nvc

Wczoraj zmarł prezydent Gdańska, który został ugodzony nożem podczas finału WOŚP, czyli największego wydarzenia charytatywnego w tym kraju. Czy karany wcześniej i być może szalony nożownik zabiłby prezydenta, gdyby nie mowa nienawiści, która z oponentów politycznych robiła zdepersonalizowane cele ataku? Być może już nigdy się nie dowiemy.

 

Kiedy dzień później otwieram komputer, zatwierdzam (i nie wiem, czy słusznie) jakiś komentarz, w którym fantazje na mój temat mieszają się z ocenami, zarzutami i są zlepkiem już nawet nie tyle pasywnej niechęci, ile afrontem. Śmieję się z tego i dopiero później robi mi się przykro.

Wychodzę z założenia, że nie może nas obrazić nic, czemu nie damy mocy obrażenia nas. Komentująca trafia, jak kulą w płot, nie ma pojęcia o moim życiu, ma mniej faktów, niż sądzi i zlepia te odpryski w całość klejem swoich projekcji. Pewnie dlatego w pierwszym momencie komentarz mnie rozbawił. Dlaczego później mnie zasmucił?

Czytam fragment wywiadu psycholożki z SWPS, która w Wysokich Obcasach, mówi, że kobieta, która pracuje w domu, wychowując dzieci, nie jest dobrym przykładem dla tychże oraz nie jest atrakcyjna dla męża. Komentujący nie przebierają w słowach, wystawiając recepty, dzieląc się jedynie słusznym modelem życia, a ja robię się straszliwie zmęczona. Myślę o tych kobietach, które chcą lub nie rodzić naturalnie. Karmić piersią lub nie. Być w domu lub nie. Kupować własne mieszkanie albo uprawiać vanlife. Chcą oglądać porno albo całkiem ich to nie kręci. Każdy z nas ma jakieś preferencje. Rozmawianie o nich może być fajne. Twórcze, ożywcze, inspirujące. Ale dlaczego narzucać je innym?

I myślę o tym, bo pisząc ze swadą, często napotykam na komentarze, że moje prawdy brzmią, jak prawdy objawione. Bronię się przed tym i tłumaczę, może niesłusznie. Może tak brzmią? Może zakładam, że jeśli piszę, nawet mocno, o swoich preferencjach, wszystko jest jasne, są moje, nie mogę obrazić nikogo, kto nie chce się poczuć obrażony, problemu nie ma! Przecież piszę bloga, nie robię tego w artykułach do gazet, nie przemycam swoich preferencji w tekstach pisanych dla innych. Tu jest na to miejsce. Przemyślałam sprawy i postaram się, żeby to, co piszę, mówię i niewerbalnie przekazuję, było bliżej mojego stanu wewnętrznego. W skrócie można powiedzieć: postaram się lepiej komunikować.

Jest jednak głęboki smutek we mnie, że są ludzie, którzy nie przejęzyczają się. Celowo przychodzą kogoś upokorzyć, ocenić, zmieszać z błotem. Żadna różnica czy mnie, czy anonimowych dla mnie internautów. Wyzywanie się od dzbanów, polecenie by rozmówca puknął się w ten głupi łeb, to tylko preludium innej przemocy, która rozlewa się wraz ze słowami po naszych ekranach. Przemocy, która wydaje się nieszkodliwa, ale dzieli i podsyca nienawiść, albo chociaż niechęć.

Zastanawiam się skąd w nas potrzeba diagnozowania i komentowania innych? To nie dzieje się tylko w onlinie. W realu komentowane są nasze ciała, sposób, w jaki wychowujemy dzieci, jemy, ubieramy się. To nie jest tak, że skoro się pokazujesz, musisz liczyć się z komentarzami. Nie, to komentujący muszą liczyć się ze swoimi słowami!!! To, że ktoś jest gruby i zakłada latem szorty, nie oznacza, że prosi Cię o poradę dietetyczną. To, że kobieta ubiera się seksownie lub zamieszcza swoje rozerotyzowane zdjęcie w internecie, nie jest zachętą do niewybrednych komentarzy natury seksualnej. To, że ja pokazuję tu fragmenty swojego życia, nie oznacza, że proszę o psychologiczną diagnozę moją i moich bliskich.

Robię teraz pracę wewnętrzną (o której napiszę innym razem) i przez 40 dni obserwuję swoje zachowanie przez pryzmat jakiejś zasady. Staram się być uważna, koryguję się.Aktualnie staram się: nie świadczyć przeciwko innym, gdy są nieobecni.

Zadaję sobie pytania, jak często krytykuję innych? Czy robię to twarzą w twarz, czy za plecami? Czy powiedziałabym na żywo, prosto w twarz takiej osobie, to co mówię za jej plecami (albo za pośrednictwem klawiatury)? Jakbym się czuła, gdyby ktoś, to samo mówił o mnie?
Zastanawiam się, czy krytyka innych jest dla mnie użyteczna? Czy kogoś w ten sposób chronię? A może to tylko sposób na wyrażenie emocji? Czy jeśli tak jest, mogę wyrazić je jakoś lepiej, zamiast kogoś obsmarowywać?

Co uprawnia mnie do oceniania tej osoby? Czy moja ocena jest sprawiedliwa? Czy ma pokrycie w rzeczywistości? Czy moja ocena wnosi coś do sytuacji?

O tym myślę, temu się przyglądam, za każdym razem, kiedy chlapnę, jakąś opinię, która zazwyczaj… okazuje się kompletnie nic nie wnoszącym bełkotem mojego ego. Jest tego trochę. Ale po ostatnich wydarzeniach, zarówno związanych z poruszeniem na temat mowy nienawiści, jak i tych smutnych komentarzach, które dziś przeczytałam pod artykułem, mam jedną misję.

Komunikować się bez przemocy. Myśleć. Współodczuwać. Myśleć o tym, czy sobie folguję, czy raczej wnoszę jakieś dobro? I pamiętać, że istnieją nieskończone sposoby robienia różnych rzeczy i postrzegania ich. Jestem bezpieczna.

Jeśli więc chcesz dołączyć do tej cichej rewolucji, rewolucji, w której wygrywa empatia i czułość, posłuchaj o języku szakala i patrz sercem, jak żyrafa.

 

Author

16 komentarzy

  1. Blum

    Wild – myślę, że czasem cisza jest doskonała, a my chcemy powiedzieć coś nieprzyjemnego. Są w nas takie emocje lub sprawy do omówienia i to jest ok. Ale ważne, żeby mówić to w sposób, który sprzyja pojednaniu, a nie jeszcze większemu konfliktowi. Trudna sztuka, ale warto się jej uczyć. Mam motywację, by przysiąść to tego teraz mocniej.

  2. Hm, według mnie jest duża różnica między zdrową krytyką (skrytykowaniem czyichś poglądów, zachowania lub niezgadzaniem się z jego opinią) a tzw. „mową nienawiści”. Krytykę i przeciwstawną opinię można wyrazić w kulturalnych słowach, nie obrażając rozmówcy i to jest okay. Za to obrażanie kogoś, grożenie mu itp. jest jak najbardziej złe. Niestety, „mowa nienawiści” to takie zgrabne hasełko, którym niektóre osoby określają każdą krytykę lub przeciwną opinię i chcą z jego pomocą zamykać usta osobom myślącym inaczej. Krytyka to normalna rzecz – bez niej nie byłyby możliwe rozmowy ani wymiana poglądów, bo wszyscy musieliby myśleć to samo. Za to bluzgi, groźby, wyzwiska są już czymś złym, ale nie podoba mi się określanie ich „mową nienawiści” czy „hejtem” – bo to trudne do zdefiniowania frazesy, którymi można nazwać naprawdę wszystko.

  3. Blum

    Mael, a wiesz co? Myślę, że kluczowa jest intencja. W krytyce, w wyrażaniu swoich poglądów, we wszystkim – i o tym jest podlinkowane video. Jak chcesz komuś zrobić przykrość to zrobisz to nawet w sposób pasywnoagresywny. Jeśli chcesz komuś dać konstruktywny feedback zrobisz to tak, że ta osoba jeszcze ci podziękuje. Pytanie, czy masz taki obowiązak? Nie. Ale w obecnej sytuacji myślę, że powinniśmy myśleć najpierw PO CO? czy to na pewno potrzebne? A potem, jak to zrobić. Bo co komu po krytyce, która zamyka tak, że krytykowana osoba/organizacja nic z tego nawet nie usłyszy?

  4. Co innego jest udzielić krytyki/feedbacku swojemu partnerowi lub dziecku, kiedy zostaniemy o to poproszeni. Co innego natomiast krytykować ludzi w necie, których nie znamy.

    Po pierwsze czy ktokolwiek nas o to prosi? Uważam, że osoby piszace blogi przez sam fakt istnienia w sieci nie zezwalają na to żeby zostać ocenionym czy krytykowanym. Zwłaszcza gdy nasze poglądy na ich temat bazują na jakimś skrawku, przeczytanym w poście czy na fejsie.

    Dzięki wykładom Rosenberga rozumiem, że to ma swój początek w systemie, w którym funkcjonujemy. Jesteśmy oceniani od najmłodszych lat i uczymy się o świecie na zasadzie opozycji. Trudno się tak nie porozumiewać, skoro tak sie do nas mówi od dziecka. Po obejrzeniu materiału na szczescie dostajemy narzędzia dzięki którym możemy wpłynąć na to, żeby lepiej się komunikować 🙂

    Gyby założeniem wyjściowym nie była krytyka i ocena, a właśnie dostrzeżenie, że każdy z nas jest inny i dzięki tej różnorodności wnosi wiele do naszego rozwoju, znacznie łatwiej byłoby dyskutować. Wzbogacać swoje poglądy, a nie odpierać ataki bo mam inne zdanie.
    Taka pozycja startowa ja jestem ok i Ty jesteś ok, mimo że myślimy inaczej 🙂

  5. Przyznam że z osłupieniem czytam coraz wiecej komentarzy o „mordzie politycznym”, serio?, facet z rozpoznaną schozofrenią zabija człowieka i dorabia się do tego ideologię, by wykorzystać ją przeciw oponentom. To mógł być każdy: również Jarosław czy prezydent Duda. To co się stało jest straszne, ale nie możemy stwierdzić na pewno, że jest efektem „mowy nienawiści” , po prostu zdegenerowane jednostki istnieją, a ten straszny czyn nie był przecież wynikiem nakłaniania, podżegania, proponowania w zamian korzyści finansowych. Ja się mowy nienawiści boję dokładnie tak samo co nadinterpretacji, które bywają pożywką dla dalszych chorych procesów

  6. Mnie się bardzo poprawiła jakość moich emocji, moich oczekiwań od świata (czytaj innych ludzi) i komunikacji z nimi, od kiedy ponad 4 lata temu trafiłam na „Prawda zaczyna się we dwoje. Rozmowa sprzymierzeńcem związku” autorstwa
    Michaela Lucasa Moellera. To mi otworzyło oczy. Generalnie zasada jest taka, że tylko my sami wiemy o co nam chodzi. Ale często z mocą ustawy i święcie przekonani, ze mamy rację, interpretujemy pobudki, myśli i potrzeby innych. Myląc się na ogół. Nie zostawiamy im przestrzeni, sobie w sumie też. A w tej książce jest kilka prostych zasad, jak się konstruktywnie, a nie destruktywnie porozumiewać. Staram się stosować te zasady do wszystkich, na wszystkich poziomach relacji, jakie mam z innymi ludźmi. Na początku wydawało mi się to sztuczne, ale teraz po tych kilku latach jest to bardzo naturalne. Mi jest z tym mega lepiej, innym ze mną chyba też i sami zaczynają tak robić. I też widzę, ze im się poprawia jakość życia 🙂

  7. W necie to wszystko działa inaczej niż w rzeczywistości… Ludzie jakby tracą hamulce. Według mnie jest różnica między skrytykowaniem czyichś poglądów a krytyką osoby. To znaczy: jeśli ktoś pisze o sobie na blogu, to nie będę go krytykować – to jego życie, którym się z nami dzieli i nie mam żadnego prawa, żeby mu wchodzić w życie z butami. Za to kiedy ktoś wypowiada się np. na fejsbuku na tematy polityczne / światopoglądowe / inne, a ja nie zgadzam się z jego opinią, to mogę o tym napisać, oczywiście w sposób kulturalny, szanując drugą osobę. W praktyce rzadko chce mi się w Internecie przerzucać opiniami, bo zwykle i tak każdy zostaje przy swoim zdaniu – ale inne zdanie można mieć, można je wyrazić i nie jest to żadna mowa nienawiści. Zgadzam się z Tobą, Blimsien, że wypowiadając krytykę lub nie zgadzając się z czyjąś opinią, powinniśmy mieć na uwadze dobro drugiej osoby.

  8. Blum

    Basia – myślę, że mówi się o mordzie politycznym, bo facet wykrzykiwał o PO i wskazał to na swój motyw. To prawda, mogło się to przydażyć każdemu, wcześniej przecież zaatakowano (nie pamiętam, ale zdaje się, że też ze skutkiem śmiertelnym) polityka PiS. Myślę po prostu, że dla wielu ludzi to była kropla, która przelała kielich goryczy. Dlatego, że to się stało podczas WOŚP, które zazwyczaj łączyło Polaków i było naszą dumą narodową, jedną zniewielu rzeczy, podczas których umieliśmy się zjednoczyć. To przez TVP i ich bzdetne paski ,te ohydne, oczerniające Owsiaka animacje… sądzę, że śmierć prezydenta Adamowicza, po prostu przelała czarę i ludzie zaczęli głośno mówić, że mają dość dzielenia się na ich i na nas. Teraz widzimy to w całym spektrum, w tym ludzi „opozycji” wyzywających ludzi pro partia rządząca. Myślę, że musimy, jako jednostki, partie, organizacje, rodziny nauczyć się komunikować dla większego dobra. Jeśli śmierć zadana przez szaleńca ma być do tego motywacją żeby zatsanowić się nad językiem i komunikatami, jakie wzajemnie do siebie wysyłamy – niech i tak będzie.

  9. Blum

    Dzięku Zuzanna – postaram się to przeczytać. Mam nadzieję, że zadziała też w moim związku, bo my się komunikujemy tak różnymi językami i emocjami, że wyjaśniając problem, kłócimy się jeszcze bardziej, niejednokrotnie mówiąc o tym samym, ale innymi słowami.

  10. Blum

    Mael – nawet nie tyle dobro, co zastanowić się, czy ja chcę tej osobie pomóc, poszerzyć horyzont, pokazać coś? Czy moją motywacją jest podbudować siebie, poczuć się bezpiecznie, upuścić trochę jadu? Ja staram się sobie zadawać takie pytania. Nie oznacza to, że nigdy nie jestem złośliwa czy wredna, ale staram się przynajmniej być przy tym obecna, świadoma tego, raczej nie wypuszczać tych ocen z ust (choć nie zawsze się udaje). Jeśli ktoś wypowiada się na Facebooku na tematy polityczne, również możemy skrytykować jego poglądy, ale już nie jego samego. Masz rację, większość debat na Fejsie, to całkiem bezsensowne trolololo, gdzie nie chodzi o owocną dyskusję, tylko o fajt. Dlatego przestałam się udzielać w większości z nich. No i staram się, żeby na gangu jednak było inaczej.

  11. A ja myślę, że trzeba też więcej i częściej mówić innym miłe rzeczy.

    Zaczynam: wiesz, Blum, co najbardziej lubię w Twoim blogu? Że jest interaktywny, że można prowadzić z Tobą dialog w komentarzach 🙂
    Dobrej nocy!

  12. moim zdaniem podstawowym słowem do zrozumienia w przypadku wyrażania jakichkolwiek treści samym sobą jest konsekwencja. w przypadku bycia influencerem czy po prostu blogerką, to już w ogóle. piszesz coś, ludzie ci wierzą i utożsamiają się z tobą. potem piszesz coś innego, bo masz ochotę się zmienić, bo coś się zmieniło w twoim życiu i nie patrzysz już na ludzi, którym sprzedałaś poprzednio coś innego. nie troszczysz się o nich, ten kontakt się urywa. przykładowo z promowania muzyki x zmieniasz się na promowanie muzyki y. i nie myślisz już o ludziach, ktorzy dalej lubia muzyke dzieki tobie. wrecz przeciwnie – zachecasz ich do zmiany, bo ty z jakiegos powodu sie zmienilas.
    moim zdaniem w zyciu z „ulepszania” innych jest bardzo duzo odpowiedzialnosci i nie wszyscy to rozumieja, dla niektorych wystarczy pisac tylko czasem czy pokazywac co aktualnie u ciebie. na przestrzeni lat promujesz rozne rzeczy, skrajnie od siebie odmienne a nawet sobie zaprzeczajace. i jasne, czlowiek nie stoi w miejscu i nie moze sie nie zmieniac, ale czasem jestes jak martyna wojciechowska reklamujace wode w plastiku – bo tak ci na reke prywatnie, wiec wkrecasz swiatu, ze kazdy potrzebuje takich zmian i takiego lajfstajlu, chociaz w sumie to chodzi tylko o twoja wygode.

    ludzie wyglaszaja opinie caly czas, ale malo kto ma sile ponosic konsekwencje wyglaszanych opinii. chcesz byc bardzo otyla i nosic szorty, chociaz nie bedziesz wygladala korzystnie? spoko, rob to, ale jak to sie komukolwiek nie spodoba to nie piej odrazu lamentow o mowie nienawisci tylko konsekwentnie trwaj w swoich wyborach.

    publikowac rzeczy i skarzyc sie na „mowe nienawisci” ktora teraz jest byle czym, co nie jest komplementem i zachwytem, to tez troche zal. gdzie ta twoja slynna wewnetrzna sila, o ktorej nota bene tez sie rozpisujesz?

  13. Blum

    Kasiu – mam zupełnie inne spostrzeżenia w tym temacie. Nie uważam, że odpowiadamy za rozwój innych (dorosłych osób), ani tym bardziej za ich przywiązanie do naszego obrazu, jaki sobie wytworzyli. Nie sądzę też, żeby porównanie z Martyną było jakkolwiek trafne (gdzie własne zmiany, a giga kampania, która szkodzi światu poprzez zaciemnianie faktów). Może moje spojrzenie wynika z tego, że sama nie oczekuję od ludzi wiele, zwłaszcza tych, których nie znam. Jeśli ktoś miał wege przepisy a teraz je surowe mięso, po prostu porzucam jego bloga. Jeśli ktoś zapoznał mnie z muzyką X, a teraz zachwyca się Y (a ja akurat nie) to cieszy mnie, że poznałam X i dalej eksploruję sama. Wymaga to odpowiedzialności za własne wybory i dużej świadomości (ja daję na siebie wpłynąć, ale to ja ponoszę odpowiedzialność). No i na koniec, pisanie nieznajomej osobie „jesteś leniwą pijawką” jest mową nienawiści, a nie brakiem zachwytów i komplementów 😀 To zupełnie inna postawa niż np „nie zgadzam się z Tobą, mi kupno mieszkania dało stabilizację i poczucie własnego domu i jest dla mnie nie do przecenienia, mimo, że musiałam zakasać rękawy i ciężko na nie pracować”. Czujesz różnicę? 🙂

    Ostatecznie mogę pokazywać różne rzeczy i zabierać ze sobą czytelników w podróż. Ale nie mogę żyć tak, jak obcy ludzie z internetu ode mnie oczekują, bo wtedy będzie to im pasowało do ich obrazu mnie, do ich obrazu ewolucji, która będzie spójna itp. Toć to absurd 😀 Każdy z nas ma prawo podążać za swoim głosem serca i rozwijać się po swojemu, żaden „influencer” żaden bloger nie jest nikomu nic winny. Jedyne, co go powinno spotkać przy masywnej zmianie to utrata czytelników, kiedy jego nowe wartości czy sposób życia, nijak nie koresponduje z nimi.

  14. Basia – no, serio. Historia Gabriela Narutowicza niczego cię nie nauczyla? Nożownik może jest szaleńcem, ale sterujący nim ludzie – już nie. A przynajmniej nie w medycznym znaczeniu tego słowa. Niestety wśrod ludzi niestabilnych psychicznie lub intelektualnie opóźnionych jest tendencja do postaw autorytarnych i faworyzowania prostej wizji świata. Owi ludzie targani są silnymi emocjami, które najchętniej by wyładowali na jakimś wrogu. Nie powiesz mi chyba, że pieniacze od zdradzieckich mord, kanalii, gorszego sortu, złodziejskiej orkiestry i ZOMO żadnych wrogów nie wskazują?

  15. Bardzo empatycznie to napisałaś. Bardzo to we mnie rezonuje. Od bardzo wielu lat staram się przestrzegać zasady, że nie mówię trzecim osobom o kimś tego, co nie powiedziałabym tej osobie. Mam nadzieję, że te wydarzenia przeleją jakąś czarę goryczy, po której nastąpi jakiś przełom. To, że przy okazji tak szeroko wybrzmiał temat „mowy nienawiści” osobiście mnie cieszy.

Dodaj komentarz