fot. Agnieszka Wanat
fot. Agnieszka Wanat

Potrafię kisić, potrafię upiec chleb, potrafię ugotować coś z niczego albo coś wykwintnego. Umiem dobierać kolory, pielęgnować rośliny i sprawiać, że wnętrze staje się przytulne. Jestem królową kreowania domowej atmosfery. Jeśli przychodzi jednak do sprzątania mam dwie lewe ręce. Tak. Jestem chujową panią domu w tym jednym aspekcie. Nie chodzi nawet o utrzymywanie porządku – to jest akurat łatwe i nawet lubię segregować rzeczy i odkładać je na swoje miejsce. Problemem jest sama czynność sprzątania – efektywnego ścierania kurzu, mycia podłóg, odkurzania, mycia okien. Mam wrażenie, że ja bardziej przearanżowuję kurz na różnego rodzaju powierzchniach – zamiast być brudne organicznie, teraz są po prostu pokryte szalonymi smugami. Kiedyś próbowałam być na diecie pudełkowej i nie chciałabym powtarzać tego doświadczenia. Chcę gotować w domu i lubię zadbać o tak osobistą rzecz samodzielnie. Kiedy chodzi jednak i sprzątanie, z radością wspierałam się profesjonalną pomocą.

fot. Agnieszka Wanat
fot. Agnieszka Wanat

Pani Maria sprząta tak, jak sprzątała moja matka, tylko, że nie ględzi, że ja jestem bezużyteczna. Pani Maria jest superbohaterką, która szast prast podnosi dywany, odkurza, ściera i ogarnia temat tak, że mucha nie siada. Co chyba nawet u pań sprzątających nie jest normą, bo kiedyś wysłała dziewczynę w zastępstwie, która sprzątała równie kiepsko, co ja – pracowała przez kilka godzin, ale efekt był beznadziejny. Naprawdę uważam, że do pewnych rzeczy trzeba mieć dryg. Obecnie nie mogę (pomijając sytuację pandemii) pozwolić sobie na taką pomoc, ale kiedy tylko znów będzie mnie na to stać, z radością oddam myszkanko pod władanie silnej ręki pani Marysi. Jednak nawet pani Maria nie zdejmuje ze mnie obowiązku ogarniania swojej przestrzeni. Kiedy jeszcze mogłam korzystać z jej usług bywała u nas dwa razy w miesiącu i po prostu sprzątała tak, jak ja nie potrafię. Jasnym jest, że nie da się odkurzać, ścierać kurzy, myć podłóg i robić resztę prac porządkowych dwa razy w miesiącu. Po prostu przez resztę dni robiłam to na swój niedoskonały sposób lub robił to mój partner (o wiele lepiej niż ja).

fo. Agnieszka Wanat
fot. Agnieszka Wanat

Dziś chcę podzielić się z Wami moimi małymi sztuczkami związanymi ze sprzątaniem. Nie będę pisać o pucowaniu od A do Z, bo w sprzątaniu jestem beznadziejna, ale mam kilka małych sposobów, żeby w domu było milej. Nawet pisząc te słowa czuję potrzebę usprawiedliwiania się, że marzę by móc korzystać z pomocy w domu. Dawno, dawno temu moja przyjaciółka z dzieciństwa skomentowała korzystanie z takich usług, jako wielkopaństwo i wykorzystywanie ludzi (!!!). Długo to we mnie siedziało. Teraz myślę, że było to niesprawiedliwe i że dotyczy tylko nas – kobiet. Nigdy nie słyszałam, żeby jakikolwiek mężczyzna był krytykowany za korzystanie z usług hydraulika lub pani sprzątającej. Jednocześnie kobiety chętnie krytykują inne „panie domu” jakby rola osoby sprzątającej była z góry przypisana i w dodatku, jakby każdy potrafił to robić. No cóż, ja nie potrafię sprzątać! Nie oznacza to, że tego nie robię, nie oznacza to, że żyję w brudzie, ale tak – oznacza to, że bardzo szanuję pracę osób, które szybko i skutecznie potrafią posprzątać i z wielką radością wydaję pieniądze na to, co leży poza strefą mojego geniuszu.

Myślę też o tym, jak wiele osób deprecjonuje takich pracowników. Ja tego nie robię, bo wiem, że mi za sprzątanie nikt by nie zapłacił.  Dziwię się, że potrzebowaliśmy epidemii, żeby zobaczyć, że praca umysłowa nie jest w niczym lepsza od pracy fizycznej. Dobry piekarz, hydraulik, majster, ogrodnik, sprzątacz, opiekun (dowolnej płci, nie zamierzam przypisywać poszczególnych zawodów do kobiet i mężczyzn) są nieocenieni. Tak, również osoba, która zbiera śmieci w parku i porządkuje zieleń. Tak, również ludzie, którzy zajmują się wywozem naszych śmieci. Pozostaję w głębokim szacunku do ludzi, którzy wykonują taką pracę i bardzo ich podziwiam.

fot. Agnieszka Wanat
fot. Agnieszka Wanat

Im mniej sama potrafię coś zrobić – tym bardziej szanuję tych, którzy umieją. Jednocześnie jestem z tych osób, które chcą umieć zrobić wokół siebie jak najwiecej. Może to znów moja wewnętrzna babacia, ale cenię sobie wiedzę o roślinach i umiejętność ich pielęgnacji, cieszę się, że potrafię dobrze i od podstaw gotować, umiem napalić w kozie, nie lubię szyć, ale potrafię zreperować swoje rzeczy i w miarę możliwości staram się potrafić sobie radzić samodzielnie w każdych okolicznościach (kiedyś uczyłam się podstaw hydrauliki z YouTube). Piszę o tym, bo z pewnością jest tu wiele osób, które lepiej niż ja radzą sobie ze sprzątaniem i liczę, że podzielicie się ze mną swoimi sposobami.

W tym wpisie podaruję sobie zatem rady, które znajdziecie na stronach osób, które uczą, jak sprzątać. Podrzucam tylko małe sztuczki, które sprawiają, że w domu jest milej!

wietrzenie pościeli

Być może wietrzenie pościeli i pomieszczeń jest kontrowersyjne przy tym, jak zanieczyszczone jest nasze powietrze. Prawda jednak jest taka, że nie wyobrażam sobie tego nie robić. Zarówno pościel, jak i ubrania lubię wietrzyć przez okno lub na balkonie. Słońce i wiatr dobrze działają na higienę. Pościel staram się zmieniać, co tydzień, a samą poszewkę na poduszkę nawet częściej (zapobiega to problemom z cerą).

pachnąca pościel

Odkąd nie używam konwencjonalnych płynów do płukania moje pranie nie pachnie. Czasem za tym tęsknię. Zrezygnowałam z płynów do płukania po tym, jak naczytałam się, co robią z pralką. Często wlewamy ich zbyt dużo, środki, które mają zmiękczać tkaniny pozostają w zakamarkach pralki i potrafią tam być pokarmem dla grzybów i pleśni. Staram się co jakiś czas uprać pralkę – wlewam butelkę octu bezpośrednio do bębna i dodaję kwasku cytrynowego. Nastawiam pustą pralkę na pranie w najwyższej temperaturze. Moje doświadczenie z wynajmowanych mieszkań jest jednak takie, że jeśli pralka już zagrzybiała gdzieś wewnątrz, często nawet takie zabiegi niewiele dają.

Mam też sporo obiekcji, co do syntetycznych zapachów używanych w płynach do płukania. Dlatego robię płyn do płukania samodzielnie. Przepis znajdziesz tu. Używam kwasku cytrynowego, bo nie tylko zmiękcza obrania, ale wpływa też dobrze na samą pralkę (kwasek cytrynowy jest super odkamieniaczem i sotosuję go również w czajniku).

Domowy płyn do płukania jest ok, ale zapach z olejków eterycznych szybko się ulatnia. Dlatego uprane ręczniki i pościel przekładam pachnącym mydełkiem.

sprzątanie

Kolejnym sposobem na ładny zapach w mieszkaniu bez użycia klasycznych odświeżaczy w areozolu lub kostkach jest ręcznie robiony sprej z olejkami eterycznymi. Do buteleczki z atomizerem dodaję różne olejki (ważne by nie używać pomarańczowych w barwie, jeśli pryska się jasne tkaniny) często o działaniu bakteriobójczym i spryskuję nim zasłony, poduszki lub pościel przed snem (wtedy najbardziej lubię po prostu sprej lawendowy).

spray z olejkami eterycznymi

Ja akurat używam butelek po hydrolatach z eco spa.

eco spa

Staram się też w miarę możliwości sprzątać w duchu less waste. Zużyte rękawice do demakijażu GLOV są zbyt małe by ścierać nimi kurze w mieszkaniu, ale sprawdzają się idealnie do odkurzania roślin. Kiedy kurz pokrywa liście roślinom nie jest łatwo. Można nie mieć ręki do kwiatów, ale jest przynajmniej kilka rodzajów roślin, które mają piękne ozdobne liście i nie wymadają zbyt dużo troski. O ile można zapomnieć je podlać, przynajmniej raz na miesiąc warto je odkurzyć.

sprzątanie zero waste
Zużytą rekawicę GLOV używam do pielęgnacji roślin.

Był moment, w którym eksperymentowałam ze sprzątaniem mieszkania octem, sodą, płatkami mydlanymi itp. Muszę jednak przyznać, że nie były to zadowalające metody. Mam wrażenie, że bardziej czyściło moje tarcie powierzchni gąbką niż same środki. Przeczytałam sto blogów o eko-sprzątaniu, ale ręcznie robione środki chemiczne nie okazały się satysfakcjonujące.

Od tego czasu staram się iść na kompromis i wybieram po prostu mniej szkodliwą chemię. Przetestowałam już trochę marek i na razie moją ulubioną jest Only Eco. Nie sprawdził się Frosch, a teraz testuję środki czystości od YOPE i na razie uważam je za skuteczne i ładnie pachnące.

Nie znam się na składach tych produktów, ale irytuje mnie, kiedy ktoś sprzedaje ocet z olejkiem eterycznym w słoiku, wysyła to przez  kuriera lub pocztę, kasuje za to sporo pieniędzy i udaje, że to eko. Dla mnie to zwykłe naciągactwo i greenwashing.

Wiele z Was poleca Balję – jestem bardzo ciekawa tych produktów i mam je na swojej liście do przetestowania. Robienie własnego proszku do zmywarek i proszku do prania skończyło się fiaskiem. Proszek do prania był nawet w porządku, ale strasznie się zbrylał (ponoć lepiej od razu użyć foremek do lodu i wrzucać kostki bezpośrednio do bębna). Proszek do zmywarki okazał się pomyłką – szkło szarzało, a naczynia były czyste do ok. 3 myć, potem magicznie zmywarka nie domywała naczyń i trzeba było użyć konwencjonalnej kostki, a potem znów można było stosować proszek, jeśli zacieki były akceptowalne. Jestem ciekawa czy faktycznie produkty z Bajli sprawdzą się lepiej.

Póki co mój kompromis to używać produktów kupnych, ale bliższych naturze i nie multiplikować niepotrzebnych – wszystkie odświeżacze, parafinowe pachnące świece, płyny do płukania poszły w dostawkę.

sprzątanie less waste
Aktualnie testuję środki czystości od YOPE i mogę polecić.

I ostatnia sztuczka! Podczas odkurzania zakraplam olejkiem eterycznym filtr odkurzacza (lubię takie, które dają poczucie świeżości – cytrusowe, drzewne albo np. eukaliptusowy). Dzięki temu po odkurzaniu nie pachnie kurzem tylko wybranym zapachem.

odkurzacz
Olejek zakraplam tu.

Mam też kilka produktów, które kiedyś zostały mi polecone lub podarowane przez bliskich i sprawdziły się super, więc chętnie polecę je dalej!

Magiczna gąbka – idealna do czyszczenia białych podeszw butów, łazienki i kuchni. Ponoć jest uwiebiana przez rodziców małych dzieci. Kupiłam ją w Rossmanie.

Mydełko odplamiające Dr. Reiner – zapiera się nim plamy. Udało mi się dzięki niemu uratować wełniany sweter z second handu, który był uplamiony czymś, co wyglądało na pomidorówkę.

Ściereczka absorbująca kolory – dorzuca się ją do prania. Dzięki niej można uprać w pracle np. czarną sukienkę z białym kołnierzykiem bez szarzenia bieli. Dobra do prania ubrań w paski lub nadruki.

To tyle z moich sposobów. Chętnie poznam Wasze. Zwłaszcza te w duchu less waste/zero waste. Chciałabym żeby dbanie o porządek w domu było proste i angażujące możliwie mało środków.


Wspieraj Blimsien na Patronite + odbierz dostęp do comiesięcznych listów, sekretnych nagrań i grup na Facebooku. Szczegóły poznasz klikając w poniższy baner:

baner

...

17 komentarzy

  1. Moją pracą była sprzedaż tych właśnie słoików z octem, dławiąco sztucznych kompozycji zapachowych udających olejki eteryczne i innych nieadekwatnie kosztujących „eko” bubli. I był to także najistotniejszy powód do rezygnacji. Nie da się na dłuższą metę odpowiadać zainteresowanym informacją podaną przez producenta, mimo że jest tylko pobożnym życzeniem, a tym dopytującym dodawać własną opinię, ale okrojoną tak, by nie bojkotować swojej pracy, ale zachować przy tym twarz. Miało się to zarówno do środków czystości, jak i kosmetyków czy suplementów udających przyjazne człowiekowi i naturze. Jednak z moich wieloletnich obserwacji wyzyskująca tendencje polityka firmy to jedno, a wygodnictwo klientów – drugie. Spisywałam kiedyś ciekawe argumenty i wyszły mi ich setki, niestety, za tym, by zdecydować się na końcowy produkt, mimo że jest banalny do zrobienia samemu z tańszych półproduktów lub zwyczajnie absurdalny i nieskuteczny, ale dobrze zareklamowany. Oczywiście, były wyjątki z przeciwległego bieguna świadomości, a one są zawsze niesamowicie podnoszące na duchu, lecz są wciąż wyjątkami. Póki jest popyt, produkt będzie w obiegu i będzie zachętą do tworzenia mu podobnych.

    A co do końcówki Twojego bardzo zgrabnie ujętego tematu 🙂 Nie sprawdził się u mnie zupełnie Sodasan, nie przepadam za produktami marki Yope, Froscha lubię właściwie tylko pomarańczowego, używam go do mebli i jałowcowego do lodówki. Soda – nie do wszystkiego, bo podobnie smugi nie dają żyć, za to nie wyobrażam sobie domyć białej ceramicznej umywalki niczym innym. Galusowe mydełko odplamiające nie poradziło sobie z plamami po podkładzie i czekoladzie. Przy próbie reanimacji zapleśniałej pralki poległy boraksy, octy, kwaski, za to na jakiś czas poradziła sobie „tradycyjna” chemia.

    Jeszcze dodam od siebie tę polecaną rękawicę: https://www.rossmann.pl/Produkt/Scierki-gabki-zmywaki-mopy/Jan-Niezbedny-rekawica-do-kurzu-i-siersci-1-szt,194114,8342

    I tipa na mole szafowe, by dorzucać do prania kawałek materiału skropiony obficie olejkiem cedrowym, nawet jeśli szybko się ulotni. Sama wieszam woreczki z solą gruboziarnistą skropioną tym olejkiem w szafie i lubię ją potem otwierać 🙂
    A poza tym pozdrawia Cię kolejna „chujowa pani domu” 🙂

  2. Blum

    Jaka chujowa! Tyle tipów! Ja uważam, że mi nic do tego, jak ktoś chce kupować ocet wymieszany z wodą w słoiku i płacić za to 20zł… za to sorry, ale to jest tak nieskuteczne i też jakieś po stronie sprzedawcy zwyczajnie nieuczciwe no. YOPE – płyn do podłóg mistrz moim zdaniem! Za to do kibelka tylko Domestos… i nie cieszy mnie to, że to trafia do rur. Pralka jak zapleśnieje to ciężko tak w realu przywrócić ją na serio-serio do żywych – octy i boraksy to raczej takie pralkowe spa na raz w miesiącu. A co do szafyi spiżarki… nigdy nie sprawdziło mi się nic takiego. W spiżarce motyw jest prosty – obczaić, co się do domu przyniosło i czy bez larw – przesypać wszystko do osobnych słoików. Jak się w jakimś coś wykluje – od razu wywalić, wymyć i zajrzeć do reszty. Co do moli odzieżowych swego czasu mieszkałam w mieszkaniu po starszej pani, w ktorym niestety takie mole latały – na szczęście nie miałam wtedy nic z wełny albo jedwabiu. Zjadły za to wełniany koc który leżał zwinięty w transporterze dla kota i… pędzel do włosów z naturalnego włosia. Brrr.

  3. Dzięki za ten post. Pomysł zakraplania filtra do odkurzacza olejkiem eterycznym – wow! Z pewnością przetestuję.

  4. Nie mam żadnych aspiracji, aby nią nie być 😀 Kiedyś znalazłam na swoich ciuchach, nawet nie z naturalnych włókien, ale tylko ich domieszkami, larwy moli, a taki widok to nie jest przyjemna sprawa, później wszystko Cię swędzi na samo wspomnienie. Po wypraniu i rozwieszeniu cedru już wszystko jest ok.
    Kiedy producent jest uczciwy, nie tworzy się cała zbędna mitologia wokół produktu napędzająca zyski. Dobry produkt broni się sam. Inaczej powstaje lawina złudzeń 🙂

  5. Blum

    Czy ja wiem? Ja zawodowo wspieram tekstowo marki – często to są super produkty, ale ludzie znają się na tym, co robią, a nie na opowiadaniu historii – a ja lubię to robić i chętnie pomagam. Czym innym jednak jest dobre opowiedzenie o zaletach produktu czy sotry z jego powstawania, a czym innym ściema o tym, że woda z octem, która możesz wybełtać w słoiku po ogórach w domu to super cud produkt o_0 no ale to już chyba kwestia przyzwoitości ludzkiej, tak po prostu.

  6. Super opcja z tym zakraplaniem filtru do odkurzacza, wypróbuję przy najbliższej okazji. Skąd masz taką ładną pościel w roślinki? 🙂

  7. Siemka. Ja mam mega problem z kurzem i ostatnio wyczytałam, żeby po generalnym odkurzaniu wszystko jeszcze raz przemyć mieszanką wody z płynem antyelektrostatycznym i mam w planach przy najbliższym sprzątaniu to wypróbować! Oczywiście w planach jest od jakiegoś czasu zakup oczyszczacza powietrza (już zrobiłam gruby research wraz z rodzajami filtrów), ale ciagle przekładamy z nadzieją, że triki wyczytane z neta się w końcu sprawdzą. Sądzę jednak, że oczyszczacz będzie najskuteczniejszy w walce z kurzem.
    Do zmywarki chcę też przetestować kostki od 4 Szpaków.
    No u mnie niestety kret leci w odpływy raz na miesiąc 🙁 chyba nie ma eko sposobu żeby wypalić te resztki i włosy z rur.
    Dzięki za ten wpis, czekam na więcej!

  8. Jak dla mnie płacenie komuś za usługę sprzątania nie jest żadnym wykorzystywaniem bo obie strony na tym korzystają więc jeśli tylko ktoś może sobie na to pozwolić to jestem jak najbardziej za tym. A jak chodzi o patenty na sprzątanie to zwykle nie używam oddzielnych preparatów tylko używam płynu do mycia naczyń (czasem nawet szamponu który się nie sprawdził), sody oczyszczonej i olejków. No i kwasku lub cytryny. I wyrabiam w sobie nawyk, żeby codziennie ogarniać mieszkanie a przynajmniej jednego dnia posprzątać bardziej kuchnię, innego łazienkę itd. Mam silną tendencję do błyskawicznego generowania bałaganu:)

  9. Blum

    Czyli tylko nie ja myję kijowym szamponem wannę? 😀

  10. Nie jest to sposób eko ale warto raz na jakiś czas wrzucić do bębna pralki 2-3 tabletki do zmywarki i „zrobić pranie” na długim cyklu z wysoką temperaturą. Magiczne gąbki są super – odkryłam, że doskonale czyszczą niewielkie powierzchnie zabrudzonych ścian np. w przedpokoju (po niedbale odkładanych butach czy rzucanych na komodę torebkach).

  11. Mam podobne doświadczenia co do octowych prób mycia, ale kamień usuwa fenomenalnie i w czajniku i w toalecie. Mieszkałam kiedyś w miejscu gdzie strasznie osadzał się kamień w WC, że po kilku dniach wyglądał jakby pół roku był niemyty. Nic nie działało tak jak ocet z ciepłą wodą (często wlewałam ten ocet z wodą z odkamienianego czajnika 😉 łącze się w bólu co do nieumiejętności sprzątania, bo u mnie też sprzątanie leży – najbardziej mycie podłóg. Zamiatanie rozwiązaliśmy zaco (chińska wersja rumby) i bardzo polecam, chociaż przy małych dzieciach najpierw trzeba spędzić kwadrans na podnoszeniu klocków itd… ale wiadomo, nie trzeba spędzać kolejnego kwadransa na zamiatanie 🙂 natchnęłaś mnie z tą pościelą… Nigdy nie wietrzyłam, aż wstyd się przyznać. Wiosna idzie, taras jest, muszę wypróbować :)))

  12. Blum

    Lena – pokochasz wywietrzoną pościel! Jest taka świeża! A promienie słońca wpływają też na rozwój bakterii, grzybów i innego dziadostwa (tak samo zresztą powinno się wietrzyć rzeczy z wełny – tyle, że już lepiej nie w pełnym słońcu)

  13. Blum

    Te tabletki do zmywarki w pralce służą temu samemu, co mój sposób z upraniem pralki? 🙂

  14. Co do proszku do prania to używam Bio Wash firmy Biotley, bardzo tani, kupiłam na allegro. Pranie nie ma dziwnego zapaszku. A dodaję około 10-20 kropel (na proszek) olejku jakiegoś mocnego, mięta, drzewko herbaciane. Przynajmniej ładnie pachnie jak się suszy, bo potem to już raczej wietrzeje. Ale od czasu do czasu piorę też w tradycyjnych sklepowych proszkach, bo ten niektórych rzeczy nie dopiera. Dzięki za artykuł. Masz piękny dom! Widać zmysł estetyczny.

  15. Blum

    Dzięki za komentarz Ewo. No właśnie u mnie też olejek wietrzeje – zazwyczaj mi to nie przeszkadza, nie lubię mocno pachnieć, ale brakuje mi zapachu pościeli i ręczników 🙂

  16. Pościel wywietrzona na słońcu kojarzy mi się z dzieciństwem u babci. Uwielbiam. A sprzątać nie znoszę. Myślałam, że to może przychodzi z wiekiem ale niestety tak nie jest. Im jestem starsza tym bardziej kombinuje (m.in. angażuje męża i syna) żeby mniej sprzątać. A najbardziej chyba nie znoszę tzw. generalnego sprzątania, które przez lata moja mama próbowała mi wpoić. Dlatego sprzątam na bieżąco. Jak widzę, że gdzieś jest bałagan to po prostu ogarniam to miejsce. Sodę używam jako dodatek do proszku do zmywarek (wsypuje mniej proszku). Używam jej także do jako dodatek do prania ścierek kuchennych (wybiela, dezynfekuje dodatkowo pralkę). Poza tym raz na jakiś czas używam jej do odświeżenia materaca. Polecam zakup 1kg opakowania, wychodzi dużo taniej. Inne naturalne środki jakoś mnie nie zachwyciły, choć jeszcze kilka mam do wypróbowania. Zgodnie z duchem zero waste zrezygnowałam z ręczników papierowych. To duża zmiana bo kupowaliśmy tego tony. Teraz mam różne ściereczki wielorazowe. Zamieniłam też pronto na olejek do drewna(raz w tygodniu) i ścierkę z mikrofibry. Ograniczyłam też chemię do minimum. Kiedyś miałam płyny do wszystkiego.

Dodaj komentarz

.