adaptogeny

Adaptogeny — w niektórych kręgach stają się modne, w innych są znane od dawna pod nazwami poszczególnych specyfików, dla większości są jeszcze nieznane. Czas to odmienić, bo to naturalne wspomaganie dla naszego zdrowia emocjonalnego, libido, płodności i witalności. Nie ma w tym wiele magii, ale jest kilka rzeczy, który powinnaś wiedzieć, zanim po nie sięgniesz.


ADAPTOGENY – A CO TO?

 

Rachel Landon, autorka książki Dobre Zioła, nazywa adaptogeny superziołami i mówi o nich tak:

Adaptogeny wspierają pracę nadnerczy i układu hormonalnego. Pomagają nam się odprężyć i przywracają ogólną równowagę, zwalczając stres poprzez dostosowanie reakcji naszego ciała na stresory i podniesienie ogólnej witalności organizmu.

 

CZYM ADAPTOGENY RÓŻNIĄ SIĘ OD ZWYKŁYCH ZIÓŁ I ROŚLIN?

Zazwyczaj zioła czy też niektóre rośliny (podobnie jak lekarstwa) działają na konkretne dolegliwości. To oznacza, że niosą ze sobą określone działanie i określone skutki uboczne. Adaptogeny działają inaczej. To również części roślin, grzyby itp. ale zasada jest taka, że mają na organizm działać holistycznie. I choć adaptogeny są przypisane do pewnych obszarów naszego funkcjonowania, mają nie działać bezpośrednio na pojedynczy organ, ale pomóc ciału przystosować się do czynników stresogennych pochodzenia fizycznego, środowiskowego i emocjonalnego. W pewnym sensie adaptogeny optymalizują nasze funkcjonowanie i wyzwalają energię, kiedy nam jej brakuje, lub uspokajają nas, kiedy wybija nam korki ze stresu.

SZCZYPTA HISTORII.

Choć rośliny i zioła były powszechnie używane przez medycynę naturalną i ludową, dopiero w latach 40 ubiegłego wieku niektóre z nich zostały przebadane i nazwane adaptogenami przez farmakologa ZSRR Mikołaja Łazariewa. Jego zadaniem było wynalezienie dopalaczy, które naturalnie wspierałyby radziecką armię oraz sportowców w ich walce z siłami zgniłego Zachodu. Łazariew zaczął studiować jak działają najskuteczniejsze zioła używane w medycynie chińskiej i bardzo mu się spodobało, to co zaobserował. Tak wyodrębnił adaptogeny od reszty ziół i roślin. Sama nazwa adaptogeny słusznie kojarzy się z adaptowaniem się.  Rośliny te miały pomóc ciału i psychice przystosować się do warunków zewnętrznych i radzić sobie z nimi tak dobrze, jak to możliwe.

Tu trochę musimy wrócić do TCM i ajurwedy. To właśnie te medycyny naturalne kładą nacisk na połączenie człowieka z warunkami, w jakich żyje i uznają równowagę pomiędzy jednostką a jej otoczeniem za kluczową dla zdrowia (stąd m.in. różne zalecenia dietetyczne i „wellnessowe” na różne pory roku, wiek pacjentów itp.). Zarówno ajurweda, jak i TCM znały adaptogeny od tysięcy lat, choć nie klasyfikwoały ich w ten sposób, w który zrobił to Łazariew. Raczej uznawały je po prostu jako jedne z wielu narzędzi, które miały równoważyć pacjenta i dostosowywać go do panujących warunków.

DLACZEGO JA STOSUJĘ ADAPTOGENY I JAKIE?

Regularnie zaczęłam przyjmować adaptogeny latem. Listę ziół oraz naturalnych produktów wspierających mój organizm dostałam od Szymona, po konsultacji ajurwedyjskiej. Później dowiedziałam się, że to dwa adaptogeny, które można przepisać niemal w ciemno. Jest to Shatavari oraz Ashwagandha. Dlaczego? Ponieważ po pierwsze jestem doszą vata, po drugie przez długi czas borykałam się (i w pewnym sensie nadal borykam) z kobiecymi problemami. O tym, jak wygląda taka konsultacja i co daje, mówiłam w Rurkach z KrememTU. Uważam, że dobrze jest radzić się specjalisty, bo dobrze, żeby zioła, ich dawkowanie i kolejność przyjmowania były ustalone przez kogoś, kto ma stosowną wiedzę.

Co prawda jest mała szansa, że zrobicie sobie adaptogenami krzywdę, jednak podkreślam, że to, co jest dobre dla mnie, nie musi być dobre dla Was. Ta uwaga dotyczy zwłaszcza kobiet karmiących, w ciąży, osób chorych przewlekle, przyjmujących leki. Wykwalifikowany konsultant ajurwedy, TCM, zielarz może pomóc. Oczywiście najlepiej byłoby zapytać też lekarza, które przepisał Wam konkretne leki, czy możecie je zażywać wraz z adaptogenami.


ASHWAGANDHAregeneracja, siły witalne, wytchnienie, chill, pamięć, koncentracja

Dla kogo: sportowców, studentów, bezsennych romantyków, znerwicowanych pracowników biurowych, koksów z siłki, osoby w dołku emocjonalnym i osoby zmęczone jak koń po westernie.

Inaczej witania ospała. Znana wśród neurotycznych, emocjonalnych wiewiórek (takich jak ja) oraz koksów z siłki. Dlaczego? Bo ashwagandha redukuje poziom stresu i uczucie przemęczenia. Może to być uczucie zmachania intensywną pracą umysłową, ale też machania żelastwa na siłowni. Pomaga się koncentrować i pomaga zasypiać. Ashwagandha to taki ajurwedysjski klasyczek i jest kwalifikowana, jako zioło, które ukoi zarówno Twoje ciało, jak i emocje. To właśnie ona może dodawać energii, a może uspokajać. Przy czym nie jest to działanie uspokajające, jak tego innego, zielonego zioła z THC, które zamula. Witania ospała daje raczej taki chill w głowie, rodzaj stabilności. Ja lubię ten efekt i bardzo żałuję, że nie udało mi się jej przetestować na moim Maharadży, który słabo sypia (i jeszcze słabiej łyka regularnie to, co mu podtykam).

Rachel Landon twierdzi, że ashwagangha wspomaga tarczycę i pomaga przy objawach niedoczynności (proszę, porozmawiaj o tym, ze swoim lekarzem!). Poza tym łagodzi stany zapalne i podrażnienie skóry, pomaga przy reumatyzmie i artretyzmie.


SHATAVARI – uznawana przez niektórych za adaptogen, przez innych za tonik, warta wspomnienia. Płodność, libido, tkanki narządów rozrodczych, reguluje cykl miesiączkowy, odmładza.

Shatavari jest nazywaną tą, która ma tysiąc mężów. To typowo kobiece zioło i przez Hinduski ponoć stosowane jest praktycznie od dziewczyńskości aż po grób. Shatavari ma moc wspierania naszego libido (u mężczyzn również) i płodności, łagodzenia PMS-a, a jednocześnie lżejszego przechodzenia przez menopauzę. Działa nawilżająco na narządy, uspokaja emocje i podnosi odporność. Warto wiedzieć, że Shatavari podnosi poziom estrogenu. Ta przyjaciółka wszystkich kobiet, ciągle robi coś dobrego, a to rozkurcza macicę przy miesiączkach, a to wzmaga laktację, nic dziwnego, że jest przez ajurwedę nazywana królową ziół.

Mnie pomogła zarówno na objawy PMS, jak i na uregulowanie cyklu.

Oczywiście lista adaptogenów jest długa i nie sposób wymienić tu i opisać wszystkich.


W JAKIEJ FORMIE NAJLEPIEJ BRAĆ ADAPTOGENY?

Pewna pani od ajurwedy mówi, że najlepiej w tabletkach, które są pozbawione otoczki, są sprasowane. Taka kondensacja ma zapewnić nam odpowiednią dawkę i jakość. Na opakowaniu powinno być napisane ile i czego przyjmiemy w jednej tabletce lub powinna być podana masa całości i ilość tabletek. Dawkę zwyczajowo zaleca producent lub specjalista. I tu ciekawostka – inaczej dawkuje się zioła czy adaptogeny w celu podtrzymania efektów, czy profilaktycznie, wspomagająco, a inaczej terapeutycznie. Dlatego radzę zaczerpnąć języka. Proszki są ponoć mniej pewne, bo nie znamy ich jakości, mogą być zleżałe – to samo tyczy się więc kapsułek. Kapsułkować można samodzielnie, więc nie jest to wyznacznik czegokolwiek.

Znam jednak specjalistów, którzy mówią: najlepiej brać w takiej w formie, w jakiej dasz radę je naprawdę regularnie przyjmować. 

Jeśli chodzi o mnie, regularnie zalecam Shatavari i Ashwagandghę w tabletkach. Marka to Hymalaya. Taki był mój pierwszy wybór, bo to zostały mi polecane na konsultacji, jako dobre, jeśli chodzi o stosunek ceny do jakości.

Herbaty są odradzane, ponieważ mają małą moc (niskie stężenie). Można je pić dla przyjemności, ale nie dadzą spektakularnych efektów.

Używam też proszków od Cosmic Pantry, ale z regularnością, która raczej wspiera tabletki, niż jest terapią/profilaktyką. Teraz dostałam do przetestowania nową recepturę (nie ma jej jeszcze w sklepie) i mam notować wyniki, jako królik doświadczalny, więc będę mogła powiedzieć, jak to działa na mnie.

To, co zachęca do Cosmic Pantry, to że ZAWSZE możesz zadać o wszystko pytanie, bo to polska marka. Receptury są fajnie obmyślone i zamiast łykać garść znoszących się tabletek, dostajesz pudełeczko, które ma wspierać np. cykl hormonalny i libido, siły witalne czy działać na skórę. W pudełeczkach od Cosmic Pantry znajdziecie nie tylko adaptogeny, ale też inne dobre dla ciała rzeczy jak kakao czy macę. 


adaptogeny cosmic pantry

TROSZKĘ WIĘCEJ INFO:

♥ Jeśli interesuje Cię temat adaptogenów i chcesz wiedzieć więcej, przeczytaj o nich u Klaudyny Hebdy. W ogóle blog Klaudyny jest złotem, jeśli interesuje Cię ziołolecznictwo i aromaterapia! Rozejrzyj się po nim, jest dużo dobra!

♥ Wiele informacji w tym wpisie bazuje na informacjach z książki Dobre Zioła Rachel Landon. Ta super książka nie tylko jest przewodnikiem po ziołach i adaptogenach, ale rozpisuje ich działanie na takie dla urody, ducha i ciała. Są przepisy i informacje! Są ilustracje, ale ta książka to treść, nie jest to kolejny poradnik o niczym z masą kolorowych zdjęć. Polecam ją szczerze, jeśli temat ziół i adaptogenów naprawdę Cię wciągnął.

♥ I na koniec wisienka na torcie! Jeśli masz ochotę przetestować adaptogenowe mieszanki Cosmic Pantry, z kodem BLIMSIEN masz -20% do końca lutego 2019! Ja polecam sex tonic oraz grzybową czekoladę z Reishi (testowałam też inne produkty, ale właśnie te pokochałam, pewnie dlatego, że korespondują z Shatavari i Ashagandhą).


Na koniec przypominam, że dzielę się swoją wiedzą oraz doświadczeniem, ale nie jestem terapeutką, ani specjalistką. Po konsultację lub opinie medyczną należy się wybrać do wykwalifikowanej osoby.


Chcesz więcej pomysłów na mądre osiędbanie dla ciała i emocji? Wspieraj mnie na Patronite klikając w poniższy link i pomóż mi kreować dobre treści:

baner

Author

11 komentarzy

  1. Blum

    wiem, że sex tonic jest bardzo chwalony na regulację cyklu i bolesne miesiączki! U mnie działa raczej w kombo z adaptogenami w tabletkach, ale polecam. Proszki są pyszne (może poza beauty), łatwo je dodać do jedzenia 🙂

  2. Testowałam samą Ashwę i była za słaba przy niedoczynności, więc wróciłam do syntetycznych hormonów, ale teraz stosuje jako wsparcie i sprawdza się bardzo dobrze. Nie mam problemu z łykaniem tabletek, mimo to niedobre to cholerstwo sprasowane ;D ale skoro to lepsza forma to raczej przy niej zostanę. Tak jak piszesz, warto skonsultować się ze specjalistą lub lekarzem, a najlepiej ze specjalistą i lekarzem, który siedzi w „suplementach”, no i dla mnie podstawa to sprawdzenie co jest przyczyną problemu, np. bolesności miesiączek czy ostrego PMS, bo przyczyna może wymagać innych rozwiązań. Z miłych zaskoczeń – moja nowa endokrynolożka przepisała mi ostatnio niepokalanek na za wysoką prolaktynę, poprzednia od razu dała dość silny lek ;/

  3. W tym zdaniu chyba coś urwało: Choć rośliny i zioła były powszechnie używane przez medycynę naturalną i ludową, dopiero w latach 40 ubiegłego wieku przez farmakologa ZSRR Mikołaja Łazariewa.

  4. Blum

    Jula – tak, jestem totalnie za tym, żeby się radzić i żeby ktoś nas prowadził mądrze 🙂 niezależnie czy to zioła czy co. Bo taka osoba może nam powiedzieć co z czym, jakie proporcje, jak długo, ile przerwy itp. Taka terapia będzie bezpieczniejsza, ale też przede wszystkim bardziej efektywna.

  5. Blum

    Wild – już zaglądam, czasami coś mi urywa przy edytowaniu!

  6. U mnie niestety Ashwagandha nie sprawdziła się przy niedoczynności i niestety, ale obniżała moją odporność. Próbowałam podchodzić do niej 3 razy i za każdym razem kończyło się przeziębieniem lub grypą.

  7. Blum

    Paulina – to bardzo ciekawe, co mówisz. Znam tylko jedną osobę, która narzekała na ashwę i mówiła, że była bardzo zdziwiona, że wszyscy chwalą a jej długo zajęło, żeby połączyć swoje problemy z ashwą. Dlatego dobrze jest korzystać z wiedzy specjalisty, przynajniej mógłby to jakoś wyjaśnić i ewentualnie doradzić coś innego.

    U mnie akurat te wszystkie magiczne proszki, które dodaję do pokarmu zadziałały stabilizująco i poprawiły zdrowie (natomiast ciężko byłoby mi wyobdrębnić np. co zadziałało na odporność, bo jem też ten hinduski dżemor itp).

    Niemniej – dzięki za komentarz.

  8. Z innej beczki… Jak sprawdza się u Ciebie dezodorant, który kupiłaś na ekotykach? Rozważam zakup i jestem ciekawa czy miałaś okazję już go przetestować?

  9. Blum

    Monika – używam go i to zdecydowanie najlepszy eko dezodorant jaki miałam. Wcześniej ulubieńcem był Purite, ale grzebanie w słoiczku było męczące, zwłaszcza kiedy miałam długie paznokcie. Ten jest w papierowej tubce, ładnie pachnie, ale nie nachalnie i pocenie jest mocno ograniczone, a skóra nie jest podrażniona. Polecam!

Dodaj komentarz