Category

osobiste zapiski

Category

łąka

Pamiętam, jak ciężko opadłam na kanapę w miejscu, w którym przyjmował Szymon. -Wiesz, mam wrażenie, że ja ciągle coś dla siebie robię, ale to się nigdy nie kończy, nawet jak się poprawia, to za chwile ukazuje mi się masa obszarów, na których znów jest coś do zrobienia. –Na szczęście dokładnie tyle samo ile istnieje problemów, tyle samo mamy na nie rozwiązań, a może nawet więcej. – odpowiedział. I to mnie otrzeźwiło.

 

nvc

Wczoraj zmarł prezydent Gdańska, który został ugodzony nożem podczas finału WOŚP, czyli największego wydarzenia charytatywnego w tym kraju. Czy karany wcześniej i być może szalony nożownik zabiłby prezydenta, gdyby nie mowa nienawiści, która z oponentów politycznych robiła zdepersonalizowane cele ataku? Być może już nigdy się nie dowiemy.

“It’s dark because you are trying too hard.
Lightly child, lightly. Learn to do everything lightly.
Yes, feel lightly even though you’re feeling deeply.
Just lightly let things happen and lightly cope with them.

I was so preposterously serious in those days, such a humorless little prig.
Lightly, lightly – it’s the best advice ever given me.
When it comes to dying even. Nothing ponderous, or portentous, or emphatic.
No rhetoric, no tremolos,
no self conscious persona putting on its celebrated imitation of Christ or Little Nell.
And of course, no theology, no metaphysics.
Just the fact of dying and the fact of the clear light.

So throw away your baggage and go forward.
There are quicksands all about you, sucking at your feet,
trying to suck you down into fear and self-pity and despair.
That’s why you must walk so lightly.
Lightly my darling,
on tiptoes and no luggage,
not even a sponge bag,
completely unencumbered.”

 

Aldous Huxley, Island

original;

Życie zmienia się jak w kalejdoskopie. Nie jestem uczonym mędrcem, ani nikim w tym stylu. Ale jestem osobą, która żywo doświadcza życia (chociaż się tego boi) i testuje różne filozofie, chadza różnymi, w tym mało uczęszczanymi ścieżkami, ale nie boi się też wrócić na autostradę, którą suną wszyscy, tylko po to, żeby za chwilę jednak zboczyć w krzaki. Tak. Moje życie jest ciągłym poszukiwaniem. Zawsze myślałam, że celem jest znalezienie i odkrycie. Dziś myślę raczej, że celem jest właśnie sama eksploracja. Wrzucam siebie w doświadczenia i obserwuję co się ze mną dzieje. Jestem bohaterką powieści, która pisze się na gorąco i nikt nie wie co stanie się jutro. Nie namawiam do kopiowania wszystkich moich doświadczeń. Sama nie wiem przecież co z nich wyniknie. Ale może Cię zainspirują? Pozwól mi więc przemówić swoim głosem. Prosto z serca.

rosy seaWyobraź sobie, że jesteś dojrzałą, wypieszczoną olejkami, obrzydliwie bogatą kobietą w luksusowym kurorcie. Leżysz w cieniu parasola, osłonięta markowymi okularami, a obsługa przynosi ci drinka. Wszyscy są mili, woda w basenie jest ciepła. Wieczorem jesz homara w pięknej restauracji nad brzegiem morza….łołołoło ło! Chcesz żebym wyobraziła sobie najgorsze wakacje mojego życia?

wild

WILD AND WANTED

Są tacy ludzie, przy których nie ma nudy. Dzikość serca. Nieustanna eksploracja. Ciekawość świata. Znasz takie osoby? Ciężko nie ulec ich urokowi. Ich włosy pachną wiatrem, skóra przygodą i nie ma tam miejsca na zapach mydła i chleba z chrupiącą skórką. Panna Holly G. wiecznie w podróży. Głuptasie, nie wolno kochać dzikich zwierząt, bo kiedy tylko pokrzepią się i podreperują, odlecą. I tyle będziesz miał z tej miłości. Będziesz ich widział jak szybują hen, wysoko na niebie.

Favim.com-3074Ostatnio pisałam o mojej potrzebie rozwoju i duchowości. To prawda, w ostatnich latach częściej niż wcześniej wglądam w siebie, poszukuję tam odpowiedzi na ważne pytania, szukam swojej ścieżki. Wewnętrzny kompas i intuicja są dla mnie bardzo ważne. Muszę przyznać, że zawsze byłam bardzo zasadnicza i surowa tak wobec siebie jak i innych. Jedno czego nienawidzę to wciskania sobie ściemy. Nie mam nietolerancji na gluten, nie mam nietolerancji na laktozę, ale mam dramatyczną nietolerancję na opychanie sobie i innym bajery. Nie cenię ludzi, którzy nie są autentyczni. Nie lubię ludzi, którzy nie mają jaj,  żeby być prawdziwi wobec siebie. Zawsze traktowałam takie zachowania z największą surowością. Aż tu nagle…

floral porno

Sin City, ale romantyczne i czułe. Czerń w mieście smogu niemal doskonała, jak elegancka, aksamitna sukienka. Noc wpięła we włosy białe kwiaty drzew, pachną oszalałe. Wkładam w nie palce, nos, ocieram się policzkami. Zmysłowo zraszają skórę kroplami kwaśnego deszczu. Rzecz się dzieje na przystanku różnych linii, bo różne drogi są przede mną. Deszcz pada gęsto i miarowo, ktoś odkręcił kurek z prysznicem, a noc, noc zaskakująco ciepła. To już drugi taki raz w tym tygodniu, kiedy deszcz zaskakuje mnie, ale mi nie przeszkadza. Wczoraj obkleił mnie w letniej sukience, cały kształt mojego ciała zarysował się wyraźnie, oh jakie ono było dumne! Ze wszystkiego, nie robiły mu różnicy ani pośladki, ani stojące sutki, ani poduszka tłuszczyku dookoła pępka. Rozpromieniało się i rozkwitało pod dotykiem kropli i może stopy tylko trochę mi zmarzły, ślizgały się w sandałach jak małe nóżki pingwina. Ciało często się cieszy z siebie, kiedy głowa mu nie przeszkadza. Dziś byłam bardziej ubrana i wcale niechętna żeby iść do domu pieszo, a jednak wyprawa ta sprawiła mi dużą przyjemność. Noc uwodzicielka, mamiąca zapachem, zielenią listków, teraz przytłumioną, ale ich świeżość aż fosforyzuje. Mokra ziemia pachnie i to naprawdę śmieszne, ale czuję, że moje ciało podąża, otwiera się na pieszczotę powolnego spaceru. Każda mała kropla na nosie jest jak pieg. Ale te ordery przyznaje słońce, a teraz jest noc, moja pora, woda, mój żywioł. Więc się napawam.

Jestem jak ryba w wodzie i zaskakująco dobre jest to poczucie, że czujesz się przytulnie w wielkiej przestrzeni. Trochę jakby dookoła ciebie nie było całkiem nic, a trochę jakby miłość szczelnie obklejała ci skórę. Milimetr do milimetra. Mało kiedy człowiek jest w stanie tak dobrze poczuć się z nadmiarem wolności. Kiedy nikt go nie pyta, nikt mu nic nie mówi, nikt się nie troszczy, ale też nikt nie wie. A skoro nikt nie wie, można przez chwilę po prostu być. Wystarczy się nie definiować i nie pisać narracji.

Przedzieram się przez mokre zarośla, w mokrych butach i z mokrymi ustami. Oczy mi błyszczą w ciemności. Jestem wdzięczna. Dwa lata prawie, niespokojna łódź kołysała mnie w swoich ramionach, zabierając z wielkiej burzy mojego życia. Podczas tej wycieczki poznałam wierzchołki gór, nadmorski piach, bliskość betonu, porywisty wiatr co gnie parasolkę jak znudzona panna słomkę w drinku i trochę siły własnego ciała. Moja skóra śpiewała z radości pod pieszczotą dotyku, a umysł nader często błądził w chmurach. Wspaniałe, miękkie, esencjonalne czasy. Teraz schodzę na ląd. Trochę jakby skończyła się ulubiona książka. A trochę jakby oddech był głębszy, zwłaszcza kiedy choroba morska dokucza zbyt mocno.

Wszystko płynie. Tak mówią. Ja nie mówię nic. Obserwuję. I moknę tej pięknej nocy mojego życia.