refen-766-768x512Kiedy jesteśmy solo, rzeczy są proste. Robisz co chcesz, nosisz co chcesz, jesz co chcesz i nie musisz liczyć się z nikim innym. Kiedy jednak jesteś w związku rzeczy komplikują się… czy partner ma prawo współdecydować o tym jak wyglądamy?

Jest punkt widzenia, który mówi nam, że owszem – partner ma prawo mieć preferencje odnośnie mojego wyglądu, bo jestem dla niego obiektem seksualnym. Oczywiście nie tylko, ale jednak wybrał nas sobie, leci na nas, coś w nas go przyciągnęło i jeśli z pensjonarki zamienimy się w lateksową damę, może mu się pojawić ERROR. A skoro zależy nam na naszym partnerze, zależy nam na naszym życiu seksualnym, pewnie też zależy nam żeby go kręcić, żeby go grzało, żeby był na nas zafiksowany. I w drugą stronę to samo. Niech pierwsza rzuci kamieniem ta, która nie wywaliła obrzydliwej, spranej i dziurawej szmaty, która przypadkiem była absolutnie ULUBIONĄ koszulką ukochanego. Ups… musiała zaginąć w praniu! Być może na sali są dziewczyny, które wybrały sobie chudzielca, a potem kiedy dopadł go tatusiowy brzuszek, wzruszyły ramionami i dokroiły mu sernika. I możemy sobie mówić ile chcemy o wewnętrznym pięknie, ale jak nie lecisz, to nie lecisz. A jak nie lecisz… to oby nie znalazł się nikt, kto rozpali w Tobie ten żar i przypomni ci czym może być turbochemia.

Byłam tam. To znaczy w miejscu, w którym obrażałam się na mojego partnera, bo jak się poznaliśmy to miał jeden tatuaż. A jak się rozstawaliśmy, to miał już plan zagospodarowania brzuch, nóg i pleców. Cała reszta była właściwie już pokryta tuszem. A ja naprawdę lubiłam przytulać się też do skóry w kolorze skóry! A przecież lubię tatuaże. Nie mówię nawet o tym, że miał też tatuaże, które mi się zwyczajnie wydawały szpetne. Byłam tam, no mówię wam!

A gdzie jestem teraz?

Teraz jestem w miejscu, gdzie skupiam się na poznawaniu siebie samej, bo czuję, że coś tu się przetransformowało, coś ciągle się zmienia, a czas przemian nie jest najlepszy żeby wchodzić w związki.  Ale to, że intensywnie pracuję nad sobą i mam teraz inne, niż miłosne priorytety, nie oznacza, że unikam unikatowych relacji międzyludzkich. W tym damsko męskich. Nie jestem gotowa na związek i być może nigdy już w związku nie będę chciała być, bo byłabym partnerką, która czepia się swojego faceta o to jak wygląda, spędza wolny czas albo jakie ma plany (bo ja bym jego życie urządziła stokrotnie lepiej, wiadomix). I nie chodzi o to, że jestem nienormalną jędzą, tylko o to, że w klasyczne związki takie zachowanie bywa poniekąd wpisane, bo opierają się one na wyobrażeniu, że oto dwa życia niczym dwie rzeki, zlewają się w jedno. Nasze wspólne życie, mieszkanie, rytuały i plany na przyszłość. Ja tego nie neguję. Ale dla siebie wybieram całkiem inny model relacji. To dlatego gdy Z. napisała do mnie maila o treści „zrobiłam sobie kolczyk, którego mój ukochany nie akceptuje i grozi zerwaniem, jeśli go nie wyjmę. Dodam, że mam 30 lat, a tatuaże i piercing są ze mną od zawsze. Czy jego zachowanie jest normalne? Czy powinnam była to z nim konsultować? A może jednak to tylko moje ciało i guzik mu do tego?” nie wiem co napisać. Bo moje relacje wyglądają teraz tak:

jesteś w pełni odpowiedzialny za własne życie, szczęście, plany i aspiracje. Idź swoją drogą i rób wszystko tak żebyś był jak najszczęśliwszy, najbardziej spełniony i najbliżej swojego najwyższego „ja”. Ja będę to samo robić dla siebie.

♥ jeśli nasza znajomość sprawia nam radość, uczymy się, wzrastamy i celebrujemy chwile razem – wspaniale! Idźmy!

♥ żadne z nas nie jest tu po to, by zadowalać drugiego. Żadne z nas nie jest tu też po to by zmieniać kogoś tak, by niósł nam zadowolenie.

Tym samym moja odpowiedź na maila byłaby: to Twoje ciało, Twój sposób wyrażania siebie i Twój styl bycia. Może nie podobać się Twojemu partnerowi, możesz wziąć jego zdanie pod uwagę, ale nie ma prawa Cię szantażować i grozić rozstaniem. Jesteście osobnymi bytami i na każdej płaszczyźnie, w tym namacalnej, materialnej, macie swoją własną wizję, realizujcie ją. Żyjcie i dajcie żyć innym. No i na koniec ta oblatana rada: porozmawiaj z nim. Powiedz co i jak czujesz. Postaw granice. Pozwól rzeczom się dziać. Zaopiekuj się sobą. Partner to nie tata i nie dyrektor podstawówy. Nikt nie ma prawa się wtrącać.

P.S1 Tak. Moje obecne podejście do relacji sprawia, że jeśli mi z kimś po drodze, akceptuję wybory drugiego. Wyblakłe, wypierdziane koszulki, skarpetki podciągnięte do połowy łydy, brody lub ich golenie, tatuaże chujowe lub ich całkowity brak. Co więcej, w tym roku akceptowałam nawet byłe żony, dzieci z poprzednich małżeństw oraz odmienne plany na życie. Z trudem i bólem ego, zaakceptowałam nawet, że niektórzy dziękowali mi za wspólną drogę i dalej szli już sami. Kochając pozwalam, puszczam wolno. Czym w obliczu takiego szacunku wobec autonomii drugiego jest kolczyk? Tatuaż? Balejaż? (no dobra… może facet z balejażem byłby przesadą? ;).

P.S2 Zdaję sobie sprawę, że moje podejście do miłości jest egzotyczne i budzi w wielu osobach bunt. Zwłaszcza tych, które wzięły ślub i wierzą w małżeństwo. A ja im tu wyjeżdżam z kochaniem i szacunkiem dającym wolność, być może nawet zahaczającą o wolność do posiadania kilku takich relacji równocześnie. A już na bank do stawiania siebie na pierwszym miejscu, generowaniu samotnie szczęścia i dopiero wtedy obdzielaniu nim ukochanego. I choć moja filozofia jest przepiękna, można zapytać jak ją uprawiać w obliczu posiadania dzieci? Tam moje miłe, jeszcze mnie nie było. Nie wiem. To filozofia na tu i teraz, może się zmieni.

A Ty jak sądzisz? Mamy prawo do ciał kochanych przez nas osób? A oni do naszych? Jak daleko sięga kompromis? Co jest szacunkiem do siebie samego? Na ile ważna jest autonomia?

Author

12 komentarzy

  1. Myślę, że może to mu przeszkadzać, ale na pewno nie powinien tak reagować. Z tego co rozumiem to jest warunek „albo tak jak ja chcę albo wychodzę i nie wracam”. Czy następna będzie sukienka która mu się nie spodoba? Moim zdaniem, takie zachowanie jest niepokojące. Na pewno nie można pozwolić by ktoś nam dyktował jak mamy wyglądać – a to przecież partner życiowy, a nie szef(który już by mógł mieć zastrzeżenia). Trzeba z facetem porozmawiać… Bo jeśli tak bedzie dalej albo przeniesie sie też na inne Twoje „rejony” (ciuchy, znajomi, fryzura, cokolwiek…) to bedzie to forma niewolnictwa, a co za tym idzie związek toksyczny…. Co innego powiedzieć „nie lubie tego twojego swetra” a co innego to co napisała w mailu 🙁 Smutne i trudne.

  2. Blum

    Lena – mimo wszystko swetra można przy kimś nie zakładać po prostu. Ale głupio przy własnym facecie zakrywać tatuaże czy chować kolczyki. Zwłaszcza, że to bliżej skóry nomen omen 😉 i czesto robimy to nie jako ozdobę, tylko bo w jakiś sposób posiadanie bodyartu nas definiuje.

  3. No tak, dlatego taki przykład, że to jednak nie błahostka… Sama mam tatuaż i jeśli komuś bedzie to przeszkadzało tak bardzo ze bedzie rozważał „czy” być, no to dla mnie osobiście znaczy tyle że ja nie jestem aż tak ważna.

  4. O, jak bardzo też tam byłam… Jestem z moim chłopakiem od trzech lat już, ale nasz pierwszy był najprawdopodobniej najgorszym z całego mojego krótkiego życia. Byliśmy strasznie młodzi oboje, nadal zresztą jesteśmy, ale wtedy miałam zupełnie nieukształtowane pojęcie tego, kim jestem, co mi odpowiada, a co nie i bardzo łatwo było na mnie wpłynąć. On zaczął wpływać najpierw delikatnie, poźniej, przy okazji bardzo ognistych konfliktów – coraz bardziej, chociaż w sumie nigdy dosłownie. Tak czy inaczej skończyło się tym, że na parę miesięcy zrezygnowałam (teoretycznie z własnej woli) z jakiegokolwiek makijażu, kolorowych paznokci, spódnic, dekolt był skrzętnie zakrywany i specjalnie pilnowałam się, żeby nie chodzić krokiem zbyt rozkołysanym. Paranoja. Potem powolutku wróciłam do siebie, ale jeszcze niedawno myśl o kupnie stringów chociażby wprowadzała mnie w autentyczne drgawki. Ale nauczyło mnie to, że postawić się trzeba, bezdyskusyjnie, jeśli chodzi o wygląd. Bo gusta mogą się nie zgadzać, można to partnerowi subtelnie powiedzieć, ale na tym, moim zdaniem, powinno się skończyć.

  5. spiacykot

    Ach, blum, widze, ze sie zmieniasz. Coraz mi blizej do Ciebie, a pamietam Cie jeszcze z photobloga. Dziwnie tak, a jednoczesnie strasznie mi cieplo na sercu, jak Cie teraz czytam i z kazdym postem mi duchowo blizej 🙂

    Ja wychodze z zalozenia, ze nikt nie ma prawa mi mowic, jak powinnam wygladac, jesli go nie zapytam o zdanie. A partner jest od tego, zeby cenic we mnie wiecej, niz moje fuckability. A te inne rzeczy sie nie zmienia niezaleznie od tego, czy bede miec dodatkowy kolczyk/tatuaz gdzies.

    I bylam w podobnej sytuacji – chcialam kolczyk, ale moj partner nie byl przekonany. Chcialam bardzo, ale to byla zachcianka, a nie marzenie/dopelnienie wizerunku. I zrezygnowalam z tego. Bo dla mnie latwiej bylo zrezygnowac z zachcianki, niz dla drugiej osoby codziennie miec dysonans w odbieraniu mnie.

    Ale jednoczesnie gdybym sobie ten kolczyk zrobila, to nie pokazalby mi drzwi.

    Dla niego tez moje niejedzenie miesa bylo kompromisem. Bo ja nie bylam w stanie sie calowac, jesli jadl mieso. Mogl powiedziec nie i koniec. Ale dla niego latwiej bylo nie jesc miesa, niz mi walczyc z obrzydzeniem przy pocalunkach.

    Ale gdyby nie chcial zrezygnowac z miesa, pewnie jakos bym to przelknela z czasem, przywyklabym, choc byloby mi ciezko.

    Po prostu inne rzeczy byly dla mnie i dla niego wazniejsze. Cenilismy w sobie inne rzeczy. Latwiej bylo isc na ustepstwa.

    Uwazam, ze jesli 2 osobom zalezy, to kompromisy musza byc. I bardzo latwo o nie walczyc przy czyms, co jest drobnostka. Trzeba chciec sie dostosowac czasem. W malych sprawach da sie. W duzych sprawach juz nie i wtedy trzeba pozwolic sobie isc swoja droga. I nie zmieniac drugiej osoby (i samemu tez nie dac sie zmienic).

    Ale gdyby partner mi dal ultimatum i grozil zerwaniem, to chyba dlugo bym nad tym nie glowkowala. Bo to tylko kolczyk. Bo to drobnostka. I jesli ta drobnostka jest powodem do grozenia mi zerwaniem, to nie chce wiedziec, co w takiej relacji sie stanie, jesli sie pojawia wazniejsze sprawy do przepracowania. Poza tym to przeciez czysta manipulacja emocjonalna, a stad juz krok do gorszych rzeczy. Uwazalabym na takiego faceta.

  6. To nie jest miłość. To jest szantaż emocjonalny. Przeradza się to w toksyczną relację, z której bardzo ciężko jest się uwolnić.
    Nasze ciała, nasze życie. Nikt nie ma prawa układać nam życia tak samo jak my nie mamy prawa układać życia komuś innemu. Związek to szacunek dla drugiej osoby. Jej wyborów, z którymi nie zawsze możemy się zgadzać. Można wyrazić swoją opinię. Nawet odmienną. I nie oczekiwać podporządkowania. I uszanować odmienne zdanie innej osoby.
    Co zrobić? To, co sprawia radość i co chcemy.

    Jak ktoś Cię ogranicza i kontroluje i poddaje szantażowi emocjonalnemu, nie jest to partner a dyktator. Nie buduję się na tym trwałego, szczęśliwego związku.

  7. macabresque

    Nie ma miłości bez wolności. Niby banał, ale niektórzy dojrzewają do tych słów bardzo długo.

    Być może nieco idealistycznie zakładam, że jeśli już decyduję się na związek, to biorę daną osobę z całym dobrodziejstwem inwentarza. Jasne, pewne kompromisy są konieczne, ale nie oznacza to, że mam zamiar wtłaczać kogokolwiek w foremkę własnego widzimisię. Bo jeśli się kogoś kocha to chyba niezależnie od tego, czy ktoś zrobił sobie kolczyk, tatuaż albo obciął włosy. Jeśli wymienione rzeczy sprawiają aż TAKI problem, to chyba najwyższy czas zastanowić się nad sensem danej relacji.

    Ten mit o ‚dwóch życiach zlewających się w jedno’ w niektórych przypadkach wydaje mi się czymś niezwykle szkodliwym (co mogłam zaobserwować choćby na przykładach nieszczęśliwych, toksycznych relacji wśród moich znajomych). Choruję, kiedy ktoś mnie ogranicza i źle się czuję, kiedy to we mnie kiełkuje jakaś prymitywna chęć wsadzenia kogoś do klatki. Związek nie powinien być tresurą, a źródłem obopólnego wsparcia. Ale być może jestem jeszcze młoda, głupia i nie powinnam się wypowiadać.

  8. Blimsien, całkowicie zgadzam się z twoim podejściem do związku. Tak samo powinno to działać w związku małżeńskim z dziećmi. Jestem z facetem 10 lat, dwa lata temu urodził się nam syn. Przez 8 lat pełna swoboda, idealnie nie bylo ale było dobrze. A od 1,5 roku mąż chce kontrolować moje zachowanie i szantażuje emocjonalnie. Zmiana o 180 stopni. Gdyby nie dziecko dawno byśmy się rozstali. Próbowałam iść na kompromisy, łagodzić sytuacje jednocześnie zastanawiając się na ile mogę mu pozwolić. W tym momencie czuję się wykończona tym związkiem. Wiem, że na dłuższą metę nie można tak żyć. Nie chcę być zmieniana i nie chcę zmieniać tych wszystkich denerwujących mnie w nim zachowań. A co z dzieckiem? Dziecko nie będzie szczęśliwe jeśli rodzice nie są szczęśliwi. Powiem ci, że czytanie twego bloga dużo mi daje, czerpię z niego siłę bo przypominam sobie co jest w życiu ważne i czego od życia chcę. najważniejsza rzecz, o której wiele osób nie zdaje sobie sprawy: my jesteśmy odpowiedzialni za swoje własne szczęście, my i nikt inny. A jeśli chodzi o sytuację autorki maila: nie ma się nad czym zastanawiać dziewczyno, nikt nie ma prawa nas zmieniać.

  9. Blum

    Esk – dziękuję za te słowa i jako dziecko rodziców, którzy nie rozstali się dla dobra dzieci – potwierdzam, nie ma to sensu. Oczywiście nie wiem jakby to było jakby się rozstali wtedy, ale wiem, że ich problemy mocno rzutowały na moje poczucie bezpieczeństwa i niestety… wzorce.

    Dziś oboje są w nowych związkach. Myślę, że fajnych, oboje zadowoleni, że już się nie męczą z osobą, której nie lubią.

    Co do wolności zaś… ja tam mam w sobie teraz wielkie pokłady luzu wewnętrznego. Ale wiem, że jak się razem mieszka albo ma zobowiązania, to już moje wyjście na trening czy partnera do jego zajawek, nie może być kosztem tego, że obciążamy nieustannie drugą stronę obowiązkami itp itd a czasem nawet takie rzeczy są źródłem problemów.

  10. wydaje mi się, że pominęłaś inny ważny aspekt, który się nazywa konsekwencja. jeżeli jestem bytem, chcę nagle mieć wielki tatuaż na czole w kształcie penisa i mój chłopak mówi, że to kiepska sprawa i ze mną na ulicę nie wyjdzie – czy ja zrywam z chłopakiem bo blokował moje wewnętrzne ego i chciał mnie zmienić (sobą byłabym z penisem na czole, tylko) czy ja wierzę w mojego chłopaka i to, że on stara się mnie bronić? bo jeżeli osoba najbliższa, która podcierała mi dupę w chorobie i trzymała za włosy kiedy rzygałam, z którą chcę spędzić życie i która mówi mi, że mnie kocha… kiedy taka osoba decyduje się skrytykować moją decyzję TO COŚ MUSI BYĆ NA RZECZY, a nie, że on wybydla i tylko mój wygląd ma dla niego znaczenie jak on lubi… może chodzi o to, że partner w zaciszu domowym zasugeruje zmianę sukienki lub wyjęcie kolczyka i dobrze, zanim zrobi to obcy człowiek na ulicy, zanim pojawi się kpina i szydera, która zaboli bardziej niż normalna uwaga w domu? dlaczego ktoś, kto nam doradza opcję inną niż my wybieramy jest wrogiem naszej wolności? może to nie partnera egoizm tylko nasz egoizm przemawia za „raczej sie rozstaniemy, niz ja sie zmienie”, dlaczego partner musi blokować naszą wolność, a nie może doradzać dobrze i logicznie? przecież to z założenia zaufana osoba, która zna nas najlepiej…

    mam męża, jesteśmy parą od 12 lat. ja mam tatuaze na calym ciele, ponad 30 kolców też na całym dziele, on jest czysty i nigdy nic nie chce w swoim ciele zmienić. ja jestem okrąglutka (czy po prostu gruba), on jest chudzielcem. kiedy mówi mi, że może trochę dieta, to ciężko mi się obrazić, bo wiem, że chodzi też o moje zdrowie, o szykanowanie ze strony społeczeństwa, kiedy sugeruje, że w tej sukience by ze mną nie wyszedł, to wiem, że wyglądam głupio, niekorzystnie i to nie jest dobra sukienka, kiedy odradza tatuaż to zawsze go słucham, bo robiłam tatuaże, których mi nie odradzał, a trzymał za rękę przez 10 godzin dziarania.

    dlaczego słuchamy koleżanki, która nam „szczerze doradzi” i „potyra, kiedy trzeba”, „otworzy oczy” itd, a partner nie może otwierać oczu tylko krytykuje i blokuje naszą wolność?

    myślę, że nie odkryłaś jeszcze związku w którym krytyka NIE BOLI, ale cieszy, bo oznacza szczerość i w którym SŁUCHANIE PORAD PARTNERA to nie poddanie swoich racji, ale wiara w jego dobre intencje. obyś tam trafiła i ps. to nie musi być po ślubie 😉

  11. Blum

    Kaś – nie wiem do kogo kierujesz swoje słowa, do mnie czy autorki listu. Anyways, jej chłopak powiedział, że się z nią rozstanie jeśli nie postąpi ona wg jego wskazówki. Imo to nie jest konstruktywna opinia i troska o partnera w tak postawionym warunku.

  12. hehe, do was wszystkich wierzących w „pełną akceptację moich wyborów przez partnera, bo inaczej mnie nie kocha”. to takie nierealne i takie niewinne, prawie jak szukanie „przystojnego, czułego inteligentnego ideału meżczyzny” 😀 ciężko się odnieść do autorki mejla, bo skoro jest w związku długo, zrobiła kolczyk, chłopak grozi zerwaniem, to żeby ocenić – trzeba poznać obie strony, a nie ślepo trzymać babską sztamę. czy pytała przed zrobieniem, czy on reagował pozytywnie? czy negatywnie? czy nie zapytała w ogóle i cichaczem zrobiła? czy nie interesowało jej jego zdanie zanim kolczyk zrobiła, a potem nagle on chce zerwać? może nie przez kolczyk i jego brzydotę, może przez brak konsultacji relatywnie ważnej życiowej decyzji? email jest jednostronny, mocno atakujący partnera od początku, a nie podający podstawowych faktów do oceny. więc żadna z nas nie ma prawa go ocenić, bo może to ona była nie fair, bo zrobiła coś ważnego bez pytania, co nie wiąże się z tym, że to jest brzydki kolczyk, ale że ważne decyzje podejmuje się razem? w sumie to NIC nie wiemy, więc nie mamy żadnego prawa. szantaż jest niefajny, ale czego jest wynikiem? może on poczuł się pominięty na początku więc traktuje ten kolczyk inaczej, może zapytany by się zgodził?

Dodaj komentarz