11372168_1479747425681886_1100009237_n

Dziś notka i konkurs w jednym. Do wygrania książka o tym jak budować swoją markę na autentycznym i porywającym przekazie. Jak ugryźć marketing z innej strony. Jak oprzeć swój biznes na sobie lub po prostu – jak lepiej pisać. Ania Piwowarska pokazuje jak poznać siebie i wykorzystać swoje atuty w promocji tego co robimy. A ja piszę o trudnej sztuce bycia sobą i zapraszam Was do dodania kilku zdań od siebie – co jest właśnie przedmiotem konkursu!

WYGRYWA KAROLINAO!

Jeśli chodzi o mnie już jakiś czas temu uznałam, że chcąc prowadzić tę stronę, muszę się odsłonić. I trochę mi to nie w smak, ponieważ kultura internetu jest taka,że można przywalić każdemu, z byle jakiego powodu i o każdej porze. A ja wcale nie chcę oberwać. Z drugiej strony piszę bloga takiego jakiego piszę,bo nie chcę być szafiarką, ale bo chcę przekazać w jakąś wartość, wiem że mogę inspirować innych, robię to i sprawia mi to gigantyczną frajdę! Żeby to robić, trzeba pisać o sobie i mówić o swojej ścieżce. Zadanie wyjątkowo trudne, bo i chciałoby się mieć prywatność (a przecież chce się propagować pewne idee, więc człowiek stara się popularyzować bloga) i można mówić „ja tu tylko mówię o sobie i weź z tego co zechcesz i co ci służy, nie jestem żadnym guru” żeby zaraz usłyszeć „ale robisz się na guru” i jeszcze w dodatku powstaje w człowieku taki rozdźwięk, że chce się podzielić tym co ma najlepsze, tym co może najbardziej ruszyć innych, pokazać im coś, coś dobrego podać dalej, a życie nie jest piękne jak instagram, więc drżyj człowieku czy twoje netowe oblicze nie za bardzo rozmija się z marnym człowieczym losem jaki prowadzisz. Ty i twój kot. Mimo to, podobnie jak autorka książki „Autentyczność przyciąga” wierzę, że bycie true jest sposobem. Dość mamy gwiazd z pudelka, dość mamy ekspertów z koziej dupy, chcemy prawdziwych ludzi. A przynajmniej ja chcę. I naprawdę lubię oglądać te wszystkie vlogerki wklepujące w siebie kremy, porównujące odcienie błyszczków czy przeprowadzające wywiady ze swoimi chłopakami dotyczące „ich wpadki w wieku nastoletnim i jak to dalej było”. Bo wolę prawdziwą małolatę z Gold Coast Australia i jej nastoletnią ciążę, niż MTV MOMS. Wolę frutarianki, plant based trenerów osobistych i sex coach’ki którzy mogliby być moimi sąsiadami w tej globalnej wiosce. Jednak bycie sobą, pomijając to, że możemy narazić się na krytykę, jest trudne jeszcze z jednego powodu.

Bo się krytykujemy i cenzurujemy sami. Albo w ogóle się nie znamy. Ja tam znam siebie całkiem dobrze i mam łatwość w nawijaniu o sobie. Nie jestem pruderyjna, nie trzymam sekretów, wietrzę swoje wewnętrzne szafy i nie trzymam w nich trupów. A jednak jest taka część mnie, która bardzo oceniam i koszmarnie się jej wstydzę.

To duchowość.

Bo oto w 28 wiośnie mego życia, jestem jak to kółeczko ying yang, w połowie tatą i w połowie mamą. A zawsze tatą byłam bardziej. Historia II W.Ś, trochę polityki, trochę kultury, trochę zdrowego rozsądku, sporo ogaru. Mama wkurzała mnie okropnie swoim oderwaniem od ziemi. Zawsze uważałam, że to głupie i infantylne. Do dziś potrafi mnie zesłabić tekstem w stylu „Donald Tusk nie spełnił moich oczekiwań w roli prezydenta Polski”. Aha mamo… to spoko! Mój tata to Grumpy Cat senior. Introwertyk. Na wszystko patrzy przez palce. Moja mama to ekstrawertyczka sto pro, reiki, reinkarnacja, 198 wymiar, kule energii, dzieci indygo. I wyobraźcie sobie, że nagle, całkiem niestrzeżenie, te wszystkie hejtowane w mojej mamie rzeczy, zaczęły mnie interesować. Oj jak strasznie nie chciałabym się do tego przyznać ani wam, ani nikomu innemu. A chyba zwłaszcza sobie.

Mantry. Czakry. Joga. Astrologia. Pozytywne afirmacje. Wizualizacje. Magia kryształów. Stanie na głowie. POMOCYYY RATUUUNKUU!

A jednak, w swoich eksperymentach, w porzuceniu przyjętej religii i przeglądnięciu folderów innych (najbliżej buddyzm, ale jednak nie) mam w sobie takie „naprawdę nie chcę gadać o duchowości, bo wierzę, że jestem częścią czegoś większego, ale nie wierzę w Jezusa, ani w boga Ojca, w żadnego lamę, ani innego guru, choćby był zwiniętym w precel stuletnim joginem. Co mogę powiedzieć? Że wierzę w gwiazdy? W świecący plankton? W dżunglę? W piasek i muszle? W naturę? A najbliższy boga jest mi Kapitan Planeta?”. Strasznie mnie krępuje ten brak definicji. Na własny użytek wiem co mi służy i co czuję. Jednak innych śmieszy dotykanie półszlachetnych kamieni bardziej niż znak krzyża popełniany kiedy przejeżdżasz koło kościoła. Czuję się infantylna w mojej osobliwej duchowości. Czuję jakby nie miała racji bytu, bo to wiara, nie szkiełko i oko. I sama przed sobą wiję się i tłumaczę. Długo z tym walczyłam, jednak przyszedł czas, że akceptuję „mamę” w sobie. I upraszam Kosmos, żeby jednak nie fundował mi aż takiego odlotu od rzeczywistości ; )

Piszę o tym dlatego, bo to mój duchowy coming out. Niebawem na blimsien pojawią się posty, które nie wszystkim się spodobają, a niejedną zdziwią. Nie jestem jednak pomidorową, nie wszyscy muszą mnie lubić. Chcę żeby lubiły mnie te z Was, z którymi naturalnie byłoby mi po drodze, nie chcę łasić się do wszystkich. O tym też mówi książka Ani Piwowarskiej. A moja historia, prócz tego że jest ciekawostką i takim tam sobie intro do dalszych nawiedzonych postów, jest też intro do konkursu, w którym książkę „Autentyczność przyciąga” możecie wygrać.

A TERAZ KONKURS!

 Regulamin konkursu :

Organizatorem konkursu jest blog „blimsien.com”. Konkurs realizowany jest na podstawie niniejszego regulaminu i zgodnie z powszechnie obowiązującymi przepisami prawa. Fundatorem nagród jest blimsien.com . Nagroda to : KSIĄŻKA: „AUTENTYCZNOŚĆ PRZYCIĄGANIA”. Uczestnicy pod tym postem odpowiadają na pytanie:

„W JAKIEJ SFERZE ŻYCIA TY MASZ NAJWIĘKSZY PROBLEM BY POKAZAĆ PRAWDZIWĄ SIEBIE. OPOWIEDZ W KLIKU ZDANIACH SWOJĄ HISTORIĘ”

Wstawiając komentarz, Uczestnik zgadza się z warunkami Regulaminu i wyraża zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych, niezbędne do przeprowadzenia konkursu,  zgodnie z ustawą o Ochronie danych osobowych (Dz. U. Nr 133 poz. 883). Konkurs rozpoczyna się 11.08.2015 r. Ostateczny termin zgłaszania się w konkursie mija 17.08.2015 roku, o godzinie 23.59. Spośród wszystkich zgłoszeń, ja i autorka książki wybierzemy 1 zwyciężczynię. . Wyniki ogłoszę w tym samym poście edytowanym dnia 18.08.2015 oraz na fejsbuku. Regulamin obowiązuje od momentu rozpoczęcia konkursu do jego zakończenia.

Organizator oświadcza, że konkurs nie jest grą losową, loterią fantową, zakładem wzajemnym ani loterią promocyjną, których wynik zależy od przypadku (przeprowadzenia losowania) w rozumieniu Art. 2 ustawy z dnia 29 lipca 1992 r. o grach losowych i zakładach wzajemnych (Dz.U. z 2004 r. Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)

By wziąć udział w konkursie musisz:

  1. Napisać swoją krótką lub długą refleksję o byciu sobą w dowolnej dziedzinie życia pod tym postem w komentarzu.
  2. Komentując wpisać koniecznie swój e-mail byśmy mogły odezwać się do zwyciężczyni.
  3. Mieć chęci ; )
Author

26 komentarzy

  1. Często mam problem z mówieniem o uczuciach. Niby wiem, że każdy człowiek prawdopodobnie czuł to, co ja w danej chwili, ale mam taką wewnętrzną blokadę, że czasem się duszę w sobie i nie mówię nic, a potem chodzę jak taka bomba i tylko czekam na wybuch. Płaczu, żalu, zduszonych emocji. Z drugiej strony bardzo nie lubię, jak ktoś na mnie naciska, żebym o czymś powiedziała – bo ja muszę być w stu procentach pewna zaufania do tej osoby. Jeśli wiem, że to ktoś, na kim mogę polegać, nie waham się. Ale gdy pyta mnie o to ktoś, wobec kogo nie mam pewności, automatycznie zapala mi się w głowie lampka, że hej, nic nie mów, uśmiechnij się i zmień temat. I tak uparcie milczę i koniec, no i nie ma opcji, żebym cokolwiek w tym temacie z siebie wydusiła.

  2. Dzięki Twojemu wpisowi dodałam właśnie swój. Choć bałam się dzielić własną słabością. Dzięki!

  3. Blum

    Marta Dziok – zarzuć linkiem 🙂

  4. Najbardziej boję się okazywać słabość. Dzielić się nawet z bliskimi tym, że jest coś z czym sobie nie radzę, że nawaliłam, poniosłam porażkę. Boję się pokazać, że jestem tylko człowiekiem i zdarza mi się płakać, walczyć z myślami, być całkowicie bezradna w jakiejś kwestii. Tą część siebie zostawiam sobie samej i nie umiem przemóc się by podzielić się z kimś i zapytać o radę. Ma to swoje wady i zalety. Z jednej strony nie robię z igły wideł, nigdy nie lubiłam gdy ktoś wylewał swoje żale na forum publicznym i szukał współczucia, ale gdy teraz o tym myślę, to czasem też chciałabym podzielić się swoimi demonami z kimś z boku, z kimś, kto miałby suchy obraz na sprawę i mógłby mi pokazać jej inne aspekty. Jestem osobą, której ciężko znaleźć równowagę, zwykle popadam w skrajności i tego boję się w tej kwestii- raz się przełamię i ciągle będę zasypywać innych swoimi żalami. Dlatego póki trzymam to w ryzach przynajmniej nikt prócz mnie nie zdaje sobie z tego sprawy. Boję się tylko tego, że kiedyś tama nie wytrzyma… .

  5. Bycie sobą? Cóż to takiego? Przecież to cos łatwego! Przecież ja to ja,nikt nie moze byc mną! To takie proste… To czemu czasem takie trudne? Oooo juz wiem,bo wstyd czegoś nie wiedzieć to sie udaje,ze sie to wie,bo wstyd byc miękkim to sie twardziela udaje,bo jak sie udaje to sie nam wydaje,ze jesteśmy lepsi. Ja dziękuje za bycie „lepsza” I’m good enough!!!

  6. Blum, nie jesteś sama, ten akapit o duchowości to jakbyś mi z ust wyjęła! Niestety nikt z moich bliskich mnie do końca nie rozumie a ja już przestałam tłumaczyć bo zaczną mnie brać za świra 😉 Podjęłam też decyzję o wystąpieniu z KK, skoro nic mnie z nim nie łączy, czego też nikt nie potrafi zrozumieć… ale na szczęście chociaż akceptują 🙂

  7. Wow, jak zwykle trafiasz z topikiem w mój czas. Właśnie zamawiałam kawę i tłumaczyłam pani polecającej mi pancakesy, że nie jem jajek i prod. mlecznych (po co, pytam się sama siebie, serio). Myślę, że najbardziej boję się oceny. I etykiet. Wczoraj widziałam artykuł na temat „yuccie”; wg opisu w dużej mierze wpasowuję się w ten „trend”, chociaż zupełnie się z tym nie identyfikuję. Wkurza mnie, że wszystko jest skategoryzowane. Ale najbardziej chyba dotyka mnie fakt, ze jakaś obca osoba zarzuca mi brak autentyczności, ze jeśli nie jem mięsa, to jest to wynik mody, ze jeśli mam ochotę na dobrą kawę w miłym miejscu ze znajomymi, to oznacza, że żyję drogo. A ja z kolei wiecznie odczuwam potrzebę tłumaczenia się przed ludźmi ze swoich wyborów i z tego kim jestem, brnę w dyskusje, a potem szukam wyjścia, żeby się z nich wykaraskać w miarę bez szwanku.
    Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to siedzi we mnie i ode mnie zależy, czy się z tym uporam, czy też nie. I mam nadzieję, że powoli zaczynam dryfować w dobrym kierunku 🙂

  8. najtrudniej,

    kiedy słowa barwione magią uczuć, upstrzone emocjami, wzbierają w rozgrzanym wnętrzu,by zaraz rozbić się o sklepienie podniebienia. mrowi skóra, serce rozkłada skrzydła i gotuje się do lotu. wydaje mi się, że umrę, czuję jak stopy odrywają się od ziemi, a umysł krzyczy i karci, nie nie rób tego sobie- nie wypuszczaj na światło dzienne tego co skrywasz w sobie. miłość miłość rozkwitła, porosła klatkę żeber i domaga się, żąda- wypuść mnie!
    najtrudniej być sobą mówiąc, że kocham, mogę krwiście pocałować bruk albo rozczochrać chmury na niebie.
    za każdym razem odnoszę zwcięstwo- słowa opuszczają roztrzęsione ciało, unicestwiam strach.

    najtrudniej jest być sobą kochając.

  9. Ja czuję najgorszy dysonans wtedy, kiedy trzeba szybko zareagować, żeby nie dać sobie wejść na głowę. Najbardziej wkurwiająca jest ta cipowatość odziedziczona po rodzicach, która każe odwrócić głowę, zamiast odszczeknąć w swojej obronie. Całe życie z tym walczę z marnym skutkiem. W środku pożar kiedy ktoś po tobie jeździ jak po burej suce i nie potrafisz powiedzieć nic na swoją obronę. Nic skutecznego. Bo przecież eeeej dziewczynkom tak nie wypada, trzeba być grzecznym. A potem parę dni jak na kacu, ciągle myślę i wałkuję co ja to mogłam powiedzieć… i świetnych ripost są tysiące… jak babcię kocham- niech to minie, bo nie da się żyć…

  10. W jakiej sferze życia ? Cholera, a w której czuję się dobrze będąc bez pardonu sobą? Najgorzej jest jak wracam do rodzinnego domu, a tam – bardzo się staram i chyba za bardzo.. Bo jakoś w tym wszystkim brakuje mi mnie. Taka nieco przytłamszona, wracając powoli „próbuje stanąć na nogi”.. Chyba zaczynam rozumieć ten tekst i wyrażenie „prywatna grawitacja”… 🙂

  11. duchowość <3
    w tym wszystkim, czego szukałam, chyba najbliżej pasowało http://jagerfundacja.pl/ , a szczególnie nagrania Alexa Poraj-Żakieja, których na yt sporo 🙂 nie mogę się doczekać Twoich postów w tej tematyce! 🙂

  12. Nadzieja

    Jeśli przerasta mnie nawet odpowiedź na tak proste pytanie, to znaczy chyba, że w każdej. Prawda jest taka, że prawdziwej mnie już od kilku lat nie ma. Prawdziwą mnie zastąpiły potężne dawki Prozacu, tabletek nasennych, płaczu, frustracji, fobii, lęków i złych, naprawdę złych myśli. Czuję się, jakbym wiecznie miała pustkę w głowie, żeby na kilka sekund co jakiś czas przeszedł przez nią potężny tajfun niedorzecznych dźwięków. Moim jedynym wsparciem jest starsza siostra, która nie raz, nie dwa, wsiadała w pociąg i jechała 300 km tylko po to, żeby ie przytulić, pomóc zasnąć, a rano odjechać wrócić do pracy.
    Chciałabym jej ulżyć, bo wiem, jak się martwi. Chciałabym ulżyć sobie, bo wiem, że nie ma opcji, by całe życie przefikać na tej obrzydliwej chemii. Chciałabym żyć. Dlatego szukam motywacji wszędzie: w pożywieniu, sporcie, internecie, pisaniu, muzyce, literaturze. Już wiem, że najważniejsze to się zmusić. Zrobić ten malutki kroczek. Potem następny, następny… I ta książka ma być takim kolejnym małym kroczkiem.

  13. Hej Blimsien!

    Nie dziwie Ci się, duchowość to trudny temat a dzisiaj jest tak zdeprecjonowana, że osoby z którymi się o niej rozmawia trzeba sobie delikatnie dobierać żeby się nie narazić na np. niezrozumienie czy tez zaklasyfikowanie jako oszołom. Ja rok temu (mając 28 wiosen na karku) byłem w tym momencie w którym Ty (prawdopodobnie :)) jesteś dziś, ale mam to szczęście ze trafiłem na książki (od filozofii E. Fromm’a i H. Thoreau aż po psychologie transpersonalną S. Grofa czy filozofie wieczystą K. Wilbera) które idealnie się wpasowały w moment wyjścia z twardej skorupy ateizmu/agnostycyzmu który był u mnie od zawsze ale ciągle podświadomie chciałem zobaczyć co jest poza tzw.’ horyzontem’. Dodatkowe po punkrockowe nastawienie ‚no gods no masters’ czy ‚bullshit detector’ nie ułatwiało zadania. Wiem jak trudno odejść od racjonalizmu i przyznać się przed sobą że się szuka czegoś więcej. Przez ten rok doświadczyłem jak ważna jest praca z emocjami, napięciami w ciele, jak ważna jest równowaga energetyczna w ciele oraz korelacja miedzy energia w ciele a jakością życia i jak bardzo blokada energii w ciele wpływa na ‚zablokowanie’ życia. Jak bardzo ciało jest mądre i daje niemalże od razu sygnały ze coś nie gra tylko ze my ich nie potrafimy zauważyć; jak bardzo stres jest wyniszczający dla organizmu – co pośrednio zaprowadziło mnie do jogi w której zaczynam stawiać pierwsze kroki ( systematyczność u mnie leży na całej linii). Oraz wiele więcej jednak nie jest to temat na publiczne forum 😉 – bo są rzeczy których się nie da wyrazić słowami, tym bardziej w takim temacie. Duchowość to szeroka i bogata droga w której też łatwo się jest zaplątać i utknąć w (pozornie) ślepej uliczce. Buddyzm, hinduizm, szamanizm czy pisma/poezja/muzyka oparta na utworach mistyków różnych tradycji to wspaniała rzecz która potrafi ukazać jak bardzo skrzywdzona, kaleka i wykastrowana jest dzisiejsza racjonalna cywilizacja. Nade
    wszystko jednak trzeba pamiętać żeby nie odpłynąć za daleko i zaniedbywać życia. U mnie było blisko żeby tak zrobić ale się opamiętałem wiec wróciłem z obłoków na ziemie, bogatszy o doświadczenie i wiedzę – a jednak jeszcze masę rzeczy jest do odkrycia i poznania.
    Uff się rozpisałem (zaznaczam że poza konkursem), mam nadzieje że coś z tego wyciągniesz dla siebie na dalszej duchowej drodze, w razie potrzeby służę rozmową 🙂
    Na koniec dodam – wszystko w życiu przychodzi o właściwej porze i czasie ( mimo faktu ze nieraz ten czas się wlecze w nieskończoność).

    p.s. U mnie z rodzicami to samo – mama czasem przemycała jakieś Om, joge czy medytacje a tata racjonalista (teraz wiem że pozorny ;)). No ale biorąc pod uwage specyfikę męskiego i żeńskiego pierwiastka – wszystko jest w porządku

    p.s. 2 Bycie autentycznym zawsze i wszędzie się opłaca, od osoby uważającej się za dorosłą jest wręcz wymagane.

    Jako nieregularny czytelnik MTP widzę spore podobieństwo w wielu aspektach życia i ale to już sobie pozwolę napisać na marginesie, jako że do tej pory nic nie komentowalem 🙂

  14. Hej 🙂 Dziedzina, w którj nie do końca jestem sobą, to właśnie moja strona na fb, na której panicznie boję się pokazać swojje twarzy, wydaje mi się, że fb mnie zje, a raczej zjedzą mnie ludzie, którzy byc może będą mi zarzucać, że piszę o czymś, w czym nie jestem kompetentna… Prowadzę motywatornię, ale nie jestem coachem, a tym bardzie psychologiem. Czuje się w tyym temacie dobrze, bo te dziedziny od zawsze były w kregu moich zainteresowań. Zawsze miałam psychologiczne zacięcie – może tak to nazwę. Sama strona pojawiła się w bardzo trudnym momencie mojego życia, była jakby krzykiem, zapytaniem, czy może ktos mysli podobnie. no i okazało sie, że tak, ale im więcej było moich bardzo osobistych komentarzy, tym bardziej bałam się odkryć siebie do końca – chodzi o fotkę. I chyba tak zostanie niestety.Nie jestem pewna, czy chcę pokazywać co myślę o ludziach, o tym co siedzi mi w głowie aż tylu ludziom, tzn., chcę, ale chyba odzywa się cos na kształt fobii społecznej i introwertyzm. Nie wiem jak bym się czuła, gdybym nagle pokazała twarz. Pozdrowienia ! 🙂 P.S. Dzięki za możliwość opisania mojej historii, to jak małe katharsis.

  15. Kiedy tylko przeczytałam zadanie jakie należy wykonać. Od razu wiedziałam gdzie u mnie tkwi problem. Pewnie pomyślicie sobie to banalne, ale ja tak nie myślę. To co mi przychodzi z trudem to związki z mężczyznami. Nie wiem jak to jest ale nie potrafię im pokazać całej mnie, czasem wydaje mi się że przy nich jestem całkiem inna. Taka nie do odkrycia, nie do poznania. O ile znajomości z kobietami nie sprawiają mi problemów o tyle z mężczyznami jest inaczej. Z otwartej, komunikatywnej kobiety staje się cichą myszką. Co najlepsze nie tyczy się to wszystkich mężczyzn, zwłaszcza tych którzy w jakiś sposób zaintrygowali mnie i chciałabym ich blisko poznać. To niesamowite jak działa nas umysł, jak działamy my sami, jak trudno jest nam się otworzyć i być takimi jakimi siebie kochamy i jakimi kochają nas inni.

  16. Problem (?) może raczej coś do przerobienia, już jestem świadoma tego feleru w sobie zatem połowa sukcesu za mną. Ale to nie takie proste…. Kiedy wchodzę w jakąs znajomość to na 100% słucham, pytam o drobiazgi, milczę, pamiętam, jestem całą sobą. Jest to dla mnie naturalne, takie wypłynięcie na głębię. Jednak pojawia się problem gdyż z tą moją naturalnością wymieszane jest oczekiwanie, skoro ja daję to powinnam też otrzymać….. i tu zaczynają się schody gdyż ludzie których spotykam na swej drodze nie słuchają, nie wpływają na głębie którą im oferuję….. i sie okazuje że po raz kolejny za dużo sobie wyobrażałam…. i dlatego w obecnej chwili z pewną nieufnością, dystansem, lękiem wchodzę w nowe relacje, znajomości..

  17. Uważam, że slogan bycie sobą jest bardzo przereklamowany. Jeśli pragniemy stawać się lepsi, doskonalić, walczyć ze swoimi przywarami to już sami sobie zaprzeczamy. Mój problem to wieczna chęć doskonalenia się, połączona z planami, które chcę spełniać w jednym momencie. Wszystko kończy się leżeniem na łóżku z zamkniętymi oczami i to tam, w głowie układania swojego życia na nowo. Czytanie inspirujących postów, zalewanie oczu pięknym instagramowym życiem – niestety przestało działać już dawno. Szuka, recepty by porządnie wziąć się do roboty, w garść, by każdy dzień przybliżał mnie do osoby, którą już znam w swojej głowie – lepszej wersji siebie. Ale coś nie możemy się spotkać. Jak to zmienić?

  18. karolinao

    Przywitałaś się? Powiedziałaś dziękuję? Pożegnałaś się? Przepuść panią w drzwiach! – nie, to nie są słowa kierowane tylko do sześcioletniej dziewczynki. Ja słyszałam je przez całe życie… i zdarza się, że słyszę je nawet teraz, gdy jestem już dorosłą kobietą. Byłam wychowywana dość sztywno, tradycyjnie, zwracano uwagę na każdy mój nawet najmniejszy błąd i upewniano się trzy razy, czy aby na pewno podziękowałam za to, że poczęstowano mnie np. kawałkiem czekolady.
    „Niby spoko, że jest tak dobrze wychowana” – można by pomyśleć. Ale mnie zaczęło to przeszkadzać w momencie, gdy zauważyłam, że czasem nie potrafię wyluzować. Chyba zaczęłam przyjmować taką nieco gombrowiczowską „gębę” – bo przecież trzeba siedzieć dumną i wyprostowaną, a nie tam przyjmować zaproszenia na wspólną wyżerkę przed telewizorem. Całe szczęście powoli uczę się zdejmować maskę tej grzecznej, nieco sztywnej dziewczynki. A słowa „no tego to się po tobie nie spodziewaliśmy!” zaczęłam odbierać jako komplement.
    „Autentyczność przyciągania” sprawia wrażenie lektury obowiązkowej dla każdego marketingowca, PR-owca i innego – owca. A ja mam nadzieję, że spełni też rolę dobrego „motywatora” do działania dla przeciętnego Kowalskiego 😉

  19. Najbardziej boję się improwizowania na flecie. Uczyłam się 6 lat w szkole muzycznej, ukończyłam jako jedna z najlepszych uczennic, a teraz prawie totalnie nie gram, bo chciałabym hobbistycznie tworzyć własne kompozycje, relaksować się tym, ale wszystkie dźwięki sprowadzają się do wyćwiczonych pasaży i triad. Pomimo próśb znajomych prawie nikt nie słyszał, jak gram, bo nie zaprezentuję przecież utworu, którego nie mam wyćwiczonego na sto pro. There, I said it:)

  20. Ciężko być autentycznym gdy wszyscy czegoś od ciebie oczekują. Babcia: byś była grzeczną dziewczynką i chodziła do kościółka, mama: żeby w twoim domu zawsze było czysto i żebyś ze wszystkim dawała sobie radzę, twój partner oczekuje żebyś w końcu wyluzowała. A Ty sama żądasz od siebie ogarnięcia całego tego syfu…
    nimmir@o2.pl

  21. Siedziałam i myślałam nad tym jak ugryźć temat. Pokazywanie swojego prawdziwego ja nigdy nie jest łatwe ale w moim przypadku najtrudniej przebić głową mur stawiany przez starsze rodzeństwo. Trzech braci i wyidealizowane podejście do tego jaka powinna być młodsza siostra. Wszystko inne schodzi na dalszy plan kiedy za każdym razem z tyłu głowy dudni głos przypominający o oczekiwaniach i poczynionych przez inne osoby założeniach. Niby mało oryginalne ale kosi całą resztę jak rolnik kombajnem podczas żniw.

  22. Nie jesteś sama w tej „nieokreślonej” duchowości – samo to słowo jest już dosyć długo obracane przez najróżniejsze dłonie. Cała masa ludzi na świecie dziś „tego” doświadcza.
    To powrót do własnego ja, scalenie tych wszystkich aspektów w jedną, prawdziwą osobę.

    Podążamy za głosem swojego serca – kierując się miłością i dobrocią oraz pokorą i szacunkiem wobec tego, co nieznane (i tego, czego nie można ani opisać, ani przypisać do czegokolwiek). Te czyste uczucia nigdy nie zawodzą, w każdej sytuacji są odpowiednie.
    Dążymy do czystego odczuwania życia, bez etykietek i masek, do bezinteresownej radości, wynikającej z tak prostej, codziennej miłości do tego co prawdziwe. Ukojenie nam daje przyroda, której tej autentyczności nigdy nie brakuje. Słońce, zasilające cały świat do życia. Drzewa, które po prostu są.
    Wszelkie nasuwające się dylematy i poszukiwania, aby jakoś nazwać to, co się w nas otwiera, to jedynie udowadnianie sobie, że się nie mylimy – że o podobnym pisze i mówi wiele osób, ale każdy inaczej. Bo jesteśmy indywiduum.
    W tej prywatnej, intymnej relacji tak naprawdę zawsze wiemy, czym jest ta nasza „duchowość” i podążamy za tym nie musząc nikomu tłumaczyć.
    Ta duchowość dąży do jednego – do ucieleśnienia się w człowieku. By jego życie było odzwierciedleniem tego, co w sercu. Te tajemnicze metody (ezoteryczne np.) to praca z energiami, praca na rzecz życia, nie cel sam w sobie (te wszystkie „oderwania od ziemi” itp…), tylko „skutek uboczny”, bonus, dzięki własnemu poszerzania świadomości, by jak najczyściej odczuwać radość istnienia.

    Pozdrawiam i jestem podekscytowana tym, że tak wiele osób dostrzega tę iskrę w świecie, który jest bardzo zagubiony.
    Słoneczne uściski,
    Medley.

  23. Cześć Blimsien.
    Uwielbiam Twojego bloga za inspiracje do życia. Dzięki Tobie mam więcej odwagi, by robić to co kocham i być tą osobą, którą jestem, a nie taką, jaką inni chcą, żebym była. Strasznie cieszę się że tu trafiłam, i mimo że nie do końca umiem się przekonać do nowej formy Twojej strony (bo jestem słaba w zmianach, także to nie Twoja wina :D)

    Chciałabym wziąć udział w Twoim konkursie, więc już piszę:
    mam trudności z pokazywaniem prawdziwej siebie –
    – dokładniej, swoich słabości. Kreuje dla innych, swoich przyjaciół, znajomych, rodziny, mit mnie, mojego życia jako idealnego. Często oszukuje tak nawet sama siebie. Moją największą pasją są podróże – nawet, jeżeli nic nie idzie po mojej myśli, i tak udaje że jest dobrze. Kiedy organizuje jakieś przedsięwzięcie, które nie cieszy się popularnością, opisuje to w zupełnie inny sposób. Przekształcam rzeczywistość tak, by bardziej pasowała do moich oczekiwań. Nie widzę, kiedy przyjaciółka jest na mnie zła, i kiedy mój związek usycha. Staram się naprawiać rzeczy tak, by nikt inny nie widział, nie zauważył mojej słabości.

    Przyznanie się do tego przed samą sobą było dla mnie bardzo trudne. I zmieniam siebie, przyznaje się do błędów i pozwalam sobie byc ludzka, po prostu 😉 (ale to trudne)

    Buziaki,
    A.

  24. Temat bycia sobą krąży mi po głowie już od dawna i powoli się w niej poukładał.

    Bycie sobą nie kłóci się z rozwojem osobistym, pracą nad swoimi małymi przywarami i słabościami, z poznawaniem nowego i wywracaniem życia do góry nogami. Ja czuję, że żeby być sobą trzeba zaakceptować to, że zawsze będziemy tak naprawdę sami. I nie pisze tego w żadnym negatywnym sensie. Kiedy poukładałam sobie w głowie temat lęku przed samotnością i zaakceptowałam, że zawsze ale to zawsze będę tak naprawdę na stałe tylko sama ze sobą poczułam w końcu wielką ulgę.

    Samotność kreuje się jako życiową porażkę lub chociaż coś wyjątkowo przykrego. Ludzie szukają na siłę kogoś kto wypełni im wielką dziurę w sercu i nie rozumieją czemu ta metoda nie działa, zagłuszanie tego lęku nie sprawi, że on zniknie.

    Przerobiłam ten temat i teraz czuję się jeszcze bardziej sobą niż kiedykolwiek. Nie potrzebuję określeń i innych ludzi żebym ja wiedziała kim jestem i że jest mi dobrze. Każdemu życzę tego cudownego uczucia.

  25. Oj tak. Wiem, o czym piszesz i mam to samo. Z jednej strony racjonalizm, jakis tam ateizm, praca w Korpo, silną stopą kroczę po tej ziemi.. a z drugiej strony Wszechświat, Kryształy, Trzecie oko, energia, medytacja, dzwięki binauralne, natura i to jak możemy z niej czerpać. Czuję się współczesną czarownicą, trochę to odrzucam bo to takie .. śmieszne, ale nic mnie tak nie pociąga jak jedność z matką Ziemią 🙂 I weź się tu przyznaj, to cię „spalą” swoim spojrzeniem, i wezmą za wariatkę.

Dodaj komentarz