rosy seaWyobraź sobie, że jesteś dojrzałą, wypieszczoną olejkami, obrzydliwie bogatą kobietą w luksusowym kurorcie. Leżysz w cieniu parasola, osłonięta markowymi okularami, a obsługa przynosi ci drinka. Wszyscy są mili, woda w basenie jest ciepła. Wieczorem jesz homara w pięknej restauracji nad brzegiem morza….łołołoło ło! Chcesz żebym wyobraziła sobie najgorsze wakacje mojego życia?

No to może inaczej. Wyobraź sobie, że masz piękną sukienkę. Z dobrego materiału, świetnie skrojoną. Wisi w twojej szafie i nigdy nie masz okazji jej ubrać. Tak samo jak tych mega wysokich, kupionych pod wpływem emocji butów. Ups.

A co jeśli tak właśnie wygląda twoje życie? Co jeśli tak wygląda moje życie? Wiecznie racjonalizowane, wiecznie układane i wsadzane w ramy planu. Mam kolegę, który niemal nie robi nic, co byłoby bezwartościowe. Nie rozmienia się na drobne, nie mitręży czasu. Bardzo dużo pracuje, po pracy robi swoje rzeczy, chodzi na siłownię, ogląda filmy i nie pozwala sobie na lenistwo. Jest wydajny i precyzyjny. Ma plan. I kto jak kto, ale jednego możesz być pewna, jeśli ktoś ma osiągnąć założone cele, to będzie właśnie on. Oh, jak ja kocham list rzeczy do zrobienia, jak kocham układać rzeczy w swoich szufladach, w swojej głowie, w swoim kalendarzu. Jak lubię segregować. Przez 28 lat ciężko pracowałam, żeby… żeby być ogarnięta. Get your shit together, grrl.

Dużo pracowałam ze sobą, wiele czytałam, korzystałam z pomocy innych ludzi. Zarówno profesjonalnych psychologów jak i przewodników duchowych, samozwańczych guru lub ludzi, których uważałam za swoich nauczycieli. Zyskałam balans i równowagę. Ćwiczyłam i jadłam czysto, nie tykałam alkoholu całymi miesiącami, o innych używkach nawet nie wspominając. Nie spotykałam nowych ludzi i odcinałam bodźce, ciach, ciach,ciach. Aż nagle spotkałam tę jedną, jedyną osobę. Osobę rozwaloną na tysiące małych kawałków. Oh, jakie śliczne to lusterko, jakie piękne odłamki szkła, aż podniosłam jeden i dałam mu się zauroczyć na całe dziesięć godzin. A potem przecięłam sobie rękę. And who is gonna save you when your Superman can’t fly?

Życie nie może być zen. Nie wierzę w to. Stan zbyt dużej równowagi jest zbyt stateczny, a człowiek nie jest na Ziemi po to, żeby być święty. Odrzucenie ego, odrzucenie grzechu, odrzucenie pragnień być może zabiera cierpienie, zabiera jednak też całą masę czystej radości, ekscytacji i bólu brzucha. Tego dobrego i tego złego. Są osoby głupie i nierozgarnięte, które starzeją się, ale w ogóle nie dojrzewają. Są jednak też inne, takie jak ja, których największym grzechem jest przesadna uważność i korzystanie z rozumu. Ciągłe analizowanie i kalkulowanie ryzyka sprawia, że JESTEŚ SKUTECZNA. Ale nie jestem teraz taka pewna, czy bycie skuteczną jest najwyższym dobrem.

A co jeśli najwyższym dobrem jest doświadczanie? Nieważne czy doświadczasz rzeczy złych czy dobrych, doświadczasz i jest to wartość sama w sobie. Co jeśli wcale nie chodzi o to, żeby odnieść sukces? Żeby zakończyć życie w jakimś punkcie na szczycie drabiny? Co jeśli nie chodzi wcale o to, żeby wejść na tę cholerną górę. Być może życie to błąkanie się po krzakach i kąpanie w rzece u stóp tej góry, nie pomyślałaś o tym?

Ta notka jest dla wszystkich tych, które podobnie jak ja boją się, że są życiowo głupie, mało zaradne czy przebiegłe. Chcą sprostać i być z siebie dumne. Są ambitne i starają się być przyzwoitymi ludźmi. Żyć tak, żeby nie mieć do siebie o nic pretensji. Jeszcze przyjdzie czas na ulubioną sukienkę. Teraz czas na kurort. Albo przesadną ascezę. Tylko się nie wywróć – mówiła matka. Bo podrzesz rajstopki. Podrapiesz kolano.

Twoje ciało w zimnej trumnie będzie dużo lepiej wyglądało bez blizn.Tatuaży. Pociętych nadgarstków. Rozstępów. Plam od słońca. Prób samobójczych. Nic nieznaczących kochanków. Szmirowatych książek. Podróży bez celu. Kamieni kopanych rozdeptanym trampkiem. Ukruszonych zębów. Zawodów miłosnych. Kiepsko płatnych prac. Zakaraluszonych mieszkań. Tak więc oszczędzaj się dalej, na czarną godzinę, na lepsze czasy, na odświętne okazje. Zbieraj siły.

Życie odbywa się na żywca, bez próby generalnej, postaraj sięmówili.

Zapomnieli tylko poinformować, że najciekawsze rzeczy dzieją się w didaskaliach. Na marginesach życiowego poukładania, przyzwoitości i złotego środka.Tam mnie proszę teraz szukać. I wszystkim Wam serdecznie polecam się tam wybrać. Stan równowagi jest cudowny, ale tylko po to i żeby również ten ciężko wypracowany benefit potrafić porzucić. I zrobić to z klasą.

Author

12 komentarzy

  1. Wszystko, wszechświat, nasza natura, nasze życie codzienne dąży do chaosu. Nie ma sensu z tym walczyć.

  2. Blum

    KasiaJ – mam zgoła odmienne zdanie. Uważam, że wszystko dąży do idealnej synchronizacji i równowagi 🙂

    Po prostu uważam, że próba przeżycia życia bez fuckupów zabiera bardzo wiele z tego życia. JA jestem dość zadaniowa, ale połapałam się już, że celem jest droga nie cel podróży. Tylko nadal ciężko mi przychodzi odsunąć mój perfekcjonizm i próbę bycia świętszą od Franciszka haha

    Unikanie błędów może być bardzo poważnym z nich. imo.

  3. Tak bardzo się z Tobą zgadzam! 101%. Też mam problem ,żeby „sprostać”, „coś osiągnać”, żeby dobrze wyglądało, ale chyba jednak bardziej zależy mi na przeżyciu różnych rzeczy, nawet jak na mnie źle wpłyną, ale wolę ryzykować i poznawać. Unikanie błędów to idiotyzm!!

  4. Hm, tak teraz czytam swój komentarz poprzedni i widzę, jak nieogarnięcie go napisałam. Przepraszam za powtórzenia i ten cały brak składu i ładu. Chciałam dodać, że właśnie takie dążenie do „harmonii i balansu” powoduje, że przestaje się zauważać wszystko to, co dzieje się wokół i właściwie wychodzi na gorsze i zamiast spokoju czuje się jeszcze większy stres, przytłoczenie i nerwy (przynajmniej ja tak mam). Pozdrawiam!

  5. Szczęśćie – nie brakuje mi tego wszystkiego czego lepiej byłoby unikać. Nie brakuje.

  6. Najlepszy Twoj tekst jaki czytalam! To juz wlasciwie literatura! DZIEKI!!!

  7. Dla mnie , często cytowane tu „harmonia i balans” jest wtedy , gdy jest równowaga. To jakby wynika z definicji. A równowaga jest wtedy, gdy jest „równa waga” po obu stronach – musi być więc trochę tego i trochę tamtego. Sam stan jest „stateczny”, owszem. I czasem to istne błogosławieństwo, którego trzeba, by się zatrzymać, złapać oddech, rozejrzeć i zorientować :” Acha, tu jestem. Po tej stronie mam to, a po tej tamto. Ok, odpocznę chwilę i idę dalej”. Bo chcąc nie chcąc gromadzimy doświadczenia, przeżycia, myśli, emocje itd. Czasem wiemy, co jest dobre, a co złe, a czasem wynik nas zaskakuje i jest inny od spodziewanego. I jest wiecej na szali po lewej, a mniej po prawej i zaczynamy się chwiać. I wtedy potrzebujemy działania dla osiagnięcia balansu. On nie jest zabójczy dla życia! On nam pozwala stać równo na nogach i iść. A kiedy idziemy, to przecież też balansujemy lewa-prawa. Gdy jedziemy na łyzwach, to też lewa prawa, bo jakbyśmy tylko skręcali w jedną stronę, to prędzej czy póżniej zatoczylibyśmy kółko i zaczęli zjadać własny ogon. Balans, harmonia i równowaga są dobre. Tak jak i zorientowanie na cel, jak i zorientowanie na proces. Bycie grzeczna dziewczynką i rozrabiaką. Yin i Yang. To tylko kwestia proporcji, bo jak będzie zbyt nierówno, to się można wywalić, spaść i zginąć (spaść można i z wysokiej drabiny do poziomu zero, jak i z poziomu zero w głęboki dół) Dla mnie zen jest ważne i potrzebne, uczy umiejętności balansowania. Przecież nie wszystko zależy od nas, czasem tzw. „życie” kładką buja. Ważne, by umieć się wtedy wychylić, by wiedzieć, w którym momencie to zrobić , jak bardzo i w którą stronę, coby nie stracić równowagi. Zen to proces, to droga, nie musi oznaczać stagnacji .

  8. Blum

    Anonim – piękny komentarz, dziękuję 🙂

    Być może więc żeby znaleźć balans muszę do łożyć teraz trochę czerni do bieli! Tak czy inaczej bycie spokojnym, oddzielonym od ego, bycie ciągle w pozycji obserwatora myśli jest kojące, ale to nie życie, a przynajmniej nie to, o które mi chodzi. Absolut czeka nas tak czy inaczej, warto więc czasem nałykać się słonej wody, obedrzeć palce, dostać zakwasów, kompulsywnie się zakochać i zjeść ciacho o 24:00.

    Ale nie jest tak, że nie zgadzam się z tym co napiasałaś/łeś. Mam nadzieję, że będziesz częściej komentować!

  9. Bardzo mocny wpis, jeden z Twoich naj naj wg mnie ☺ wlasnie tego dzis potrzebowalam. Dziekuje.

  10. Świetny tekst, z pewnością skłania do refleksji. I właściwie po zastanowieniu muszę stwierdzić, że jednak inaczej niż Ty rozumiem stan ‚równowagi’ czy ‚balansu’. Dla mnie niemożliwy jest stan ‚zbyt dużej równowagi’ – tak naprawdę całe życie do niej dążymy, ale ciężko do niej dotrzeć, a długotrwała równowaga jest właśnie nieosiągalna. Ale samo dążenie do niej jest dla mnie ‚drogą’ o której piszesz. Drogą, na której spotykamy różne doświadczenia życiowe – zarówno dobre i złe. Te złe są chyba nawet bardziej cenne, bo z nich wyciągamy wnioski (a przynajmniej dobrze by było). Unikanie przykrych rzeczy to dla mnie nie jest żaden balans, tylko życie połową życia.

    Bardzo dobrze rozumiem to, co piszesz o zmęczeniu byciem ‚świętą’ oraz zbyt dużej ascezie – sama przez pół roku nie piłam alkoholu, nie paliłam, bardzo bardzo zdrowo się odżywiałam, uprawiałam sporty, chodziłam jak w zegarku, zajmowałam się głównie pracą i rozwojem. Mogło by się wydawać, że stan idealny, bliski równowagi, ale po pewnym czasie zaczęło mi być z tym bardzo źle i miałam potrzebę przegięcia w drugą, tę ciemniejszą, stronę. Co według mnie świadczy ewidentnie o tym, że to nie była żadna równowaga! Balans to złota rzecz, ale teraz widzę że jest niemożliwy bez tej czerni obok bieli.

    Komentarz Anonima z 21. gru – podobnie to widzę, ładnie napisane:)
    Pozdrawiam:)

Dodaj komentarz