velizar-ivanov-660206-unsplash

Słowa psychoterapeutki trafiły mnie w lewe ramię jak pocisk z odbezpieczonego pistoletu. Nieintencjonalnie. Niechcący. Bez znaczenia. Nawet nie było dużo krwi i nikt mi go nie wyciągnął. On tam ciągle jest, przykryty grubą blizną, kłuje, kiedy ruszam ręką, zniechęca do proszenia o pomoc, przypomina o nieprofesjonalności, o której wiedzieć nie chciałam, choć przecież każdy ma gorszy dzień, tak terapeuta, jak i przewodnik duchowy.

Tych pocisków jest więcej. Niektóre zostawiły w moim duchowym ciele odłamki, inne grube zbliznowacenia. Nie jestem już tak elastyczna, jak kiedyś, ciężko mi się zginać, trudniej dopasowywać. Poruszam się z trudem i ciężko złapać mi oddech, jak to mówią, pełną piersią.

Moje ciało fizyczne jest dla odmiany spięte. Zwłaszcza kark, barki, ramiona. Są jak z kamienia. Rzadko chodzę na masaże, a i w domu nikt mnie nie masuje. Noszę na tych barkach dużo więcej niż bym chciała, niż bym sobie tego życzyła, nie mam komu oddać ciężaru i boję się, co się stanie, jak go tak po prostu zrzucę sobie pod nogi. Pamiętam jedną rzecz z samotnego życia, która była wyjątkowo dla mnie trudna. Brak dotyku. Cztery uściski dziennie, żeby przeżyć, wydawały się niepojętym, niedostępnym dla mnie luksusem. W mieście, w którym nie miałam rodziny, a przyjaciele rozjechali się po świecie. To było tak, że czasami tygodniami nie dotykałam nikogo żywego oprócz kota. Z przerażeniem myślałam o starszych ludziach. Od ilu lat nikt ich nie dotykał? Potem na przystanku stał taki chłopiec. Nie był całkiem sprawny umysłowo i zaczepiał ludzi. Zazwyczaj głaskał ich po plecach i się śmiał. Odwracali się z obrzydzeniem. Robili kilka kroków w przód lub przeganiali go krzykiem. Zdaje się, że nic z tego nie rozumiał. Lubiłam go spotykać w tej miejskiej dżungli, w której nikogo nie obchodziłam bardziej niż trochę. Kiedy głaskał moje włosy i się śmiał, przebiegał przeze mnie dreszcz obrzydzenia, ale też zadowolenia. Czasami czułam, że jesteśmy dwójką najbardziej samotnych ludzi w tej makiecie betonowych pudełek.

Kiedy sytuacja przeciągała się w miesiące, potem w lata, złamałam swoją zasadę niewchodzenia w kontakt fizyczny z osobami, do których nic nie czuję. Zrozumiałam, że miłość to rzecz rzadka i piękna i że wcale nie jest powiedziane, że każdy z nas założy rodzinę. Pomyślałam, że ja nigdy. Mimo to nie wyobrażałam sobie życia w ciele, którego nikt nie dotyka i które nie dotyka nikogo. Miałam kochanka, z którym nie uprawiałam nigdy seksu, z powodów jego skomplikowanego życia uczuciowego. Mimo to zdarzało się, że piliśmy razem wódkę już do śniadania, szliśmy na wystawę, milczeliśmy, a potem szliśmy do niego tylko po to, żeby zasnąć ciasno przytuleni. Dwoje zniszczonych, samotnych ludzi, jak wygłodniałe zwierzęta. Niezdolni, by zbudować coś ładniejszego z innymi, po prostu staraliśmy się przetrwać, nie umrzeć. To i tak było łatwiejsze i ładniejsze niż ci przelotni kochankowie, z którymi seks naprawdę miałam. Zazwyczaj był ohydny i przypominał mi tym bardziej o braku tego, czego potrzebowałam naprawdę, a czego marnym substytutem był. Jak mrożona pizza w wigilię. Lepsza niż nic i najgorsza jednocześnie. Potem był on. Wszystko się zmieniło.

Czasem zastanawiam się nad naturą tego procesu. Zapuszczanie korzeni, pomiędzy gęstą zabudową jest trudne, nieoczywiste. Długo trzeba walczyć, żeby poczuć się u siebie, a kiedy to się w końcu udaje, zazwyczaj ktoś cię wyrywa z tymi świeżymi korzonkami i proces zaczyna się od nowa. Są też ludzie, jak Rulo, którzy po prostu postanowili nie zapuszczać korzeni i toczyć się (jak kule na westernach) po całym świecie, rozdając i przyjmując miłość, ale ja nigdy nie mogłabym do nich należeć. Zawsze chciałam coś zbudować. Konstrukcję o mocnym i czystym rdzeniu, z wieloma pięknymi odgałęzieniami, gęsto splecionymi, i całym mini ekosystemem dookoła tej konstrukcji. Nie wiem, dlaczego niektóre marzenia, są tak trudne do realizacji.

Przedwczoraj obudziłam się w środku nocy. Spaliśmy w salonie zamiast sypialni. Mój ukochany patrzył na mnie szeroko otwartymi oczyma. Spytałam, dlaczego mi się przygląda. Śmiałaś się przez sen – powiedział. Byłem ciekawy, co tak śmiesznego ci się śniło. Śniło mi się, że jedliśmy chiński makaron w małej, brudnej knajpce, a on był Chińczykiem i nie wyglądał jak on. Kiedy zrozumiałam, kim jest, śmiałam się w głos i mówiłam – możesz być, kim chcesz, nawet Chińczykiem, zawsze cię rozpoznam i będę cię kochała. Taki sen. Dziś spałam najgorzej od wielu lat. Śniło mi się, że chodzimy gdzieś razem, ale osobno. Byliśmy na basenie. Spotkałam tam wielu swoich byłych chłopaków. Niektórzy odrzuceni absztyfikanci mówili mi w tym śnie „daj już temu spokój, ile jeszcze będziesz ciągnąć tę historię z eks”, a ja nie rozumiałam, dlaczego w swojej nienawiści zmienili go w byłego. Inni mówili, że świetnie wyglądam, byli przystojni i dobrze pachnieli. Szukałam drżącą dłonią mojego ukochanego, ale nigdzie go nie było. Chciało mi się wymiotować jak po przejażdżce na zbyt szybkiej karuzeli. Śniła mi się też przyjaciółka i że znów mieszkamy razem. Chodzimy w piżamach do Żabki i kupujemy to niezbyt wyszukane wino, żeby malować przy nim paznokcie i oprószać kaktusa Andrzeja brokatem. W tym śnie poczułam, że nie dałabym rady już żyć, że podnoszenie się z kolan, by jak w dniu świstaka codziennie układać rzeczywistość od nowa, przechodząc przez wszystkie piekielne kręgi samotności, byłoby krótko mówiąc, nie tyle ponad moje siły, ile ponad moją chęć do życia. A wydaje mi się często, że jestem na tej planecie przypadkiem, że nigdy specjalnie mi nie zależało, że jestem z tych, co podpierają ściany i raczej się przyglądają.

Budzę się wtulona w jego kark. Lubię jego zapach, to mnie zawsze uspokaja. Mam listę zadań do zrobienia i nie umiem zrobić ani jednej z nich. Budzę się i rozważam, co się stanie, jeśli jednak zrzucę ten ciężar z barków. Co się stanie, kiedy się poddam? Będę miękka i słaba, przelewająca się przez ręce. Rozpaczliwie próbuję wcisnąć STOP, chcę, żeby ten dzień zamarzł i nie ruszał dalej, póki nie zbiorę sił, póki nikt nie powie mi, że wszystko będzie dobrze, nie pogłaszcze po włosach, ale skrzynka mailowa pęka od powiadomień. Siedzę z plecakiem wyładowanym kamieniami na barkach. Wczoraj i dwa dni temu, wywróciłam się pod jego ciężarem. Nie było nikogo, kto pomógłby mi wstać. Dziś drżą mi łydki i zastanawiam się, czy lepiej spróbować i znów się wywrócić, czy lepiej zawalić wszystko i siedzieć. Siedzieć, dopóki kolejny z tych dzikich snów się nie skończy i nie obudzę się zaplątana w jego ramiona z tą ulgą, że jestem przecież na swoim miejscu, tam, gdzie zawsze chciałam i miałam być.

Author

15 komentarzy

  1. Po przeczytaniu Twojego tekstu chce mi się płakać i jednocześnie nie umiem się popłakać. Myślę natomiast, że chyba sama coś napiszę. Jako nastolatka pisałam, żeby sobie pomóc w trudnych momentach, potem przestałam. Może powinnam do tego wrócić; taka refleksja mnie naszła po lekturze.

  2. gin in wheels lie

    Wiem doskonale jak to jest tęsknić za dotykiem. Oglądam ciało które poddaje się grawitacji. Płaczliwą myślą żebrzę o bilet w czyjeś ramiona. Znajomo smutno mi po przeczytaniu tego tekstu, chociaż dzień za dniem wypieram, że tak już może być do końca życia. Racjonalizuję, że miłość za jaką tęsknię to wytwór literatury i popkultury.

  3. Usłyszałam niedawno, że autorzy piszą, bo cieszy ich, kiedy czytelnicy w czasie lektury mówią „ja też”, a ja myślę, że z drugiej strony właśnie po to ludzie czytają, żeby móc stwierdzić „ona też, on też”, bo to daje wielką ulgę – móc zobaczyć, że nie jesteśmy sami w swojej najgorszości. Że z tego się wychodzi, nawet jak to wszystko długo trwa, jest obrzydliwie ciężkie i boli. Dziękuję Ci ogromnie.

  4. Ja jeszcze tak niedawno cierpiałam z powodu braku dotyku… Były momenty, ze leżałam na kanapie zwinięta I wtulona w poduszki i aż kłuło mnie gdzieś w okolicach dłoni, bo moje ciało tak bardzo domagało się czułości… mam 28 lat i dopiero od 3 miesięcy jestem w związku, moim pierwszym prawdziwym związku. Wcześniej były tylko epizody nic nie znaczące, najwyżej 1-miesięczne. Mojego partnera znam od 3 lat i przez większość tego czasu tak pragnęłam jego dotyku, byliśmy tak blisko siebie, a tak daleko. Czasami to tak bolało, ze chciałam zerwać te przyjaźń, nawet raz spróbowałam to zrobić. Bliskość jest dla mnie trudna i nigdy swoich przyjaciół nie przytulam, mało dotykam ludzi, dlatego tym bardziej tak czułam się spragniona dotyku. Teraz wydaje mi się to niepojęte, ze mogłam żyć bez tego. Co nie oznacza, ze teraz jest samo szczęście i jest cudownie; mi wciąż jest ciężko, ale wiem, ze zawsze mogę się do niego przytulić 🙂

  5. Magda Olewicz

    Kurcze, poruszyłaś mnie tym kochankiem od przytulania… Jestem nieco młodsza od Ciebie, ale też nie mam siostry, z mamą nigdy nie można było porozmawiać o cielesności czy facetach. I mam takie rozdwojenie jaźni w tym przypadku – bo z jednej strony czuję że jestem wychowana(?) albo nie wiem jak to nazwać, że romanse są złe, że tak nie wolno, że to się źle kończy, a jak facet ma żonę to już w ogóle zakaz. Przy czym okazuje się, że jestem bardzo otwarta na rozmowę i to co wiele kobiet(podobno, tak mówią faceci) krępuje czy w ogóle nie ma tematu mnie nie dotyczy- dla mnie temat jak każdy inny, ważny natomiast sposób w jaki rozmawiamy i szacunek wzajemny. No ale mam te 25 lat, związków tyle że dwa w życiu i to po miesiąc każdy więc nawet nie wiem jak to jest być z kimś dłużej, jak budować relację i tak jakby tęsknię za czymś czego nie było mi dane jeszcze doświadczyć. Bo ja też marzę o takim domu domu, prawdziwym, otwartym na przyjaciół, tworzonym razem z ukochaną osobą. Z drugiej strony tak jak mówiłaś na instastories – tak jak bycie singlem ma wiele zalet, tak brak dotyku, atencji, przytulenia jest smutny, jest chłód zimno i tęsknota. A o ile mam „możliwość” przytulić się to właśnie z kimś kto by mnie chciał tylko do przytulenia/seksu i rozmowy. Albo taki co może tylko tyle dać i mam się zbytnio nie przyzwyczajać, bo ma żonę…. To już w ogóle nie czaję mężczyzn – mieć żonę która jak sam mówi jest wspaniała, kocha ją, a jednak zdradza ją w myślach ze mną. I teraz taki paradoks – ciało jedno(chce bliskości), umysł drugie(że tak nie można, że to złe). Życie ma więcej barw i jest bardziej skomplikowane – choć część ludzi zakochuje się, bierze ślub i żadnych romansów czy innych przygód czy propozycji nie dostaje – a jednak czasem nie wiadomo, co jest właściwe, jak postąpić, nie ma żadnej instrukcji….

  6. Lubię takie prawdziwe do bólu, autentyczne wpisy. Są bliższe życia niż sweet-focie na instagramie. Ciekawe, ile osób w dzisiejszym świecie zakłada na co dzień maski typu „dam sobie radę”, „mogę wszystko”, „jestem optymistką”, a w głębi serca krzyczy z bólu, przerażenia i samotności.

  7. @Magda Olewicz, tych, którzy mają żony/dziewczyny/każą Ci się nie przyzwyczajać – olej od razu. Sama wpadałam w tę pułapkę i poświęcałam swoją energię i emocje takim facetom, którzy okazywali się zupełnie tego niewarci. Tak jak pisałam wyżej – też nigdy wcześniej nie byłam w związku, ale tak bardzo tego pragnęłam, że niestety godziłam się na różne dziwne układy. Wiem, jak jest ciężko, ale nie warto…

  8. Blum

    Mael – myślę, że takie wpisy wymagają wieeele odwagi, ale też, że życie sobie płynie falami. Ja, odkąd skończyłam mój 6 letni związek, a raczej zostałam postawiona przed faktem, że już nie jesteśmy parą, przez 5 lat nie byłam w stanie nikogo pokochać. Chodziłam na randki, byłam nawet 2krotnie zakochana intensywnie, ale nic nie mogło równać się z uczuciami, które miałam w tamtej, wieloletniej relacji. To było dłuuuuugie 5 lat! Szukałam i znajdowałam siebie, gubiłam się, miałam nadzieje i traciłam ją.

    Ten czas był bardzo ważny, żebym mogła rozpoznać kim jestem, bo w tamten związek weszłam mega młodo. Ale tęsknota za dobrą, żywą i karmiącą relacją była wielka.

    Dziś jestem. w takiej relacji, choć z powodów logistycznych nie jestem pewna, czy kiedykolwiek jeszcze wpakowałabym się w taki układ, gdzie moja relacja miłosna zależy od masy ludzi, a nie tylko mnie i ukochanej osoby.

    Sądzę więc, że ludzie nie tyle zakładają maski, co naprawdę chcą dać radę, próbują się podnieść z życiowej klapy czy boleści i nie chcą tym epatować w social mediach. Ja mogę sobie pozwolić na publikację tego tekstu, bo zajmuję się właśnie pisaniem. Pewnie gdybym była szafiarką nigdy nie znalazłabym przestrzeni na pokazanie tego. Wierzę jednak, że ten efek „ah, ona też tak czuje” i „orany, piszesz o tym co ja czuję” urealnia nas i sprawia, że możemy poczuć, że ludzkie doświadczenie jest dość wspólne dla nas wszystkich, nie jesteśmy tak znów różni, niezależnie od tego ile mamy pie, jak dobrze robimy mostek ze stania itepe itede 🙂

  9. Może to nie zawsze jest zakładanie masek – nie wiem. Wiem tylko, że wiele osób ma dziś podobne lęki i zranienia, ale mało kto ma odwagę o nich pisać i mówić. W pewnych rzeczach się z tobą nie zgadzam, masz zupełnie różne poglądy od moich na wiele spraw, ale lubię i podziwiam twoją szczerość w pisaniu. To wymaga odwagi.

  10. Blum

    Mael – byłoby supernudno, jakbyśmy były takie same 🙂 Cała mądrośc polega na tym, żeby zobaczyć, że w środku środeczku, w pewnym sensie wszyscy mamy podobnie, niezależnie od powierzchownych różnic. Mnie tego nauczyła medytacja, innych wizyta w kościele ich wiary, a jeszcze innych pewnie coś całkiem innego. Warto jednak zdobyć się na taką refleksję.

    I oczywiście boję się publikować takie teksty. To niewygodne. Ale skoro piszę, niech to będzie po coś. Nie wymagajmy wybebeszania się od anonimowych przechodniów, ale od ludzi, którzy są twórcami – bezwzględnie wymagajmy wartości, a nie tylko jak najlepszej prezentacji siebie samego 🙂

  11. Przepraszam, ze nei na temat – wyświetla mi się, że atrykuł Pita Dosza jest chroniony hasłem – czy mogę wiedziec, o co chodzi i czy można go przeczytać?
    pozdrawiam

  12. Blum

    Cześć! Wszystkie posty powstają dzięki uprzejmiści Matronek wspierających mnie na Patronite. Dzięki nim mogę odpuścić część zleceń komercyjnych i zamiast sprzedawać teksty magazynom lub cudzym portalom publikować je na swoim.

    Część treści jest ogólnodostępna (mimo, że właśnie dzięki zaangażowaniu Patronek) ale część jest dostępna tylko dla nich. Są też inne prezenty – video, listy, później będą podcasty. Więc jeśli masz ochotę na więcej, serdecznie zapraszam: https://patronite.pl/blimsien

  13. Dziękuję Ci za to, że masz odwagę dzielić się tym co Ci gra w najgłębszych otchłaniach duszy. Dziękuję za ten post.

Dodaj komentarz