11146682_1608137579423857_5584683639383361347_o

Kolejna odsłona zakładki KOBIETY PISTOLETY. Ostatnio Agata Dutkowska rozmawiała ze mną o duchowości, pieniądzach i pasji, a dziś wchodzimy na luźniejsze tematy, ale zdecydowanie nie mniej energetyczne. Wchodzimy w tematy totalnie blumne, dziewczyńskie, wściekłe i zawadiackie. Na spytki biorę Beki Rotten, dziewczynę z Trójmiasta, która udała się na wygnanie, do mojego rodzinnego Szczecina. Szczecina, w którym kiedy go opuszczałam nie działo się nic. Ona nie tylko nie siadła na murku żeby pić piwo i dłubać w nosie, ale znalazła zajawkę, a potem zaraziła nią całą wielką drużynę i swojego męża. Chodzi o Wrotki, chodzi o siniaki, chodzi o ochraniacze, zadrapania, rampy, pot, seks, pasję, spełnienie, sport, różowy, osłonę na zęby i… seks… wspominałam o seksie? Jest rockandroll w tych dziewczynach! Chodź posłuchać! Daj się zajawić wrotkami, nie musisz od razu się ścigać. Zawsze możesz być łanią z teledysku Cheta Faker’a. Kaman!

Najpierw, żeby Wam rozjaśnić czym jest roller derby, posłużę się Wiki:

Roller derby – drużynowy sport wrotkarski, rozgrywany na owalnym torze. Każda drużyna ma czternastu graczy, spośród których tylko pięciu jest wybieranych do danego wyścigu (ang. jam) trwającego dwie minuty. Wśród tych pięciu graczy jeden jest ścigaczem (ang. jammer) i jako jedyny może zdobywać dla swojej drużyny punkty poprzez wyprzedzanie (i dublowanie) przeciwników. Pozostali czterej gracze są obrońcami (ang. blocker). Ich zadanie polega na powstrzymaniu przeciwnego ścigacza lub pomocy swojemu ścigaczowi.

Współczesne roller derby wyrosło z maratonów wrotkarskich organizowanych w latach 30. XX wieku na pochyłym torze. Od początku XXI w. roller derby jest uprawiane głównie przez kobiety w sekcjach amatorskich na płaskim torze (np. w halach sportowych o odpowiednio dużej powierzchni). Wiele drużyn kieruje się zasadą „do it yourself”, czyli samodzielnie organizuje sport, treningi, mecze i turnieje

 No to zaczynamy. Opowiedz mi proszę historię o tym, co robiłaś w swoim rodzinnym Trójmieście, dlaczego wylądowałaś w Szczecinie i w ogóle jak to z tym wszystkim było?

Och, jeśli pytasz o moje życie w 3city… Koncerty, wóda, szlugi. Człowiek bez pasji. Strasznie chciałam być snycerzem, robić zdjęcia, ale nie przyjęli mnie do plastyka. No więc półtora roku po urodzeniu córki postanowiłam zamieszkać ze swoim partnerem, a jej ojcem, który jest ze Szczecina. Taka historia.

Właściwie nie jesteście pierwszą drużyną derby w Polsce, ale jesteście pierwszą, o jakiej się dowiedziałam. Chciałam pogadać właśnie z Tobą, bo pamiętam swoją frustrację, kiedy mieszkałam w Szczecinie i strasznie chciałam coś robić. Marzyłam o deskorolce, ale nie było wtedy youtuba, a bałam się, że mnie chłopaki zadziobią, jak się wypuszczę zielona w miasto. Robiłam foty z Muszką, chodziłam na koncerty, wszyscy pili i było strasznie nudno. Pamiętam, że jak się dowiedziałam o tym, że założyłaś drużynę roller derby, opadła mi kopara. Strzał w dziesiątkę. Da się coś robić w tym dziwnym mieście. Jakie były Twoje pierwsze lata w Szczecinie?

Zawsze myślałam, że w u was strasznie dużo się dzieje – muzycznie, „klimatycznie”. Niestety, rozczarowałam się. Od roku daję drugą szansę Szczecinowi. Miasto architektonicznie (nie mówię o blokowiskach) cudowne, ale w Gdańsku życie tętniło i nie mówię tak, bo spędziłam tam „lata młodości”, tylko dlatego, że za każdym razem odczuwam pustkę po wizycie w 3polis. Teraz widzę, jak różne są te miasta, z totalnie inną mentalnością mieszkańców.

Co jest nie tak ze szczeciniakami? Z mojej krakowskiej perspektywy to właśnie tam laski działają prężnie. Jest na przykład formacja tribal belly dancingu. Mam też kilku znajomych grafficiarzy, ludzie robią ciuchy, są zespoły…

Nie ma ich. Nie chcę nikogo obrażać, raczej chcę, żeby się obudzili. Dużo dzieje się dobrego w Szczecinie, bardzo wiele pozytywnej energii, ale ludzi nie ma. PUSTKI.

Wróćmy zatem do opowieści. Właśnie się przeprowadziłaś. Mieszkasz ze swoim facetem. Jesteś mamą na full time?

Teraz? Mama, żona, trzy etaty, derby i doszła nauka śpiewania (bo za wcześnie na nazwanie tego śpiewem). Niby zajęty czas do granic możliwości, ale zawsze znajdę chwilę na książkę czy film. Oczywiście na początku wszystko wyglądało całkiem inaczej. Tak jak mówiłam, ja człowiek bez pasji, z mega depresją, bo wszyscy coś robią, a ja jestem „sama” z dzieciakiem. Nie znam nikogo prócz swojego chłopca. I tak naprawdę to on od pięciu lat wpajał mi, że MUSZĘ ZNALEŹĆ coś, co kocham i zacząć tym żyć. On to ma. Gra w zespole, strasznie mu tego zazdrościłam. Jedna z fajniejszych rzeczy, jaką mi kiedykolwiek powiedział o związku, to że każda para musi mieć trzy wyspy. Jedną wspólną i po jednej tylko dla siebie, na wyłączność. Pewnego razu moja ziomalka z pozańskich rejonów, Wulgarna Weronika, zapraszała mnie wraz z Devilla Fraser, abym do nich dołączyła. Ekstra, tylko te dojazdy! Więc WW zaproponowała, żebym nie siedziała na tyłku, tylko ogarniała laski u siebie, na miejscu.

No to historia od zera do bohatera nam się kroi. Dziewczyna z dzieckiem, bez pasji, bez kondycji, ale z koleżankami z Poznania, które namawiają ją na wrotki. I co ona z tym robi? Czemu w ogóle nie kładzie na to laski?

Bo się podjarałam jak dziki bączek! Powiedziałam sobie teraz albo nigdy. Nie zmarnowałam tej szansy. Jeszcze przed wrotkami zapisałam się na siłkę, ale chodziłam na nią, tylko po to, aby zapłacić za karnet. Tak było super. Robiłam to przez jebany rok. Uwierzysz?

No właśnie. Najpierw wóda, szlugi i koncerty. A tu nagle pasowałoby ćwiczyć. Kupiłaś wrotki i…?

Najpierw musimy wrócić do punktu, gdzie dziewczyny z Poznania namawiają mnie na założenie drużyny. Dumałam dwie godziny przed kompem, czy ogłosić nabór, czy nie. Przypominam Ci, że nie miałam ani wrotek, ani trenera, ani zielonego pojęcia. Założyłam stronę, dałam info, że tu i tu robię nabór. Pomogła mi moja kumpela z Gdyni. Info poszło do sieci i nagle „bum” telefon z gazety! Dodam, że byłam ultra nieśmiała wobec obcych. Spotkanie było w pubie na Grunwaldzie. Przyszło dużo dziewczyn, bo prawie dwadzieścia. I większość jest w drużynie do dziś. Nie miałyśmy sali, totalnie nikt nas nie chciał. Pierwsze założenie wrotek? Czułam się jak patyczak albo Frankenstein.

O, też miałam ten problem. W ogóle po tym, jak połamałam rękę na snowboardzie, boję się próbować nowych rzeczy, boję się tricków, boję się prędkości. Wszystkie ośmiolatki w skateparku są ode mnie lepsze! Żałuję, że odkryłam wrotki dopiero teraz, kiedy jestem już taka stara!

Nie możesz mieć blokady w głowie. To najważniejsze! Ale wiek, ani sprawność to nie są wymówki. Ostatnio wrzucałam na fejsa, jak o derby opowiada głuchoniema dziewczyna. Z kolei w skandynawskiej drużynie jedna z zawodniczek jest karlicą. Nasza historia była naprawdę burzliwa. Moje pierwsze ochraniacze kupiłam za grosze w lumpeksie. Pierwsza trenerka? Bardzo szybko się rozstałyśmy. Próbowałyśmy wynająć salę, no bo trzeba ćwiczyć cały rok, i co chwila nas wyrzucali. Po prostu postanowiłyśmy się nie poddawać i dalej robić swoje!

Czemu wyrzucali was z sal?

Czy ja wiem? Bo parkiet porysujemy, bo hałas, bo źle nam z oczu patrzy. Miałyśmy zapłacone, a mimo to przychodzili z wypowiedzeniem. Ale teraz, dzięki pomocy dziewczyn z Poznania i naszej trenerce, mamy salę. Mamy też dwóch trenerów z prawdziwego zdarzenia. Trenujemy dopiero rok, a już mamy zdane minimum skills. Ciągle dołączają do nas nowe osoby, dziewczyny i chłopaki, ale jest nas nadal zbyt mało! Nie zagramy meczu w 10 osób, gdzie kilka z nich jest początkująca. To byłoby dla nich zabójstwo.

To chłopaki też jeżdżą w derby? W Polsce są jakieś zawody?

Chłopaki nie jeżdżą, ale pracują jako sędziowie lub trenerzy. Z resztą, jeśli ktoś nie chce być w drużynie, może zaangażować się w roller derby właśnie w inny sposób. A meczy jeszcze nie ma. Dla Polski jest za wcześnie.

Wiem też, że Twój mąż również jeździ. Długo go namawiałaś?

O rany! Prawie rok! Ale tak się wkręcił, że teraz sam ma ogromną zajawkę. Uczy się, żeby być sędzią.

Z rzeczy praktycznych, które interesują mnie „boi-dupę” oraz mogą interesować moje czytelniczki, powiedz mi proszę, czy to droga zabawa i jak wyglądają obrażenia u roller girl. Są jakieś poważne kontuzje?

Trenujemy około czterech godzin tygodniowo. Jak jest sezon i pogoda, jeździmy sobie też po mieście lub zaliczamy skateparki. Jeśli chodzi o sprzęt, nie ruszasz się bez kasku i ochraniaczy (także tych na zęby). Dobry sprzęt (wrotki + ochraniacze i kask) kosztuje ponad tysiąc złotych. Jeśli chodzi o wrotki, to ważne, żeby były na początku ciasne, ponieważ rozbijają się w ekspresowym tempie. A kontuzje…? No cóż, jesteśmy drużyną inwalidów. Był złamany nadgarstek, komuś coś wypadło z łokcia , a skręconych kostek nawet już nie liczę.

Czy prawdziwe derby jest tak krwawe, jak mówią, czy chodzi tylko o speed?

Kontuzje są, ale nie ma przemocy. Niektórym się wydaje, że to takie RD jak 40 lat temu, kiedy był to bardziej show z napierdalanką niż sport.

Aha. To jak jest teraz?

Teraz jest to sport dla zajebistych kobiet. Nie ma agresji, są emocje! Roller derby zmienia! Ja rzucam fajki, jem coraz lepiej, poza tym, nie spodziewałam się tego, ale to właśnie dzięki RD odkryłam, że jestem kobietą. Że mam cycki i dupę. Jestem pewna siebie. Dziewczyny, z którymi trenuję dodają mi energii, pewności siebie, mam wrażenie, że dzięki nim odkryłam siebie.

Awww, jakie to cheasy! W tym momencie, po prostu muszę zadać Ci moje ulubione pytanie. Z kim raczej kumplowałaś się przed roller derby – z laskami czy kolesiami?

Z chłopcami!

Okej, w takim razie jeszcze jedno ważne pytanie! Wiem, że mogłam przeprowadzić tę rozmowę z jakąkolwiek stylową laską na wrotkach, ale z dwóch powodów wybrałam właśnie Ciebie. Pierwszy jest taki, że zrobiłaś TO w Szczecinie, a drugi, że jesteś mamą. Zostałaś nią młodo i był to owoc bardziej miłości niż skrupulatnych planów. A jednak „nie zmamiałaś” w ten niefajny sposób, gdzie kobieta zatraca całą siebie na rzecz potomka. To mi niezmiernie imponuje, bo nie zamierzam nigdy być smutnym dorosłym, takim od schabowego i kościoła w niedzielę. Szukam przykładów kobiet, które nadal mają w sobie punk rocka (a to jak wiadomo nie rurki z kremem) i łączą go z życiem rodzinnym. Jakim doświadczeniem jest dla Ciebie macierzyństwo?

Moja córka ma siedem lat. Są dni, kiedy w roli matki czuję się świetnie, ale nie będę kitować. Są też takie, że najchętniej zrobiłabym sobie przerwę! Wiem jedno – to najfajniejsza wpadka, jaka mogła mi się przytrafić. Co prawda moja córka ani nie jeździ na wrotkach jak mama, ani nie gra w zespole jak tata, chce za to, jak jej ciotka, być chemikiem-plastykiem ;). Poza tym, jeśli chodzi o dorosłość, to jak już mówiłam wcześniej, mam trzy prace. Pierwsza jest śmieszna, jestem edytorem, mimo że mam dysortografię. Przyjęli mnie chyba tylko dlatego, że napisałam w CV, że gram w Diablo. Dzwonili aż osiem razy! Dwa pozostałe etaty to etaty grafika komputerowego. No i uczę się śpiewać, żeby dołączyć do jednej ze szczecińskich kapel, ale na razie nie mogę Ci nic więcej zdradzić.

Jesteś dla mnie idealnym przykładem kogoś, kto trafił w miejsce, gdzie nic się nie dzieje, kogoś, kto nie miał tej zajawki, kto miał poważne zobowiązania i zrobił coś – BANG! W klimacie, energetycznego, wymagającego. A tyle lasek narzeka, że nie ma czasu, siły, skillsów. Ty naprawdę dużo robisz. Mam nadzieję, że zainspirujesz innych tak samo jak mnie!

Ej! Byłam rozlazłą Beki! Teraz dopiero wychodzę z założenia, że sami siebie ograniczamy. To nie czas, to nie praca, to nie dzieci. TO MY MAMY TO W GŁOWIE!

Zastanawiam się, czy jest jeszcze coś, o co nie zapytałam, a co wypadałoby powiedzieć przy okazji RD, brania rzeczy w swoje ręce i nie poddawaniu się stagnacji?

Ruszyć dupę i nie użalać się nad sobą. Być badass i trochę egoistką. A najważniejsze być po prostu szczęśliwą.

JAK ZAŁOŻYĆ SWOJĄ WŁASNĄ DRUŻYNĘ ROLLER DERBY KNOW HOW.

Co trzeba mieć, co trzeba zrobić, żeby założyć drużynę? Myślę, że tak naprawdę, to ogromne serce do tego, co się robi – jak ze wszystkim. Serce, zaangażowanie, ta mega zajawka, która nie jest pięciominutowa. A jak do tego dołoży się jeszcze parę innych takich zajawkowiczów, którzy na – twoje szczęście- będą w twojej drużynie, którzy wesprą cię w tym, co robisz, masz przepis na sukces

1. Zbierz ekipę. Bez ograniczeń. Delikatne, silne, dziewczęce, chłopięce, wysokie, niskie, szczupłe, tęższe… na torze odnajdzie się absolutnie każdy. Nie chcesz / nie możesz być częścią drużyny? Zostań arbitrem lub pomocnikiem ekipy. Sędzia, pomocnik trenera, taktyk, lekarz, przyjaciel – wszyscy mile widziani.

2. Sprzęt. Inwestycja w sprzęt to najmniej fajna rzecz, ale za to zrekompensowana spełnieniem po kolejnym progresie jazdy. Wrotki do derby plus komplet ochraniaczy – bez tego nie ma wstępu na trening! Ochraniacze na łokcie, nadgarstki, kolana, a także kask i ochrona zębów – to wszystko, co każda derby girl ma w torbie.

3. Miejsce. Trzeba się niestety uzbroić w cierpliwość, bo czasami przechodzi się przez kilka sal, zanim znajdzie się tę docelową. Bo rozmiar nie taki, bo nawierzchnia zła, bo nie ma wolnych miejsc… Ale jak już jest ta jedyna, od razu wyklejamy tor taśmą.

4. Marketing. Reklama to podstawa, gdzie się tylko da. Niech cię usłyszą i zobaczą! Dzięki temu, drużyna będzie się powiększać.

5. Stowarzyszenie Założenie stowarzyszenia to nie tylko świadomość, że nie jesteście grupą lasek „bawiących się we wrotki”, jest to podłoże do stworzenia ligi.

6. Minimum Skills Do rozegrania pierwszego jamu prowadzi cholernie długa droga, przy końcu której jest Minimum Skills Test potwierdzający twoje przygotowanie do wystąpienia na torze. Przy odrobinie samozaparcie do ciężkiej pracy od samego początku i dobrym trenerze – to będzie tylko formalność.

7. Derby up your life! Odwiedzaj inne drużyny – zdobywanie, a potem – wymiana, doświadczeń zawsze w cenie. Oglądaj mecze, filmiki, pisz do innych drużyn na całym świecie – Internet to kopalnia wiedzy, która pomoże ci się rozwinąć.

8. Praktyka… …czyni mistrza. Nie tylko na treningach, ale i po. Wrotkuj kiedy tylko możesz – czy to zwykłe „do przodu”, czy przy endomondo, czy na skatepark’u – wszystko poprawi twoja kondycję, stabilność i pewność na ośmiu kółkach.

rollerderbyblimsien

Tyle od Beki. A teraz o mojej zajawce. Nigdy nie jeździłam na rolkach czy wrotkach, ale strasznie zajawiłam się słodziackim filmem Whip it. Może przez Drew Barrymore,  może przez Juliette Lewis (ta to jest dopiero kobieta rakieta!), a może po prostu ten film ma to coś, o czym marzyłam żeby to mieć jako nastolatka. To byłby taki girlgang do jakiego chciałabym należeć. Z resztą dla mnie sport „na serio” nie istnieje. Mam swoją różową skakankę i różowe hula hop. Z nudnych sportów jaram się tylko jogą, ale ogólnie kocham żeby ruch dawał mi tego kopa co w dzieciństwie, kiedy najgorszą karą było siedzenie w domu, a wyjście na rower/rolki/gumę czy sznura był najbardziej topową sprawą. Uwielbiałam klimat tatuaży z gumy do żucia, obdartych łokci, pościgów na rowerach i wojny na balony wodne. I kocham kontynuować te infantylne zajki, jako stara baba. I jeśli kiedyś będę mieć dzieci, ożeż… będę pierwszą, która będzie się bawić we wszystkie gry i zabawy świata dzieciństwa.

Poza tym spotykam się z rolkarzem. Mimochodem zaliczam imprezy rolkowe, konkursy, szlajam się po skejtparkach, zawodach i tak dalej. Czas wolny również spędzam na rolkach (na których nie umiem i nie lubię jeździć) więc postanowiłam w końcu przerzucić się na wrotki i dać sobie szansę. Ponieważ nie chciałam posuwać się na nich jeno do przodu (jak dotychczas na rolkach) uznałam, że muszę sobie wytyczyć jakiś cel. A, że nie mam aż tyle czasu by przynależeć do drużyny roller derby, a tym bardziej samej taką stworzyć, uznałam że dobrym celem będzie płynne, lasiowe jeżdżenie. Same wiecie co mogło być inspiracją:

ale potem zobaczyłam TO, i zakochałam się! Na maska! Moje niespełnione nastoletnie, deskorolkowe sny nabrały kolorów, oczy serduszek i uznałam, że muszę nauczyć się jeździć na tyle, żeby spróbować coś zrobić kiedyś na skejtparku (ok, może być za 10 lat!)

I chociaż Polska to nie California, a ja nie mam piętnastu lat, chętnie znajdę partnerki wrotkowe, które najpierw będą praktykować ze mną na płasko podstawy,a potem wybiorą się na jakiś skatepark? 🙂

NO I TERAZ NAJWAŻNIEJSZE INFORMACJE!

1 JEŚLI CHCESZ KUPIĆ WROTKI, OCHRANIACZE, KÓŁKA, COKOLWIEK MAM DLA CIEBIE 8% ZNIŻKI NA ZAKUPY POWYŻEJ 200ZŁ W SKLEPIE WROTKOWNIA.PL KTÓRY JEST PARTNEREM TEGO POSTA. KOD TO: 20150320-15 Moje wrotki pochodzą właśnie z tego sklepu. Są absolutnie, totalnie boskie! Mój chłopak ocenił je, jako świetnie wykonane. Musze też przyznać, że są bardzo wygodne. No i są śliczne <3

blimsienwrotki

2 WIESZ JUŻ JAK ZAŁOŻYĆ DRUŻYNĘ ROLLER DERBY W SWOIM MIEŚCIE. JEŚLI JEDNAK JESTEŚ Z KRAKOWA MAM DOBRE WIEŚCI! TAKA DRUŻYNA MA JUŻ ZACZĄTEK POD POSTACIĄ TONI, Z KTÓRĄ MOŻECIE KONTAKTOWAĆ SIĘ, ŻEBY BYĆ CZĘŚCIĄ TEJ EKIPY!

3 JEŚLI NIE JESTEŚ Z KRAKOWA ALE CZUJESZ, ŻE ROLLER DERBY TO WŁAŚNIE TO, PODAJĘ LISTĘ EKIP, KTÓRE JUŻ SĄ W POLSCE I SZUKAJĄ ŚWIEŻEJ KRWI:

BRESLAU REBELS Z WROCŁAWIA

SAILOR ROLLER DERBY GIRLS ZE SZCZECINA

BAD TO THE BONE Z POZNANIA

WARSAW HELLCAT ROLLER GIRLS Z WARSZAWY

Author

29 komentarzy

  1. Jak ja na to czekałam Blum! Świetny wywiad. Plus taki derbowy gang fajnie się wpasowuje w Twój poprzedni post. Ojeny, jak się zajawiłam. Moje dalsze mieszkanie w Krakowie jest wielką niewiadomą, ale może to by było kartą przetargową.

  2. Mega fajna nota! Ostatnio coraz częściej można poczytać wywiady z polskimi derby girls, ale ten podoba mi się wyjątkowo 🙂 Mówi jak jest, totalnie na luzie, no i nie zauważyłam tej hasłowości, której używają piszący nieznający się na wrotach. Jakbym nie była już zrzeszona, to po przeczytaniu pewnie poleciałabym na trening jak na skrzydłach 😀 No właśnie, tak nawiązując .. ja należę do trójmiejskiej drużyny 3City Piranhas Roller Derby i my również szukamy świeżego mięska. Nabór 17 maja! Pozdrawiam i mam nadzieję częściej wpadać na Twojego bloga :*

  3. Blum

    Kayla Shnikov – jak chcesz wrzuć tu linka do eventu. Może któraś z dziewczyn będzie chętna 🙂

  4. Blum

    Joanna – kupuj wrotki. Ja już znam kilka dziewczyn, które chcą jeździć na wrotkach, nie wiem jeszcze czy w derby czy nie. Sama od czasu kiedy przygotowywałam tego posta (miesiąc temu zaczęłam) zaliczyłam już kilka skateparków, nie poruszam się jak okropny paralityk, umiem trochę przekładanki, zakręcić, wskoczyć na jakąś małą przeszkodę 😉 Da się! No i nie trzeba chodzić na fitness, a czas na wrotkach szybko i przyjemnie leci.

  5. Bardzo inspirujący wywiad – tym bardziej dla kogoś kto również jest dzieciaty (i wydaje się, ze ciężko znaleźć czas na coś innego) i mieszka w nudnym mieście.

  6. Ten wpis zaraża energią! Zawsze chciałam być taką łanią z teledysku 😉 Najlepiej tańczącą na rolkach (różowych oczywiście) w miejscówie z retro klimatem, jak to robi Beyonce w klipe Blow 😛 Jestem ciekawa czy w Polsce w ogóle ktoś organizuje takie taneczne imprezy na kółkach 🙂

  7. Super! Już zobaczyłam siebie na kółkach, tylko gdyby nie ten okropny
    strach, że się wywalę i połamię 🙁 Ale zarezerwowałam już na wieczór czas z filmem Whip it, to on mnie może jeszcze zmotywuje 🙂

  8. Ja bym bardzo chętnie ogarnęła takie roller derby na Śląsku, może jak wrócę z „zagranicy” to będe coś kombinować bo kobiety na wrotkach jakoś kojarzą mi się z taką total energią 🙂

  9. Kamila, w Wawie było w marcu pierwsze w historii (chyba) Roller Disco, kolejne są w planach, wiec coś zaczyna się dziać i jest z kogo brać przykład:).Blum, jak długo bedzie ważny kod rabatowy i czy również w sklepie stacjonarnym czy tylko online? Dzięki za fajny tekst i promocję;)! Pozdrawiam, Agnes

  10. Blum

    Agnes – kod ważny jest aż do września! <3 Nie wiem czy stacjonarnie też, zapytaj proszę bezpośrednio obsługi sklepu. Trzeba przyznać, że mają świetne te wroty i ja już mam oko na kolejne (na razie nie kupię, bo nie chcę niepotrzebnie gromadzić) i kask, jak już będę robić coś więcej niż robię teraz 🙂

  11. Blum

    Hai Le -nie poddawaj się zanim zaczniesz! Ja też bardzo się boję, ale można zacząć na spokojnie. A złamać rękę czy nogę można też jak się człowiek poślizgnie na chodniku. Nie ma co umierać za życia, trzeba próbować!

  12. Blum

    Kamila – zawsze można zorganizować. Jak to mówią „zawsze się zastanawiałem czemu ktoś czegoś nie zrobi, aż uświadomiłem sobie, że to ja jestem kimś” 😉 Przykład dzisiejszej bohaterki wpisu pokazuje, że można i da się 🙂

  13. Blum

    KasiaJ – Surfer twierdzi, że właśnie nudne miasta rodzą najbardziej kreatywnych ludzi, ponieważ żeby z nudów nie umrzeć, trzeba coś samemu wykombinować. A on majsterkuje, gra w zespole i jeździ na rolkach więc myślę sobie, że wie co mówi 😀

  14. Surfer ma rację, nuda to bardzo niedoceniane uczucie! Obserwuje to u syna celowo nie organizując każdej minuty jego życia.

  15. Dzięki Blum, wiem, że masz rację. Ale na łyżwach też jeździć nie potrafię, zazwyczaj zdarza mi się zimą wyjść na to lodowisko, ale co z tego, skoro cały czas trzymam się barierki?:^D

  16. Sernik z pieprzem

    Szkoda, że nie umiem jeździć na wrotkach 😮 super sprawa.

  17. Aaaale genialna zajawka! Zawsze strasznie niepewnie czuję się na rolkach/łyżwach/deskorolce i wszystkich podobnych, jednak Ty mnie totalnie przekonałaś, że warto spróbować 😀 Plus jeszcze ten wywiad, nie mogę się doczekać kolejnych Twoich rozmów z innymi fantastycznymi babkami. Co do wrotek, pewnie poczekam do wyprowadzki na studia, a później kto wie, może mi nie przejdzie i sprawię sobie jakieś. Dzięki!

  18. Czad! Inspiracja aż kipi z tego posta. Nic, tylko biec po wrotki do wrotkowni 🙂
    Mam pytanie natury technicznej. Nigdy nie jeździłam na wrotkach i zastanawiam się, jak wygląda jeżdżenie po chodnikach? Da się przeżyć, czy plomby wypadają z zębów?

    Dzięki za inspirację!
    Mag 🙂

  19. Mag, dużo zależy od twardości kółeczek. Na miękkich jest totalnie spoko, na twardych czuć każdy kamyczek i można się nieźle poślizgnąć. Są też specjalne kółeczka do jazdy outdoorowej 😉

    ps. Polecam zajawkę i pozdrawiam!!

  20. Blum

    Kayla Shnikov- polecisz mi jakieś konkretne kółka do outdooru? Przymierzam się na katowicki nightskating, a moje kółka uniemożliwiają nawierzchnieasfaltowe, o chodnikach nie wspomnę.

  21. Moim zdaniem, najlepsze by były jakieś ‚kauczuki’ typu 78A (to takie oznaczenie twardości), ewentualnie miększe (im miększe kółka – numerki spadają). Te akurat są nie za miękkie, nie za twarde. Osobiście jeszcze nie dorobiłam się takich kółeczek, ale dziewczyny ode mnie z drużyny polecają firmę Radar Wheels, np. serię Energy 🙂 Na pewno świetne są kółka od Moxi, firmy z Kalifornii, której założycielka jeździ na drugim z filmików, który wstawiłaś 😀 Ale te nie należą do najtańszych, niestety. Dwa komplety, czyli osiem kółek, kosztuje tyle co niektóre wrotki ..

  22. Jeszcze dopisz Worst Warsaw Derby Team! 🙂
    Dziewczyny z tej drużyny organizowały pierwsze w Polsce Roller Disco.

  23. Hej Blum! Ja jestem z Krakowa i przypadkowo trafilam na Twoj blog. Mam wrotki, na ktorych staram sie jezdzic i nie mam z kim sie uczyc 🙂 Myslalam nawet, ze jestem sama w tym wielkim miescie, a tu taka niespodzianka 🙂 Jest szansa na spotkanie? 😉

  24. Blum

    Magda – jasne, ja i Toni szukamy dziewczyn które będą jeździć z nami 🙂

  25. Fantastyczna wiadomosc 🙂 Wyslalam Ci wiadomosc 🙂

  26. Wilczanka

    ja też z Krakowa! dopiero odkopałam tego posta i nakręciłam się na wrotki, które kupuję jak tylko wyleczę rękę ze złamania na snowboardzie (podobieństwo do historii autorki przypadkowe 😉 ). Jak można Was, wrotkowe krakowianki, znaleźć?

  27. Blum

    Szukaj nas na grupie Heartbreakers & hellraisers na fejsbuku!

Dodaj komentarz