alexander mcquuen

Jesteś gruszką. Jak na złość w każdym jednym sklepie są tylko rurki, które dają twoim nogom look nieszczęśliwych parówek. Czujesz się jakbyś nosiła rajstopy zrobione z dżinsu. A może nie? Może się już przyzwyczaiłaś? A pamiętasz jak kiedyś nosiło się tylko dzwony i jesienią powłóczyłaś nogami przemoczonymi do kolan, z wyżartymi na piętach dziurami, a nogawki byłe całe w błocie i piasku? I nikomu to nie przeszkadzało? Ja doskonale pamiętam jak marzyłam o ramonesce, ale jedyne jakie udało mi się widzieć to te na zdjęciach braci Ramones. Śliniłam się do takiej jednej, skórzanej, z czerwoną podszewką. Wisiała w lumpeksie i absolutnie nikt nie chciał jej kupić tak niemodna była. Niestety ważyła tyle co słoń i kosztowała 300zł, a ja byłam bidnym pankiem. Dziś mam całą kolekcję ramonesek. Dzianinową, z eko skóry, czarne, białe, z futrzanym kołnierzem, krótkie, oversizowe, dżinsowe… do wyboru do koloru. Zastanawiasz się jak to się dzieje, że chcesz coś kupić i nie ma tego w sklepach, a potem nagle we wszystkich jest to samo? Opowiem Ci. Zaufaj mi, jestem projektantką ; )

PROGNOZY TRENDÓWNa potrzeby wyjaśnień przygotowałam uproszczony schemat tego jak działa modowa branża. Wiele osób kiedy mówię jaki zawód wykonuję jest bardzo zaciekawionych. Wyobrażają sobie, że idę do biura, rozkładam karki, biorę akwarele, przeglądam gazety i rysuję co tylko mi się podoba. Bardzo przyjemna praca – mówią. Taka artystyczna. Nie mają pojęcia o realiach pracy projektanta w branży fast fashion, a ta jest intensywna. Projektant pracuje w zespole i według ścisłych wytycznych swojego szefa (product menagera) widełek finansowych narzuconych przez kupca (ciuch zarabia nie tylko na siebie i właściciela firmy, ale też na wynajęcie salonów, opłacenie biura projektowego, administracji, księgowości, sprzedawców, podwykonawców itp itd) no i działu trendów. Ograniczają nas trendy i gust klientów (dlatego zawsze mówię, że głosowanie portfelem to ważna sprawa, my naprawdę patrzymy w analizy sprzedaży i odpowiadamy na wasze potrzeby, w ten sam sposób mleko sojowe jest już w każdym osiedlowym sklepie, każdy klient czyni różnicę!).

Zacznijmy jednak od początku. Chcę Wam dziś opowiedzieć o tym skąd się biorą trendy i jak umierają.

1 PROGNOZA TRENDU

To, że pokazy mody mają wspólny mianownik nie jest przypadkiem. Jako laik zastanawiałam się „jak to możliwe, że projektanci wpadają na te same pomysły w tym samym czasie?”. No bo oglądasz pokazy, a tam bordo i butelkowa zieleń. Albo krata, krata, krata. Otóż przepowiadaniem trendów zajmują się wielkie agencje. Najznamienitsza z nich to WGSN. Taka agencja zatrudnia bardzo dużo osób, które jeżdżą po świecie i zbierają dane. Moda powiązana jest z ekonomią, polityką, sztuką. Ważne jakie są nastroje społeczne, co dzieje się w klubach, czym fascynuje się ludzkość. Kiedy WGSN wiele lat temu przepowiadał modę na  eko nie wierzyłam. O rany… te zgrzebne kartonowe opakowanka mają być niby fancy? Handmade? Brr. I kogo obchodzą otręby oraz organiczna bawełna? Kto za to zapłaci? Dziś mamy wielki boom na eko, organic i slow. Więc taka agencja wypuszcza w świat swoich szpiegów, a oni potrafią wyczuć co w trawie piszczy, czego jest dużo, widzą trendsetterów, czują trend zanim wybuchnie modowa bomba. WGSN na tej podstawie przygotowuje bardzo szczegółowe raporty dotyczące kolorów, form, zjawisk, opakowań, wystaw, mody ulicznej. Setki tysięcy analiz. Dostęp do WGSN kosztuje miliony monet i obwarowany jest wieloma zasadami, za których złamanie grożą finansowe kary. Jeśli jednak chcesz zobaczyć ich prognozy i inspiracje, zajrzyj na ich TUMBLR

2 WIELCY PROJEKTANCI I DOMY MODY

Rok dzieli się na dwie części SS (wiosna lato) i AW (jesień zima). Obie części otwierają Fashion Week‚i. Moim zdaniem najważniejsze z nich odbywają się w Mediolanie, Paryżu, Nowym Jorku i Londynie. W Tygodniach Mody ważne i inspirujące jest wszystko. Co kto pokazał, ale też kto przyszedł jak ubrany. Co ciekawe, jeden dom mody pokazuje inne rzeczy w Londynie a inne w NY. Każde z tych wielkich modowych miast ma swoje własne DNA. Ludzie w Mediolanie ubierają się totalnie inaczej niż w Londynie. Jeśli kiedykolwiek oglądałaś pokaz mody haute couture i myślałaś „fuj, kto by to założył na siebie? przecież to absurd” spieszę z podpowiedzią, że generalnie te pokazy służą jako wskazówka, co który dom mody uważa za ważne i jak interpretuje dany trend.To sztuka i inspiracja. Ubrania do noszenia są sygnowane jako Prêt-à-porter.

Cała zabawa polega na tym (zarówno na etapie domów mody jak i sieciówek), że każdy musi przefiltrować trendy przez swojego klienta. Zupełnie inaczej trend na boho wykorzysta H&M a inaczej Wrangler.

3 ZNACZĄCE SIECIÓWKI

Nie będę owijać w bawełnę. Mówię tu przede wszystkim o markach INDITEX‚u. Zara, Stradivarius, Pull&Bear, Bershka, Massimo Dutti. Zara wydaje się być najbardziej modowa i najszybsza, jej młodsze siostry inaczej interpretują trendy, Massimo w ogóle jest zachowawcze. Wszyscy patrzą co robi Zaraz. W branży chodzą plotki, że Zara ma specjalny budżet na płacenie kar, za zbyt bezpośrednie ekhm inspirowanie się domami mody. Czy to prawda? Nie wiem. Wiem tylko, że jeśli Zara promuje jakiś trend – wiedz, że coś się dzieje. Mimo tego, nie wszystko co sprzeda ten gigant, mogłoby sprzedać się w innych markach. Ich klient jest bardziej świadomy modowo, ma więcej odwagi. Sklepy mają też kategorie salonów. Zara w Warszawie ma co innego niż Zara w Pcimiu Dolnym. Co oczywiste Zara w Londynie ma co innego niż Zara w Warszawie. To co noszą zwariowani londyńczycy, do Polski dotrze za rok, czasem dwa. Trend musi bowiem swoje odleżakować. To, że coś jest promowane i trafiło już do masówek, wcale nie oznacza, że przekona Was od razu. Nie macie pojęcia ile razy dzwony miały wrócić do mody, a potem zalegały w naszych magazynach, bo ulica mówiła „nie, nie, nie”. Niektóre trendy nie przyjmą się wcale, inne potrzebują czasu. Na tym etapie po trendy sięgają osoby, które lubią modę i nie boją się wyróżniać.

4 RESZTA SIECIÓWEK

Działa z opóźnieniem. Często celowym. Trzeba być modnym, ale nie aż tak, żeby klient nie był zainteresowany. Każdy sklep przetwarza trend przez pryzmat założeń swojej marki. Kamyczek modowej lawiny jest na tym etapie wielką kulą, a Ty zastanawiasz się „czy wszyscy w tym roku powariowali i myślą, że planuję jechać na Coachellę?”.

5 BAZARY, TARGI, PODRÓBY

Na tym etapie trend ma się ku końcowi. Dana rzecz zrobiła już się niesłychanie modna. Nikt nie uważa jej za kontrowersyjną (pamiętacie jak wchodziły legginsy typu wet look i komentarze dziewczyn, że przegnidy tego nie założą, bo to kurewstwo i burdel?). Nosi to twoja sąsiadka, nosi to matka, nosi to nawet jakaś stara baba z bloku obok. TO jest wszędzie. Na każdej tandecie. Sieciówki powoli z tego wychodzą, ale allegro i ryneczki są tym zalane. W tym momencie trendsetterzy i osoby, które lubią eksperymentować z modą już dawno jarają się czymś innym. Nikt kto jest na bieżąco nie przepada za tym trendem, wręcz jeśli był on zbyt mocno i długo eksponowany, staje się nagle w totalnie złym guście. Jest obciachem, jest zbyt popularny. Zanim trend skaskaduje do tego poziomu mija kilka lat.

W tym czasie my już od dawna pracujemy nad czymś nowym.

6 ŚMIERĆ TRENDU

Kiedy trend staje się totalnie obciachowy, po prostu umiera. Ewentualnie nie jest obciachowy, ale naturalnie umiera. Czasem jednak coś co jest trendem zmienia się w basic. Tak było z rurkami. Tak stało się z baletkami, ramoneskami czy motocyklowymi butami. Te elementy spodobały się tak bardzo, że zostały na stałe, są tylko przetwarzane na różne sposoby. Raz pokryte ćwiekami, raz welurowe, innym razem z koronki.

Żyjemy w czasach bardzo liberalnych. Naprawdę na chwilę obecną mało co jest obciachem, można nosić dowolny fason, inspirować się każdą dekadą z przeszłości lub zostać przy klasyce.

A Ty? Na powrót jakiego trendu czekasz? Którego nienawidzisz? A może bardzo się cieszysz, że coś czego lata nie było w sklepach teraz właśnie powraca? Powiedz mi o tym w komentarzu, umieram z ciekawości.

P.S Zdjęcie torebki pochodzi ze strony http://www.alexandermcqueen.com i jest przykładem jak coś wymyślonego przez projektanta, można było znaleźć potem na każdym targowisku za 50zł.

Author

26 komentarzy

  1. Bożena

    ostatnio widziałam wielkie kapelusze które uwielbiam:))) ucieszyłam sie! niestety wsiąkły :/ babki je wykupiły:)
    chciałam nabyć więcej kolorów njo ale cóz moze gdzieś znajde jeszcze jakies resztki…
    swoją droga są zobowiązujące…
    własnie jestem na etapie świadomego! tworzenia własnego stylu- po wielu wielu latach:) mam wielką chęć i potrzebe na to:) zobaczymy
    Bozena

  2. Zawsze jak wchodzę do warszawskiej Zary lub H&M to widzę dużą różnice w stosunku do UK, ale nie brałam pod uwagę leżakowania trendu, raczej odmienność stylu 😉
    Trudno na coś czekać gdy wszystko jest dostępne.

  3. Blum

    Ewa Ew – w obrębie jednej marki jest raczej tak, że asortyment zamawia się zależnie od kraju/wielkości salonu.

    Ale już w obrębie różnych marek, trendy zanim zawędrują z UK do nas mija mniej więcej rok 🙂

  4. dzwony dzwony dzwony! Oddajcie mi dzwony! Trampki i flanela. Mam prawie 30 lat, nikt mi nie wmówi, że to za dużo na trampki, dzwony i fiubździu w głowie!

  5. Blum

    Natu – no przecież wszedzie można dostać teraz dzwony i wide legi. Na co czekasz dziewczyno? 😉

  6. łooo, bardzo ciekawy tekst! nie wiem co prawda o co chodzi z tą coachellą, od dawna moda mnie totalnie nie interesuje, jakoś mam zdolność niezauważania, co jest teraz modne.. i potem właśnie wpadam na pomysł, co bym chciała mieć i czego potrzebowała, a tu lipa. 😀

  7. Niezmiennie czekam na kobiece fasony. Nie mogę się doczekać czasów, kiedy w każdym sklepie będą piękne ciuchy na klepsydry w każdym rozmiarze.

  8. Widzisz, a w Lądku nie ma :/ wszędzie rurki, legginsy, biodrówki albo high waist. I jeszcze boyfriendy, ale na mnie wszystkie za krótkie, kończą mi się w połowie łydki.
    Na święta jestem w Pl to się będę rozglądać.

  9. Przeraża mnie dzisiejsza moda kiedy wchodzę do sklepu i coraz częściej nie znajduje nic kobiecego tylko wszystkie jesienno-zimowe swetry, bluzki które są tak szerokie i luźne że nie podkreślają kobiecej sylwetki. Mało tego, w moim przypadku wyglądam totalnie idiotycznie w tego typu rzeczach i czasem mam wrażenie że odzież dostosowana jest do sylwetki typu deska.

  10. Od jakiegoś dłuższego czasu jestem zupełnie odporna na to, co oferują sieciówki. Co więcej, gdy wybieram się do sklepu po jakąś konkretną rzecz, nie potrafię się nadziwić tym wszystkim paskudztwom, które wiszą na wieszakach. Niestety, padłam ofiarą „slow” szaleństwa i „odpowiedzialnego” kupowania ubrań. Nie potrafię się powstrzymać przed wymienianiem zawartości swojej szafy na lepszej jakości ubrania. Nie żebym ich potrzebowała, po prostu wydaje mi się, że ani dnia dłużej nie mogę chodzić w akrylowym szaliku i kupuje ten z welny, staniki kupowane za 30 zł w hmie zmieniam na te ze sklepów braffiterskich, poliestrowe bluzki na te z bawełny… Strasznie mnie to przytłacza, że już nie trendy, ale klasyka.. Więc nawet jak klient świadomie odrzuci kupowanie w sklepach „fast fashion” to już za rogiem czeka „slow fashion” żeby wycisnąć z jego portfela co się da 😉
    Pozdrawiam

  11. Pantera

    Anika, tak, tak, tak! Popieram! Strasznie podobają mi się kiecki z lat 50-tych, w ogóle wszystko co podkreśla talię, bo akurat na szczęście mam co podkreślać 😛 (co czasem jest moim przekleństwem, bo 90% spodni jest na mnie za ciasnych w biodrach i odstaje w pasie :((( podobnie z sukienkami i bluzkami: w talii wisi, w biuście się nie dopnie, a wcale nie mam dużych piersi).
    Ostatnio ogromnie mnie ucieszył powrót spódnic ołówkowych z wysoką talią, choć nie widziałam zbyt dużego ich wyboru w sklepach, ale też szczerze mówiąc niezbyt często chadzam po galeriach i sieciówkach 😛 wolę wygrzebywać ciekawostki z lumpeksów albo wyciągać z szafy retro cudeńka po mamie i ciociach 🙂
    Nie ma też jak flanelowa koszula w piękną kratkę, więc fajnie, że ciągle można je kupić w damskich fasonach.
    Generalnie nie podążam za modą, chociaż jakby mimochodem obserwuję co się dzieje i adaptuję te elementy, które mi odpowiadają. Noszę to co mi się podoba i do mnie pasuje – zarówno do sylwetki, jak i osobowości – oraz po prostu jest dobrze uszyte. Chyba to, co mnie najbardziej może wnerwić w ciuchach to tandeta jakości i estetyki wykonania.

    Dzięki Blum za ciekawy post 😉

  12. a ja mam tak że jak coś lubię (np wszelkie boho), ale widzę że pojawia się masowo to od razu przestaje mi się podobać i uważam że to obciach wyglądać jak co druga laska spacerująca po galerii. Może dlatego 3/4 mojej garderoby to lumpeks – tam obowiązują inne kanony 🙂

  13. Uwielbiam sukienki, najlepiej długie do kostek. Nie znoszę butów typu Emu, kompletnie zaburzają moją estetykę kobiecego obuwia 😉

  14. Większości klientek można wcisnąć cokolwiek, ponieważ większość nie ma własnego zdania.

  15. Blimsein ostrzegam, że zapożyczam tekst na mojego fb! 😉 Miałam kiedyś pisać ma ten temat, ale nie byłam w stanie go uchwycić w tak którym tekście jak Ty,więc zrezygnowałam. Tak to jest, jak o swojej pasji potrafi się mówić godzinami, a ktoś oczekuje krótkiej odpowiedzi…
    Dziękuję za ten wpis!

  16. Blum

    MArcelina – dzięki za komplement i viral 🙂

  17. A ja musialam czekac 27 lat zycia zeby w koncu kupic jeansy, ktore pasuja do mojej figury (high waist super slim z elastanem). W zwiazku z wczesniejsza niemoznoscia natrafienia na takie spodnie, chodzilam w jednych jeansach, ktore mialam od 15 roku zycia… (tak, to nie zart :D). Reasumujac, posiadam aktualnie cztery pary takich samych jeansow z H&M, dwa w mniejszym i dwa w wiekszym rozmarze, w przygotowaniu na kolejne lata posuchy 😀

  18. A mnie od lat dobija to, że brakuje w większych rozmiarach urozmaicenia, nie mówiąc o kolorach! Kocham żywe kolory, mogłabym zakładać szalone płaszcze zimowe, atu nic: tylko czernie, szarości. Trochę szaleństwa i ekstrawagancji życzyłabym projektantom/ domom mody.
    Uważam za duży błąd strategiczny, że w wielu sieciówkach jest taka bryndza dla rozmiarów powyżej 42.
    Zarobili by spokojnie, bo babki chcą kupić, a nie ma, bo stale coś w biuście za ciasne. A jak już coś mają, to często dla cioć-kloć.
    Poza tym zauważyłam, że zara i mango mają totalnie „niepolskie” tabele rozmiarów. Wszystkie rękawy zbyt krótkie.Też tak macie?

  19. a na koniec wysylamy projekciki do indonezji, gdzie dzieci uszyja nasze piekne ramoneski oversizowe i z dzianiny i krotkie. true punk!

  20. Świetny wpis! Czasem już nie można słuchać ludzi, którzy pretensjonalnie wyrażają się o trendach i o tym, co jest modne. „No bo kto o tym decyduje?” Albo krytykują modę z wybiegów. To, co dzieje się u projektantów to przecież jest rodzaj sztuki i gadanie, że tego nie da się nosić jest bezsensu. To tak jakby powiedzieć, że Picassa nie da się powiesić w babcinym mieszkanku. Sztuka z wybiegów jest inspiracją dla mody ulicznej, co nie oznacza, że nie znajdują się odważne jednostki, które i taką modę będą chciały nosić. 🙂

  21. Świetny wpis ! Dobrze napisany i wszystko wyjaśnia krótko i treściwie, aż się miło czyta. Oby więcej takich !
    Miałabym prośbę, może mogłabyś zrobić wpis z prezentami dla osoby pracującej w branży modowej 🙂

  22. martyna

    Nienawidzę poliestru. Kiedyś nie zwracałam uwagi na to z czego coś jest wykonane. Najważniejszy był fason, kolor itp. Z wiekiem zaczęłam rozumieć, że materiał jest najważniejszy. Wymieniłam wszystkie akrylowe swetry na wełniane, a poliestrowe bluzki na bawełniane, wiskozowe. Skóra oddycha! 🙂

  23. Blum

    Anonim – osobiście nie miałabym nic przeciwko!

  24. Jako szczupła gruszka uważam ze czarne rurki niesamowicie wysmuklaja nogi:d oraz,że największą bolączką polskich sieciowek jest ich nuda…żeby znaleźć coś oryginalnego w takich sklrpach-ciezkie.jedynie zara wiedzie tutaj prym,ale to akurat nie moj styl.jestem ogólnie zafiksowana na wytaliowanych sukienkach i nie przepadam za rzeczami oversize. Czyli mam ciężko;)

  25. ooo, dawno nie zaglądałam do Ciebie a tu taki ciekawy post! Czytając o bazarowych podróbkach i starych ciotkach w lateksowych leginsach przypomniała mi się moda na galaxy print. Na początku były leginsy mniejszych, głównie streetowych marek, które miała każda bardziej znana blogerka, do momentu w którym w motyw galaxy można było ubrać się od stóp do głów na pobliskim rynku, łącznie ze skarpetkami.

Dodaj komentarz