paulo-coelho-01Niech rzuci kamieniem ten, kto nie żartował publicznie z mądrości Paulo Coelho. Bo są banalne do bólu. Bo oczywistości. Bo autor sili się na głębię. Wiadomo. A ja mam taką refleksję, że Paulo jest w sumie spoko mordką.

Właściwie temat na ten artykuł wziął się z moich rozmyślań na temat odwagi pójścia pod prąd. Wygłoszenia niepopularnej opinii. Ale wiesz, nie tak, że masz tatuaże, albo w Raszynie jesteś trendsetterem. Chodzi mi o bronienie jakiś przekonań, które są totalnie lamerskie. Coś jakby powiedzieć, że pomidorowa to ani z ryżem, ani z makaronem, bo najlepsza jest z ziemniakami. Kurtyna. Złowrogie milczenie. Zdziwione spojrzenia. Idąc dalej tą drogą, próbowałam znaleźć jakiś multiobciach i poza słuchaniem na pełnej zajawie disco polo, wymyśliłam, że to byłoby publiczne przyznanie, że lubi się i szanuje twórczość Paulo Coelho. No i ja np. nie czytam i nie przepadam (myślę, że dałam szansę kilka lat temu 2 jego książkom, w tym osławionemu Alchemikowi), z żartów z Paulo zazwyczaj śmiałam się, ale nie jestem pewna czy faktycznie były takie znowu śmieszne.

No bo jak przyjrzymy się temu bliżej, to poza tym, że jego metafory są zawiłe i bardzo malownicze, że dotyczą banału, to nasz książę pop duchowości nic złego nie czyni. Nie jest najgorszym grafomanem wszechczasów. Nie jest też wybitnym autorem. Myślę, że jest hejtowany, bo stał się bardzo popularny i w dobrym guście było polewać z Paulo. No ale tak serio…

Dlaczego odniósł tak duży sukces? Bo mówi o czymś co jest ważne i rzadkie. I łatwo to obśmiać. Duchowość? No phi! No i dobra, może to być banalne, ale w czasach zerowej duchowości, w czasach kiedy sukces = kanapka z hajsem, kiedy sposób spędzania wolnego czasu to leżenie bykiem z piwkiem przed ekranem, może każdy pomysł, że jest w nas coś więcej, nie jest bezwartościowy?

A może sam Paulo Coelho, zanim zaczął czesać gigantyczną kasę na swoim dorobku, musiał mieć jednak trochę jaj, żeby wejść do tego przysłowiowego „pokoju pełnego ludzi” zwanego światem i zacząć pisać o marzeniach, sercu, przeznaczeniu i innych tego typu rzeczach.

I ostatecznie, czemu to miałoby być śmieszne, nawet gdyby było mało wartościową bajką, ale pisanie o smokach i elfach jest spoko? Znam też wiele osób, które na fali początkowo wielkiej mody na P.C sięgnęło po jego książki i choć szybko rozstało się z ich autorem, zaczęło eksplorować temat duchowości już na własną rękę. Może w bezdusznych i totalnie materialistycznych czasach, to jednak jest jakaś wartość? Ostatecznie jak dotrzeć do totalnie zielonych ludzi, zanurzonych po kokardę w pop kulturze niż mówiąc do nich językiem pop? W czym Coelho gorszy jest od Eurowizji? Czy wszystko musi być sztuką wysokich lotów? I czemu niektóre rzeczy są ogólnie akceptowalną rozrywką, a inne osiągając swój pik, lecą w dół na łeb na szyję do piekła obciachu? I skoro coś nas nie rusza, to może nie rusza, ale żeby znów kolektywnie musieć z tego żartować? Może to jest jakaś forma zniewolenia?

Jak myślisz? I czy masz coś, co jara Cię naprawdę, ale o czym wstydziłabyś się powiedzieć głośno wśród nieznajomych ludzi bojąc się natychmiastowego wyalienowania? Co by to było? Nie musisz mi mówić. Po prostu o tym pomyśl. 

 

Author

8 komentarzy

  1. a ja czytałam jego Weronikę i uważam, że książka wcale nie jest taka zła – może nie jest to jakieś epokowe arcydzieło, ale miło się czytało (za to ekranizacja jest tak okrutnie zła, że aż szkoda mi paznokci by o niej pisać) oraz 11minut, które uwielbiam. (jeśli nie czytałaś, to polecam) I sama nie do końca rozumiem skąd się te heheszki wzięły, bo Coelho wiadomo nie jest najambitniejszym autorem świata, ale błagam – są o wiele gorsi od niego 😉

  2. Mi w ręce wpadła jedna jedyna jego książka „Piąta Góra”. Dość trudna lektura jak dla osiemnastolatki ( wtedy tyle miałam), jednak wpadła w moje ręce w doskonałym momencie mojego życia i mogła mi psychicznie nastawić się na coś, co na szczęście wtedy nie nadeszło. Lecz do dziś pamiętam, że gdyby nie treść tej książki, byłoby mi znacznie, znacznie ciężej, gdyby los się inaczej potoczył. Także wszystko mi jedno co się mówi o tym autorze, za mało czytałam jego książek:)

    A rzecz której się boję ( bo może trochę wstydzę i nie chce mi się tłumaczyć), że ludzie zobaczą, to np jak łzy wzruszenia mi lecą na sercojebnych reklamach typu jak ta ostatnio allegro z dziadkiem, który uczy się angielskiego i leci poznać swoją wnuczkę albo na prawie każdej bajce disneya, z wallem na czele:)

  3. Czytałam książki P.C. jak byłam nastolatką. Dziś będąc dawno już (sic!)osobą dorosłą,nie wybrałbym jego pozycji, co nie oznacza,że krytykuję autora 🙂 zgadzam się z Tobą Blimsien,że jego twórczość trochę jest jak muzyka pop (a’propos mnie też zdarzyło się podspiewywac jakieś „hity” a jestem po szkole muzycznej:-)). Jednak czy gdyby P.C. mówił innym językiem, to dotarłby do tak dużej liczby odbiorców? Ileż osób przeczytało np. Encykliki Papieża? Brakuje mi jednak książek o duchowości, która jednak nie jest włożona w ramy religijności…

  4. Blum

    Ecojucy – tak,a jak już nie są religijne, mają problem z naiwnym językiem zazwyczaj.

  5. Kurde, czyli mogę rzucać workiem kamieni, bo nigdy się nie śmiałam z tych żartów. Żarty uznawałam za żenadę, a z książek dużo czerpałam, bo sęk jest w prostocie właśnie 🙂
    Na dodatek lubię disco polo i pomidorówkę z ziemniakami + makaron 😀
    Ale plus jest taki, że nigdy się nie wstydzę i akcenta potrafię śpiewać przy wszystkich.

  6. Ale smoki i elfy to Ty szanuj! 😀

    Nie ma chyba czegoś takiego w moim wypadku, o co pytasz na końcu. Wystarczy, że lubię smoki, elfy i BDSM 😀

    Co do PC… Zaczytywałam się jako nastolatka. Te książki robiły na mnie wrażenie. I dzisiaj mogę się z nich bezczelnie śmiać, ale odważnie przyznam, że na pewno w młodzieńczym okresie dały mi podłoże do „cięższych” lektur. Dzięki, Paulo.

Dodaj komentarz