kożuch ramoneska

Ostatnio uświadomiłam sobie, jak nudne zaczynają się robić moje miesięczne podsumowania. Właściwie tylko jem, ćwiczę, spaceruję z Luną i pochłaniam książki. Zmiana lokacji następuje pomiędzy mieszkaniem, miejskimi zielonymi wyspami (choć ciężko mówić, że są one zielone w lutym), a miejscem pracy. Znajomi wyjeżdżają za granicę, ale my jakoś nie. Pandemia trzyma nas w szachu i dość mocno się ograniczyliśmy. piesek w lesie

Więc dni mijały nam na podziwianiu mroźnej zimy. A ta w tym roku jest wyjątkowo zimą jak z obrazka. Bardzo to doceniam i się cieszę.

olejek CBD

W związku z moimi problemami zdrowotnymi, o których pisałam trochę w tekście o włosach (klik) próbuję za pomocą Ajurwedy i innych znanych mi metod ogarnąć stres. Takim sposobem jest między innymi terapia manualna. Chodzę do Marcina Ciecierskiego z Projekt Masaż (polecono mi ich) i bardzo go cenię, za to, że pracuje super delikatnie, ale bardzo skutecznie. Jest też niesamowicie empatyczny i nieustannie się uczy, co mnie bardzo cieszy. Namówiłam Marcina na pogadankę o tym, jak możemy zapanować nad stresem i o co chodzi z układem nerwowym. Możesz skorzystać i wysłuchać jej o tu (klik). Ostatnio będąc na wizycie u Marcina, by popracować z moim ciałem dowiedziałam się, że jest dużo lepiej niż było! Ciało jest o wiele mniej pospinane i chociaż pakuję stres w przeponę, to jest o niebo lepiej niż jeszcze rok temu. Teraz faktycznie o wiele więcej energi i uwagi wkładam w to, by o siebie zadbać. Regularnie praktykuję jogę i zażywam CBD (obie te rzeczy od listopada) – zapewne miały jakiś wpływ na ten relaks w ciałku. Jeśli chodzi o CBD korzystam nadal z Hemp Juice, czyli marki założonej przez moich sąsiadów, którą mi chętnie polecałyście. Profesjonalizm Marty robi na mnie wrażenie, możesz sama posłuchać i zastanowić się, czy jej zaufasz o tu (klik).

Z kodem Blimsien kupisz na stronie Hemp Juice wszystko o 15% taniej. Kod działa bezterminowo (tak jak lubię najbardziej) i jest afiliacyjny. Nie kupisz z nim zestawów, ale myślę, że 15% mniej na dowolne produkty i do tego z opcją, że jak je zużyjesz nadal będzie taniej to jest super opcja. Nie namawiam – zdecydujesz sama.

Skóra WWO balsam

Bardzo rzadko polecam kosmetyki z prostego powodu – w ogóle się na nich nie znam! Moja wysoko wrażliwa skóra reaguje podrażnieniami na różne produkty, nie umiem czytać składów, a moja rutyna pielęgnacyjna to trzymanie się planu pielęgnacyjnego wyznaczonego przez specjalistę. Inaczej jest ze skórą ciała. Ponieważ jestem WWO moja skóra, zwłaszcza pod koniec zimy lubi przyfoszyć. Chętnie się przesusza, piecze, jest ściągnięta i wymaga ojojania. Moja przyjaciółka i znajoma zajmująca się make up’em i kosmetykami poleciły mi obie ten balsam. Nie jest to najwydajniejszy balsam świata, ale nie ma zapachu, jest treściwy i faktycznie sprawia, że skóra przestaje swędzieć i szczypać. Właśnie kupiłam drugą tubkę, więc podaję to polecenie dalej, może komuś się przyda.

pies w samochodzie

Pandemia czy nie – Luna zawsze trzyma fason. Zazwyczaj, kiedy robię spontaniczne zdjęcia w domu lub samochodzie, Maharadża krzyczy „nieeeee, nie pokazuj tego ludziom, taki bałagan, no co tyyyy”. A ja uważam, że to w porządku. Wszyscy mamy bałagan, wozimy mopa w aucie, przedłużacz, mamy zasmarkane chusteczki w kieszeni i stos niepozmywanych naczyń od czasu do czasu. Jakkolwiek jest dla mnie oczywistym, że nikt nie zagląda do cudzych social mediów, by oglądać bałagan (jakby nie miał dość własnego) czy słuchać narzekań, ale od dawna już wiemy, że tworzenie światów równoległych nie jest korzystne dla nikogo. Ani ja nie chcę udawać lepszej wersji siebie (pisałam o tym TU), ani udawać, że mam życie jak z żurnala.

Rzeczy, o których nie rozmawiałyśmy, kiedy byłyśmy dziewczynami

A ponieważ dużo ostatnio czytam, a mam mało interakcji społecznych, poczułam wielką potrzebę recenzowania książek. Jeszcze nie wiem, czy w formie krótkich livów na IG, krótkich podcastów na Spotify czy w Clubhouse, tak, żebyśmy mogły sobie o danej książce porozmawiać, a nie tylko wysłuchać mnie. W lutym chcę Wam pokazać Rzeczy, o których nie rozmawiałyśmy, kiedy byłyśmy dziewczynami – brałam ją z półki w księgarni z drżeniem rąk. Bałam się, że będzie mocna, że mnie zmiażdży, ale nic takiego się nie stało. Autorka jest niesamowicie irytująca, nie jestem pewna czy po prostu – bo tak jest, czy dlatego, że pokazuje mi coś we mnie, czego nie lubię, czy może to wina infantylnego tłumaczenia. Nie chciałabym jednak zniechęcać Was do chwycenia za tę książkę.

Jako jej największą wartość widzę fakt, że precyzyjnie pokazuje czym gwałt jest. W Polsce nadal uważa się, że gwałt to jakaś wyjątkowo brutalna fizycznie sytuacja, gdzie predator dominuje biedną, bezbronną kobietę (która mimo wszystko stara się obronić). Jakże rzadko mówi się, że gwałtu można doświadczyć z rąk normika, nerda, pryszczatego nastolatka, odrzuconego kochanka, własnego chłopaka czy męża lub kolegi ze wspólnej paczki znajomych. Jak często gwałci nas ktoś, kto ma nas bezpiecznie odstawić do domu, kto wykorzystuje nasze odurzenie, rozwalenie psychiczne, depresję, moment po rozstaniu? Kto uderza wtedy, gdy jesteśmy słabe, bo gdy jesteśmy w swojej mocy, nie miałby u nas szans? Jak często gwałty dzieją się w rowach, krzakach, bramach, a jak często w akademiku, sypialni rodziców kumpla, a w końcu w naszym własnym łóżku?

Czy osoba, która doświadcza gwałtu, wrzeszczy, kopie, pluje i drapie pazurami? Zazwyczaj nie. Zazwyczaj się zamraża, zapada w sobie. Dlaczego „przypomina” sobie o sprawie wiele lat później? Często dlatego, że sprawcę zna i lubi. Chroni go w swojej głowie, tłumaczy, próbuje całą sytuację zracjonalizować. Myślałam, że tę książkę sprzedam na swoim koncie na Vinted, ale teraz myślę, że dołączy ona do akcji mojego kolegi.

Akcja polega na tym, że książki, które mogą pomóc kształtować świadome, empatyczne społeczeństwo są za darmo przekazywane komuś znajomemu (lub nie) z adnotacją, że po przeczytaniu mają ruszyć w świat do kolejnej osoby, a ona ma je podać dalej. Oczywiście tę książkę chciałabym podarować jakiemuś mężczyźnie i tak też chyba zrobię. Zachęcam Was do przyłączenia się do tego pomysłu. To jeden ze sposobów, w jaki introwertyczne mole książkowe mogą zmienić świat!

kino Luna

Helmut Newton Piękno i bestia

Pierwsza wizyta w kinie od roku, ale cóż to za cudowny film! Helmut Newton jest mi znany nie od wczoraj. To mój ulubiony fotograf mody. Jego kobieta jest silna, monumentalna, piękna. Zdjęcia Newtona są hipnotyzujące, ale zatrzymać się tylko na fotografii byłoby żal. Nie wiedziałam, że Newton był w wieloletnim małżeństwie z June, nie wiedziałam, jak traktował swoje modelki ani jak pracował, że był Żydem i mieszkał w Berlinie przed wybuchem wojny a potem uciekał do Chin. Ten niegrzeczny chłopiec uwiódł mnie swoim urokiem, a muzyka w filmie postawiła kropkę nad i mojego ukontentowania. Spodoba się nie tylko osobom zainteresowanym fotografią czy modą. Ja poczułam tęskontę za zapachem sklepu papierniczego, struganiem ołówków i odwiedzaniem galerii. Czas wrócić do tworzenia!

ceramika warsztaty warszawa

W lutym próbowałam bezskutecznie zostawić swoje pieniądze w Trzask Ceramics (seria z tygrysem <3) oraz w Luz Ceramics, co skończyło się tylko niepotrzebnymi nerwami, że wchodzę na stronę szybko, jak rewolwerowiec w samo południe, a i tak wszystko wymiecione co do cna. Sfrustrowałam się i uznałam, że sama sobie ulepię. I ulepiłam – na bardzo kameralnych warsztatach ceramicznych w pracowni Paititi Holistic Store. I chociaż nie będzie różowego jak lukier szkliwienia, to będzie nakrapiany talerz.

smocza krew

Jeśli chodzi o produkty, które mi się sprawdziły, zachwyciło mnie działanie smoczej krwi. Niestety przyszło do mnie chyba wraz z klątwą, bo od tego czasu regularnie się ranię. Tak czy inaczej używamy smoczej krwi sporo, bo zimowe ręce są popękane, a ja dużo ostatnio gotuję, więc co chwilę, a to się się zatnę a to przytrę o tarkę. Więcej o smoczej krwi pisałam TU (klik), więc nie będę dublować. Jak widzicie ostatnio dużo u mnie rzeczy związanych z Paititi Store, ale to dlatego, że poznałam i bardzo polubiłam właścicielkę – to wspaniała dziewczyna i to samo mogę powiedzieć o jej produktach.

listy podłogowe remont

W wolnej chwili remontowaliśmy też myszkanko. Co prawda nadal jest milion rzeczy do zrobienia, ale w kuchni pojawiły się półki i listwy podłogowe. Mamy wspaniały piekarnik, co z kolei zaowocowało ciastem, które licznie piekłyście, a jeśli jeszcze nie miałyście okazji, to ja gorąco zachęcam. Przepis znajdziecie TU(klik).

park zimą

I kiedy już wydawało się, że zima będzie trwała wiecznie (co w tym roku wyjątkowo, by mi nie przeszkadzało), wraz z ciepłym słońcem i temperaturą 16 stopni pojawił się przedsmak wiosny.

kwiaty w wazonie

To co? Do usłyszenia w marcu.

 

...

5 komentarzy

  1. Polecam bardzo autobiografię Helmuta, świetnie napisana, z żartem nawet o trudnych sprawach, czytałam już jakiś czas temu, ale to jedna z tych co zapadają w pamięć 🙂

  2. Blum

    O nie… moja lista książek do przeczytania rośnie i rośnie! No ale mnie namówiłaś 🙂

Dodaj komentarz

.