Category

STYL ŻYCIA

Category
mata do jogi jak prać
fot. Agnieszka Wanat

Mata do jogi jest siedliskiem bakterii – jest ich na niej więcej niż na Twoim telefonie! Zastanawiam się dziś, jak kiedyś mogłam ćwiczyć na szkolnych matach do jogi, tych, które poniewierają się od ucznia do ucznia. Nie tylko zgarniają brud z podłogi, ale przecież dotykamy ich dłońmi, stopami, kładziemy na nich czoło i policzki. Kiedyś posiadanie własnej maty to była dla mnie kwestia dbania o zdrową skórę twarzy, dziś w trakcie epidemii tym bardziej uważam, że należy mieć swoją matę do jogi i dbać o jej czystość. No więc do rzeczy – mata do jogi – jak ją prać?

kożuch ramoneska

Ostatnio uświadomiłam sobie, jak nudne zaczynają się robić moje miesięczne podsumowania. Właściwie tylko jem, ćwiczę, spaceruję z Luną i pochłaniam książki. Zmiana lokacji następuje pomiędzy mieszkaniem, miejskimi zielonymi wyspami (choć ciężko mówić, że są one zielone w lutym), a miejscem pracy. Znajomi wyjeżdżają za granicę, ale my jakoś nie. Pandemia trzyma nas w szachu i dość mocno się ograniczyliśmy.

mężczyzna stojący boso na śniegu

Mam wrażenie, że od początku pandemii najwięcej zdjęć, które przynoszę ze sobą do domu, to zdjęcia drzew. Fotografuję głównie sosny, czasem zaplącze się pies i jego pan. Ale to nieważne, całkiem nieźle sobie radzę w tej sytuacji. Dużo gotuję, czytam, oczywiście tęsknię za tamtym przedpandemicznym światem, ale tłumaczę sobie, że w każdej sytuacji znajdę dobre strony i że umiem się adaptować. I się adaptuję.

sosnowy las zimą

Uwielbiam las o każdej porze roku.

kobiece bose stopy na śniegu

Wszystko się topi. Czy wiosna naprawdę ma zamiar już przyjść? Trochę mi będzie smutno, ta zima była taka piękna.Wisła zimą dziki brzeg

Bardzo lubię to, że w Warszawie jest łatwy dostęp do dzikiego brzegu Wisły. Dzięki temu mogę tam być o różnych porach roku i za każdym razem zakochuję się coraz bardziej.

wyżeł weimarski ogląda iglo ze swoim opiekunemA tak było raptem tydzień wcześniej.

płatek śniegu

zima WarszawaDacie wiarę, że nigdy nie widziałam zamarzniętego Bałtyku? Wisła musi mi wystarczyć.

piesek warszawski

Niesamowicie bajkowo – cicho, ale trochę jak przed burzą. Szare niebo kotłowało się gęste i napierało na zmarzniętą ziemię. Pokochałam takie zimowe krajobrazy dzięki podróży do Tromso. 

zima 2021

Kosmiczny krajobraz.

Wisła 2021

Wyciszenie przed snem jest dla mnie bardzo ważne, mimo że zazwyczaj nie mam problemów z zasypianiem. W tym względzie jestem typową doszą Pitta- kładę głowę na poduszce i mnie nie ma. Z pewnością inaczej to wygląda u osób, u których w psychice dominuje vata. Te mogą wiercić się w nieskończoność i miewają problemy z gonitwą myśli.

Zadziwia mnie ten rok. Sposób w jaki przeplata małe zachwyty i chwile goryczy, radość i wdzięczność, co rozpiera serce a potem ból tak słony i żrący, że aż rozrywa ciało. Być może ten rok jest tak bolesny i intensywny, by zasiać w nas ziarenka zmiany, które zaowocują czymś dobrym. Tak sobie to tłumaczę. Zachwycam się, wzruszam, płaczę zwinięta w kulkę. Przesypiam, zajadam, perfekcyjnie zdrowo sobie z tym radzę. Cały kalejdoskop w 12 tylko miesiącach. Dziś o 11 z nich.

Marta Streng z mężem w ich szwedzkim mieszkaniu.

Z Martą Moosie Streng miałam okazję poznać się przy okazji sesji foto dla marki Tyszert. Zdjęcia miały miejsce w małym domku pod Sztokholmem, a ostatni dzień spędziliśmy w stolicy gdzie Moosie oprowadzała nas po mieście i raczyła szwedzkimi wypiekami. Wspólnie spędzony czas był dla mnie okazją, żeby przyjrzeć się szwedzkim zwyczajom, wypytać o lagom – szwedzkiego konkurenta hygge i podpytać Martę, jak Szwedzi (i ona) radzą sobie z szybko zapadającym zmrokiem i wietrzną pogodą. Mam nadzieję, że ta krótka rozmowa opatrzona pięknymi zdjęciami autorstwa Marty sprawi, że poczujecie miłe ciepełko i znajdziecie kilka pomysłów na przytulność.

fot. Agnieszka Wanat

Nocny marek – tak właśnie myślałam o sobie od lat nastoletnich, aż do zeszłego roku. Nocą najlepiej mi się myślało, do głowy przychodziły najlepsze pomysły, mogłam też całymi godzinami rozmawiać. Ach, cichość nocy! Ukojenie, które mi, WWO dawała ciemność! Jak mogłabym z tego zrezygnować? Wstawanie rano było za to męką od wczesnego dzieciństwa. Miałam przekonanie, że póki nie wybije 10:00, nie ma co ze mną rozmawiać. Jedynie kawa dodawała mi wigoru, ale umysł okryty był jeszcze pierzynką ignorancji i zastoju…

Wtedy jeszcze nie wiedziałam, bo skąd niby mogłam wiedzieć- kiedy mgła jak zakurzona kurtyna w teatrze w końcu podniosła się do góry, ukazało się nam błękitne niebo, zimne, ale jasne słońce i ostatnie zdjęcia były nawet wakacyjne, gdyby nie ten płaszcz i czapka. To iluzoryczne, wymalowane pastelami lato zmyliło mnie i o czym jest ta historia, zrozumiałam dopiero ponad miesiąc później.

We wrześniu działo się tyle, że nie zdążyłam nawet z fotopodsumowaniem, że nie wiem nawet, od czego zacząć i że wątpię w ten format, gdyż wydaje mi się nagle zbyt prywatny, dokumentalny. Jakby same słowa były ok, same obrazy też, ale zaserwowanie ich razem, było jak seks przy zapalonym świetle. Można rozebrać się w świetle dnia (zdjęcia), można też kochać się po ciemku (słowa), ale połączenie jednego z drugim jest naprawdę aktem dużego zaufania i chęci wejścia w świat drugiego człowieka. Tylko że tu performerką jestem wyłącznie ja. Jak cam girl? Nigdy nie chciałam być cam girl, więc dziś tekstu będzie mniej.

.