1801354_10205165345802957_603766381391630289_oW zeszłym roku byłam bardzo sfrustrowana stanem relacji w moim życiu. Czułam jakby moje połączenie z ludźmi było gorsze niż PKP przed tuningiem. Jakbym jadła gumową bułę w McDonalds. Puste kalorie, nagłówki tabloidów, ple ple o niczym. Powiem Wam coś w tajemnicy przed wszelkimi guru zdrowego żywienia. Można jeść syf i oddychać syfem, ale jak masz źle zbilansowane relacje, prawdopodobnie będziesz otyły i niedożywiony jednocześnie. Duchowo oczywiście.

Ostatnio spotkałam kolesia, który twierdził że jest introwertykiem, ale podejrzewałam, że kłamie, bo ewidentnie wśród ludzi i w sytuacjach networkingowych czuł się jak ryba w wodzie. Powiedział mi, że jego sekretem jest po prostu zadawanie pytania „co ekscytującego ostatnio robiłeś?” w sytuacji kiedy poznaje się kogoś nowego. Ponoć pytanie takie wnosi świeżość i jednocześnie jest guzikiem skip intro gdzie ucinasz gadki o chorobach, pogodzie i mało sympatycznym szefie. Niektórzy zaczynają w ten sposób pisać książki. Od razu wrzucają Cię w sam środek akcji. Nie zmieniło to mojego podejścia do zawierania nowych znajomości. Nie chcę Was uczyć jak poznawać nowych ludzi i robić na nich wspaniałe pierwsze wrażenie. Nie ja. Jestem absolutnie nieporadna w kwestii zarówno jednego jak i drugiego. Ale nie mówmy o mnie, pomówmy o tym jak można zwykłą znajomość przemienić w coś specjalnego.

Kiedy myślę o relacjach i o tym jak ciężko spotkać autentycznie głębokie związki międzyludzkie, przychodzą mi do głowy pewne refleksje. Nie wszystkim spodoba się to co proponuję. Może niekoniecznie jest to dobry pomysł w pracy. Jest też szansa, że cała masa baranów (ups) którzy chcą gadać tylko o cenie masła i chleba i swoim chorym kręgosłupie, nie będzie miała ochoty na rozmowy od serca. Ale jeśli nie masz ochoty na social fast food i tak są na Twojej zakazanej liście.

PYTAJ O OSOBISTE SPRAWY

Kocham pytać ludzi o ich osobiste sprawy. Naprawdę o wiele bardziej interesuje mnie jakiego marzenia nie spełnili, czego się boją, jakich części ciała się brzydzą, czy śpiewają pod prysznicem, jaka kawa jest najlepszą kawą świata ich zdaniem niż o to „co słychać”. Nevermind the bollocks. To mój osobisty bzik żeby zadawać osobiste pytania. Ostatnio jednak przekonałam się o mocy bezpośrednich pytań w drugą stronę.

Mam pewnego znajomego, z którym zabawa zawsze jest dobra, nie jesteśmy jednak żadnymi przyjaciółmi, ani nawet bliskimi ziomeczkami. Po prostu gadamy od czasu do czasu i ślizgamy się po powierzchni różnych tematów. Żeby mieć znaczące relacje, nie można mieć ich dużo, część znajomych zostaje tylko znajomymi i nigdy nie wejdzie w orbitę przyjaźni. Inni są tylko satelitami. Kimś kogo nie masz na co dzień, ale kiedy już się widzicie to jakbyście dopiero co się pożegnali wczoraj. Ten znajomy nie należał do ani jednej ani drugiej grupy.

Ostatnio zdarzyło się tak, że zadał mi parę bardzo osobistych pytań. Pytań, których nie zadawał mi nikt. Pytań, które zadawałam sobie sama, ale nigdy nie powiedziałam pewnych rzeczy na głos. Nikomu. I nagle kiedy on mnie o to zapytał poczułam, że nie mogę oddychać, że strasznie chce mi się płakać, i że poruszył bolesne dla mnie tematy, które nie są do końca przetrawione. Jednak odpowiadając na te pytania wydarzyły się dwa cudy. Po pierwsze na głos powiedziałam rzeczy, które kisiły się we mnie od dawna i to przyniosło mi wielką ulgę. Po drugie, nie zostałam oceniona, tylko wysłuchana i to spowodowało moją wielką sympatię do tego człowieka. Po trzecie ta relacja nabrała dla mnie całkiem nowego wymiaru, bo ktoś zapytał o rzeczy, które są dla mnie bardzo ważne, więc teraz mam poczucie, że wie o mnie coś, ma kawałek mnie, który jest bardzo osobisty i intymny.

Drugi cud jest taki, że poczułam się zauważona. Totalnie widzialna. Odpowiedź na te pytania wytrąciła mnie z równowagi, ale też musiałam zdecydować czy zaufam temu człowiekowi czy nie. Zaufanie komuś w takiej chwili to jak rozebranie się do naga. Ten człowiek jest teraz dla mnie o wiele bardziej wyjątkowy niż był kiedy rozmawialiśmy od czasu do czasu, o tym i owym, a właściwie o niczym.

Co więcej, kiedy potem się zdzwoniliśmy powiedział „Wiesz, dziękuję. To dla mnie bardzo ważne. Dawno z nikim tak szczerze nie rozmawiałem”. Mam wrażenie, że połączyła nas oboje wdzięczność. Ja, bo zostałam zauważona i wysłuchana. On bo został obdarzony wielkim zaufaniem.

O tym jak bardzo potrzebne są OSOBISTE pytania możecie dowiedzieć się też na stronie HONY, Temat nie dotyczy tylko nas.Ważne żeby pytać ludzi, nigdy nie wiecie jak ważne są takie pytania, jak bardzo poruszają serce, ja wierzę nawet, że mogą uratować niejedno życie. Zobacz ile może zmienić zwykła rozmowa.

Ciekawa jestem jakie są Twoje sposoby, żeby wejść komuś głęboko pod skórę. Kiedy zwykła znajomość staje się dla Ciebie wyjątkowa? Czy masz opory żeby mówić o sobie i żeby pytać?

Author

13 komentarzy

  1. Piękne i poruszające. A myślałam, że się starzeję, bo zauważyłam, że męczą mnie te rozmowy o niczym na kropo korytarzu…

  2. Karolina

    Mnie też męczą rozmowy o niczym. Zadawanie ludziom osobistych pytań w sposób o którym piszesz jest moim odwiecznym marzeniem, którego chyba jeszcze nigdy nie miałam odwagi spełnić. A ponieważ po Twoich postach już nie raz coś w życiu zmieniłam, mam nadzieję że tak będzie i tym razem 🙂

  3. Hm, Blim, napisałam ci długaśnego maila, jesteś mistrzem jak to przeczytasz, ale tutaj jeszcze coś chciałam dodać na temat rozmów.
    Rozmawiajmy o książkach.
    Mam dwie znajome, z którymi prawie w ogóle się nie znamy. spotykamy się raz na tydzień albo rzadziej – w autobusie, wracając ze szkoły. Nigdy nie rozmawiałąm z tymi osobami dwiema, nie mam zielonego pojęcia, jakie mają życie… ale rozmawiamy o książkach i serialach. To czasem najlepiej spędzone pół godziny w moim tygodniu!
    Po kilku(nastu) takich przypadkowych spotkaniach zdałam sobie sprawę, że od miesięcy nie rozmawiałam z żadną z moich przyjaciółek o książkach. Więc zagadnęłam jedną, a teraz po tym tekście – napisałam do kolejnej przyjaciółki, z pytaniem czy czyta ostatnio jakąś książkę. Nie ma rozmowy „o niczym”, która wszystkich derenwuje i męczy. Jest rozmowa o czymś, książki to temat niewyczerpany, a jak się ma już jeden temat, kolejne przychodzą same 😀
    Boże, dopiero ty mi uświadomiłaś, że pytanie „co u ciebie” nie „pozwala temu komuś powiedzieć co chciałby mi powiedzieć” tylko… prowadzi do nikąd xD „- co tam? – nic. – aha.”
    Na prawdę muszę kompletnie przestać używać „cotam” 😉
    Pozdrawiam, Blim :*

  4. Blum

    Ash Alex Sugar – tak, pytanie „co tam” to to samo co „how are you?” nie jest to wbrew pozorom pytanie otwarte.

    Jak można by zapytać kogoś inaczej o jego dzień? Ja jeśli nie chcę słuchać marudzenia często pytam „co słychać dobrego u Ciebie?”. Ludzie wtedy się gimnastykują by znaleźć cokolwiek pozytywnego i móc to wymienić 🙂

  5. Mam WIELKIE opory, żeby mówić o sobie. Na dodatek jak już to zrobię, odpowiem na jakieś osobiste pytanie, nie ważąc słów, to wszyscy są zdziwieni, że w ogóle to zrobiłam, i że oczywiście moja odpowiedź jest „zawsze inna niż pozostałych” [chyba ludzi na Ziemi, ale tego nie drążę].
    Uwielbiam za to pytać. Uwielbiam słuchać, co mi ktoś może fascynującego o sobie powiedzieć. Ludzie to czują, więc mówią. I czują, że dalej to nigdzie nie pójdzie, bo gadułą nie jestem, a i o innych [źle] lubić nie lubię.
    Taka nierównowaga jest niebezpieczna, bo przez to ludzie którzy są dla mnie całkiem spoko znajomymi, czasem uważają mnie za swoją powiernicę i przyjaciółkę. Więc się staram też coś dać z siebie, żeby jednak te dysproporcje w zaufaniu zmniejszać. Cieszy mnie przeważnie sam fakt, że ktoś docenia, że czymś osobistym się podzieliłam, bo jest to łatwo zauważalny fakt, że rzadko to robię.

    Ależ się rozpisałam,
    buźka, Blim
    Lubię Cię czytać!

  6. Muszę przyznać, że tekst otworzył mi oczy na pewne sprawy. Od jakiegoś czasu czułam, że chciałabym mieć w swoim życiu głębokie relacje z ludźmi, ale chyba do końca nie zdawałam sobie sprawy, że żeby ktoś otworzył się przede mną, ja muszę być gotowa by otworzyć się przed nim.
    Do tej pory raczej nie lubiłam mówić o sobie i opowiadać o swoich osobistych doświadczeniach, krępowało mnie to. Powoli staram się jednak to zmieniać. Dziękuje Ci za ten tekst 🙂

  7. Też nie mogę zcierpieć rozmów o niczym, a niestety mieszkając na chwilę obecną w Irlandii przez takich rozmów codziennie muszę przejść baaardzo wiele. How are you? Jak ktoś umiera z bólu odpowie ci Not too bad a pytający nie pociągnie tematu. Przestałam chodzić swego czasu na przypadkowe imprezy bo każda nowo napotkana osoba zadawala mi takie same pytania. Jak długo w Irlandii? Pracujesz? Co robisz? Lubisz Irlandię? Masakra. Ale jakiś czas temu zauważyłam, że alienując się oduczyłam się rozmawiać z nowo napotkanymi ludźmi. Ślizgamy się po powierzchni. Jak u ciebie tak naturalnie wychodzi zadawanie intymnych pytań? Muszę na nowo nauczyć się gadać z sensem.

  8. Blum

    Esk – nie wiem czy wychodzi naturalnie. Niektórzy tego nie lubią i zapada cisza, bo naruszyłam ich granice. Ja sama mówię o sobie z łatwością, zupełnie w czym innym postrzegam intymność niż mówieniu o faktach czy nawet emocjach (chyba, że coś jest dla mnie wyjątkowo trudne).

    Zazwyczaj po prostu walę z grubej rury. Jedni to lubią, inni nie. Ja nie lubię tracić czasu na kuriozalne rozmówki o niczym. Jestem w tym kiepska, męczy mnie to niemiłosiernie i mam też wrażenie, że nie wnosi nic w moje życie. Mam w sobie naturalną ciekawość drugiego człowieka i lubię się rozpływać nad detalami, dlatego po prostu pytam!

    Komplementowanie też działa cuda!

  9. Tak, najbardziej lubię te głębsze rozmowy, kiedy o osobach, które wydaje mi się, że znam, dowiaduję się czegoś nowego. Ale zawsze trudno mi zacząć, nie każda chwila wydaje mi się dobra. Największy problem mam ze sformułowaniem pytania. Obrazowo to wygląda tak, że mam przed sobą ocean, chciałabym się dowiedzieć, ale… jak tu zacząć? Czasami udaje się jakoś przypadkiem, pewnie nie ma recepty na zajrzenie do wnętrza każdego ważniejszego dla mnie rozmówcy, ale chciałabym mieć z tym więcej łatwości. Co w tym pomaga?

  10. A ja bylam w stanie otworzyc sie tak naprawde tylko pzred swoja terapeutka, i to dopiero po ok 1,5 roku terapii! Ale jak juz sie odwazylam, to poszlo! To jest moc!

  11. Martyna

    Poruszanie prywatnych tematów w „luźnych” rozmowach nie do końca mnie przekonuje. Wyznaję zasadę: „Mój dom, moja twierdza” co wiąże się z tym, że do domu zapraszam tylko wybranych a jeżeli pojawia się ktoś obcy czuję niepokój. Tak samo mam z rozmowami. Pytam i odpowiadam na pytania: „Co dobrego u Ciebie się ostatnio wydarzyło? Co ekscytującego robiłaś?” ale nie mogę sobie nawet wyobrazić, że odpowiadam na pytanie dotykające bardzo prywatnych i intymnych spraw, które zadała „pierwsza z brzegu” osoba. Dlatego nie pytam koleżanki z pracy na co (przewlekle) choruje, dlaczego inna się rozwiodła, etc. bo uważam, że jeśli będzie chciała się tym ze mną podzielić to mi powie. Szanuję prywatność innych i nie wchodzę z butami tam gdzie mnie nie zapraszają. Oczekuję tego samego, co czasami jest zaskoczeniem dla innych kiedy nie chcę odpowiadać na bardzo prywatne pytania.

    Dodam, żeby nie było niedomówień, bardzo lubię wartościowe rozmowy, nie żadne tam gadu-gadu o niczym, ale nie chcę przekraczać strefy intymności i prywatności bez wyraźnego pozwolenia z obu stron.

    To tyle moich przemyśleń w tym temacie 🙂

    Pozdrawiam,
    Martyna

  12. To fajna cecha Polaków, że potrafią ze sobą tak otwarcie rozmawiać. Studiuję germanistykę i wiem, że w przypadku Niemców jest to hiper trudne. Oni sami o nic osobistego nie pytają, czasem mam wrażenie, że w oceanie tematów unoszą się gdzieś na powierzchni i tracą wszystko, to co znajduje się pod nią, nie mówiąc już o głębinach. Pierwszy raz jestem na Twoim blogu, ale bardzo miło mi się go czyta i z przyjemnością będę tu jeszcze zaglądać. (Wiem, że wielu nowych tak mówi, ale ja tak na serio :D)

Dodaj komentarz