IMG_20140704_152735

Dziś wpis jak mniemam obrazoburczy i radykalny. Inspiracją są różne sytuacje, w których tłumaczę bliższym lub dalszym znajomym moje stanowisko, a oni są zgorszeni moim fanatyzmem łamanym przez faszyzm. O co chodzi? O to, że nie umawiam się z facetami, którzy jedzą mięso, i że znajomym zabraniam składowania mięsiwa w mojej lodówce. Czemu aż tak ci odbiło Blimsien?

No i oczywiście, mogę zapierać się ręką i nogą, że nigdy w życiu z mięsojadem się nie umówię, mowy nie ma, ale jakie życie jest to wiadomo. Żebym przypadkiem nie skończyła jako żona rzeźnika. Ale póki co z premedytacją skreślam tych wszystkich przystojnych, mądrych i zabawnych mężczyzn, którzy mają jeden (lub wiele) defektów. Mi chodzi przede wszystkim o ten, że JEDZĄ ONI MIĘSO. I nie żebym nie próbowała umawiać się z takimi chłopakami w przeszłości. No ale trochę inaczej wygląda związek kiedy ma się lat naście, a kiedy ma się lat yyy więcej. Głównymi minusami relacji z mięsożercą są:

jego rodzina, która albo wprost Cię obraża, albo obraża się, bo chce Cię ugościć i w wariancie optymistycznym smaży Ci sojowego kotleta (w panierce z jaja) a Ty pechowo jesteś weganką. Oczywiście obraża się też, kiedy chcesz przynieść własne jedzenie, albo zrobi Ci sałatkę z jarzyn, szkoda tylko, że wyciągniętych z rosołu. Ups, myśleli, że się nie kapniesz. Problem polega na tym, że kiedy Twój wege chłopak będzie równie wkurzony, mięsożerny często weźmie stronę mamy. „Chciała Ci przecież zrobić przyjemność”, a tak w ogóle „czy musisz tak wydziwiać”, no bo przecież „jak raz zjesz to nic ci się nie stanie”. Czasem chłopak jest wporzo, ale rodzina i tak traktuje Cię jak walniętą, która wieczorami przytula się do drzew. Lepiej nie wiedzieć co powiedzą jak będziesz w ciąży. Przecież to także ICH dziecko i oni wiedzą co powinnaś jeść w ciąży oraz co powinien szamać Twój potomek . Przytoczę dosłowne cytaty „jak kiedyś będziesz chciała być kobietą i matką, to będziesz musiała jeść mięso”. Raz nawet jakiś jegomość tłumaczył mi że „moja żona też była wege, no ale w ciąży przestała. Wtedy nie czas na fanaberie, tu chodzi o zdrowie i życie mojego dziecka”. Yes, sir, yes! – mówisz i uciekasz jak najdalej od takiego!

niezrozumienie – bo jesteś jedyną osobą na statku, która nie chce jeść tego co wszyscy. Jedyną osobą, która nie chce iść do Sphynxa i żreć pekińską i frytki kiedy oni jedzą szarmę. Jedyną osobą na stacji benzynowej, która nie bardzo ma co jeść, i do podróży szykuje się jak na surwiwal. On rozumie, że Ty nie jesz. Ale czy naprawdę musisz ich wszystkich zamęczać przy okazji? Z wegusem nie ma takiego problemu, bo ma ten sam priorytet. Będzie zajarany, że upiekłaś ciastka z banana i płatków owsianych na podróż oraz równie uszczęśliwiony przyczepą owoców, którą wieziecie przecież za sobą? ; )

Poza tymi scenariuszami, które znam, które przerabiałam, które nie są wyssane z palca jest jeszcze jedna ważna sprawa. Ja nie jem mięsa, bo uważam, że dostatecznie eksploatuję planetę i naprawdę to akurat mogę sobie odpuścić. Nie rozgniotłabym przecież malutkiej, żółtej kaczuszki, nie zarżnęłabym świniaka, nie płacę za to innym. Czemu? No bo pękłoby mi serce. Nie czułabym się dobrze z kimś, kto uważałby, że ukręcenie łba krówce jest spoko, a cielaczek choć słodki, najsłodszy w formie krwistego steka. To po prostu nie są moje poglądy. O ile jednak nie muszę myśleć z partnerem tak samo, o tyle:

– Ja nie chodzę z chłopakami. Ja jestem w związkach. Nie lubię romansowania, źle się czuję w relacjach z luźnym szwem. Zbyt ograniczają moją wolność, żebym mogła je tolerować. Skoro już mam komuś poświęcać mój czas, uwagę i energię, muszę być zaangażowana. A skoro mamy razem być i mieszkać to chyba… nie z mięsem w mojej lodówce? Ekhm, w naszej?

Odkąd wyprowadziłam się od rodziców, nie mieszkałam z nikim kto jadłby mięso. Ani moja pierwsza współlokatorka i mój chłopak, ani mój drugi chłopak, ani moje kolejne dwie współlokatorki. To przyzwyczajenie i komfort nie widzieć mięsa w swojej lodówce. Dla mnie to nie jest miły widok, to są zwyczajnie… zwłoki. Śmierdzące. Wąchanie noży, desek, osobne garnki. Ciągle nie mogę się na to przestawić kiedy odwiedzam mojego tatę w jego domu. To jest tez powód, dla którego nie mieszkam z mięsożercami. W tym, z mięsożernym partnerem. I nie pozwalam nocującym u mnie znajomym znosić mi szynki do kuchni. Przeżyją bez mięsa na śniadanie. Dom bez mięsa przez prawie dziesięć lat sprawia, że nie ma dla mnie powrotu w mięsne krainy.

Aaaa! Jeszcze dzieci! Jest dla mnie oczywistym, że będę je wychowywać tak jak sama jem. W empatii i miłości do przyrody. W dodatku w zdrowiu. Umiem zbilansować sobie dietę i czuję się świetnie, wierzę w dietę roślinną, oczywistym jest, że moje dzieci nie będą jadły mięsa. Ani ja nie będę jeść go w ciąży. Nie chciałabym partnera, który by to negował. Nie chciałabym też, żeby podawał im mięso kiedy będą kilkulatkami. Mamusia „nie, nie jemy kurek” i tatuś „no masz kurczaczka, mniam, mniam”. To samo z dziadkami. Zazwyczaj kiedy człowiek zmienia radykalnie swoją dietę musi sam użerać się z własnymi rodzicami. Nie zamierzam się dodatkowo użerać z cudzymi. O wiele lepsze są tesciówki, które ogarniają wegepasztet ; )

Nie jem mięsa od pona dziesięciu lat i choć nie trąbię o tym na prawo i lewo, nie indoktrynuję obcych, mam poczucie, że zasługuję na kogoś kto będzie miał podobne uczucia i poglądy w kwestiach fundamentalnych. Czułabym się bardzo źle próbując kogoś zmienić. Bo jeśli ktoś lubi mięso jeść i nie chce przestać, ale zrobi to dla mnie, to zawsze będzie dla niego forma poświęcenia. Wolę więc umówić się z kimś, dla kogo wybór będzie oczywisty, a benefity diety jasne. Myślę, że podobnie robią ludzie bardzo religijni, którzy raczej wybierają sobie podobnych partnerów by móc chodzić z nimi do kościoła, kierować się wspólnymi wartościami i wokół nich budować swoje życie. Poza tym jest w moim myśleniu wiele pragmatyzmu.

Ciekawi mnie jak jest u Was? Umawiacie się z mięsożercami? Czy macie jakieś kryterium moralne lub inne, które jest absolutnym must have przy wyborze partnera? Sport? Religia? Chęć założenia rodziny? Niechęć założenia rodziny? Nie żebym była ciekawska, ale wiedziec lubię.

Dam dam dam daaaam. Ten post pochodzi z mojego poprzedniego bloga. Okazało się, że jak człowiek skupi się na sobie, to całkiem przypadkiem odpuszcza innym. A jak wykona sporą pracę nad swoją własną osobistością (jak powiedziałby Prabu) to w ogóle przestaje mniej od życia wymagać, a więcej przyjmować je jakim jest. Nadal nie umawiam się z wielbicielami steków, ale mieszkam z mięsożercą (który z szacunku dla mnie prawie nie trzyma mięsa we wspólnej lodówce i gotuje przy mnie tylko wege), a raz nawet całowałam się na randce z kolesiem, który zjadł przy mnie kaczkę! KACZKĘ! Rozumiecie to? Zapytał co prawda czy będę czuła się okej, że ja tofu, a on kaczkę, ale ponieważ moja lodówka stałą od jego lodówki tysiące lat świetlnych, a był to super człowiek, powiedziałam zgodnie z tym co czuję „jeśli tylko czujesz, że to w porząsiu, po prostu tak zrób”.

 

Author

55 komentarzy

  1. FoxyLady

    Jestem wegetarianką od lat 7-8 przymierzająca się do bycia vege… mój pierwszy chłopa mięsożercą… kolejni tez… i najgorsze jest to, że znam tylko jednego faceta który jest wegetarianinem…
    Czy to wina mniejszego miasta niż krk? czy może w złych miejscach szukam.
    Ale uzmysłowiłaś mi, że spotykanie się z mięsożercą może byc przyczyną spięć na temat właśnie jedzenia w ciązy i diety dla dzieciaczków w przyszłości…
    Blum dajesz do myślenia jak zawsze 🙂

  2. Świetny post! ja na wege przeszłam niedawno i niestety teraz spotykają mnie różne docinki , przytyki wszystko to, czego doświadczyłaś. A ponieważ mam już staż rodzinny w postaci męża i dzieci,to muszę prowadzić dwie kuchnie. Nie przeszkadza mi to. Natomiast wkurza mnie gdy tłusta schorowana teściowa i teściu wymądrzają mi się na temat tego co zdrowe. Ostatnio chciała błysnąć( nie wiem czym) i zaczęła się wypowiadać na temat tofu,że to takie sztuczne coś:) człowiekowi już nawet nie chce sie tłumaczyć..

  3. Ja jem mięso ale coraz częściej czytam dużo ciekawych rzeczy na temat tego jak zdrowa jest dieta roślinna, mam koleżankę, która naprawdę mocno „zmniejszyła wielkość guza” stosując się do diety antyrakowej (nie pamiętam autora ale jakaś babeczka, która ma ok 90 lat chyba i jest weganką i cieszy się idealny,m zdrowiem). Kiedyś myślałam, że to zbyt czasochłonne i, że szkoda czasu na skupianie się na tym ale już dawno zmieniłam podejście, nie na tyle jednak, żeby zrezygnować z mięsa ale tak jak napisałam – skłaniam się ku temu i być może w końcu zdecyduję się na taki krok bo za dużo jest zalet bycia wege. Nie narzucę jednak mojego zdania mojemu partnerowi – on je mięso, kocha mięso i nie wyobraża sobie z niego zrezygnować, a że od 5 lat jesteśmy razem i ja nagle przestane to nie znaczy, że on musi 🙂 Ale na pewno będę mu serwować pyszne dania bez mięsa, może to jakoś go przekona. Niemniej jednak to trochę inna sytuacja i trochę źle bym się czuła mówiąc mu nagle, że albo mięso albo ja. Pewnie po pewnym czasie sam zauważyłby benefity tej diety i pewnie sam by mięso ograniczył ale na pewno nie byłby „fanatykiem” i nie dopisałby do tego żadnej „ideologii”. No i nigdy nie zrezygnowałby z kebaba, steka i hamburgera (teraz tak pisze, mam nadzieję, że się mylę :))

    W każdym razie rozumiem o co ci chodzi, moja rodzina jest liberalna na maxa i do talerza nie zagląda, a jego musiałaby się dostosować bo jestem chyba w ich domu trochę autorytetem czy jak to tam nazwać. Ale sytuacje, ktróe opisujesz znam i najnormalniej na świecie zgadzam się i rozumiem.

  4. Mięso do mojej wegańskiej lodówki przywlokła moja kocica;) wiedziałam na co się decyduję biorąc kota – kot jest w pakiecie z mięsem, to jej naturalne pożywienie i nie mogę z tym dyskutować. Czułabym się jak hipokrytka odżywiając się zdrowo, jedząc nieprzetworzone produkty, warzywa, owoce, ogółem vegefitsuperfoods, i karmiąc moją ukochaną koteczkę paszą dla kur – khemm… wege karmą dla kota.

    Teraz też nie jest idealnie, bo je surowe mięso plus mięsną suchą karmę, ale niedługo karma pójdzie w odstawkę i wjedzie BARF czyli mięsne mieszanki z suplementami. Nie ma lepszej diety dla kota, więc pragnąc kota zaakceptowałam mięso w moim życiu. Pierwszy raz byłam w mięsnym, pierwszy raz w ogóle stykałam się z mięsem po zakupie mojej kotki. I nie powiem żeby to było miłe spotkanie, ale takie są konsekwencje moich wyborów. Zakładam rękawiczki i jadę z koksem. Może dlatego łatwiej mi zaakceptować miesożerców w moim życiu, ale dla żadnego nie poszłabym do mięsnego ani nie usmażyła kotleta;) tylko moja futrzasta dziewczyna ma takie przywileje. Niedługo pojawi się druga kocia dziewczynka, prawdziwy girls gang;) i ilość mięsa wzrośnie. Kolejna konsekwencja moich decyzji.

    Za to nie odpowiadam za decyzje innych ludzi, nie zaglądam im w lodówkę i nie pozwalam robić tego sobie. Kto zna mnie osobiście ten wie, że nie ma opcji żeby nagabywać mnie na temat jedzenie czy innych moich wyborów. Dlatego problemy, które wymieniłaś mnie nie dotyczą, ale mogą być bardzo uciążliwe lub nawet bolesne wśród osób, które są bardziej wrażliwe (khemm… nie żebym nie miała w sobie krzty wrażliwości;))

    Zgadzam się z Tobą z całego serca w jednym – osoby, które dzielą wspólne wartości, przekonania, styl życia o wiele łatwiej tworzą zgrany związek. Ciągłe brnięcie pod górkę może zamęczyć i zadusić każdy związek. Potrzeba wspólnej wizji złożonej z kawałka świata jednej i drugiej osoby, równowagi i wspólnych chęci. Trzeba samemu stworzyć podstawy, które w związkach opartych na wspólnych zasadach i wartościach „tworzą się same”. Trudna to sztuka, jeszcze nie wiem czy możliwa czy niemożliwa.

  5. Hej ! Fajny tekst. W sumie nigdy nie stawialam tej kwestii az tak na ostrzu noza jak Ty. Fakt jest taki ze moj chlopak jest wegetarianinem, ex tez byl. Hakos po drodze zdazaly sie flirty z miesozernymi ale wiesz… bie przetrwali proby czasu. Chodzi o to, ze moj partner musi traktowac moje priorytety powaznie… a jesli sie z nich nabija to nie wazne czy chodzi o niejedzenie zwierzat, stosunek do religii, dzieci, aborcji czy rodzicow -nie jest mi z nim po drodze. Moj partner powinien stac po mojej stronie wobec innych ludzi, i ja chce stac po jego stronie. To wymaga szacunku i tolerancji. Nawet gdyby jadl to mieso to ma miec na uwadze moje dobro…ale coz. Faktem jest ze chlopak wegetarianin to ulatwienie, zaprasza na wesele i mowi ze juz wszystko zalatwil i 5 razy wypytal czy bedzie dla mnie/dla nas posilrk :-). Zero stresu, 100% troski i nie czujesz sie jak aljen bo wobe wszystkich jego miesozernych znajomych – jest nas dwoje i to on przyjmuje na klate wszystkie ciete riposty ;-). To ujmujace po prostu :-).

  6. Nie jestem wegetarianką, ani weganką tymbardziej. Jednak mięso jem stosunkowo rzadko, bo niewiele rzeczy mi z jego udziałem smakuje. Fajnie że czujesz iż dałabyś radę w takiej diecie żywić dziecko. Powiem jednak z perspektywy matki małego dziecka- bywają dzieci, które nie ruszą większości gotowanych czy surowych warzyw, owoców zresztą też.
    Moje na przykład bezwarunkowo toleruje tylko jajka, ziemniaki, makaron, chleb z masłem, sok, mleko, ser żółty, czasami uda się podać mu kawałek kotleta czy dobrej jakości parówki z keczupem. Trzeba trochę pogłówkować by znaleźć sposób na dostarczenie niezbędnych składników.
    No, reasumując, to nie jest takie proste w realizacji.

  7. Fajny tekst, uśmiechnęłam się kilka razy, znając przypadki z autopsji 😉
    Wegetarianką jetem od sama nie wiem.. nastu lat. Weganką jeszcze, pomimo kilku podejść, brakowało mi konsekwencji. ale nie o tym.

    Miałam kilku chłopaków, i tylko jeden z nich był wege. Ale nigdy nikt nie miał tym problemu. Podobnie jak zapraszano mnie na obiady czy posiedzenia domowe, nikt nie wydziwiał ani się na mnie nie patrzył jak na ufo. Zazwyczaj tylko spytali dlaczego, pokiwali głowami w niezrozumieniu, ale jakąś akceptacją status quo. Raz pamiętam, mama któregoś spytała się cichaczem „To co ona je ? Ryb nie? Owoce morza te nie? A ziemniaki?!” 😀

    Obecnie mój mąż jet nie wege, też. Ja jak najbardziej. A z racji, że to ja gotuję, je głównie rzeczy wegetariańskie, często też wegańskie. I bardzo mu smakują. Ale żeby go przekonywać na siłę, czy namawiać – nie. Mnie śmieszy czasami , że zatwardziały mięsożerca uwielbia pesto z pokrzywy, zakochał się w sejtanie i wielu innych rzeczach 😉 Ale trudno, żeby nie – skoro są po prostu dobre – a ja uwielbiam gotować; )
    Tutaj chodzi chyba o akceptację takich a nie innych wyborów człowieka i szacunek do siebie.
    I nie, nie lubię smrodu kiełbasy w lodówce – dlatego zawsze musi być zamknięta w specjalnym pudelku. Ale skoro on lubi, to nie będę kręcić nosem i marudzić, że zwłoki przynosi do domu.

    Fajnei jest nie wytykać sobie, co kto ma na talerzu 😀

  8. lubietofu

    jestem weganka trzeci rok. mieszkam w warszawie. jeszcze nigdy w zyciu nie poznalam wegetarianina a weganina to hoho chyba w snach. niestey faceci maja tendencje do laczenia faktu jedzenia padliny z przedluzeniem meskosci. smutne i zalosne.

  9. Nie jem mięsa od 9-10 lat. Ze swoim facetem jestem 7,5 roku. On je mięso, ale od kiedy żyjemy razem zdarza się to coraz rzadziej. Nie przeszkadza mi to ani trochę, bo kiedy się kocha, to nie patrzy się na „wady” drugiej osoby, a mój Kuba coraz więcej z diety wege przejmuje, smakuje, lubi. Może kiedyś też przestanie jeść mięso, może będzie chciał podawać naszym dzieciom kurczaka. Według mnie każdy ma prawo do wolności w każdym aspekcie życia, dlatego wiem też, że pozwolę moim dzieciom próbować mięso, aby same zdecydowały, czy to ich smaki. Nie mam zamiaru kilkuletniego dziecka w piekarni okłamywać, że „w tej bułeczce wcale nie ma kiełbaski”, jak to zrobiła kiedyś moja znajoma, kiedy jej córka chciała właśnie bułeczkę z kiełbaską. Powiem więcej: sama Kubie kupuję wędlinę i kurczaka, żeby nie jadł shitu z marketu, tylko mniejszy shit z Kleparza. Wprawdzie ręką tego nie dotknę, bo mnie obrzydza, ale nie mam problemu, żeby pomieszać mu to na patelni, lub nałożyć nożem na kanapkę. Pewnie, że chciałabym faceta bezmięsnego, nawet weganina, bo wtedy z łatwością sama bym przeszła na taką dietę, ale mam takiego i cieszę się z tego niesamowicie, bo jest wspaniałym facetem, a jego miłość, troska o mnie, cierpliwość, poczucie humoru i brak nałogów rekompensują jego nawyki żywieniowe. Teściów też przerabiałam i zupę niby nie na mięsie i wybieranie mięsa z sosu i wmawianie, że tam mięsa nie ma- On zawsze był po mojej stronie, a teraz oni mieszkają daleko i nie mają wpływu żadnego na nasze wspólne życie;)

  10. Jestem wegetarianką z ciągłym ‚myśleniem’ o weganizmie, mój partner niestety je mięso i zdarzało mu się znosić do domu padlinę, ale w takich ilościach, że starałam się to zaakceptować. Mam tak samo jak Ty, lubię gotować i robię to chętnie więc nie ma problemu pt. „o jeżu umrę z głodu, mam niedobór białka o jeżu jeżu jak ja będę trenował”. Jednak wczoraj usłyszałam magiczne ” od poniedziałku nie jem mięsa” Tyle radości! <3 Co do znajomych, to nie wchodzimy sobie w paradę i ja zawsze mam swoje jedzenie ze sobą, oczywiście każdy koniecznie MUSI wtedy spróbować. Z rodziną gorzej, jeszcze mama akceptuje sama je mało mięsa i mi nie podtyka, ale cała reszta, cóż co wizyta mam wykład, bo przecież oni wiedzą lepiej 🙂 Natomiast o dziwo teściowie w 100% akceptują nawet dziadkowie partnera mego, i zawsze zadziwiają mnie kolejnymi potrawami w 100% wege a czasem nawet i vegan! 🙂
    P.S. Raz miałam sytuacje, w której zaprosiłam same panny na małe party i usłyszałam od jednej, hmm a czegoś do jedzenia dla "NORMALNYCH" ludzi nie masz? W spotkaniu rewanżowym u niej, na stole stał tylko smalec, ogórki i hmm tatar, pycha 🙂 Już u siebie nie bywamy ;P

  11. Ja aktualnie jem mięso i duże ilości jaj, chociaż większość mojego życia przebujałam się jako niemal wegetarianka (mięso… raz do roku? coś takiego). Dla mnie jednak sprawą życia i śmierci (czyli zdrowia) jest to, żeby pochodziło od lokalnych, certyfikowanych hodowców, więc siłą rzeczy (a raczej majętności) jem go nadal stosunkowo mało. Jednak moje kryteria zarówno dla znajomych mięsożernych, jak i wege, są często postrzegane jako ortoreksja („no, eko-sreko ci się zachciewa”, „to już nie możesz normalnie zjeść?”, itp.). Nie jem nabiału (jajka to nie nabiał – to tak dla tych, co je do nabiału klasyfikują), nie jem glutenu (nie toleruję), nie jem cukru, nie jem rzeczy z puszek (wyjątek – mleko kokosowe), za to pochłaniam ogromne ilości warzyw i skromne ilości owoców. Przed wykluczeniem gluta próbowałam przejść na weganizm, ale mój organizm jednak tego nie chciał – ciągle byłam głodna, napuchnięta i inne niemiłe historie. Po odrzuceniu gluta, cukru i nabiału w styczniu odżyłam, ale przez to doskonale rozumiem Twoje obawy odnośnie nachalnych mięsożerców – spotykam się z „takimi” komentarzami cały czas – „jak raz zjesz to nic ci się nie stanie”, „widziwiasz”, „to już nigdzie nie można z tobą iść”, „no ale to browara się nie napijesz?”, „to co ty jesz?”, „jak nie zrobiłaś sobie badania na celiaklię to na pewno twoja fanaberia” itpd.

    I zgadzam się, że łatwiej, a zapewne i przyjemnie, być w związku z kimś, kto ma podobne poglądy, a przynajmniej z kimś, kto cię wspiera (bo wymaganie od przyszłego chłopaka, żeby nie jadł glutenu, bo ja nie jem, mija się z celem – nie dostaję reakcji alergicznych od używania wspólnych naczyń, więc no problem). Cieszę się też, że mam kilku znajomych na bezglucie, którzy jak ja jedzą nieprzetworzoną żywność. Idę czasem do nich, żeby poczuć ulgę 😉

  12. Patryszka

    Kilku moich pierwszych chłopaków traktowało mój wegetarianizm jako fanaberię. O ile przy pierwszym zaczynał on dopiero raczkować, więc wszystkie docinki i komentarze traktowałam jako nieuniknione i normalne, o tyle przy drugim, gdy moja niedoszła teściowa powiedziała, że jestem nienormalna, a sam książę zabrał mnie na randkę do KFC powiedziałam PAS. Co prawda wchodząc w związek z moim obecnym chłopakiem nie brałam względów żywieniowych pod uwagę,ale z ogromną ulgą przyjęłam fakt, że trójka jego rodzeństwa jest wege, a on sam, mimo że od czasu do czasu je mięso, to spokojnie może bez niego żyć. Mieszkamy razem z dwóją mięsożernych współlokatorów i jest to największy koszmar jaki mogłam sobie wyobrazić. Typowe samce, które pizze bez mięsa traktują jak orient, a w lodówce składują tony cuchnącego mięcha. Jestem z niego dumna, bo widzę jak smakują mu moje wszystkie wymysły i sam stara się kombinować 🙂 Od września planuję znaleźć wege mieszkanie, bo męczy mnie ciągłe tłumaczenie im, że nie zmuszam go niejedzenia mięsa, które próbują mu wciskać gdy tylko zniknę z pola widzenia, no i ten smród…. Na szczęście mój chłopak ma swój własny rozum i mam nadzieję, że pewnego dnia sam zdecyduje się na bycie wege, ja staram się powstrzymywać od indoktrynacji. Dzięki niemu już nie wyobrażam sobie bycia z typowym mięsożercą i w pełni Cię rozumiem.
    Bardzo lubię podczytywać Twojego bloga, widzę że się rozwijasz. Oby tak dalej! 🙂

  13. Jestem z moim chłopakiem od 4 lat,on je mięso. Ja nie jem od lat ok. 6. Zaczęło się od czystej przekory – wszyscy wokół twierdzili, że żyć bez jedzenie mięsa się nie da. Oczywiście, że się da, postanowiłam udowodnić to sobie i innym. Z biegiem lat coraz bardziej dojrzewałam w tym moim niejedzeniu mięsa, aż w końcu zostałam Wegetarianką – z przekonań, z wrażliwości, empatii, z pasji do zdrowego trybu życia i jedzenia. Skłaniam się coraz bardziej ku weganizmowi. Mój chłopak niby szanuje to, że zwierząt jeść nie chcę, jednak uważa, że weganizm „to już szaleństwo”. (Myślę, że to daje obraz temu jak powierzchowne jest to jego rozumienie tematu). W domu mięsa praktycznie nie mamy (on nie gotuje), czasami jakaś jego ryba przewinie się przez lodówkę. Mówi, że mięso jest okropnej jakości, że niezdrowo i że moje podejście do diety jest bardzo rozsądne… po czym stwierdza, że jednak on mięsa nie zarzuci, bo „zwierzęta jakby nie chciały być jedzone, to by nie były takie pyszne”. I co tu zrobić? Siłą nic nie wskuram, racjonalnych powodów zna pewnie więcej ode mnie (ma dużą wiedzę nt przemysłu pokarmowego itp.) Wybacz, że tak się rozpisałam, chyba poczułam potrzebę się troszkę wygadać. Nie mam niestety wokół siebie grupy wege-znajomych, czuję się nieco osamotniona w tym temacie. A fajnie by było jednak nie musieć się ze wszystkiego zawsze tłumaczyć samemu i znosić tych durnych dowcipów od Jego znajomych, typu „to co, dzisiaj zamawiasz kiełbasę?” (bo ile można?)

  14. Mam straszny borderline love-hate relationship z Twoim pisaniem. Myślę, o nowy post – nie czytam, znów się zoram pokładami agresji i czarno-białą wizją rzeczywistości. I tak sobie myśląc i tak właśnie wcale nieczytając nagle jestem w połowie posta 😀 You must be doing something right, missy!

  15. Hehe to co ja mam powiedzieć jak szukam witarianina, już o wegusa chyba łatwiej 😀
    U mnie ważne kryterium – no kids. Nie mówię, że to mi się nie zmieni, ale na tę chwilę nie planuję mieć potomstwa – nigdy 🙂 Daję szansę mięsożercom z otwartym umysłem – jest wtedy nadzieja, że właśnie z biegiem czasu sami z siebie zechcą jeść zdrowiej, bez mięsa. Wierzę jednak w cuda i czekam na mojego raw vegan handsome man, w końcu co dwóch „wariatów” to nie jeden 😀
    Znajomych nie zmuszam, ich wybór. Czasem jak są zainteresowani mogę podpowiedzieć co z czym:)

  16. Paulina

    Jestem w związku od 2,5 roku, wegeterianką od 7 miesięcy. Kiedy zmieniałam dietę, mieszkaliśmy razem i ten temat wałkowaliśmy wspólnie. On mnie rozumie, popiera, zgadza się, że to zdrowsze i w ogóle, ale mimo wszystko nie jest aż tak wkręcony w temat, aby powiedzieć sobie, że więcej już mięsa nie zje. Trochę własnie dlatego, że nie interesuje go zdrowe odżywianie, dbanie o siebie itd., a trochę dlatego, że jak to mówi „lubi mięso”. Nie skaczę na niego z nożami, kiedy to mówi, ale po cichu mam nadzieję, że za parę lat sam zacznie się interesować dietą i może wtedy zrozumie na 100%. Zazwyczaj i tak ja ustalam pomysły na obiad, więc wszystko jest wege. Nie przeszkadza mu to, ale raz na jakiś czas mu się przypomni, że tęskni za smakiem mięsa i np. dorzuca do swojej porcji. Ja w tym udziału nie biorę. Trochę mnie ucieszyło, kiedy ostatnio po kilkudniowym pobycie w swoim domu i codziennym jedzeniu mięsa, powiedział mi, że ma go dość.
    Czasem mi smutno, bo niby to wszystko popiera, ale kiedy ja brnę w temat i opowiadam mu o tym, że nie chcę kupować kosmetyków testowanych na zwierzętach, to już się ze mną nie zgadza, uważając wizję niewykorzystywania zwierząt w żadnej dziedzinie życia jako utopię. No i że przecież gdyby nie testy na zwierzętach, to nie doszlibyśmy do tego, co mamy.
    Także tego- różnie to bywa z facetami. Mam wrażenie, że oni jakoś mniej wchodzą w te tematy, bo „mięcho to męskość”, bo duża część po prostu nie dba o zdrowe odżywianie. Nie uogólniam, ale tak mi się wydaje.

  17. Mnie się wydaje logiczne, że jeśli wyznaję jakieś wartości, to szukam partnera, który je podziela. Szczególnie, jeśli chodzi o rzeczy fundamentalne.

    Dziwię się, że ludzie się Tobie dziwią. Jakoś nikogo nie zaskakuje, jeśli dziewczyna z ruchu pro-life nie umawia się z gościem od pro-choice…

  18. Blum

    Paulina – myślę, że to się zmienia i mężczyźni mają coraz więcej fajnych wzorców.

  19. Blum

    Kaśka – wychodzę z założenia, że nie przekonuję nieprzekonanych, a częstuję tych, co lubią być poczęstowani. Tym milej mi, że ktoś kto nie przepada jednak zostawia miłego komcia 😉 Że czarno białe widzenie świata to niestety wiem,ale że pokłady agresji to mnie szczerze zdumiałaś 🙂 Przecież ja tu się jawię oazą spokoju. Mój temperament nigdy nie jest tak lajtowy jak w tej przestrzeni tęczy i słońca :>

  20. Blum

    Caroline Constance – no właśnie o to mi chodzi. W Krakowie nikt nigdy nie robi mi kretyńskich komentarzy z powodu diety, raczej same miłe (ale bym chciała tak jeść, szkoda tylko że…) Ale już mój tata ogromnie przeżywa wszystkie moje restrykcje, chociaż ani nie zmuszam go żeby mi gotował, ani nie mam problemu żeby iść z nim na obiad tam gdzie chce. W końcu to Tata i przeżyję raz o frytkach. Natomiast ubolewanie nad tym jaka jestem biedna „że nie mogę” jest ogromne. Jak dowiedział się, że Surfer też na wegu to w ogóle uznał, że „popsułam chłopa” i jestem terrorystką.

  21. Blum

    Patryszka – dziękuję za miłe słowa. No i życzę wege domu 🙂

  22. Blum

    Lejdired – szanuję, ale się nie zgadzam 🙂 Uważam, że moja wolność jest ograniczona prawami innych, w tym zwierząt do życia. I wiadomo, że w sytuacjach ekstremalnych wybiorę swoje zdrowie, a nie życie zwierzęcia, ale póki mogę (a większość z nas może) żyć bez jedzenia zwierząt, uważam za swój moralny obowiązek powstrzymać się. Dlatego też nie karmiłabym dzieci mięsem, żeby rozszerzać ich horyzonty – jak dorosną to same być może spróbują, ale póki ja będe płacić za jedzenie i gotować to mowy nie ma. Z resztą sytuacja totalnie hipotetyczna, bo póki co potomków nie mam.

    Nie kupowałabym też ukochanej osobie zdrowszego mięsa zakładając, że sama nie jem go z powodów moralnych. Ale!

    Ale totalnie rozumiem, że są sytuacje, w których sam człowiek jest ważniejszy niż jego dieta. I chociaż nie chciałabym nigdy związku z mięsożercą, są dla mnie ważniejsze aspekty miłosnego związku. Właśnie te, o których piszesz 🙂 Swoją drogą musicie być fajną parą.

  23. Blum

    Lubietofu – wbijaj na feniu na grupę wegańska kulturystyka i fitness – tam jest taki tinder połączony z seksfotką, że nie tylko spotkasz wielu wegan z Wawy, ale nawet tych z najfajniejszymi klatami na świecie 😉 Wizualnie są wszyscy bardzo męscy 😉 Poza tym coraz więcej jest fajnych, bezmięsnych zajawkowiczów. Mega męskich, silnych, zaradnych. Nie sądzę, żeby weganizm czy wege było kojarzone z chuderlakami bladymi jak ściana, którzy przywiązują się na demonstracjach do drzew. Osobiście bardzo szanuję mężczyzn, którzy weszli na tę ścieżkę sami, bez pomocy swoich partnerek.

    Ale tych drugich oczywiście też. W tym Surferka <3 Z resztą jeden z moich byłych facetów również bez namawiania rzucił mięso jak byliśmy razem. O ile się nie mylę chyba nawet dalej jest wege, a nawet wiem, że poleca czasem mojego bloga 😉

  24. Blum

    Magda – może moja wypowiedź brzmi jak „nie lubię widoku i zapachu mięsa” ale tak naprawdę głównie chodzi mi o aspekt moralny. Nawet zakładając, że facet jest mega otwarty i zawsze szanuje moje potrzeby, zadawałabym sobie ciągle pytanie „no skoro rozumie, to czemu ciągle je?”. Jak pytam Surfera czemu jadł czesto mówi, że w dyskusjach był najbardziej gorliwym wegiem, bo totalnie rozumie ekonomiczne i etyczne znaczenie diety roślinnej. A jednak jej nie stosował z jakiegoś powodu i obstawiam wygodę. Teraz jednak się zmobilizował i nie je, muszę przyznać, że bardzo to sobie cenię i że ogromnie mi tym zaimponował.

    Niemniej gdyby był otwarty i szanował w 100% moje poglądy i „uczucia religijne”,a sam jadł pewnie nie przestałabym go kochać. Finalnie zakochujemy się w różnych osobach i póki jest w relacji szacunek i empatia, naprawdę wiele różnic się zmieści. 🙂

  25. No, ja trafiłam całkiem nieźle, abstrahując od przezabawnej historii początków naszego związku.
    Witek je mięso, aczkolwiek na pierwszej randce nie wiedząc, że jestem wege zaczął ubolewać nad krzywdą zwierząt, tego jak przeżywa ich cierpienie/śmierć np. w filmie, podczas, gdy trudniej utożsamić mu się z cierpieniem człowieka.
    Nooo, dobrze zaczyna, stwierdziłam w głowie. Powiedziałam, jakoś dość szybko, że jestem weganką, no i zaczął mi się tłumaczyć(nie, nie jestem z tych, którzy tłumaczenia by oczekiwali, nigdy nie cisnę niewegusów mimo, że wegetarianką jestem de facto od urodzenia) czemu mięso je i że je rzadko. Potem deklaracja, że przy mnie nie mógłby zjeść mięsa. Zasmakował u mnie koktajli na śniadanie i weszły na stałe do jego menu(czubek potrafi pić je przez cały dzień, ja raczej niee 😀 ).
    Rozmowa o wspólnym mieszkaniu, gdzie powiedziałam, że mieso, ok, ale nie ma szans, żebym mu je gotowała, będzie musiał sam, odpowiedź: „Eeee, przecież będziemy jedli po twojemu, no co ty?”.
    Wygląda to fajnie, wegańskie żarcie bardzo mu smakuje, na ostatni piknik zrobił przepyszne wegepasty.
    Z drugiej strony niestety nasze mieszkanie nie będzie bezmięsne, bo mamy psy, moje są na BARFie, moralnie ciężka sprawa, psy adoptowano-znalezione, więc pocieszam się tym, że celowo nie zwiększyłam popytu, blablabla. Marzę o upowszechnieniu mięsa drukowanego w drukarce 3D, o!
    Do znajomych mam szczęście, na palcach jednej ręki mogę policzyć jakieś docinki z tego powodu, są wege, vegan, niewege, bardzo często się tłumaczą z jedzenia mięsa, kiedy wspomnę, że jestem weganką. Do komentarzy typu „Ja bym nie mogła.”, „Ale bez sera?”, mam megadystans.

  26. Blum

    ElleEmvogue – wiadomo, że nie zagłodziłabym własnego dziecka. Pewnie kombinowałabym do upadłego z różnymi opcjami. Łatwo mi się wymądrzać, bo nie jestem matką. Domyślam się, że kiedy przychodzi za branie odpowiedzialności za zdrowie małego człowieka, trzeba spuścić z tonu i zawsze stawia się dziecko ponad zwierzętami. Z tym, że dla mnie dieta roślinna tożsama jest z dobrem. Na razie teoretyzuję, ale zachęca mnie fakt, że moja mama mówi, że gdyby sama teraz była w ciąży, to na bank i ciąża i okres karmienia i dzieciaki na wegu.

  27. Blum

    That girl – tak, myślę, że po prostu chodzi o zrozumienie w związku. No i nie wiem czy stawiam sprawy na ostrzu noża. Po prostu to dla mnie bardzo ważny aspekt mojego życia i w takim duchu chciałabym też wychowywać swoje dzieci, tak mieszkać, tak żyć. A jak mam z kims dzielić to życie to miło gdyby czuł tak samo, żebyśmy mogli cieszyć się tym razem. Za to od jakiegoś czasu nie piję i nie przeszkadza mi, że mój chłopak wybiera inaczej. Tak samo jak nie przeszkadza mi, że je fastfoody, a jemu że uprawiam dużo mniej sportu niż on. On znosi to, że jestem nieprzysiadalną introwertyczką (choć z trudem), a ja znosze jego ekstrawertyzm i wieczną potrzebę silnych bodźców (też z trudem). To nie są mimo wszystko dla nas fundamentalne sprawy. Ale te fundamentalne to np bycie wolnym od narkotyków, bycie w prawdziwie monogamicznym związku, szczerość, spora wolność osobista. Mnie też przeszkadzałoby gdyby palił. Ale oboje nie palimy.

  28. Blum

    Dee – Adek też je mięso. Czuję podobnie. Co prawda on je tylko chrupasy (ma uluboną i jedyną chyba karmę, po której nie ma rewolucji żołądkowych) no czaaasem mokre (ale rzadko je podaję bo kończy się to śmierdząco) niemniej jednak moja była kocica jadła gotowane mięcho. Jasne,że obrzydliwe i niewygodne dla mnie, ale kot to kot. W związku raczej chodzi mi o wspólne wartości, niekoniecznie o obrzydzenie. Bo może Surfera brzydzi fasolka szparagowa, a mnie parówka sojowa. No przecież sobie nawzajem nie zabronimy 🙂

  29. Blum

    FoxyLady – w Krakowie jest PEŁNO wegetarian! Ale w Szczecinie też znałam ich wielu. Poza tym faceci czesto przechodzą na wege kiedy się im uzmysłowi, że to dla nich dobre i poczują się lekko, będą regenerować się szybciej. Ale zmusić nikogo się nie zmusi.

    Znam kilka par gdzie laski są wege, a ich chłopcy nie. Żyją i się kochają.Ale jakby było w przypadku dzieci, tego nie wiem. Wtedy osobiste wybory przestają już być takie jednoosobowe 😉

  30. Blum

    Ada, zwierzaki to co innego. Ja wiem, że moralnie niefajne, ale ja jestem od dziecka wychowana ze zwierzakami, nie wyobrażam sobie bez. A facet fantastyczny <3 Otwarta głowa, ale pewnie i Twoja kuchnia zrobiła swoje. Ja mam podobną historię z otwartym umysłem męskim. żałuję tylko, że Surfer nie jest takim łakomczuchem niż ja.Przejadam go stukrotnie ;P A komentarze "ja bym tak nie mogła" nigdy mnie nie wkurzają. Ja przez lata mówiłam tak wszystkim sXe i mówiłam to z prawdziwą zazdrością więc traktuję takie gadki jako wyraz podziwu ahaha.

  31. Nie trzeba kochać stylu żeby docenić mesydż. Nie pisz że ‚niestety’czarno-biały – konstruujesz każdym wpisem konsekwentną wypowiedź w trwającej od początku świata dyskusji na temat ‚jak żyć’ 🙂 taka jest, ostra, emocjonalna i nieokrzesana i czytam ją chociaż czasem chce mi się wyć. Po te emocje tu przychodzę, mam zawsze gwarancję autentyczności Twojego głosu.

  32. Rudzielca

    To ja Was dziewczyny trochę uspokoję, jeśli chodzi o ciążę. Jestem w związku z mięsożercą 8,5 roku. Poznaliśmy, gdy byłam już wegetarianką i nigdy, przenigdy nie miał z tym problemu. Teraz jestem w ciąży i też nie słyszę od niego żadnych głupich tekstów. Mój facet zdaje sobie sprawę, że moja dieta jest dużo zdrowsza i bardziej zbilansowana, niż jego i że zapewniam dziecku wszystko co trzeba (co zresztą widać na każdym USG, bo Mała rośnie jak na drożdżach i ogólnie będzie sporym dzieckiem).
    Fakt problemem długo była rodzina mojego faceta. Nie wiem, chyba robili to specjalnie, ale na wszelkich proszonych obiadach, przez parę pierwszych lat, dostawałam talerz z mięsem, serwowany przez teściową/szwagierkę z tekstem „no, chyba przecież możesz zrobić wyjątek!”. Nie nie mogę. Na szczęście mój mięsożerca doskonale to rozumie i w takich przypadkach, to on zawsze robił awanturę. Teraz, z wielkim fochem, dostaję warzywa na parze 😉
    Do mięsa w lodówce się przyzwyczaiłam, zresztą zawsze miałam koty, więc i tak by w niej było. Moi panowie (facet i kot) mają swoją półkę na padlinę. Podobnie jest z deskami do krojenia itd. Mieszkamy razem 7 lat i nie ma z tym problemu. Posiłki też robimy sobie osobno, czasem on zje coś bezmięsnego. Początkowo teściowa czepiała się, dlaczego mu nie gotuję. Zawsze odpowiadałam, że ja przecież gotuję i to takie zdrowe i pyszne obiady, ale on to on jest uparty i musi sobie żyły zatykać tym śmierdzącym smażonym kotletem! Po paru razach odpuściła, bo nie miała się jak zmierzyć z tym prozdrowotnym argumentem – na jej wikcie teść miał pierwszy zawał w wieku 38 lat, teraz jest po bajpasach.
    I tu dochodzę do jedynego, moim zdaniem, minusa bycia z mięsożercą (pomijając różnice w poglądach, ale hej, nie każdy lubi wojować i nawracać. Ja nie lubię). Zwyczajnie boję się o jego zdrowie.

  33. Zgadzam się i podłączam do apelu. Szkoda tylko, że nie znam żadnego weganina płci męskiej, o wielu słyszałam, ale na żywo tego cudu jeszcze nie uświadczyłam. Z wegetarianinem też dość ciężko. Nie wiem jak to jest, bom przecież też z Krakowa, a ludzi wege znam ledwie kilku i to wyłącznie kobiety. Teraz szukam i szukam po pamięci i znaleźć nie mogę.

    Nie wierzę w zrozumienie bez wspólnej bazy doświadczeń, ani w związku, ani w ogóle.

  34. Żyję bez mięsa od ponad sześciu lat, z moim Lubym jesteśmy parą od pięciu. Na początku on nie rozumiał jak to tak mogę nie jeść mięsa (należy do gatunku typowych Wikingów – mięso, broda, mięso, rąbać drzewo, mięso, zamieszkajmy w Skandynawii, mięso, mięso, mięso) i miał nadzieję, że z czasem mi przejdzie i zacznę jeść mięso. Delikatnie sugerował, że może moje osłabienia są wynikiem braku mięsa itp. Przy okazji jasno dał mi do zrozumienia, że nie przejdzie dla mnie na wegetarianizm choćby nie wiem co. Na początku było mi przykro, że stawia mięso nade mną, ale potem sobie to przemyślałam i uświadomiłam sobie, że przecież ja też nie zrezygnowałabym z wegetarianizmu tylko dlatego, że on ma taki kaprys. Tak więc Wiking jadł swoje mięso, ja jadłam swoje wegetariańskie jedzenie i z czasem nauczyliśmy się z tym żyć. A kiedy moja rodzicielka robiła mi awantury „bo ty nic nie jesz, zaraz umrzesz i w ogóle jesteś taka i owaka” (wszystko z powodu wegetarianizmu), to właśnie On przytoczył taki argument opowiadający się za moim wegetarianizmem i za prawem do podejmowania własnych decyzji, że od tej pory mam spokój z mamą (ogólnie rodzina to akceptuje, tylko u jednej babci ograniczam się do picia herbaty, bo jest mistrzynią w dodawaniu smacu do wszystkiego).

    Nie przeszkadza mi to, że Luby je przy mnie kotlety i że jest wtedy szczęśliwy. A on nawet na chwilę nie krytykował mojego kilkumiesięcznego romansu z weganizmem. Powiem więcej, kiedy w jego lodówce była pustka, kilka razy skusił się na stuprocentowo wegańskie naleśniki, zjadł je ze smakiem i skomentował „tylko nie sypnij mnie przed kolegami” 😛 Nie mam problemu z trzymaniem mięsa w lodówce, a on nie ma problemu z przygotowywaniem mi wegetariańskich posiłków. I mimo różnicy w kwestii żywieniowej i światopoglądowej, uważam, że fajna z nas para.

    Wyznajemy zasadę „mój talerz – moja sprawa”.

    Kota też mam mięsożercę. Uważam, że nie mam prawa dyktować mu co ma jeść tylko dlatego, że ja czegoś nie jem.

    Tak naprawdę o wiele mniej przeszkadza mi to, że ktoś jest zatwardziałym mięsożercą, niż wegetarianie/ weganie zaglądający innym w talerz. Mam znajomą, która nie dość, że niesamowicie się obraziła/ sfrustrowała/ „jak śmiesz morderco!!!” gdy zrezygnowałam z weganizmu, to jeszcze ma ochotę zlinczować każdego, kto je mięso, ser, ryby, jajka itp (a najgorzej, jeżeli ktoś wraca do tych produktów po okresie weganizmu lub wegetarianizmu – jakby mogła, to by osobiście ukamieniowała tych wszystkich „grzeszników”).

    Dla mnie najważniejsze jest by nikt mi nie zaglądał w talerz, skoro sama tego nie robię 🙂

  35. Jestem wegetarianką od urodzenia i zakochałam się w mięsożercy, który po dwóch latach związku sam z siebie przeszedł na wegetarianizm 🙂 okazało się, że zawsze o tym myślał, ale wiedział jak się za to zabrać. Nie je mięsa już dwa lata 🙂

  36. Blum

    Ania Nałęcz – ale zazdroszczę bycia wege od urodzenia! Jak to się stało? Bardzo bym tak chciała być wychowana.
    No u mnie też trochę z resocjalizacji 😉 Myślę, że kobiety są dużą inspiracją dla mężczyzn. Az resztą takie gadanie, oni dla nas też.

  37. Blum

    Atta – to piękna historia. Fajny facet.

  38. Blum

    https://www.youtube.com/watch?v=nHVKKC2kfiY – powód dla którego moje dziecko będzie małym wegiem.

    Choć wiem, że rodzą się i takie potwory, które robią mniam, mniam i w ogóle nie przeraża je pochodzenie. Wtedy będzie to dla mnie wspaniała lekcja pokory 😀

  39. Mam to samo. Nie widzę sytuacji, gdy tłumaczę chłopakowi, dlaczego jedzenie innych gatunków jest złe, dlaczego picie mleka jest upośledzone i dlaczego uważam, że Biblia jest jedynie niezłym dziełem literackim, które garstka ludzi potraktowała na serio. Nie mam zamiaru tego robić mając w perspektywie poważną relację. Gdybym traktowała weganizm jedynie jako „dietę” i nie przekładała tego na inne dziedziny życia- w porządku, miałabym w nosie czy mój pan je czy nie je mięsa. Gdy wchodzimy w kwestie światopoglądowe- nie ma wała, aby to przeszło.

    Co do znajomych- nie mam ani jednego weganina w otoczeniu! Ogarnij jaki jest czad, gdy wszystkim się wydaje, że sobie coś wymyśliłam, a prawda wcale nie jest prawdą tylko wymysłem bandy znudzonych ludzi, którzy chcą drążyć studnię głębinową i uprzykrzać innym życie. YAY!

  40. Nie jem mięsa, ale chyba z innym podejściem, co umożliwia mi koegzystowanie z mięsożercami.
    Jako przyrodnika niezmiernie szokują mnie wykluczające się opinie wypowiadane jednym tchem przez te same dziewczyny: szacunek do przyrody, miłość do zwierząt, a jednocześnie mięso jest obrzydzające (wtf?), padliny nie dotknę etc.
    Obudźcie się księżniczki. Niestety (dla Was) natura to właśnie to mięso i krew. Żyły oraz ścięgna, a także stworzenia pożerające inne.
    Większość wypowiedzi w takim tonie jak powyżej jest dla mnie oburzająca i nie ma nic wspólnego z moralnością. Raczej z zahukaniem oraz przeświadczeniem, że przyroda to puchate króliczki i kotki.
    Miałam nic nie komentować, ale nóż w kieszeni mi się otworzył, gdy przeczytałam te wszystkie komentarze.

  41. Nie jestem wegetarianką i nie wiem, czy kiedyś zostanę, choć chyba bym chciała, ale już teraz wiem, że pod względem otoczenia może to nie być łatwe. Generalnie odkąd wzięłam swoją dietę we własne ręce, staram się ją ulepszać. Idzie mi to bardzo powoli – jeszcze lata miną, aż będę mogła powiedzieć, że odżywiam się zdrowo – ale w ten sposób mam pewność, że zmiany będą trwałe. Skok na głęboką wodę pewnie skończyłby się frustracją, a tak mogę sobie po kolei eliminować pewne produkty i znajdować zamienniki. Dużym krokiem była decyzja o unikaniu syropu glukozowo-fruktozowego. W sklepach przeżywałam szok, czytając składy i widząc, że jest on w prawie wszystkim. Ale alternatywy się znalazły, słodyczy praktycznie nie kupuję i nie czuję, żeby mi czegoś brakowało (no może poza Delicjami). Niedawno zrobiłam kolejny krok i przestałam kupować produkty z olejem palmowym i tłuszczami utwardzanymi. Gdy przejdę nad tym do porządku dziennego, to zastanowię się, co będzie następne. Jakaś podpowiedź? (tylko proszę nie wegetarianizm, na to jeszcze za wcześnie)

    Rozpisałam się z tym wstępem, a zmierzam do tego, że nie trzeba być weg(etari)aninem, żeby się musieć użerać z rodziną o dietę. Choć jem praktycznie wszystko, co nie zawiera powyższych rzeczy w składzie, moja rodzina uważa, że wydziwiam, że mam kuku na punkcie zdrowej diety, bo za każdym razem odmawiam cukierków, krakersów, batonów itd. Szczęśliwie mój chłopak także zrezygnował z tych składników równocześnie ze mną, a jego rodzina nie ma w zwyczaju wpychania jedzenia na siłę. Zobaczymy co będzie dalej 😉

  42. Blum

    Gośka – unikanie gazowanego picia i wszelkich słodzonych napojów (jeśli lubisz diety eliminacyjne, ja co jakiś czas zjem coś izsyropem glukozowo-fruktozowym itłuszczami trans, ale naprawdę pilnuję, żeby to było od święta). Do tego możesz sobie wprowadzić obligatoryjnie dużą porcję surowych warzyw/owoców dziennie. W formie szejka, sałatki, sałatkiowocowej, surówki itp.

  43. Blum

    Kat – po części masz rację, chodzi też pewnie o to, że DZIŚ mięso to nie natura i przyroda. Ostatecznie niebiegamy za gołębiamy rozszarpując im tętnice (easy as a pie w Krakowie) ale ubojnie to zwyczajnie fabryki śmierci.

    Szacunek do przyrody to z kolei świadomość, że jako wszystkożerca z rozumem i możliwościami, nie muszę szamać ciał innych zwierząt, żeby żyć. W związku z czym etycznie byłoby go unikać. Nasza miłość do zwierząt może być infantylna, bo żyjemy z tymi domowymi, a nie w dżungli. Z tej perspektywy draństwem jest kochać jedne,a zjadać inne (te niezaprzyjaźnione). Nie sądzę, żeby miłość do zwierząt dzikich była tu aż tak znacząca.Chociaż ufam, że większość wege/wegan byłaby poruszona oglądając film z wycinką lasów deszczowych np.

    Żyjemy w cywilizacji, mamy wanne pełne ciepłej wody i lodówki pełne szamy, po co niszczyć świat jeszcze bardziej? To przynajmniej moja postawa.

    A Ty? Czemu właściwie jesteś na diecie bezmięsnej? Wolnej od żył, ścięgien i zwierząt pożerających innych?

  44. Dzięki, Blum, za podpowiedź, ale akurat gazowanych i w ogóle słodzonych napojów od lat nie piję, tylko soki czasem, ale bez „polepszaczy”. Z porcjami warzyw – w sensie odpowiednią ich ilością – walczę i widzę, że mi to wchodzi w nawyk i jest coraz lepiej, żeby tylko jeszcze było widać efekty tej poprawy diety… A powiedz, czy masz ciśnienie, żeby wszystko, co jesz, było eko, organiczne i non-GMO, czy na luzie idziesz do osiedlowego warzywniaka albo biedry?

  45. Nie do końca.
    Chciałam po prostu zwrócić uwagę na to, że ten ‚obrzydliwy kawałek padliny’ był kiedyś żywym zwierzęciem. Jasne, karmionym nieodpowiednio, niewidzącym słońca, ale jednak zwierzęciem, które czuło. Mówienie, że nie zje się kawałka mięsa ze względów moralnych, a jednocześnie opowiadanie jak owo mięso jest obrzydliwe i śmierdzące zalatuje mi niezłym rozdwojeniem jaźni.
    Znam kilka wegetarianek, którzy gdzieś mają los przyrody, po prostu mięso je ‚obrzydza’. Same laski. Jak z nimi gadam, to mam ochotę z rozbiegu wejść w ścianę. Kilka komentarzy tutaj bardzo mi się z nimi skojarzyło.

    Jeśli miałabym stwierdzić co niszczy środowisko naturalne, to obstawiałabym, że ludzka chciwość i przemysł naftowy.

    Jestem na diecie bezmięsnej ponieważ nie godzę się na warunki, w jakich żyją zwierzęta hodowlane oraz na polską kulturę łowiectwa. Mięso mnie nie brzydzi i mogłabym je jeść, niestety nie strzelamy już z łuku do dzikich ssaków, którym jest wszystko jedno, czy zostaną zabite przez człowieka czy przez wilka.

    Polecam obejrzeć dokument „Szczęśliwi ludzie: rok w tajdze”, może trochę rozjaśni mój sposób myślenia (pomijając fakt, że to arcydzieło).

    PS. Chłopca też chciałabym mieć wege, ale to nie wymóg. I tak nie bardzo jest w czym wybierać 😉

  46. Blum

    Kat, – szanuję Twoje zdanie. Nie wypowiem się też za resztę komentujących, ale mnie mięso brzydzi od dziecka. Znane są rodzinne opowieści jak to mama faszerowała mnie mięskiem, a ja nie chciałam go połykać i chowałam między dziąsłami a policzkiem, żeby wypluć przy najbliższej okazji, co czasami wydawało się np w autobusie 🙂 Z całym szacunkiem dla zwierząt, ich rozczłonkowane ciało nie kojarzy mi się z żywą istotą pełną osobowości, a jest jego mrocznym zaprzeczeniem. Tak jak zwłoki człowieka też nie są dla mnie roztkliwiające, nie myślę wtedy o jego duszy, zwłaszcza gdybym zobaczyła np samą rękę.

    I chyba właśnie u mnie żywe zwierzę > martwe, śmierdzące, rozczłonkowane ciało = dieta pozbawiona mięsa.

    Ale to tylko ja 🙂

  47. Blum

    I co do facetów – no prawda! Na pewno lepiej mieć fanjnego w każdym innym względzie, który je mięso niż żadnego w imię idei. Miłość płata figle, stąd wspomniałam, że pewnie będę żoną rzeźnika przez tego posta 😉

  48. Blum

    Gośka – napisze niebawem posta o tym co ja jem i dlaczego. Dlatego też od poniedziałku codziennie na instagramie można zobaczyć moje obiady i inne posiłki.

  49. Byłam, przez rok z hakiem w związku z weganinem i co z tego, że grało w kwestii kuchni, skoro nie grało na innych płaszczyznach i nie dało się ze sobą wytrzymać ;P

    Od 3 lat jestem w związku z chłopakiem mocno mięsozernym – ale nie wmusza mi niczego, uważa, ze to moja sprawa, gdy idziemy gdzieś do knajpy sprawdza czy jest cos bezmięsnego dla mnie, był ze mną 2 razy w wegan knajpie(niedawno sie otworzyła) i mu smakowało…
    .. ALE zdaje sobie sprawę, że nie mam pełnego obrazu, bo nie mieszkamy razem, z racji odległości rzadko widuję jego rodzinę(a wiem, że ojcu jego nie odpowiada fakt mojego wegetarianizmu bo … obawia sie o moją płodność! 😀 😛 ) – tak wiec nie przyznaję się publicznie że nie chcę być matką, bo mnie „teść” skreśli całkiem 😉 .

    Mieszkam z rodzicami i z psem, mięso w lodówce mi nie straszne niemniej przygotowywać mięsnego posiłku nie umiem(zwegowałam się zanim nauczyłam sie gotować) i nie chcę się nauczyć- a kiedyś rozmawiałam z Mężczyzną Moją i on by jednak oczekiwał, ze skoro on mi serwuje wege obiadek, to ja go czasem podejmę polędwicą… cóż, muszę go rozczarować

    Natomiast uważam, że jak się chce to się da – nie mam zamiaru sie poddawać różnicom talerzowym, jak łaknąć bedzie mięsiwa to go zabiorę do restauracji.. a co będzie dalej? Się okaże w praniu 🙂

    Trzym się

  50. Blum

    Lidiu, fajna wypowiedź, dzięki,że dołożyłaś do tej dyskusji!

  51. też pisałam u siebie na blogu wpis w podobnym temacie, tylko ograniczony stricte do związków i… spotkałam się z niezrozumieniem nawet u wegetarian czy wegan. bo przecież miłość to coś więcej niż wspólne poglądy, a „to tylko jedzenie”. cóż, ja tak do tego nie podchodzę, co jasno we wpisie wyłuszczyłam… gdy poznałam mojego obecnego partnera, byłam wegetarianką, ale w głowie już kluł mi się od jakiegoś czasu weganizm, więc strasznie się ucieszyłam, że on jest weganinem! W naszym domu je się tylko wegańsko, z tym wyjątkiem, że koty, dla ich własnego zdrowia, jedzą normalnie, jak to koty, czyli mięsnie… Mój chłopak ma córkę – 11-letnią i u nas je ona wegańsko, nie kupujemy jej niczego odzwierzęcego, choć nieraz strasznie prosi i niemal płacze, ale dajemy jej wybór, nie wymuszamy na niej diety wegańskiej – jak jest u mamy (podział jest taki, że 2 tygodnie spędza u mamy, 2 tygodnie u nas), to może jeść jak chce, w gościach to samo, czy jak ktoś znajomy ją poczestuje, to jej wybó, bo jest już na tyle duża, że wymuzanie by dało skutek raczej odwrotny, a jednocześnie ona mniej więcej wie, z czym ten cały mięsno-nabiałowo-jajeczny biznes się wiąże… Ostatnio powiedziała, że zostaje wegetarianką, a w dalszej perspektywie ma zostanie weganką (ale po gimnazjum, bo w gimnazjum jest patologia i ona nie chce odstawać, hehe). Co do znajomych, to mam bardzo otwartych i to tak, że dla nich nie jest problemem posiłek bezmięsny, więc na obiad często chodzimy do stricte wege knajp (we Wrocławiu jest ich tyle, że nie muszę chodzić do tych nie-wege), a na kawę do kawiarni vegan friendly 🙂

  52. strawberrygirl

    A mnie zawsze dziwi to poczucie krzywdy wegetarian/wegan kiedy będąc gośćmi dostają, to co wszyscy, przy jednoczesnym żądaniu od swoich gości żeby dopasowali się do ich diety (‚nie przynoś mi mięsa do domu’, a czemu, skoro Ty przynosisz swój prowiant?) i tak jak ktoś może mieć odruch wymiotny na zapach mięsa, ktoś inny ma na niektóre gotowane warzywa, poza tym jakkolwiek by nie patrzeć, nie ma diety, która jest najzdrowsza dla każdego organizmu i czy wegetarianie tego chcą, czy nie, sa ludzie, których układ pokarmowy/wchłaniania po prostu nie radzi sobie na diecie warzywno-owocowej i mają takie niedobory, że grozi to w dużym stopniu zdrowiu, takze wszystkożerność nie musi wynikać ani z braku empatii, ani braku wiedzy, czy przyzwyczajenia. Zdarza się też, że zdeklarowana wegebabka, w ciąży odczuwa taki pociąg do mięsa, ze ją skręca ale ignoruje potrzeby organizmu, bo ona wie lepiej. Mądre to to nie jest ale uważam, że nikt nikomu nie powinien zaglądać do talerza, wiadomo też, ze jak się jest z kimś w związku, to powinno się dzielić wspólne poglądy na ważne aspekty życia ale grono znajomych, czy rodzina, czy rodzina partnera… tutaj trzeba kompromisów po prostu. A tak swoją droga nie spotkałam jeszcze człowieka wszystkożernego (nie ma ludzi mięsożernych), który by się zamykał tylko w kręgu znajomych, którzy podzielają jego dietę i deklarował, że nie mógłby być w związku z wegeludkiem, nie dziwi mnie więc, że wegeludki często sa traktowane jako dziwolągi z wegesekty, które chcą nawracać wszystkich na ‚tą lepszą, zieloną stronę’. Żeby nie było, sama byłam wegetarianką przez całe 5 lat ale już nie jestem, mam inne zdanie na temat zdrowej diety (i nie, nie króluje w niej mięso). Pozdrawiam 😉

  53. Bardzo dobre podejście. Najważniejsze to żyć zgodnie z tym, co jest dla Ciebie ważne i według tego dobierać sobie „elementy” rzeczywistości. Adaptować je świadomie. Ja siebie określam jako semi-wege (chociaż w zasadzie nie lubię tego określenia). Znaczy to mniej więcej tyle, że sama prawie nigdy nie kupuję mięsa, natomiast u rodziny czy gdzieś „w gościach” mogę zjeść. Ostatnio jednak taka postawa zaczęła mnie męczyć z „moralnego” punktu widzenia.Ile w niej mnie i moich przekonań, a ile po prostu uczucia „żeby nie było innym przykro jak odpierdolą kurczaka z dodatkami”.

    Najbliżej mi ideologicznie do weganizmu. Po obejrzeniu kilkdziesięciu filmów z farm mlecznych krów i przeczytaniu wielu materiałów na ten temat, myślę, że to jest mój ostateczny cel. Ale jest też druga strona medalu, strona zdrowotna. Niestety mam anemię i dużo innych problemów zdrowotnych, więc lekarz zalecił mi stopniowe zmiany i częste badania. Zaczęłam jakieś pół roku temu z tym „semi-weganizmem”. Teraz robię coraz więcej wegańskich potraw i odpowiednio dobieram suplementy, tak, żeby powiedzmy za kilka miesięcy całkowicie odstawić „bezboleśnie” mięso. Wyniki badań narazie są okej, więc walczę dalej!

    Jeśli chodzi o „kryterium” partnera, w moim wypadku to posiadanie dzieci. Nie mogłabym być z kimś, kto bezwarunkowo te dzieci chce mieć. Nie lubię dzieci i po prostu nie wytrzymałabym ze swoim.

  54. ciekawy artykul. przeszlam na wegetarianizm weganizmu opcji nie bylo) kiedy nikt o nim jeszcze nie slyszal w 92r. moj chlopak owczesny (bylismy bardzo mlodzi) szybko sie dolaczyl, wiec spedzilismy razem 10 lat wlasnie majac wspolny profil 🙂 choc juz dawno nie jestesmy para i teraz mam innego partnera, ktory je mieso, W miedzyczasie zaczelam jesc wegansko. Przez to ze nie mieszkamy razem musi sie dostosowac do mojej kuchni i dzieki temu je bardzo malo miesa. czasem przyniesie sobie szynke w plasterkach w pudeleczku, ktorego w koncu i tak nie zje. Surowego miesa nie pozwolilabym mu wlozyc do lodowki. Ciekawe co bedize jak zamieszkamy razem. 🙂

  55. Blum

    ivy Volf – u nas działą to tak, że mój mężczyzna jada mięso tylko na mieście.W domu nie miewamy nic i to jest dla mnie wielka ulga.

Dodaj komentarz