ben&anna

Zazwyczaj nie zamieszczam postów o kosmetykach. Dzieje się tak trochę dlatego, że kosmetyki nie interesują mnie już tak bardzo, jak kiedyś, bo moja pielęgnacja jest naprawdę minimalistyczna. W tym roku, tak jak z resztą i w poprzednim, zostałam jednak ambasadorką targów Ekocuda i poproszono mnie o przygotowanie posta z moją relacją.

Cała zabawa polega na tym, że jak tylko pokazałam Wam moje zakupy na instagramie (który jest dla mnie o wiele wygodniejszy i bardziej intuicyjny) i jak tylko to zrobiłam, część z nich rozdałam! Resztę chciałam z kolei pokazać Wam w Prezentowniku 2018, czyli moim subiektywnym przewodniku po osiędbaniowych prezentach, ale no trudno… najwyżej będę Was tu odsyłać. Trochę też stało się dobrze, bo niektóre z moich zakupów są naprawdę kapitalne, a pewnie nie zebrałabym się, by o nich napisać.

Zacznijmy od ambasadorskiego prezentu, czyli kompletu kosmetyków marki Annabelle Minerals. Bez ściemy mogę chwalić, bo Annabelle używam, również kupując je za swoje pieniądze i to najlepsze minerały na świecie! Jak wiecie, maluję się bardzo sporadycznie, ale kiedy to robię, robię to właśnie minerałami i przetestowałam ich naprawdę wiele! Kryjący podkład tej marki, jest moim ulubionym, zwłaszcza kiedy pomieszam go z próbką rozświetlającego. W tym roku dostałam też dwa cienie (odcienie Ice Tea i Milkshake) których nie użyłam jeszcze ani razu, bo ja w ogóle nie umiem w cienie za bardzo. Podkładu w moim prezencie nie było, jest za to genialny sypki rozświetlacz, który pokochałam od pierwszego użycia (ale ja jestem shimmerową syrenką, przyznaję się) i róż w odcieniu Sunshine, który jest miłym zaskoczeniem! Zazwyczaj sypkie, mineralne róże albo zostawiają na mojej twarzy plamy, albo w ogóle ich nie widać. Ten jest wyjątkiem, a i kolor trafił idealnie w moją karnację.

Na targach chciałam więc dokupić mój ulubiony podkład, ale tyle osób polecało mi Pixie Cosmetics, że postanowiłam sprawdzić, czy nie upieram się przy Annabelle bez sensu. Wybrałam refil Amazon Gold Light Sunset i… no i pożałowałam. Praktycznie zero efektu na mojej twarzy plus odcień za jasny, mimo że celowo wybierałam go na targach, żeby nie musieć zgadywać przez internet, a pomagała mi skądinąd przemiła konsultantka marki Pixi.

W ambasadorskim podarku dostałam kosmetyki od marki Be Organic. Nie jestem w stanie zbyt wiele o nich napisać. Płyn micelarny i olej kokosowy oddałam od razu zaprzyjaźnionej gangsterce, bo nie używam żadnego z takich kosmetyków w mojej rutynie pielęgnacyjnej. Sobie zostawiłam balsam do ciała pachnący mango, peeling oraz krem do rąk. Ponieważ pracuję z wieloma markami kosmetycznymi, a moi przyjaciele wiedzą, że lubię peelingi i masła do ciała, mam stale zapas tych kosmetyków, bo od kogoś je dostaję. Dlatego z całego Be Organic pakietu, przetestowałam na razie krem do rąk, a krem do rąk jesienią i zimą jest ze mną zawsze. Ważne, żeby łatwo się wchłaniał, a jednocześnie był treściwy. W ciągu dnia ciągle myję ręce + piszę na papierze, pisze na komputerze, obsługuję telefon, głaszczę psa, gotuję… dużo robię dłońmi i nie chcę ani wytłuścić tego, co dotykam, ani żeby ciasto na makaron smakowało kremem do rąk, ani żeby psia sierść się do mnie przyklejała. Krem jednak nie może być też wodnisty i zbyt lekki, bo moja skóra szybko się wtedy wysusza. Tu mogę przyznać, że krem spisuje się dobrze i z pewnością kupię go sobie sama, jak tylko się skończy.

Najbardziej udane zakupy kosmetyczne tegorocznych targów Ekocuda pachniały lasem! Postawiłam sobie za cel kupić na targach rzeczy przemyślane lub innowacyjne, które będę mogła Wam polecić. No i ten dezodorant zdecydowanie polecam! Można go kupić w plastikowym opakowaniu lub ekologicznym, tekturowym, które wybrałam ja. To opakowanie jest fatalne! Sztyft się przesuwa, chowa, cuda na kiju się dzieją, no ale jest i tak milion razy przyjemniejszy niż naturalne dezodoranty w słoiczkach. Słoiczki są beznadziejne, zwłaszcza, kiedy ma się długie paznokcie!  Nordic Timber pchnie cedrowo. Nie jest antyperspirantem tylko sodowym dezodorantem, ale jestem niesamowicie zaskoczona jego wysoką skutecznością. Praktycznie w ogóle się nie pocę! Zapach jest przepiękny, niezbyt intensywny. Kupiłabym taki również mojemu Maharadży. Polecam gorąco tego zawodnika! Innym pięknie pachnącym kosmetykiem był balsam do brody Treser Niedźwiedzi marki Cyrulicy. Zdjęcia nie uświadczycie, zarówno balsam jak i grzebyczek do brody podróżują akutalnie z Maharadżą po Polsce, ale z pewnością uwzględnię je w Prezentowniku.

Bardzo się ucieszyłam, że nareszcie mogę poznać na żywo ludzi z Essences. Pewnie pamiętacie, że właścicielka powiedziała mi kiedyś na insta, że nie umiem w aromaterapię? Zamiast skrytykować mnie wtedy, zaczęłyśmy rozmawiać i efektem jest ten fantastyczny wywiad, w którym dowiecie się jak skutecznie stosować olejki eteryczne! Od Essences mam dyfuzor ultradźwiękowy i olejek grejpfrutowy, ale na targi poszłam do nich po herbatę! No i teraz żałuję, że Ekocuda prosiły o zbiorczego posta z mini relacją, bo ja o tych herbatach chcę napisać od zeszłego roku całkiem osobnego posta (może jeszcze się uda?). Wcześniej miałam od nich herbatę równoważącą doszę Vata! Była genialna, jeśli chodzi o uregulowanie trawienia i wyciszenie! Więcej o tym, jak wyregulować trawienie możesz przeczytać TU. Tym razem, chciałam kupić mieszankę Chakra Balancing, ale okazało się, że jak dotarłam, była już wyprzedana!!! Skusiłam się więc na mieszankę Księżycową. To herbatka łagodząca objawy PMS i pomocna w pierwszych dniach okresu, choć z tego, co wiem, pan z Essences również ją pija i ponoć bardzo go uspokaja. Druga herbata  Klitoria Ternateńska to jest jakiś żart, bo… pachnie starym kartoflem z piwnicy. Kto by to chciał pić? Ja! Ma piękny, fioletowy kolor i działa kojąco na układ nerwowy. Ja jestem znerwicowaną wiewiórką i potrzebuję takich wspomagaczy! Stoisko Essences było boskie, bo pachniało, można było popróbować herbat, powąchać olejki, pomacać dyfuzory! Polecam Wam serdecznie ten sklep.

Z innych rzeczy, które zawsze kupuję na targach kosmetycznych, są półkule kąpielowe od Ministerstwa Dobrego Mydła. Jako szczęśliwa posiadaczka wanny, nie mogę się oprzeć, żeby do moich zimowych rytuałów dodać pachnące cynamonem czy żółte od kwiatów nagietka kule. To jest takie kochane osiędbanie dla mojego ciałka. Kule również znajdziecie w Prezentowniku, często kupuję je na prezent, kiedy chcę komuś podarować coś małego, a jednocześnie dac mu znać, że jego dobrostan jest dla mnie ważny.


Lubię Ekocuda za to, że zawsze znajduję tam nowe produkty. W Krakowie miałam ulubione eko drogerie i mogłam od razu powąchać czy sprawdzić konsystencję planowanego zakupu. W Warszawie nadal nie znam takich miejsc, poza jednym sklepikiem na Chmielnej. Bardzo nie lubię kupować eko kosmetyków przez internet. Ciężko stwierdzić, czy coś jest tylko olejem z masłem shea, czy może naprawdę jest cudeńkiem. Nie ma opcji, by powąchać ani dobrać kolor. Dla mnie ważni też są ludzie. Lubię widzieć, kto stoi za kosmetykami, które planuję kupić. Zależy mi, żeby wspierać fajnych ludzi, którzy pracują z pasją. Dlatego za rok pewnie znów wpadnę na Ekocuda. Przyznaję, że dla mnie była to też idealna okazja, by kompletować prezenty dla bliskich mi osób.

P.S W związku z tym, mam nadzieję, że tego dziewczyny nie czytacie, a jeśli znajdziecie pod choinką, milcznie prosze taktownie 😉

Author

4 komentarze

  1. Dlaczego ludzie zaczynacie pisać/mówić w ten sposób ” że nie umiem w coś tam ” ?? skąd to się bierze? Przecież ani to gramatyczne, ani nie brzmi ładnie. Jakiś pseudo polskawy wychodzi z tej zbitki słów …

  2. Wszystko sponsored… Od razu wpis I autorka wpisu tracą bardzo na autentyczności. Kiedys lubiłam tu zaglądać ale odkąd reklamujesz produkty i marki mam dużą niechęć. Tylko rzeczy do kupienia, Ty i przepisy podpatrzone u kogoś. I żeby była jasność, ja Ciebie lubię (za to co kiedyś czytałam u Ciebie) tylko szkoda mi że idziesz w tym kierunku co wszyscy.

  3. Essences uwielbiam, Chakra Balancing to jest moc! Jednak Klitoria jest dla mnie nie do wypicia. Tak czy siak, uwielbiam
    tę markę i ich założycieli <3

  4. Blum

    Magda – jak widzisz tylko dwie rzeczy są w prezencie ambasadorskim, nie ukrywam tego i piszę, jak jest. Reszta to moje prywatne zakupy. Marki i produkty, które polecam to zawsze mój wybór i chyba od współpracy z KAVO nie miałam wpisów sponsorowanych. Są jednak rzeczy, które warto polecać, a ja bardzo się cieszę, że mamy tyle fajnych polskich marek i włączam je w pisanie bloga nie by nawiązywać współprace reklamowe, ale bo to dla mnie ważne, żeby wspierać małe, polskie firmy i się jaram, że nareszcie duże sieciówki przestały być wyznacznikiem fajności.

    Co do przepisów to mnie teraz obrażasz 🙂 Nigdy chyba nie postowałam tyle autorskich przepisów, co ostatnio. Przyznaję też, że skupiam się mocno na ciele, ale to jest teraz ze mną spójne i autentyczne, bo sama z własnym ciałem miałam duży problem i dużą uwagę przykładam teraz do jego dobrostanu.

    Obecnie moją ulubioną rzeczą na blogu są wywiady z ekspertami! To jest coś, co mnie pochłania.

    Nie chcę jednak, żeby mój komentarz miał wydźwięku odbijania piłeczki, dlatego bardzo chętnie posłucham co chciałabyś czytać. Jakie treści Cię tu przyciągały? Zarzucasz mi brak autentyczności, ale moje działania właśnie z niej wynikają. Mam dobre, spokojne życie i nie mam w sobie niepokojów czy sensualnych bóli, które mogłabym przerobić na osobiste teksty. Jestem… szczęśliwa, a to się nie sprzedaje. Planuję trochę impresji podróżniczych i jeszcze więcej eksperckich treści wokół osiędbania. Z pewnością jednak życie mnie jeszcze nie raz przemieli i materiału do twórczej pracy będzie po dostatkiem 😀

    Niemniej – czego Ci brakuje? Daj znać! Zawsze jestem otwarta na kulturalne komentarze i staram się je brać pod uwagę <3

    Pozdrawiam
    B.

Dodaj komentarz