nie musisz znać się na wszystkim

Jestem uczulona na zawstydzanie innych. Kiedy tylko słyszę komunikaty krytyczne, nadstawiam czujnie ucha. Kto mówi? Z jakiego miejsca? Do kogo? I po co? Bo wbrew pozorom mówią naszymi ustami nasze przekonania odnośnie świata i nas samych. Niekóre z tych przekonań brzmią tak: TYLKO X POTRZEBUJĄ POMOCY W Y.

Enigmatycznie? No dobrze, przyjrzyjmy się dalej tym przykładom:

Wow! Pani sprzątająca? Masakra. A co, ręce Ci odpadną jak sama sobie wokół siebie zrobisz? W ogóle jak tak można, że ty sobie bimbasz, a jakaś starsza kobieta za ciebie haruje…

Jak w ogóle można wydawać tak duże pieniądze na coś takiego?

Wiesz co, psycholog to wymysł naszych czasów. Dawniej ludzie po prostu mieli przyjaciół. Szkoda trochę, że dziś trzeba płacić, żeby ktoś chciał cię słuchać…

Hmm… dietetyk? A nie możesz po prostu mniej jeść i zacząć się ruszać?

O rany, to jest takie niesmaczne, teraz każdy ma od czegoś coacha, nikt nie jest w stanie ogarnąć życia samodzielnie, żeby dorosłych ludzi, trzeba było prowadzić za rękę…

I tak dalej w ten deseń. Znasz? Może znasz, może nie. Mamy coraz większe społeczne przyzwolenie na chodzenie do psychologów, doradców zawodowych czy korzystanie z pomocy w domu. Zapewne nie w każdym mieście Polski i nie w każdej bańce. Powyższe teksty nie są wymyślone, naprawdę je w różnych dyskusjach słyszałam lub czytałam. Jakby korzystanie z pomocy lub eksperckiej wiedzy było zmanierowaniem albo słabością. Dobra informacja jest taka, można o świecie myśleć, co się tylko chce. Chciałabym więc odczarować korzystanie z pomocy specjalistów i nie dołączać do grona lamentujących nad losem niezaradnych życiowo dorosłych, którzy potrzebują porady lub pomocy z zewnątrz.

Tak, łączymy wiele ról. Tak, żyjemy szybko. Nie zawsze mamy czas (i ochotę) uczyć się na własnych błędach. Jednych dziwią żeńskie końcówki, innych, że można płacić za to, że ktoś ci prasuje koszule do pracy i wynosi śmieci z łazienki. Co jest zabawne, bo nikogo nie dziwi raczej korzystanie z usług księgowej. Inną rolę odgrywa terapeuta, który pomaga nam wyjść z depresji, a inną coach, który pozwala przebijać szklane sufity. Tego drugiego nadal można obśmiać. Sprawa wcale nie tyczy się rzeczy kalibru najcięższego, mało kogo oburza chodzenie do fryzjera lub na pedicure, mimo że dziobanie przy cudzych stopach mogłoby być bardziej krępujące, niż odkurzanie u kogoś w domu.

Chciałabym w tym miejscu wyraźnie i głośno to powiedzieć:

MASZ PRAWO SZUKAĆ POMOCY. NIE TYLKO WTEDY, KIEDY SOBIE NIE RADZISZ, ALE TEŻ ZAWSZE WTEDY, KIEDY CHCESZ, ŻEBY KTOŚ CI POMÓGŁ.

To nie jest oznaka słabości. To oznaka osiędbania. To oznaka szacunku do własnego czasu. Wyposażona w pomoc czy narzędzia, będziesz mogła działać sprawniej albo mieć więcej czasu dla siebie i… nie ma w tym nic złego. Naprawdę nie trzeba ryć nosem po ziemi, żeby zasłużyć na pomoc lub żeby móc sobie na nią pozwolić. Sama odchodzę od polskiego pomysłu, że trzeba się utyrać w życiu i do wszystkiego dojść samodzielnie. Nie. Są ludzie, którzy z radością o mnie zadbają, wesprą mnie i mi pomogą. Ja mogę w tym czasie rozwinąć skrzydła. Umiejętność przyjmowania pomocy i zdjęcie medalu najdzielniejszej i najbardziej samodzielnej osoby w powiecie nie oznacza słabości. Oznacza po prostu, że potrzebujesz wsparcia. To jest ok. A wsparcie fachowców sprawia, że posuwasz się do przodu szybciej niż gdybyś to robiła sama, metodą prób i błędów. Dlatego proszę, nie dawajmy sobie wmawiać, że jesteśmy przegrywami, tylko dlatego, że chcemy uzyskać pomoc.

*Jasne, zdaję sobie sprawę z tego, że nie zawsze nas na uzyskanie pomocy stać. Dla krytyków nie ma jednak znaczenia czy płacisz 100 zł za godzinę terapii tygodniowo, czy chodzisz na NFZ. Słuchaj ich uważnie. To co mówią, myślą bardziej o sobie niż o Tobie.


Pomóż mi tworzyć wolne od spamu treści wspierając mnie na Patronite:

baner

Author

Dodaj komentarz