Category

osobiste zapiski

Category

buddika-eranda-554128-unsplash

Muszę wiedzieć. Gdzie postawić stopę. Jaki jest mój cel. Jak do niego dotrę. Co jest pomiędzy punktem A i punktem B? Jaka jest trasa? Gdzie poznam mężczyznę, którego szukam? Przeczesuję wszystkie aplikacje, chodzę na spotkania do znajomych, imprezuję, idę na kurs językowy. Mężczyzna nie zapuka do Twych drzwi. No, chyba że chcesz być z kurierem. Jak znajdę pracę? Gdzie szukać? Przeczesuję ogłoszenia. Chodzę na rekrutacje. Przepisuję ciągle od nowa CV. Tyle wysiłku wkładam w stwarzanie. Mam plan. Rozbijam go na podpunkty. Monitoruję go. Wszystko jest pod kontrolą. Wiem, jak będzie przebiegało moje życie. Zaplanowałam je. Mam napięte plecy, mięśnie karku, ramiona podciągnięte do uszu. Boli mnie brzuch. Mam sucho w ustach. Jeszcze tylko trochę. Jestem strategiem na swojej prywatnej wojnie. Walczę o szczęście, miłość i dobrobyt. Nic nie dzieje się samo. Kiedy mocno trzymam lejce życia w dłoni, czuję się pewnie. Czuję się pewnie, kiedy jestem sprawcza. Tylko te oczy, o trzeciej nad ranem, otwarte, obudzone, wpatrzone nagle w sufit. I wiercenie się. Nie mogę spać. Chcę wiedzieć jak. Muszę wiedzieć kiedy. Dlaczego nie mam kontroli? Jak zdobyć więcej kontroli.

TRACH

Nie wiem nic. Nic nie wychodzi. Wszystkie wysiłki na nic. Umieram. Jestem zdechłą rybą, płynę z nurtem, w dół. Jestem rzeką, która pieni się, wije, uspokaja, ale nic, nic nie może powstrzymać faktu, że płynę prosto do morza. Nie znam morza. Boję się, że w morzu zniknę. Niezdefiniowana. Jeszcze trochę walczę. Staram się ostatnimi spazmami stawiać opór. Realizować założenia. Ale dostaję kolejne ciosy od losu. Dlaczego to się dzieje?

Nic mi się nie dzieje. Wszystko się dzieje dla mnie. Czy starczy mi wyobraźni, czy starczy mi cierpliwości, żeby poczekać, aż te pojedyncze plamki staną się pełnym obrazem? Wtedy jest łatwiej dostrzec znaczenie tego, co dziś budzi panikę. Już dawno nie mam lejców życia w dłoni. Już dawno nie mam siły. Jestem chora. Przydarzają mi się nieszczęścia. Wszystko się rozpada.

ROŚNIE

Porzucam oczekiwania. Porzucam rezultaty. Patrzę. Moja akceptacja nie rodzi się z mądrości, rodzi się z niemocy. To jest w porządku. Jestem rzeką, która wpadła do oceanu. Ocean to ja. Nieważne, co zrobię, świat i tak się dzieje. Wszystko, co się teraz dzieje jest właściwe. Nie dlatego, że jest zbieżne z moimi oczekiwaniami. Jest właściwie, bo zaistniało. Akceptacja nie jest niechęcią do zmiany. Akceptacja jest zaprzestaniem walki. Punktem wyjściowym. Akceptacja jest wydechem i spokojem chłodnego wieczoru. Jest punktem mocy.

Życie się zadziewa. Rzeczy przychodzą zdumiewająco lekko. Z łatwością pojawiają się w moim życiu. Oto punkt B. Całkiem inny niż myślałam. Wszystkie najdziksze marzenia w jakiejś idealnej wersji życia. Wszystko, czego chciałam, pojawiło się, inaczej niż sądziłam. Nigdy w życiu nie byłabym w stanie tego zaplanować moim umysłem. Ścieżka była zbyt nieracjonalna i poplątana. Ale to nie koniec. Teraz kiedy jest dobrze, potrzeba kontroli wraca. Chcę zachować, to co lubię i wymodelować to, czego nie lubię. Życie trzeszczy jak obraz w starym telewizorze. Tracę to. Tracę. Nie mogę oddychać.

FALE

Pomaga obserwacja. Zostawiam na chwilę rozgorączkowane ciałko małej wiewiórki. Hej, heeeeej! Jestem oceanem! Nie potrzebuję wiedzieć JAK. Nie potrzebuję też wiedzieć KIEDY. Przyglądam się. Pragnę. Zostawiam. Kiedy nie mogę schłodzić głowy, staram się szczelnie wypełnić ciało. Całą sobą zalewam ciało, tak jakbym wlewała wodę do wazonu. To jest palec u nogi. To nos. Tu jest mój pępek. Wdech. Wydech. Nie trzeba znać sposobu. Unoszę się na plecach na rzece. Rzeka płynie w dół. Już się nie boję.

WWO

Zanim w ogóle poznałam termin WWO, bardzo długo myślałam, że coś ze mną nie tak. Wielokrotnie byłam krytykowana za skwaszoną minę, sztywniactwo i niechęć do spędów ludzkich oraz bliskości fizycznej. Tekstem mojego dzieciństwa było „a coś ty taka przewrażliwiona” z ust moich rodziców. Tak, jestem bardzo wrażliwa. Dziś rozumiem się dużo lepiej i… potrafię się szanować oraz stawiać granice.

łąka

Pamiętam, jak ciężko opadłam na kanapę w miejscu, w którym przyjmował Szymon. -Wiesz, mam wrażenie, że ja ciągle coś dla siebie robię, ale to się nigdy nie kończy, nawet jak się poprawia, to za chwile ukazuje mi się masa obszarów, na których znów jest coś do zrobienia. –Na szczęście dokładnie tyle samo ile istnieje problemów, tyle samo mamy na nie rozwiązań, a może nawet więcej. – odpowiedział. I to mnie otrzeźwiło.

 

nvc

Wczoraj zmarł prezydent Gdańska, który został ugodzony nożem podczas finału WOŚP, czyli największego wydarzenia charytatywnego w tym kraju. Czy karany wcześniej i być może szalony nożownik zabiłby prezydenta, gdyby nie mowa nienawiści, która z oponentów politycznych robiła zdepersonalizowane cele ataku? Być może już nigdy się nie dowiemy.

“It’s dark because you are trying too hard.
Lightly child, lightly. Learn to do everything lightly.
Yes, feel lightly even though you’re feeling deeply.
Just lightly let things happen and lightly cope with them.

I was so preposterously serious in those days, such a humorless little prig.
Lightly, lightly – it’s the best advice ever given me.
When it comes to dying even. Nothing ponderous, or portentous, or emphatic.
No rhetoric, no tremolos,
no self conscious persona putting on its celebrated imitation of Christ or Little Nell.
And of course, no theology, no metaphysics.
Just the fact of dying and the fact of the clear light.

So throw away your baggage and go forward.
There are quicksands all about you, sucking at your feet,
trying to suck you down into fear and self-pity and despair.
That’s why you must walk so lightly.
Lightly my darling,
on tiptoes and no luggage,
not even a sponge bag,
completely unencumbered.”

 

Aldous Huxley, Island

original;

Życie zmienia się jak w kalejdoskopie. Nie jestem uczonym mędrcem, ani nikim w tym stylu. Ale jestem osobą, która żywo doświadcza życia (chociaż się tego boi) i testuje różne filozofie, chadza różnymi, w tym mało uczęszczanymi ścieżkami, ale nie boi się też wrócić na autostradę, którą suną wszyscy, tylko po to, żeby za chwilę jednak zboczyć w krzaki. Tak. Moje życie jest ciągłym poszukiwaniem. Zawsze myślałam, że celem jest znalezienie i odkrycie. Dziś myślę raczej, że celem jest właśnie sama eksploracja. Wrzucam siebie w doświadczenia i obserwuję co się ze mną dzieje. Jestem bohaterką powieści, która pisze się na gorąco i nikt nie wie co stanie się jutro. Nie namawiam do kopiowania wszystkich moich doświadczeń. Sama nie wiem przecież co z nich wyniknie. Ale może Cię zainspirują? Pozwól mi więc przemówić swoim głosem. Prosto z serca.

rosy seaWyobraź sobie, że jesteś dojrzałą, wypieszczoną olejkami, obrzydliwie bogatą kobietą w luksusowym kurorcie. Leżysz w cieniu parasola, osłonięta markowymi okularami, a obsługa przynosi ci drinka. Wszyscy są mili, woda w basenie jest ciepła. Wieczorem jesz homara w pięknej restauracji nad brzegiem morza….łołołoło ło! Chcesz żebym wyobraziła sobie najgorsze wakacje mojego życia?