Tak jest. Rysów twarzy supermodelki nie mam. Nie ma koloru, nie ma wyrazu. I to jest ok. Ja się na to zgadzam.
Tak jest. Rysów twarzy supermodelki nie mam. Nie ma koloru, nie ma wyrazu. I to jest ok. Ja się na to zgadzam.

Minęły już dwa lata odkąd się nie maluję. Postanowiłam to opisać i podsumować, bo przez ten czas miałam bardzo różne przemyślenia na ten temat.

DLACZEGO PRZESTAŁAM SIĘ MALOWAĆ?

Tu malowałam się sama. Lubiłam tak wyglądać. No ale przeskok pomiędzy taką wersją a nagą skórą był drastyczny.
Tu malowałam się sama. Lubiłam tak wyglądać. No ale przeskok pomiędzy taką wersją a nagą skórą był drastyczny.

Zawsze lubiłam się malować. Sprawiało mi to przyjemność i było jednocześnie koniecznością. Miałam fatalną, trądzikową cerę, która w lepszych czasach sprawiała mi dyskomfort, w gorszych doprowadzała do rozpaczy. Malowałam się na plażę! Malowałam się przed wyjściem do sklepu. Kiedy jechałam gdzieś ze znajomymi myśl o tym, że będą widzieli mnie bez makijażu była dla mnie równie krępująca, co myśl o paradowaniu bez majtek. Oprócz podkładu kochałam kreski na powiekach i byłam maniaczką różu i rozświetlacza. Dalej lubię wszystkie trzy komponenty. Kiedy się maluję, podkreślam kości policzkowe. Jak widzisz, nie mam wyrazistych rysów twarzy. Ostro zarysowana, męska szczęka nie jest moim udziałem. Klasyczny nos? No nie. Mam ciemną oprawę oczu, ale moje rzęsy bez tuszu nie są podkręcone i wydają się krótkie (jaśnieją gdzieś od połowy długości). Moje brwi też nie wpisują się we współczesny kanon krzaczastości. Można powiedzieć, że malowałam sobie trochę twarzy na twarzy, żeby nadać jej jakichś rysów.

Kiedy Skin coach na potrzeby eksperymentu, który miałam opisać w Wysokich Obcasach, kazała mi przestać się malować, nie byłam w stanie. Pozbyłam się wtedy jednak okropnych klajstrujących korektorów z Catrice, a jakiś czas później dostałam od mojej przyjaciółki tusz do rzęs i podkład Chanel. Zawsze uważałam ją za szaloną, że wydaje takie pieniądze na kolorówkę (tusz 150 zł, podkład 300 zł) i sądziłam, że przecież kolorówka z Rossmanna obleci. Okazało się jednak, że jest inaczej. Ten cholerny podkład robił cudo na mojej twarzy. Nie krył jej maską, nie odcinał się od mojej oliwkowej cery, nie zapychał mnie. Kochałam! Podkład jednak kiedyś się skończył… a ja nie byłam gotowa wydać na niego 300 zł. Byłam z resztą chyba wtedy bezrobotna. Nie mogłam też jednak wrócić już do tanich drogeryjnych podkładów. Mam to w zwyczaju, że wolę z czegoś zrezygnować niż szukać niesatysfakcjonujących zamienników. Dlatego nigdy nie zobaczysz mnie z burgerem z wegańskim serem w dłoni, a kiedy rzucałam palenie, to je rzuciłam, zamiast wygrzewać iquosa.

W międzyczasie zamieszkałam z Wojtkiem, który bardzo lubi naturalne dziewczyny. Ja bez makijażu czułam się jak ziemniak w mundurku, on zawsze, kiedy tylko się umalowałam, pytał „ale co Ci się stało?”. Mieliśmy na ten temat kilka spięć, bo ja uważam, że dziewczyna może wyglądać, jak chce i naprawdę nie muszę mu się tłumaczyć z moich czerwonych trzewików, pomalowanych paznokci czy czegokolwiek innego, co ze sobą robię. Prawda jednak jest taka, że…

ŁATWO MI BYŁO PORZUCIĆ MALOWANIE.

Tu jestem profesjonalnie umalowana przez moją siostrę, która jest MUA.

Mój partner w pełni mnie akceptował, a wręcz afirmował. Nie pracowałam w biurze, w którym, kiedy tylko przychodziłam w makijażu, ale bez krechy ktoś mnie pytał, czy jestem chora. Zamieszkałam na Mokotowie, gdzie czasem trudno rozróżnić hipsterskich mieszkańców od kloszardów. Przejdzie tu wszystko — poczochrane włosy, brak makijażu, zmarszczki, spracowane ręce, za wielkie ogrodniczki. Jeśli kochasz pieski i masz w sobie choćby ułamek duszy artysty, pasujesz. To nie ten fragment Warszawy gdzie kobiety z talią osy, doczepionymi paznokciami i operacjami plastycznymi twarzy o wielkich ustach nie wspominając, roztaczają swój seksualny powab. To zupełnie inna planeta, a ja pracowałam z domu. Widział mnie Wojtek, dzieci Wojtka i nasz pies. Wiewiórkom w parku było wszystko jedno, a ja czułam, że malowanie się, żeby w samotności siedzieć przed kompem, a wieczorem zmywać rzęsy (nienawidzę!) jest bez sensu.

Kiedy jednak trafiałam na planetę sztucznych rzęs, ust i seksapilu oraz wykonturowanej twarzy, albo po prostu umalowanych kobiet w centrum czułam się okropnie! Nagle w innym środowisku odstawałam. Czułam się zaniedbana, brzydka i rozmamłana! Niesamowite odkrycie, zwłaszcza że niespecjalnie porównuję się do innych kobiet i nie wartościuję też stylu innego niż mój własny. Mam 31 lat, a jednak wrzucenie się w kontekst, w którym kiedyś funkcjonowałam — kobiet ubranych, spieszących się do biura, idących na randkę lub kawę z przyjaciółką był mi teraz bardzo obcy. Dlatego wcale nie dziwię się, że ktoś, kto chodzi do pracy w centrum miasta i ma milion zajęć, nie czuje się komfortowo z rezygnacją z makijażu.

POPRAWA STANU SKÓRY.

Tak wyglądam na co dzień. Brak makijażu sprawił, że mam zdrową skórę, ale nie zagęścił mi rzęs, nie zlikwidował worków pod oczami i nie sprawił, że moje blade usta są malinowe soczyście :)
Tak wyglądam na co dzień. Brak makijażu sprawił, że mam zdrową skórę, ale nie zagęścił mi rzęs, nie zlikwidował worków pod oczami i nie sprawił, że moje blade usta są malinowe soczyście 🙂

Chociaż kiedy Skin Coach namawiała mnie na rezygnację z kolorówki, nie byłam jeszcze w stanie tego zrobić, teraz po dwóch latach muszę powiedzieć, że choćby nie wiem, co twierdzili producenci, kosmetyki kolorowe nie pielęgnują skóry i nie poprawiają jej stanu. Jest to logiczne. Od kosmetyków kolorowych oczekujemy, że nie będą się rolować, ciastować, tworzyć efektu maski, ale też nie będziemy wyglądały jak obsypane mąką. Fajnie jakby miały krycie, dobrze, żeby skóra pod podkładem się nie świeciła, ale też podkład nie może w połowie dnia wyparować ze skóry, jakby nigdy go tam nie było. Róż ma być trwały i nie tracić na intensywności w trakcie dnia, ale powinien też być w miarę stonowany i dobrze się rozcierać. I tak dalej i tak dalej. Żeby konsystencja, trwałość, napigmentowanie i reszta, która sprawia, że wyglądamy bosko, mogły zaistnieć, w kosmetyku ląduje cała masa składników, które nie są dla skóry, one są dla produktu. W efekcie uzyskujesz piękny wygląd, ale nie ma się co czarować, że podkład jest odżywczym kremem i tylko przy okazji robi buzię rodem z fotoszopa.

Rezygnacja z kosmetyków pozbawiła mnie problemu z zapychaniem i łojotokiem. Moja twarz ma w miarę równomierny kolor, skóra jest zdrowa. Czasem w lepszej kondycji, czasem w gorszej, makijaż jest przecież tylko jednym z czynników, ale ogólnie tak, brak makijażu naprawdę sprawia, że skóra leczy się sama. Dziś używam czasem mineralnych kosmetyków, które mają może po 4 składniki, ale i one nie pielęgnują skóry, wszak są wysuszające.

ODZYSKANIE SWOJEJ TWARZY I WOLNOŚCI.

Zero mejkapu. Czerwone policzki, bo moja skrra stała się ostatnio uwrażliwiona.
Zero mejkapu. Czerwone policzki, bo moja skrra stała się ostatnio uwrażliwiona.

Kiedy przestałam się malować, odzyskałam swoją twarz. Dobra, może to była twarz ziemniaka, ale była moja. Kiedy przyzwyczaiłam się do niej, nie czułam dyskomfortu, żeby pokazywać się tak ludziom. Dziewczyny z innej planety nie robiły już na mnie wrażenia i nie sprawiały, że czułam się ostatnim kocmołuchem. Wręcz przeciwnie! Często stojąc blisko umalowanej osoby, zaczynałam dostrzegać pewien absurd tej sytuacji. Zaczęłam postrzegać umalowane osoby jak dzieci wymalowane farbkami po urodzinach w McDonalds lub członków plemienia przygotowanych na srogą ceremonię. Zastanawiałam się, jak to jest, że faceci mają worki pod oczami, popękane naczynka, wielkie pory i nadal uważamy ich za przystojnych, a na pewno nie pytamy, czy są zmęczeni.

Nabrałam przeświadczenia, że makijaż nie jest niezbędną częścią poranka, jak kiedyś o nim myślałam, nie jest byciem zadbaną i np. stojąc w kolejce do kasy, patrzyłam na te skóry umęczone pod podkładami. Pocące się, podkład, który się ważył a róż i bronzer ślizgały się po skórze jak plamy moro. Zapchane pory, korektor w zmarszczkach pod oczami. Pomyślałam sobie wtedy, że to nie tylko nie fair, ale też niezdrowe, niefajne dla ciała. No i trudne. Bo kiedy nagle zmywasz makijaż puff, twarz znika!

Bez obciachu już wtedy pokazywałam się tysiącom ludzi na stories, bez makijażu byłam na zdjęciach, a na 10-dniowy wyjazd do Portugalii mogłam spakować się jak facet. Moja kosmetyczka składała się z kremu, płynu do mycia twarzy i ciała, szamponu, odżywki do włosów, kremu z filtrem i pasty do zębów oraz szczoteczki. Jeśli mi się poszczęściło, może nie zapomniałam o dezodorancie. Nieważne czy przyszedł kurier, czy musiałam iść na pocztę, czy spotykałam na ulicy kogoś, kto czyta mojego bloga — miałam jedną twarz dla wszystkich i to było bardzo super. Mogłam też bez wyrzutów sumienia uwalić się na poobiednią drzemkę bez wyrzutów sumienia, że śpię w makijażu.

NIE UMIEM SIĘ UMALOWAĆ!

Tu też jestem profesjonalnie umalowana przez siostrę. Z dzisiejszej perspektywy totalnie nie odnajduję się w tak mocnym makijażu.
Tu też jestem profesjonalnie umalowana przez siostrę. Z dzisiejszej perspektywy totalnie nie odnajduję się w tak mocnym makijażu.

Przez jakiś czas miałam też tak, że kiedy próbowałam się umalować, czułam się komicznie. Jakbym namalowała sobie cudzą twarz na mojej. Brwi wydawały się za ciemne. Podkład zbyt pylący. Róż za różowy. Czułam się jak drag queen, jakbym szła na karnawał. Miałam wrażenie, że jak wyjdę na ulicę w makijażu, ludzie będą widzieli, że wyglądam jak dziwadło. Na tamtym etapie makijaż mnie odrzucał i uważałam, że wyglądam w nim komicznie i groteskowo.

ZIMA ZIEMNIAKA I PRAGNIENIE ZMIANY.

Ostatnio uznałam, że skoro od dwóch lat się nie malowałam, a mam za sobą naprawdę ciężką zimę, kiedy dopadł mnie smuteczek sezonowy, pracując w domu, nie jestem gwiazdą, jak wyjdę z domu, to będąc zmarzluchem, ubieram się jak ludek Michelin, dorosłam już do tego, żeby znów bawić się makijażem, fryzurą i stylem. Ale na własnych zasadach. Mój makijaż wygląda teraz tak:

umalowana

Na tym zdjęciu (robionym dziś) mam na sobie podkład mineralny (jak dla mnie to on nie ma krycia, no ale trochę koloru dodaje pod oczami), róż mineralny, wytuszowane rzęsy i uczesane brwi. Wydaje się więc, że to minimum. Zero konturowania, zakrywania niedoskonałości, żadnego dorysowywania sobie rysów twarzy. Bardzo delikatne ujednolicenie kolorytu. I co? Wystarczy, że zaczęłam w ten sposób malować się trzy razy w tygodniu maks i… znów pojawił się dyskomfort, kiedy nie mam makijażu! To niesamowite, że tak szybko zaczęłam myśleć o swojej umalowanej twarzy, jako swojej, a swoją twarz bez niczego traktować, jako coś, co nie jest moje! To moje wielkie zdziwienie!


OMG pisać aż tyle o makijażu? Chcesz, to się maluj, nie chcesz, to się nie maluj! Można tak podsumować ten wpis. Jednak przez te dwa lata doświadczyłam całego spektrum uczuć związanych zarówno z identyfikacją, tożsamością, jak i tym, co kultura narzuca kobietom, jako podstawowa higiena i bycie zadbaną. Zaczęłam, być bardziej czuła na te niuanse. Dlaczego niehigieniczne stringi, które odradzają lekarze, są uznawane za sexy, a owłosiona kobieca noga za brak higieny? Gdzie tu logika? Dlaczego zadbanie przypisane jest temu, żeby konsumować i wabić, podobać się innym, a nie przypisane do zdrowia i dobrego samopoczucia? Jak bardzo kontekst i zachowania mas, wpływają na samopoczucie jednostki? Jak zmienia się moje poczucie siebie i własnej roli w zależności od tego, co teraz dla siebie wybieram? To były super ciekawe obserwacje i fajnie było je przeżyć. Podsumowując:

♥ Makijaż sam w sobie nie jest ani zły ani dobry, ale nie powinno się go wymagać w miejscu pracy. To czy chcemy się upiększać czy nie, powinno być naszą decyzją i ma więcej wspólnego z rytualnym ozdabianiem niż z higieną i troską o siebie.

♥ Brak makijażu jest naturalny. Sprawia, że skóra się leczy i ma szansę normalnie funkcjonować.

♥ Spójność wizerunku daje wolność. Ciężko być ciągle perfekcyjnym.

♥ Czasem makijaż wcale nie upiększa. Zwłaszcza, kiedy używamy kiepskich produktów lub nie umiemy go wykonać.

♥ Makijaż ani jego brak nie powinien być powodem do ośmieszania.

♥ Makijaż potrafi być uzależniający.

Czy ja będę się malować? Nie sądzę. Szkoda mi skóry. Kiedy już odzwyczaiłam się od widoku makijażu (wokół faceci i dzieci) zaczęła mi się podobać faktura skóry bez podkładu. Zmarszczki, piegi, jej świetlistość i to jak pracuje. Nadal lubię malować rzęsy (nadal nie cierpię ich zmywać) i usta i myślę, że to mój kompromis. Nie chcę już być wymalowana od A do Z i nie chcę umalowana wyglądać dużo lepiej niż sauté. To rodzi zbyt wiele napięcia i frustracji oraz bezbronności, kiedy później mam nagą skórę. Wolę być sobą niż codziennie wyglądać jakbym szła na czerwony dywan, bo to lepsze dla mojej głowy. Nie oceniam jednak chęci malowania się innych. Uważam, że to osobisty wybór i opisuję jedynie własne odczucia i wybory podczas tych dwóch lat. Doceniam makijaż, jako zasłonę, kiedy mam emocjonalnie gorszy świat i chcę odgrodzić się od świata lub kiedy jestem bardzo profesjonalna i chcę stworzyć dystans pomiędzy sobą a osobami, z którymi pracuję. Makijaż bywa moją burką, ale nie muszę jej już tak często używać, bo nauczyłam się, że autentyczność i bezbronność są moją siłą i ozdobą.


Jeśli chcesz przeczytać, czego NIE ZMIENIŁA naturalna pielęgnacja zajrzyj TU. A jeśli chcesz mi pomóc pisać o osiędbaniu i regularnie postować, okaż mi swoje wsparcie na Patronite:

baner

Author

24 komentarze

  1. Jaki teraz podkład mineralny używasz? 😉

  2. Blum

    Lily lolo w kolorze warm peach i róż anabelle Minerals w kolorze Sunrise.

  3. Agnieszka

    Ja ostatnie 6 miesięcy spędziłam na emigracji, gdzie nie miałam pracy wiec siedziałam w domu. Co za tym idzie tez się nie malowałam, tylko 1-2 w tygodniu jak gdzieś wychodziliśmy na miasto, imprezę itd. Niestety cera mi się nie poprawiła, była gorsza niż w Polsce (kwestia gorszej jakości jedzenia i wody). Często powodowało to u mnie dużo kompleksów, bo cały dzień widziałam jak wyglada skóra, za bardzo obsesyjnie się nad nią skupiałam, przez co tez często rozdrapywałam zaskórniki.

    Jak już miałam okazje się umalować to sprawiało mi to duża przyjemność (sama czynność).

    Tez tak mam ze próg „mocnego” makijażu się przesunął i bardzo nie podoba mi się podkład na twarzy, rozświetlacz. Łatwiej mi teraz wyjść do ludzi bez makijażu, czuje ze mniej mi się chce malować. Rzęsy się trochę wydłużyły.

    I to miłe uczucie ze można drzemać w ciągu dnia i trzeć oczy! To jest w ogóle niesamowite jak to jest silne, ze już nawet palec układam inaczej jak muszę oko potrzeć bo 10 lat malowania zrobiło swoje (bez dotykania umalowanych rzęs).

    Malować się nie przestanę, ale pewnie będzie jeszcze mniej niż jest teraz i z większym luzem. Jak zaspie i nie będzie czasu to pójdę seute do pracy.

  4. Blum

    Mi niestety rzesy się ani nie wydłużyły ani nie zagęściły. Na chłopski rozum powinny, bo nie trę, nie myję micelami i mleczkami… a one nic. Za to sama skóra niebo a ziemia.

  5. największą ulgą, jaką czuję po ‚rzuceniu’ makijażu to odpoczynek dla oczu i powiek – nic tak im nie szkodziło jak tusz do rzęs albo wysuszające cienie. no i bez malowania się podczas poranka zyskałam czas na śniadanie, bo wcześniej go nie jadłam, właśnie kosztem robienia makijażu

  6. Super, że coraz więcej kobiet rezygnuje z makijażu. Uważam, że naturalnie wyglądasz pięknie. Osobiście nie maluję się do pracy, ale lubię mieć pomalowane usta lub rzęsy i policzki na weekendowe wyjścia. Podkładu ani pudru jednak nie używam od dłuższego czasu, ale nie wiem czy wytrzyma latem, bo moja skora bardzo się wtedy świeci.

  7. Blum

    A widzisz, u mnie odkąd przestałam ją zaklejać podkładami przestała tak maniacko się świecić. Niestety minerały też powodują świecenie, a jak jest tylko krem to ona jakoś sama to ogarnia i nie wyglądam jakby ktoś rzucił mi w twarz naleśnikiem prosto z patelni 😉

  8. O, to ja mam bardzo podobnie. Ale ostatecznie nie maluje się.bo jestem leniwa i nienawidzę demakijażu. Os kilku lat mieszkam zagranicą i tutaj dziewczyny się raczej nie malują, a na pewno nie wyrysowuja sobie konturow i kresek więc to z pewnością pomaga. No i zajęło mi to trochę czasu 🙂 teraz super się czuję

  9. Ja tak na dobrą sprawę zaczęłam się malować na studiach, ale trwało to jakiś tydzień xD potem wróciłam do twarzy saute. Kocham makijaż i kocham malować, ale kogoś, a u siebie jestem minimalistką. Trochę zmienił mi się stosunek do makijażu kiedy zgłębiłam temat analizy kolorystycznej. Mam dość mocne rysy, ale delikatną słowiańską urodę i jak się okazało najlepiej wyglądam w stonowanym, rozmytym mejkapie. Kiedy się tak umaluję to makijaż wygląda jak część mnie i się nie odcina.
    Malowanie się jest dla mnie zabawą i na tym polu mogę rozwijać swoją kreatywność, wykorzystuję je także do postarzania się, bo choć dobijam do ćwierćwiecza to wyglądam na 16 lat. Trochę to słabo brzmi, ale cóż zrobić jak nikt nie bierze Cię na poważnie, bo masz twarz jak bejbik ;p

  10. U mnie makijaż zawsze był minimalistyczny. Ilość aplikacji pudru na twarz w ciągu mojego 37 letniego życia mogę policzyć na palcach jednej ręki. Jeśli już to drobina różu,rozświetlacz, czasami tylko kredka i tusz z LUSH’a.
    Ze skórą nie miałam (puk puk) nigdy większych problemów, może przez to, że od 20 lat myję buzię (jak i całą resztę też) mydłem Aleppo i jest to naprawdę kosmos dobrodziejstw.
    Czasami jak już biel mojej twarzy sięga zenitu to w sezonie jesień-zima używam 2 razy w tyg samoopalacza z Lavery, co by tak bardziej apetycznie 😉

  11. czesciga

    Odnajduję się bardzo tu u Ciebie. Też obcięłam makeup do absolutnego minimum, przyszedł taki dzień, który pokazał mi nie moją twarz w odbiciu i to mnie przeraziło, zaczęłam się zastanawiać kim jest ten ktoś, bo na pewno nie mną. – A jak na ironię – jednym z moich zawodów do pewnego czasu był właśnie MUA. Mam niełatwą twarz – jak mawiały moje makeupowe nauczycielki – tzw ” smutne oko „, cera naczynkowa chociaż bardzo gładka.
    I do wszystkiego się przekonałam, naczynka zamykam laserem równorzędnie dla samopoczucia i zdrowia ( bo cery naczynkowe lubią się przekształcać w trądzik różowaty). Uwielbiam jak moja cera daje mi codzienny naturalny blask, bo jest jej dobrze z pielęgnacją jaką jej funduję, no i piegi – przebyłam drogę z nienawiści do miłości. Nie rozstaję się z filtrem 50+ i czuje, że twarz mi za to dziękuje. Słońcu daje tylko jednorazowo półgodziny każdego lata na obsypanie mnie tymi piegami. A później trzymamy się już na dystans.

    Makijażystka, która promuje podobne podejście Sylwia Rakowska, polecam ją i jej #twarztoniepisanka, czym namawia do zaprzyjaźnienia się ze swoją twarzą taką jaka jest. 🙂

  12. Justyna

    Cóż, jakbym czytała o sobie.. Nie miałam tragiznej cery, zaczęła wariować pod koniec LO. Do tego stopnia, że na początku studiów dermatolog, leki i makijaż za każdym razem.. nawet do piekarni po bułki pod domem… Wstydziłam się tego, jak wygląda moja cera, a myśl, że znajomi mogą mnie zobaczyć bez makijażu..była okropna. Na magisterce zaczęłam trochę odchodzić od makijażu aż do teraz.. Nic nie poradzę na cienie pod oczami a duet korektor plus sypki puder bambusowy w tym miejscu załatwia sprawę, krem do twarzy .. i to wszystko! Zwłaszcza teraz gdy odrosły mi brwi i rzęsy dzięki Long 4 Lashes.Absolutnie się tego nie wstydzę mimo, że bez makijażu wyglądam na maks 17 lat ( a mam 26). Szczerze? Nie wyobrażam sobie malować się za każdym razem, mocnego makijażu nie lubię. Partner uwielbia mnie bez makijażu, a ja choć mam ulubione kosmetyki czasami czuję się w nim dziwnie. Fakt, że cera bardzo mi się poprawiła, ale to też kwestia lepszego odżywiania i naturalnych wspomagaczy: drożdży, skrzypokrzywy, siemienia lnianego i ostropestu.

  13. Blum

    Ewa – szacun za samoopalacz na twarz. Ja nawet łydki robię balsamem brązującym w plamy!

  14. Blum

    Czesciga – polecisz dobry krem z filtrem do twarzy, który nie jest klajstrem?

  15. Przez długi czas się w ogóle nie malowałam, a zaczęłam tak naprawdę w wieku lat 20, i to tylko kreska na powiece i tusz. Teraz mając 22, maluję się więcej, a na mojej twarzy bywa często pełen pakiet kosmetyków, ale nie mam także problemu wyjść bez makijażu, a podkładu używam już, gdy faktycznie muszę coś zakryć, ponieważ ja po prostu uwielbiam swoje piegi 🙂

  16. Pstramatrona

    A ja się maluje właściwie codziennie, chociaż uważam że bez makijażu wyglądam bardzo ładnie, może nawet ładniej niż w nim. Nie traktuje makijażu jako czegoś co ma mnie upiększyć, albo coś ukryć, ale jako element wizualnej kreacji. Łatwo mi tak gadać, bo mam właściwie perfekcyjną cerę (co też wymagało bardzo wiele pracy i nadal wymaga jakiejś karkołomnie skomplikowanej pielęgnacji, ale działa!) ale nie stosuje żadnych mocno kryjących kosmetyków, konturowania, rozświetlaczy, brązerów itd. Po prostu lubię bawić się kolorem na twarzy często w dosyć nietypowy sposób. Mam całą walizeczkę eyelinerów w różnych kolorach i rysuje nimi na oczach różne, graficzne kolorowe rzeczy, często używam też różnokolorowych szminek. Taki makijaż nie podkreśla ani nie ulepsza mojej urody, czasem wręcz nieco mnie oszpeca, bo nie zawsze przejmuję się tym czy dane kolory mi pasują. Ubieram się w sposób bardzo ekstrawagancki, czasem ekstramalny i taki makijaż jest spójny z postacią jaką kreuje za pomocą swoich ubrań, jeśli mam jakąś wizję to mało mnie obchodzi czy mi w niej ładnie, traktuje tu swoje ciało dość instrumentalnie. Chciałabym mieć w makijażu więcej odwagi, nie bać się dużych plam koloru w miejscach innych niż oczy, asymetrii itd. Moim marzeniem jest poczuć się fajnie na codzień na ulicy np. z kawalkiem twarzy pomalowanej na złoto. Ale przesuwam te swoje granice powoli. Z drugiej strony nie mam najmniejszego problemu, żeby nie malować się miesiącami kiedy np. jestem na obozie tanecznym, albo jest bardzo gorąco i uważam że to obleśne. Czuję się wtedy bardzo seksowna, jakbym była trochę naga w bardzo pozytywnym sensie. I nie mam jakiś problemów z identyfikacją, że ta w makijażu to ja a ta saute mniej ja czy odwrotnie. To tak jak ja w ubraniu i ja nago to dalej ja. Nie lubię być tylko umalowana, kiedy tanczę na scenie, wtedy liczy się ekspresja mojego ciała a nie jakieś pierdoły, które je zakrywają, ale to jest moment na wypowiedź ciała, a na codzień tym jak wyglądam chcę też komunikować jakieś rzeczy związane z umysłem.

  17. Blum

    Pstramatrona – ja to rozumiem, ja trochę od tego mam tatuaże 🙂

  18. j.szern

    Zazdroszczę 🙂 Kolorówki nie używam, ale ze względu na naczynkową cerę muszę mieć podkład kryjący – i w celach ochronnych, i dlatego że bez niego mój nos wygląda jak pożyczony od renifera Rudolfa :/
    Zdarzało mi się zapomnieć o „makijażu” w sytuacjach, kiedy rano byłam tak odcięta, że mój mózg notował wklepane kremu jako „zrobienie” twarzy. Machałam na to ręką i nikt nie komentował (chociaż w poprzedniej robocie bywały w takich sytuacjach teksty „No kochana, nieźle zachlałaś wczoraj…” – w tej obecnej nie są milsi, chyba bardziej się mnie boją/czują przede mną respekt).
    Do sklepu, w dzień wolny chodzę z nagą twarzą i wtedy jest mi najlepiej.
    Chyba pomyślę o jakimś laserowym zamykaniu naczynek – będę miała wtedy z głowy poranne klepanie podkładem 🙂 Ale jak pomyślę o jeżdżeniu SYSTEMAYYCZNIE do zaufanej kosmetyczki to trochę słabnę 😀

  19. czesciga

    Używam Avene very high protection 50+ UVB UVA REFLEXE SOLAIRE (ma 30ml)
    jest w takim śmiesznym pudełeczku, wyglada jak pomarańczowy splaszczony lord vader, 😉 nieduży, ale na twarz wystarczy (po pierwsze kremy z filtrem dość szybko tracą ważność po drugie jest, powiedziałabym bardzo tani.) Niecałe 17pln (!) – a jest to derkokosmetyk, inne z tej kategorii kosztują w najlepszym wypadku 45pln w górę a takie z pojemnością powyzej 30ml to i 70 pln i więcej.

    A i po trzecie to opakowanie zmieści się nawet w kieszeni.

    Konsystencja mleczka, ale na tyle gęstego, że nie zrobi fontanny, jest biały no bo na to nie ma siły ( te z kolorowym tintem maja dziwaczne odcienie i zwykle dość ciemne dla bladzioszków takich jak ja sie nie nadają. Umówmy sie dla polek w 79% się nie sprawdzą, a firmy dermokosmetyczne na razie nie umieja w kosmetyki z tintem )
    Rany, do rzeczy. Jest biały, jeśli nasadzimy go dużo to może troszkę bielić, ale cienka warstwa jaką zaleca producent jest niewidoczna, zreszta ja wolę po kilku godzinach dołożyć (jeśli jest taka konieczność ) bo jakieś mam irracjonalne wrażenie, że pod taka grubą warstwą skóra jednak nie oddycha tak jak powinna i moze sie zapychać.
    Jeśli jednak coś kolorowego potrzebujemy na twarzy podkład, bb, cc, korektor – bardzo dobrze współgra.

    I jeszcze! Na tatuaże jest idealny! Nie wybiela ich -używałam z ziaji 50tkę na tatuaże, ale biała smuga zostawała.

    Dla tych, które mają mocno oliwkową, ale jednak z natury bardziej śniadą cerę bardzo skuteczny jest z la roche posay z tintem ( jest tylko jeden kolor w kierunku marchewkowego) nie jest tłusty i nie świeci się jakoś dramatycznie. Ale to na prawdę ciemniejsze kobietki. No i on ma większe krycie niż kremy bb czy cc.

    Testuję też kremy bb z wysokimi filtrami. Jak ktoś byłby zainteresowany to mogę się i nad tym pochylić.

    Ten z Avene najlepiej kupić w sieci bo tylko niektóre apteki prowadzą kosmetyki Avene i zwykle windują ceny, przez co można zapłacić ok 35 pln za to samo 30ml.

  20. Blum

    Czesiga – jasne, podziel się swoimi odkryciami kosmetycznymi 🙂

  21. Urszula Kminikowska

    Mam bardzo podobne obserwacje i odczucia względem makijażu jak Ty . Również mam 31 lat i uważam że wiek wcale nie jest bez znaczenia. Jako nastolatka uwielbiałam się malować. Wypróbowywałam wszystkie trendy w makijażu…od przerysowanych brwi do tony rozświetlacza i mocnych ust. Również nie maluje się od 2 lat i przeszłam na kosmetyki naturalne i używane sporadycznie według własnych potrzeb(raz na miesiąc róż,podkreslona brew,szminka). Co ciekawe moje postrzeganie innych też się zmieniło…również dostrzegam umęczoną skórę pod kosmetykami…szczególnie u osób zaczynających proces starzenia….linie i zmarszczki oraz makijaż mam wrażenie że postarzają wygląd. Przestałam podziwiać dobrze rozblędowane cienie na powiekach i sztukę precyzyjnego makijażu. Ale nie było tak zawsze. Od około 14 do 26 roku życia makijaż uważałam za bardzo kobiecą sprawę i nieodłączny element wizerunku. Osoby nie malujące się widziałam jako nie dbające o siebie . Brak było we mnie tolerancji dla innego punktu widzenia…a tak naprawde to po prostu miałam wąskie horyzonty . Moją mame uważałam za staroświecką bo miała w swojej kosmetyczce tylko tusz do rzes i szminke. Z biegiem lat zaczełam ostawiać makijaż ,proces był tak jakby natutralny. Nic nie wpłyneło z zewnatrz na ta decyzje ze rzuciłam z dnia na dzien.Coś w głowie się rozwineło…akceptacja i polubienie się ze swoja naturalna strona. Teraz nie patrze na siebie jak na czyste płótno ktore trzeba „namalować” żeby było dostrzeżone każdego dnia. Widzę też w innych piękno naturalności ale i mam zrozumienie dla kobiet które malują się regularnie i do późnej starości. Niektore z nas nie malowały sie pol zycia a pozniej zaczeły lub na odwrót i to jest ok. Teraz mam w sobie akceptacje dla kazdego wizerunku człowieka i swój typ który lubie ale uważam ze emocjonalnie dorosłam bo kiedyś tak nie było. Moje motto po 30 tce to mam wrażenie : „żyj i pozwól żyć innym”. Dziękuje za wpis Justyna!

  22. Do demakijażu (zwłaszcza rzęs, praktycznie bez pocierania) używam tej rękawiczki glov, wymyślonej przez polskie dziewczyny i zwykłej wody. Jestem tym zachwycona, zupełnie nie używam mydeł, płynów do demakijażu.
    Jakiś czas temu napisałaś o kremach (zatykające) i od tamtej pory używam wyłącznie sera, i widzę ogromną poprawę cery. I ten krem z aspiryną salices. Jest przegenialny!!! Z makijażem mam to samo: bez wytuszowanych rzęs też czuję się niehalo, jak mam gdzieś wyjść. Za to uwielbiam takie dni w domu na ziemniaka, gdzie niczego nie muszę i mogę potrzeć oko.
    Co do rękawiczki do demakijażu (przerobiłam już kilka sztuk), to po każdym demakijażu myję ją porządnie mydłem, do białości i od razu suszę suszarką (nakładam na dyfuzor i się przez chwilę suszy, w tym czasie robię inne ablucje). Rękawiczkę mam tę kwadratową z dziurą w środku w kształcie romba, więc da radę nałożyć ją na dyfuzor. Gdy zostawiałam rękawiczkę do samoistnego wyschnięcia przez noc, bardzo szybko łapała mi zmywaka i była do wyrzucenia.

  23. Blum

    Tak, ja jak już się umaluję tez używam GLOV, ale i tak nie lubię demakijażu rzes 😀

  24. czesciga

    Krem cc który jest godny uwagi

    No to TOŁPA krem CC UPIĘKSZAJĄCY. yyy….. No comm’on, ironiczny uśmiech to była moja pierwsza reakcja na jego nazwę.
    Ale stosunkowo wysoki filtr 30, plus lekka konsystencja plus ładny blask i obniżka na 20pln zdecydowały o tym, że przyjrzę mu się z bliska.
    I on robi dokładnie to co jest napisane. Upiększa – co nie oznacza wyrównania koloru skóry do jednolitej maski, krycie też ma raczej znikome, kolor po wyciśnięciu ma, ale znika po rozsmarowaniu, w pierwszej chwili różnicy nie widać, ale gdyby zrobić zdjęcie przed i po, to da się dostrzec różnice, i to tak jakby nam ktoś podarował dodatkowe godziny snu w kremie. Taka naturalna właśnie no upiększona twarz – świeżość i naturalny bardzo subtelny blask. Wciąż moja ! a bardziej wypoczęta i zadbana. Wciąż widać zaróżowione policzki, czy pojedyncze naczynka i piegi, ale nie na ich zakryciu polega to „upiększanie”.

Dodaj komentarz