Category

osobiste zapiski

Category

floral porno

Sin City, ale romantyczne i czułe. Czerń w mieście smogu niemal doskonała, jak elegancka, aksamitna sukienka. Noc wpięła we włosy białe kwiaty drzew, pachną oszalałe. Wkładam w nie palce, nos, ocieram się policzkami. Zmysłowo zraszają skórę kroplami kwaśnego deszczu. Rzecz się dzieje na przystanku różnych linii, bo różne drogi są przede mną. Deszcz pada gęsto i miarowo, ktoś odkręcił kurek z prysznicem, a noc, noc zaskakująco ciepła. To już drugi taki raz w tym tygodniu, kiedy deszcz zaskakuje mnie, ale mi nie przeszkadza. Wczoraj obkleił mnie w letniej sukience, cały kształt mojego ciała zarysował się wyraźnie, oh jakie ono było dumne! Ze wszystkiego, nie robiły mu różnicy ani pośladki, ani stojące sutki, ani poduszka tłuszczyku dookoła pępka. Rozpromieniało się i rozkwitało pod dotykiem kropli i może stopy tylko trochę mi zmarzły, ślizgały się w sandałach jak małe nóżki pingwina. Ciało często się cieszy z siebie, kiedy głowa mu nie przeszkadza. Dziś byłam bardziej ubrana i wcale niechętna żeby iść do domu pieszo, a jednak wyprawa ta sprawiła mi dużą przyjemność. Noc uwodzicielka, mamiąca zapachem, zielenią listków, teraz przytłumioną, ale ich świeżość aż fosforyzuje. Mokra ziemia pachnie i to naprawdę śmieszne, ale czuję, że moje ciało podąża, otwiera się na pieszczotę powolnego spaceru. Każda mała kropla na nosie jest jak pieg. Ale te ordery przyznaje słońce, a teraz jest noc, moja pora, woda, mój żywioł. Więc się napawam.

Jestem jak ryba w wodzie i zaskakująco dobre jest to poczucie, że czujesz się przytulnie w wielkiej przestrzeni. Trochę jakby dookoła ciebie nie było całkiem nic, a trochę jakby miłość szczelnie obklejała ci skórę. Milimetr do milimetra. Mało kiedy człowiek jest w stanie tak dobrze poczuć się z nadmiarem wolności. Kiedy nikt go nie pyta, nikt mu nic nie mówi, nikt się nie troszczy, ale też nikt nie wie. A skoro nikt nie wie, można przez chwilę po prostu być. Wystarczy się nie definiować i nie pisać narracji.

Przedzieram się przez mokre zarośla, w mokrych butach i z mokrymi ustami. Oczy mi błyszczą w ciemności. Jestem wdzięczna. Dwa lata prawie, niespokojna łódź kołysała mnie w swoich ramionach, zabierając z wielkiej burzy mojego życia. Podczas tej wycieczki poznałam wierzchołki gór, nadmorski piach, bliskość betonu, porywisty wiatr co gnie parasolkę jak znudzona panna słomkę w drinku i trochę siły własnego ciała. Moja skóra śpiewała z radości pod pieszczotą dotyku, a umysł nader często błądził w chmurach. Wspaniałe, miękkie, esencjonalne czasy. Teraz schodzę na ląd. Trochę jakby skończyła się ulubiona książka. A trochę jakby oddech był głębszy, zwłaszcza kiedy choroba morska dokucza zbyt mocno.

Wszystko płynie. Tak mówią. Ja nie mówię nic. Obserwuję. I moknę tej pięknej nocy mojego życia.

savasanayogaTen post nie jest skierowany do osób, które wiecznie stękają, jęczą i sapią, i dyszą ale zabrać się za życie nie mogą. Ani dla osób, które uważają, że najpierw przyjemności, a potem obowiązki. To co napiszę skierowane jest do walniętych perfekcjonistek, kobiet które marzą o dodatkowej parze rąk, czują się sfrustrowane, niezadowolone ze swoich osiągnięć i właściwie czują, że nie dają rady. Na co natychmiast znajdują remedium: postarać się jeszcze bardziej!