arnaud-mesureur-292067

Miałam wczoraj rozmowę z moim konkubentem. Wyznałam mu, że jestem sfrustrowana. Mamy cały dzien do dyspozycji, a wszystko rozłazi się w szwach. – marudziłam. Nieprawda, dużo pracujemy. – odpowiedział.

Ale ja wiem swoje. Kiedy poświęcałam 8-10 godzin na pracę, 5 dni w tygodniu, miałam zawsze ugotowany obiad (pracowałam na zadupiu i nie było tam nic wege), trening minimum dwa razy w tygodniu, grupę pisarską, czas dla przyjaciół, me time, czas na ogarnięcie chaty i na wiele innych rzeczy. Podobnie jest czasem z pieniędzmi. Nieważne czy zarabiasz 2,5 tysiąca czy 4 tysiące, poziom życia jest podobny, a kasy po prostu jak nie było tak nie ma.

Na moich warsztatach z osiędbania, zadaję dziewczynom pytanie:

Jak sposób w jaki wydajesz pieniądze pokrywa się z Twoimi deklaracjami priorytetów.

Nagle okazuje się (podam swój przykład), że te które marzą o podróżach, łatwiej wydają na ubrania lub nieprzemyślane zakupy spożywcze.

W jaki sposób zarządzasz czasem i jak to odzwierciedla Twoje wartości?

O to też pytam. Mogłabym zapytać mojego partnera i siebie, bo mamy czas na netflixa, ale nie mamy go na treningi (zagadka, co?).

Ale tych pytań jest znacznie więcej. Znam osoby, które zasoby czasowe i finansowe naprawdę przeznaczają na kursy, szkolenia, warsztaty i festiwale. Wiecznie się rozwijają i dokształcają tylko, że… nie mogą się w realu za nic zabrać. Ani jednego projektu nie doprowadzają do końca, a mgiełka ciągłego samorozwoju zasłania im fakt, że są w tym samym punkcie w życiu i czują się usprawiedliwone, żeby z niego nie ruszyć.

Podobnych pytań można zadać więcej, do czago zachęcam.

Chcę być zdrowa. Ale wolę kupić buty niż suplementy diety, nie chodzą na trening, ale dalej palę fajki.

Chcę czuć się zrelaksowana. Ale wolę łoić wino ze znajomymi zamiast znaleźć dla siebie praktykę, która nie będzie na dłuższą metę depresantem, ale naprawdę naładuje moje baterie.

Chcę czytać minimum trzy książki miesięcznie. Ale scrolluję fejsa.

Chcę wyremontować przyczepę. Ale wydaję kasę na orzeszki, kawę na mieście i rzeczy przy kasie w osiedlowym spożywczaku.

I tak dalej i tak dalej. Nie namawiam nikogo do karania się i robienia sobie wyrzutów, ale uprzejmej obserwacji gdzie deklaracja, a gdzie zasoby, działania i motywacja.

Czy to, o czym mówisz, że jest dla ciebie ważne, naprawdę takie jest? Może czas zrewidować swoje przekonania odnośnie naszych priorytetów i zaakceptować oponkę na brzuchu, miłość do wina i papierosów lub ucieczkowy styl życia? A jeśli nie jesteśmy w stanie tego zaakceptować, może dobrze byłoby jednak znaleźć sposób na zmotywowanie się i robienie tego, co ważne, zamiast trwonienia energii na udawanie, że się to robi? Bo oszukać możesz naprawdę każdego, ale siebie samego nie warto.

Author

10 komentarzy

  1. Bardzo w punkt! Doszłam do tego ostatnio, że czasami tylko mówimy, że coś jest dla nas ważne, a tak naprawdę olewamy dany temat. Dlatego zaczęłam się przyglądać, na co znajduję czas, czego podejmuję się chętnie i na tej podstawie dowiadywać się, co jest dla mnie samej ważne.

  2. Blum

    Ta, myślę, że taka czuła obserwacja może zdziałać cuda, bo np:

    – mogę uznać, że jednak wolę sobie bimbać niż mieć ekstra tyłek, więc piernicze karnet na siłkę, to nie jest moja wewnętrzna, prawdziwa potrzeba. Ale wtedy już nigdy nie katuję się myślą, że „powinnam się za siebie zabrać”
    – mogę zobaczyć, że się oszukuję, ale hej, naprawdę chcę lepiej zadbać o domowy budżet, więc skoro już widzę jak jest naprawdę to mogę pomyśleć nad działaniami, zamiast ciągle korzystać z wymówek
    – mogę też uznać, że część moich „chcę, to ważne” nie jest moje, jest rodziców, partnera, a uświadomienie sobie tego robi przestrzeń na odkrycie, że tak naprawdę to choćby nie wiem co, w tym roku muszę spędzić ciurkiem dwa tygodnie w górach, a nie brać się za doktorat i kredyt na mieskzanie

  3. Ciekawy tekst.Ludzie często się oszukują twierdząc ze zrobią coś ze swoim życiem jednakna twierdzeniach czesto się kończy.Sam widzę ile pracy i konsekwencji potrzeba by dzien w dzien dążyć do celu który sobie stawiasz.

  4. Świetny wpis – taka refleksja rzeczywiście pomogła mi dojść do wniosku, że wydaję sporą część pieniędzy niezgodnie z moimi priorytetami. Jeśli chcę poprawić zdrowie, to najpierw idę do dentysty i innych lekarzy oraz dorzucam więcej zdrowych produktów do koszyka w sklepie (wywalając z niego jednocześnie jedzenie śmieciowe), a dopiero kasę która zostanie (jeśli zostanie) wydaję na manicure hybrydowy, zabieg na twarz czy nową dziarę. Niby banalne, ale trochę czasu może człowiekowi dojść do takich wniosków. Pozdrawiam serdecznie :).

  5. Parę lat temu funkcjonowałam sobie raz lepiej, częściej gorzej, aż trafiłam na gościa, który szkolił się na coacha i kazał mi wypisać 50 najważniejszych dla mnie wartości (50 to dużo!), a potem skreślać: 10, kolejne 10, itd. aż zostało Top 3. Jak sobie to przerobiłam a potem zobaczyłam jak totalnie nie żyję zgodnie z nimi, to…
    … spakowałam bety, męża i wyjechałam z kraju 😀 Zmieniłam pracę, otoczenie, styl życia i – teraz się zgadza 🙂 Także tego – warto, warto.

  6. Wpis, który dał mi bardzo do myślenia. Bo często zaczynam.. ale ostatnio chyba jestem już na dobrej drodze, dziękuję Moja Imienniczko!

  7. Pingback: Piąteczka! #14 – Żegnaj, kokonie bezpieczeństwa

  8. Justine Lisbeth

    Z mojego doświadczenia wynika, że będąc w parze jest się mniej zorganizowanym i łatwiej sobie odpuścić. Może to źle może dobrze a może po prostu neutralne i do zaakceptowania właśnie.
    Może warto się przyjrzeć czego robisz zdecydowanie za dużo i chciałabyś ten czas przeznaczyć na coś innego a czego robisz więcej w związku i co jest super wartościowe i nie do zamienienia.

  9. Blum

    Justine Lisbeth – dziek iz tę refleksję! Tak, w parze łatwiej się zdezorganizować i… obarczyć za to winą drugą osobę 🙂

  10. Do bólu prawdziwe. Siła małych nawyków jest naprawdę ogromna. I mam podobnie jak Ty – im więcej mam zajęcia tym lepszą mam organizację. Teraz całe dnie spędzam w domu i w zasadzie jakimś dziwnym trafem na nic nie mam czasu. Czekam aż to się skończy!

Dodaj komentarz