ASMR

Zwierzę Ci się dziś z czegoś bardzo intymnego. 

Kiedy idę do kosmetyczki, fryzjera lub manicurzystki, pozwalam zrobić ze sobą WSZYSTKO. To właśnie dlatego cenię sobie fachowców, którym mogę zaufać, którzy mnie znają i których gust uważam za podobny do mojego.

Kiedy poddaję się tym wszystkim zabiegom, jest mi tak błogo i miło, że cokolwiek nie zaproponują, ja w to idę. Obawiam się, że w stanie takiego rozluźnienia, mogłabym np. przepisać na kogoś dom (a… zapomniałam, że nie mam domu) lub podpisać zgodę na poszerowanie komuś nerki. Kiedyś np. nie tylko pozwoliłam zrobić sobie french manicure niczym z lat 2000, to jeszcze specjalnymi pieczątkami pani nałożyła mi na paznokcie taki tribalo-wzorek i ozdobiła go kryształkiem. Mniejsza o to, że nie znoszę frencha i toleruję jedynie jeden, raczej klasyczny kolor na paznokciach.

Z innych spektakularnych rzeczy, pozwalałam fryzjerom prostować moje dość bujne i falowane włosy, wychodząc z zakładu przylizana, z popalonymi końcówkami, bo… po prostu nie chciałam, żeby przestano zajmować się moimi włosami. Gdyby bezpośrednio po prostowaniu zaproponowano mi trwałą, wierzcie mi — zgodziłabym się 🙂

Jakie było moje zdziwienie, gdy zrozumiałam, że to, co przyciąga mnie do takich miejsc, to wcale nie efekt, wcale nie dotyk, a… odprężenie wynikające z dźwięków. Jestem WWO (wysoko wrażliwą osobą) i bardzo nie lubię zbyt głośnej muzyki w restauracjach, męczy mnie też, kiedy fryzjer zaczyna ze mną rozmowę i muszę odpowiadać, w domu NIGDY nie słucham radia, a w domu rodzinnym, jako dziewczynka strasznie się męczyłam, bo zawsze jednocześnie grało radio i TV. Zupełnie inaczej jednak działają na mnie dźwięki, które mnie nie angażują i nie atakują, a cicho szemrzą sobie w tle.

Właśnie tego doświadczam u fryzjera, gdzie słychać suszarkę, szum wody, ciche rozmowy stanowisko obok. Uwielbiam, kiedy personel do mnie mówi, ale nie oczekuje odpowiedzi, tylko opowiada coś o swoim życiu, albo co będzie mi robić z włosami, twarzą, paznokciami… wszystko jedno z czym. Lubię ciche dźwięki odkładania kolejnych przyrządów. Jak teraz o tym myślę, to jest dla mnie jasne, że chodzi mi o otoczkę, a nie efekt. Moja siostra, która zajmuje się makijażem zawodowo, miała ze mną przekichane, bo za każdym razem jak się widzimy, proszę, żeby mnie umalowała, zrobiła mi brwi, lub cokolwiek innego (choć ani nie przepadam za henną na brwiach, ani nie używam makijażu na co dzień). Chodzi po prostu o to odpływanie i odprężenie. To dla mnie ogromny relaks.


O ASMR pierwszy raz przeczytałam jakieś sto lat temu (prawdopodobnie w WO). To był artykuł o dziwnych ludziach, którzy wydają dziwne odgłosy lub mlaszczą ludziom do mikrofonu i to uspokaja ich słuchaczy. Głównie było to o role-playach i jakiś fabułach. Uznałam to za dziwactwo, przyjęłam do wiadomości i zapomniałam o sprawie, a nawet o nazwie. ASMR to skrót od autonomous sensory meridian response — samoistna odpowiedź meridianów czuciowych. Wikipedia podaje też, że: ASMR to zjawisko przyjemnego mrowienia w okolicach głowy, szyi i innych obszarach ludzkiego ciała. Zjawisko to może zostać wywołane poprzez wizualne, słuchowe, dotykowe i zapachowe bodźce zewnętrzne.

Dokładnie tak jest ze mną! Zabiegi kosmetyczne i pokrewne dają mi odprężenie na granicy zasypiania, dreszcze, gęsią skórkę, a jednocześnie ASMR nie jest erotyczne. Dla mnie to po prostu jak głęboka relaksacja. Jak odgadłam, że to, co lubię u kosmetyczki to ASMR? Otóż niechcący natknęłam się na film na youtube, gdzie pani, niczym w dziecięcej zabawie udaje, że mnie maluje. Nagle w mojej głowie zaklikało — to o to chodzi! Nie o sam makijaż, ani nawet dotyk (często to boli, kiedy ktoś tuszuje ci rzęsy, maluje kreskę lub podkreśla linię wodną), chodzi o to cichutkie szeptanie, odgłosy samego zabiegu!

Przejrzałam też inne filmiki ASMR i… no cóż. Niektóre wydają mi się naprawdę bardzo dziwne! Dużą popularnością, zwłaszcza w wykonaniu Azjatek, cieszy się ASMR spożywczy, który mnie przyprawia o mdłości. Ktoś zajada np. kawior albo smażonego kurczaka i mlaszcze do mikrofonu. Nienawidzę odgłosów jedzenia! Jest też trochę ASMR-ów polegających na odgrywaniu poszczególnych ról fantasy. Niektórzy reagują na określone bodźce, np. stukanie paznokciami o coś, mlaskanie, szeleszczenie. Mnie one irytują, o ile nie są wplecione w wellenessową fabułę. Są ASMR-y po prostu ohydne, dziwaczne i niepokojące. Są też erotyczne (lizanie ucha!!!), mimo że ASMR z natury nie jest erotyczny. To sprawia, że mam bardzo mieszane uczucia odnośnie ASMR. Z jednej strony, nie chcę oceniać, co kogo relaksuje, z drugiej, no lizanie ucha na wizji… jest dla mnie przekroczeniem wszelkich granic. Fuj!

W końcu są ASMR pomagające zasnąć lub podnoszące na duchu. Takie, w których osoba prowadząca, mówi ci, że jesteś piękna, że masz świetne włosy, albo usta, które mają rozbudowaną fabułę i naprawdę przypominają zabawę z dzieciństwa. Z jednej strony to budzi mój niepokój, z drugiej, uważam, że jeśli ktoś zmaga się z dużym poczuciem samotności i spadkami nastroju, takie kojące szeptanie może go bardzo ukoić i zrelaksować (kilk).

Niestety przeskalowane, wydaje mi się to dziwne. ASMR, w którym kobieta „szykuje cię na wspólny wyjazd” a jesteś mężczyzną albo mówi Ci o tym, jaki jesteś cudowny i wspaniały… rodzi we mnie obawy, że może to jest o krok za daleko? Osobiście nie chciałabym chyba słuchać ASMR gdzie mężczyzna mi dyszy do ucha, o tym, jak cudowna jestem i z pewnością czułabym się dziwnie, gdyby mój mężczyzna słuchał takich rzeczy przed zaśnięciem.

Z drugiej strony, jako osoba bardzo wrażliwa na bodźce, znajduję w ASMR zaskakująco dużo ukojenia. Zazwyczaj nie oglądam filmików, a ASMR puszczam sobie podczas pracy (pomaga mi się skupić i wyizolować od rzeczywistości) lub na słuchawkach przed zaśnięciem czy w kąpieli, kiedy nie chcę się skupiać na treści, ale ten uspokajający szum, pozwala mi się wyciszyć.

Moimi ulubionymi ASMR jak już wiesz, są te okołokosmetyczne. Lubię też takie pokroju reiki healing, ale tak naprawdę, zależy mi, żeby ktoś dużo mówił, ale cicho, spokojnym głosem, mało mlaskał, żeby szum był dość jednostajny, tak żeby poszczególne zdania mnie nie wytrącały z tego przyjemnego stanu, w którym się znajduję. Przeżywam czasami dreszcze lub gęsią skórkę, ale do tego może faktycznie być potrzebne video, których zwykle nie mam czasu oglądać.


A Ty? Znasz ASMR? Lubisz czy działa na Ciebie zupełnie odwrotnie i uważasz, że to jakiś koszmarny pomysł? Wśród moich znajomych zdania są bardzo podzielone. 


Nie jestem w świecie ASMR od dawna, ale na razie, najbardziej przypadła mi do gustu Karuna Satori (nie lubię za to na nią patrzeć, bo jej paznokcie mnie przerażają haha).

Ponieżej mini lista ASMR, które są dla mnie relaksujące:

SPA ASMR

Reiki & crystal healing ASMR

ASMR DERMATOLOG (mało gadania, dużo przyjemnych dla mojegu ucha odgłosów i ciarki!)


baner

Author

9 komentarzy

  1. Ooo nie, u mnie raczej w przeciwną stronę – mizofonia, na dźwięk mlaskania, ba, na samą myśl lub wspomnienie dźwięku mlaskania budzi się we mnie taki agresor że mam ochotę roztrzaskać coś komuś na głowie. Podobnie z bębnieniem palcami i wszelkimi dźwiękami wydawanymi przez stukanie/szuranie paznokciami. Bueh. Filmy ASMR jakoś nie robią na mnie wrażenia, magia działa dopiero na żywo 🙂

  2. Martyna Majewska

    Ja jestem uzależniona od ASMR, bardzo pomaga mi zasnąć. Też zawsze wybieram te okołokosmetyczne, wczuwam się kiedy ktoś opowiada mi jaki makijaż mi robi 😀 Uwielbiam Karunę (i lubię na nią patrzeć) ale także veni vidi vulpes (która od długiego czasu już nie nagrywa).

  3. Moj ukochany ASMR z radia policyjnego z Detroit. Uwielbiam go sluchac przed snem.

  4. Ja też bardzo lubię ASMR, najbardziej veni vidi vulpes i ASMR darling.
    I działają na mnie też zapachy. Pamiętam, że jeszcze jak pracowałam na uczelni, to raz w tygodniu przychodziła pani, która myła monitor i klawiaturę jakimś płynem, który najpierw psikała. Zapach tego płynu taki raczej jakiś typowy, ale musiał mieć to coś, bo gdy tylko wypsikała i tak mazała spokojnie po ekranie szmatą (:D:D:D) i po klawiaturze, ja miałam już asmrowy odlot 😀

  5. Uspokaja mnie dźwięk deszczu i szum morza. Lubię też ambient.

    Ale odkryłam inne dziwactwo. Lubię patrzeć na tzw. satysfakcjonujące filmiki. Np. robienie idealnego makijażu, zwłaszcza kresek i brwi, malowanie obrazów, mandali, obcinanie włosów a nawet, o zgrozo, wyciskanie pryszczy i zaskórników… Być może karmię w ten sposób potrzebę perfekcjonizmu.

Dodaj komentarz