećmi znajduje partnera, który mieszka z nimi na stałe – po prostu tworzą nową rodzinę. W sytuacji ojców i ich partnerek wszystko jest z doskosku, obarczone wyrzutami sumienia i dziwaczną weekendową dynamiką. Partner może być cudownym męzczyzną, ale to bardzo trudny układ dla kobiety, która chciałaby założyć swoją rodzinę lub budować razem stabilną przyszłość.

  38. Artykuł brutalnie szczery. Trzeba być urodzoną frajerką żeby wejść w taki układ. Dzięki za otworzenie mi oczu.

  39. Blum

    To na pewno wymagająca konstelacja rodzinna, ale wstrzymałabym się z tak paskudnym ocenianiem ludzi. Nie używamy tu takiego języka.

  40. Stary wpis, ale zjechałam na dół i trafiłam. Uwielbiam Twojego bloga, ale ten wpis jest… Tak mało osiedbaniowy! Byłam we wszystkich konstelacjach: dziecko rozwiedzionych rodziców, z czego mama założyła drugą rodzinę, równiez z rozwodnikiem z dzieckiem,a teraz jestem mamą i macochą – drugą żoną pierwszego męża. I jasne – przed takim związkiem trzeba się zastanowić ale…przed jakim nie trzeba?! Strasznie dużo jest w tym wpisie ciężaru przyszłej macochy: to Ty się w to pakujesz, więc to na Tobie odpowiedzialność nawet za pomaganie w byciu tatą! I szanuj ex ale ona może Cię nienawidzić. Nie zrozum mnie źle: bardziej marzyłby mi się post w duchu macoszego osiedbania: masz prawo czuć się źle z tym, że dziecko jest ważniejsze. Masz prawo czuć awersję do ex a nawet brak szacunku jeśli ona taki okazuje Tobie czy dziecku czy mężowi. Zajmujesz się nie swoim dzieckiem, poświęcasz swój czas i to jest piękne, brawa dla Ciebie już teraz. I przede wszystkim: sytuacja sytuacji nierówna. Dla mnie to duże uproszczenie, bo inaczej wygląda relacja w której np. ja poznałam mojego męża gdy był 5 lat po rozwodzie. Ślub wzięli bo wpadli jako szczeniaki, dziecko nie miało roku a już się rozwiedli. A inaczej kiedy 10 lat młodsza laska podrywa faceta, który przechodzi kryzys w swoim 15 letnim małżeństwie a dzieci potem jej nienawidzą i o wszystko obwiniają. A macochą nie zawsze jest czemukolwiek winna. Ale dużo osób wychodzi z takiego założenia: no bo nawet jeśli nie jej wina, to przecież widziaław co się pakuje. Poza tym.. dziecko nie zawsze będzie na 1 miejscu. I to nie tylko problem par patchworkowych. Zaniedbany związek na rzecz dzieci a potem dwie sypialnie to wcale nie tak rzadki problem. Dzieci wyfruwają z gniazda i wtedy trzeba trochę wić je na nowo – we dwoje – najlepiej widzą to rodzice starszych nastolatków czy studentów. Dodam tylko że tak – można być szczęśliwą w takim układzie. Bo zanim zdecydowałam się na ślub wszyscy mówili mi jak Ty w tym wpisie – niby z troski – a jednak dodawali ciężaru. Nawet psycholog raz się zapomniała i wspomniała że nie kojarzy szczęśliwej macochy. No cóż, ja myślę że to trochę wina społeczeństwa, które nie widzi obiadów, poprawiania szalika, odrabiania lekcji z dzieckiem. Tylko z automatu mają wgranego Kopciuszka i kropka.

  41. Blum

    Leno – dziękuję za ten długi komentarz. Dziś napisałabym jeszcze inne posty: o tym, o czym powinien pomyśleć ojciec dziecka, zwłaszcza jeśli wiąże się z bezdzietną. O czym powinna myśleć matka dziecka. Właściwie do każdego członka tej konstelacji możnaby wystosować taką odezwę – ja tego nie zrobiłam, bo szczerze… nie mam siły.

    Pisałam to kilka lat temu, dziś uważam inaczej – tak, bardziej osiędbaniowo. Mam więcej refleksji, które przyszły wraz z doświadczeniem: Wśród nich są takie:

    – masz prawo nie zajmować się nie swoimi dziećmi i nie musisz ich nawet lubić
    – to nie na tobie spoczywa ciężar wychowywania
    – to rola rodzica by zasymilował swoje dzieci z nową rodziną (żoną czy też żoną i dziećmi) – bo to jego dzieci, które to on wychowuje
    – jak przyjdzie, co do czego – nie będziesz mieć wiele do gadania – zastanów się czy ci to pasuje
    – oczekuj od partnera większych nakładów empatii, finansów i sprawnej komunikacji niż sama wnosisz – nie może być tak, że to macocha lata po kursach, psychologach, czyta książki, a partner jest „bezradny” i on się nie zna, nie wie, jakoś to będzie.
    – nie przyjmuj nigdy shitu od matki dzieci. Ich rozwód i problemy to w gruncie rzeczy nie twoja sprawa

    mogłabym tak dłużej. Empatyczne podejście jest piękne, ale muszę przyznać Ci rację – bardzo bardzo obciążające, zwłaszcza, gdy to macocha stara się najbardziej (choć często nikt jej o to nie prosił).

    Mam jednak na blogu jeszcze inne teksty o patchworku i wydają mi się ważne. Przyznam, że czasem sama zastanawiam się, czy da się być szczęśliwą macochą. To rola, która zawiera w sobie kombinację – mało wpływu, dużo obciążenia i… w sumie to ja bym nie polecała przeżywać czegoś takiego. Z drugiej strony mam cudownego pasierba i mimo wszystkich trudności czuję z nim taką więź jakby był członkiem mojej rodziny – po prostu. Inna sprawa, że w patchworku dużo szybciej i wyraźniej widać rzeczy, których nie widać na pierwszy rzut w rodzinach – jak będziemy wychowywać dzieci? Co jest pierwsze – związek dwojga dorosłych, czy dzieci? Jaka edukacja nam pasuje? Jak zarządzamy pieniędzmi? Czego wymagamy od dzieci? Plus patchwork wymaga mega sprawnej komunikacji – ale to nie wyjdzie, kiedy komunikuje się tylko część rodziny.

  42. Dziękuję za odpowiedź! Pisałam ten komentarz z duszą na ramieniu, bo z jednej strony jakoś mocno mnie poruszył ten post i czułam, że muszę napisać, a z drugiej było mi głupio, że odzywam się dopiero gdy coś mi nie gra, a pod innymi postami które mnie urzekły nie zostawiłam ani słowa. (Więc na przyszłość mam zamiar to zmienić:) Co do pisania na ten temat, nie dziwię się, samo tłumaczenie koleżankom czy rodzinie potrafi spalić tonę energii, a co dopiero pisanie i odkrywanie się na blogu – temat jest ważny ale nie ma końca, a wnioski z czasem pojawiają się nowe, bo sytuacja się zmienia, dojrzewa relacja, my dojrzewamy, dziecko dorasta… Mimo wszystko dziękuję, że o tym piszesz, i że w ogóle piszesz, bo uwielbiam Twoje teksty:)

Dodaj komentarz

.