Category

girlpower

Category

IMG_20160518_180950

Chciałabym zapytać o tyle rzeczy. Tak bardzo czasem nie wiem i potrzebuję wsparcia. Wyobrażam to sobie tak: zasiadamy do stołu i jemy. Śpiewać nie umiem i nie bardzo lubię. Jeść tak. Więc jemy, albo pleciemy sobie warkocze i opowiadamy historię. Opowiadanie historii, słuchanie i bycie wysłuchaną działa cuda. I pośrednio to jest odpowiedź na pytanie: o co w ogóle chodzi w tym całym girl power?

tumblr_nad892JXPB1rarj90o1_500

Jeszcze wczoraj zazdrościłam wszystkim, którzy sięgają dna. Dno to wizja odbicia się od niego i złapania oddechu. Ja natomiast od dna jestem daleko. Dryfuję w toni, definitywnie w dół, a jednak dna nie widać, a oddechu nie starcza. Nie widać już powierzchni, ale jeszcze nie widać końca. „Jeśli to potrwa jeszcze trochę, będę musiała umrzeć” pomyślałam. Czułam się jak na przeciągniętych wakacjach, które były ekscytujące, ale zrobiło się nudno i smutno i chcesz już do domu. Do domu? Do domu oznacza palnąć sobie w łeb. Nie można zawrócić tak łatwo z życia, tylko dlatego, że mimo że masz wszystko lub prawie wszystko, w ogóle cię ono nie cieszy. Mam za sobą epizod depresyjny. Gdybym miała przeżyć to jeszcze raz… mogłabym tego nie przeżyć.

daszradę

Dostałam wiadomość. Pozwolę sobie zacytować „Najpierw tło wydarzeń: na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego, z pomocą dr Lidii Rodak, która obraca się w silnie feministycznych i równościowych tematach, utworzyłyśmy z kilkoma dziewczynami Koło Antydyskryminacyjne Tytnida. Zaczęłyśmy działać, zorganizowałyśmy kilka warsztatów i odkryłyśmy, że chcemy poprzez to Koło docierać do ludzi właśnie przez warsztaty, ciekawe spotkania, rozwój osobisty. Nie było tajemnicą, że przyświecają nam feministyczne teorie, nastawienie, punkt widzenia – bell hooks, Gilligan, te tematy. Zaczęłyśmy zajmować się tematami feminizmu troski, dużo rozmawiałyśmy o sisterhoodzie i poleciłam w tym kontekście Twojego bloga.” I że miałabym iść i opowiadać o różnych rzeczach bo jestem częścią NOWEJ FALI FEMINIZMU. Zaczęłam myśleć. Myślę o tym dużo. Dziewuchy dziewuchom. Brzydkie słowo na F jest teraz gorące jak już dawno nie było. Co to znaczy być feministką?

12276762_1057648030933607_1580607116_n

Całkiem serio obiecuję, że po tym wpisie zrobię chwilową przerwę od nawiedzonych postów i przywrócę trochę notek z MTP, a także chętnie napiszę o innych rzeczach, które Was interesują. Dajcie mi znać w komentarzach jakie tematy Was teraz interesują. Czego Wam trzeba? Mam nieskończenie wiele inspiracji.

12494868_1665554287032804_4116518597406488857_n

Jako Córka Rozbójnika, a może raczej Mała Rozbójniczka, zawsze obracałam się wokół facetów. Siła kojarzyła mi się z energią męską, którą przesiąknęłam, i którą nauczyłam się imitować. Gdyby nie fakt, że z miłości wyjechałam do Krakowa, gdzie wszędzie otaczały mnie kobiety, nigdy nie byłabym tym kim jestem dziś.Po prostu nikt by mnie do tego nie zmusił. Ale życie jakimś cudem zawsze daje nam właśnie to czego potrzebujemy, czyż nie? Dzięki temu dziś jestem kobietą z krwi i kości. Potrafię być miękka i mocna. Czuła i okrutna. Mam dwa bieguny, ale moim centrum jest serce. Jestem kobietą i nigdy nie zamierzam tego ukrywać. A ponieważ kocham kobietą być, kocham tez inne laski. Nie rywalizuję już z nimi. Umiem je wspierać, umiem się nimi inspirować. I to właśnie staram się robić. Jestem Robin Hoodką kobiecej energii. Podbieram tym, które są w nią bogate, rozdaję tym, które jeszcze mają jej mało! Ale nie muszę nic kraść. Bogate w energię i pewność siebie kobiety z chęcią dzielą się nią z innymi.

Chciałabym żebyście wszystkie były ze mną na tym super wydarzeniu jakim jest ZLOT. Ale było Was niewiele. Dlatego pozwolę sobie zrobić coming out i pokazać się Wam od strony mówcy. Sceniczny zwierz to nie ja. Ale czułam ,że bardzo chcę opowiedzieć o kobiecej rywalizacji i o tym, że lepiej trzymać sztamę. Kocham atmosferę Zlotu i być tam to wielka przyjemność. Uwielbiam też to co Wy do mnie piszecie, czasem po latach, jak coś coznalazłyście tu, poruszyło Was i stało się zaczynem do odmiany własnego życia. Oczywiście życie zmieniacie tylko Wy, nie ja. Ale jeśli mogę być twórczym fermentem, soul supportem, nie ma dla mnie większej radości. Bardzo wiele dostaję, wiele też chcę dać.

Przepływ. Więc jeśli masz ochotę wysłuchać jak to było u mnie z rywalizacją, budzącą się kobiecością, buntem i w końcu czerpaniem siły z innych kobiet, zapraszam:

IMG_3403

Nie jestem typem fangirl. Od dzieciaka przejawiam niechęć do autorytetów i hierarchii. Po prostu mam z tym pewien problem. Nie jestem dobrą fanką, nie interesuje mnie życie osobiste piosenkarzy czy pisarzy i ogólnie rzecz ujmując „nie jaram się”. A teraz życie dało mi fajną zabawkę, o której chcę Wam opowiedzieć, bo uważam, że bardzo pomaga zdefiniować siebie i wspomóc nasze poszukiwania życiowej ścieżki.

Otóż siedziałam sobie kiedyś z moją przyjaciółką S. którą kocham nad życie i opowiadałam jej, że mam taką refleksję, że są w moim otoczeniu ludzie, przy których mam fanowskie uczucia. Na przykład Pan P. Siedzę u niego w pracowni, ubrana w swój różowy szlafroko płaszcz i czuję się jak dziecko. Trochę na niego czekam, trochę się nudzę. Przeglądam niedokończone obrazy, stare fotografie, które kupił na pchlim targu, żeby coś z nich zrobić, kable, druty, puszki po farbie, kawałki scenografii i rożne inne bambetle. I cieszę się jakbym buszowała po po piwnicy dziadka, pełnej skarbów.

Widzę, że S. smutnieje, jakby jedni byli lepszymi przyjaciółmi niż inni. A ona jest w top of the top. Więc próbuję wybrnąć, a jednocześnie zbadać temat dalej. Mówię, że czuję rozpierająca mnie dumę, że mogę być przyjaciółką Pana P. jakbym mogła należeć do paczki najfajniejszej dziewczyny w klasie. Jakby to była nobilitacja. Ale to nie ma związku z żadnym lansem czy gratyfikacją, bo zazwyczaj osoby, które mam na myśli nie żyją nawet ze mną w jednym mieście i nie pokazujemy się publicznie, ani nie współpracujemy. Nie ma to też nic wspólnego z tym, że są mi bliżsi, bo akurat S. jest najbliżej. Chodzi o sukces,oto,że mnie motywują, zawstydzają, że mi się chce po spotkaniach z nimi.

S. drapie się po głowie i pyta czy R. jest taką osobą? I wtedy doznaję olśnienia.

R. jest moim kolegą, mężem bardzo bliskiej mi kobiety. Jest biznesmenem, bardzo kontrowersyjnym, uwielbianym lub nienawidzonym. Specyficznym. S. mówiąc krótko za nim nie przepada. R. ma swoją firmę, którą zbudował od podstaw, a jest młody. Co więcej ma cudną rodzinę, śliczne mieszkanie pełne książek i designerskich mebli, dwa samochody i masę sukcesów na swoim koncie. Ani przez sekundę nie pomyślałam o R. Nigdy nie czuję się przy nim zainspirowana, zawstydzona ani specjalnie dumna, że jest w moim kręgu znajomych. Zawsze jestem ciekawa jego zdania (zazwyczaj jest inne niż moje) i lubię bardzo z nimi być, bo stymuluje mnie to intelektualnie. But still… ain’t a fangirl!

Zostałam z tym tematem długo dłużej niż podczas spotkania z S. Myślałam co sprawia, że przy jednych czuję się jak świeżo zakochana, przy innych w ogóle, nawet jeśli ich sukcesy są większe, a rzeczy, których dokonują są spektakularne. A mam naprawdę klawych znajomych. Kumpluję się z tatuatorami, nieustraszonymi podróżnikami, ludźmi prowadzącymi własne firmy, projektantami, lekarzami…

Zrobiłam w głowie listę osób, przy których rozpiera mnie duma, że się kumplujemy. W moim odczuciu to są takie DUŻE PERSONY. I kiedy zrobiłam sobie w głowie klaser z tymi dużymi personami, okazało się, że wszystkie, co do jednej są artystami lub pisarzami.

Uświadomiłam sobie, że to są właśnie rzeczy, do których aspiruję! Twórczy duch, bezkompromisowość, kreatywność, wydane książki, tomiki wierszy, wystawy i wernisaże. To są rzeczy, które sama chciałabym robić i z których byłabym bardzo dumna. To dlatego tak się czuję przy tego typu ludziach. Trochę zawstydzona, trochę dopuszczona do jakiegoś cudownego świata. To ze mną koresponduje!

Pomyśl przy kim czujesz się jak „uboga krewna” a jednocześnie znajomością z jaką osobą chciałabyś się pochwalić całemu światu? Odpowiedź na to pytanie, może bardzo Cię przybliżyć do odpowiedzi na kolejne, najważniejsze „jakie jest moje powołanie?”.

 

12640532_10156409579060587_2269003463880543763_o

Sny, sny. Jak często je miewasz? Jak często pamiętasz? Duszne, słodkie, lepkie, brokatowe, straszne, dziwne, nierzeczywiste, a jakby realne. Przed oczami miałam ciemność jakbym przed chwilą zemdlała, a kiedy otworzyłam oczy siedziałam nad czarną rzeką i podrzucałam w dłoniach kulę, w której mieniły się brokatowe wstążki i w dodatku kula ta świeciła. Czułam się jak znudzona dziewczynka, machałam nogami w powietrzu, a kiedy wreszcie podniosłam oczy, stała przede mną piękna pani.

Królowa. Miała migdałowe kocie oczy, koronę i hinduską ozdobę w miejscu trzeciego oka. Chodź ze mną powiedziała i wyciągnęła rękę.

Potrzebujesz poświęcić trochę czasu sobie samej? Masz ochotę domknąć miniony rok i nabrać wiatru w żagle przed kolejnym? Co roku staram się zostawić  Ci notkę, która zainspiruje Cię do zajrzenia wgłąb siebie. Nie inaczej jest tym razem. Rzucam garść inspiracji! Wybierz z nich co tylko potrzebujesz i podziel się nimi z osobami, które być może również tego potrzebują.