Influencer to chyba jedno z najbardziej znienawidzonych słów. Zastanawiam się, kiedy właściwie zaczęło oznaczać celebrytę. A celebryta to jak wiadomo, ktoś, kto jest gorszy niż gwiazda. Gwiazda jest sławna, bo ma jakiś talent, który stanowi o jej życiu zawodowym. Celebryta jest znany z tego, że jest znany i kiedyś byłby tylko w swoim miasteczku, ale odkąd jesteśmy globalną wioską, może być znany na cały kraj lub nawet świat. Nawet jeśli jego jedynym dokonaniem jest chodzenie po pijaku na golasa i wdawanie się w bójki albo wulgarność.

INFLUENCERKA – GORSZA CELEBRYTKA.

Influencer jest jak dziecko wylane z kąpielą. Bo przecież ci, których podglądamy w internecie, mają na nas wpływ. Dzięki nim chcemy lepiej jeść i ćwiczyć (albo mamy wyrzuty sumienia i nienawidzimy swojego ciała). Dzielą się z nami swoją wiedzą, spojrzeniem na świat. Mogą nam imponować tym, jak się ubierają, radzą sobie ze sprzątaniem domu lub ogrodnictwem. Wpływać mogą na nas nastolatki, seniorki i młode matki. Do wyboru do koloru. Wpływ nie musi być zły! Moim ulubionym influencerem jest Marcin Zegadło, częstochowski poeta dzielący się swoimi przemyśleniami (bardzo dużo w nich anegdot z życia rodzinnego). Poza tym od razu chcę to wyznać – kocham Internet, bo zawsze pozwalał mi dotrzeć do ludzi, którzy mają tak jak ja, nawet kiedy akurat nie spotykałam nikogo takiego w swoim bezpośrednim otoczeniu. To było dla mnie bardzo ważne, zwłaszcza podczas nastoletniości.

Internet załatwiał sprawę, o której mówiła Frida:

Kiedyś myślałam, że jestem najdziwniejszą osobą na świecie, ale potem pomyślałam, że jest tak wiele osób na świecie, musi być ktoś taki jak ja, kto czuje się dziwny i błędny w taki sam sposób. Wyobraziłam ją sobie, że gdzieś tam jest i też o mnie myśli. Więc mam nadzieję, że jeśli tam jesteś i czytasz to i o tym wiesz, tak, to prawda, jestem tu i jestem tak samo dziwna, jak ty.

Zawsze uważałam, że właśnie temu może służyć Internet. I dlatego dzielę się w nim swoimi prywatnymi opowieściami. Dlatego że wierzę, że gdzieś tam, są ludzie, którzy przeżywają to samo, albo dla których droga, którą ja już mam za sobą, może być wsparciem. Mogą się w niej odnaleźć, przejrzeć i zdecydować o sobie na podstawie uczuć płynących z kontaktu z tekstami, które tworzę.

MOGŁABYŚ BYĆ BARDZIEJ…

Czasem dostaję pełne sympatii, ale też zaniepokojenia listy, w których czytelniczki zwracają mi uwagę. Często brzmi to tak:

Ludzie mają tak złe nawyki, że nie wiem, dlaczego piszesz, że woda z cytryną może zniszczyć szkliwo. Powinnaś bardziej promować picie wody.

Boli mnie serce, kiedy pokazujesz, że:

jesz awokado
– kupujesz ubrania w sieciówkach
– nie jesteś weganką

Jak mogłaś opisć, jak przyjęłaś pod swój dach nieznanego ci mężczyznę. W ten sposób narażasz tysiące kobiet, które biorą z ciebie przykład. To mogło być niebezpieczne. Nic, że to coachsurfing.

Polecasz na stories markę, której ja nie lubię, bo usłyszałam, że X lat temu zachowali się nieetycznie i tam była jakaś śmierdząca sprawa, a teraz piszesz, że podoba ci się merytorycznie materiał, który przygotowali. Lubię twoje treści, ale powinnaś robić lepszy reaserch.

No i ja się z tym wszystkim nie zgadzam. O ile przyjmuję krytykę, gdy popełniam merytoryczne błędy, o tyle nie pozwalam innym wpływać na moje osobiste opinie i postrzeganie świata, tylko dlatego, że obserwuje mnie konkretna liczna dorosłych osób, które same decydują o sobie i o tym, kogo i w jakim stopniu naśladują.

NIE JESTEM I NIE MOGĘ UDAWAĆ OSOBY DOSKONAŁEJ. ANI NAWET LEPSZEJ NIŻ OBECNIE JESTEM.

Wiem, że istnieje pokusa, żeby wykorzystywać blogerów, influencerów do sprzedaży swoich idei i pomysłów. I wiem, że niektórym przykro, że nie jestem lepsza, a miałabym potencjalnie możliwość zmienienia swoich obserwatorów i uświadomienia ich. Problem polega na tym, że nawet jeśli te marzenia pokrywają się z moimi aspiracjami, nie chcę i nie jestem w stanie udawać przed dziesięcioma tysiącami ludzi, że:

– zawsze jem etycznie
– nigdy nie zmieniam zdania
– nie mylę się
– zawsze jestem empatyczna i jestem oazą spokoju
– nigdy nie przeklinam
– moja skóra i figura są zawsze idealne
– moje wybory są zawsze najlepsze (te życiowe i te konsumenckie)

To byłaby nieprawda. Stan faktyczny, choć niewygodny dla Was (chciałybyście, żebym promowała to, w co wierzycie) i dla mnie (wolałabym być lepsza niż jestem), jest odtrutką na social mediowy lukier, na który wszyscy narzekamy. Pokazywanie nieprawdziwego, choć idealnego obrazu jakiejś persony nie tylko ją odczłowiecza, ale też wpędza oglądających w poczucie, że:

– jestem beznadziejna
– nigdy nie będę mieć tak czysto, tyle pieniędzy, takich pięknych włosów, takiego zdrowia, takich grzecznych dzieci, takiego stylu życia, takiej empatii, takiego udanego małżeństwa itd.
– skoro nie mogę być jak ludzie, których podziwiam i śledzę w internecie, nie ma sensu, żebym próbowała się zmienić

Możemy nie lubić influencerów, jeśli są podobni do celebrytów, ale zastanówmy się, w jakim stopniu sami naszymi żądaniami odczłowieczamy ich i próbujemy pod stołem podać im scenariusz, który chcemy, by odgrywali.

POZA SZUFLADKĄ.

Ja nie mieszczę się w tej szufladce i stanowczo odmawiam przyjęcia tego scenariusza pod stołem. Robię to z wielu powodów.

Chcę pokazywać Ci moją drogę. Ewoluuję! Mądrzeję. Popełniam błędy. Nie jestem skończonym produktem, ani nawet produktem w ogóle.

Dzielę się swoimi historiami nie bo proszę o ocenę mojego życia, o poradę, ani bo chcę na tym zarobić. Dzielę się, bo chcę poczucia wspólnoty, chcę inspirować tych, którym do mnie blisko i uważam Internet za wspaniałe miejsce do empatycznej dyskusji i do dawania przykładu poprzez byciem… człowiekiem z krwi i kości. Niedoskonałym, ale starającym się. Odsuwam tu ego na daleki plan. Nie chcę uwodzić wizerunkiem siebie samej, tak samo, jak nie chcę takiemu wizerunkowi idealnej siebie ulegać.

Nie chcę pokazywać ideałów, które dla mnie samej bywają nieosiągalne. Owszem, mogę napisać Ci o tym, dlaczego awokado i sieciówki są nieetyczne. Mogę pokazywać mądrzejsze wybory i dzielić się z Tobą informacjami o produktach, usługach itp. które kupuję. Ale ani nie chcę drżeć przy kasie, że ktoś zrobi mi zdjęcie i urządzi potem w internecie lincz, tak samo, nie chcę, żebyś myślała, że jesteś do kitu, bo nie stać Cię na same polskie, markowe i etyczne (szalenie drogie – powiedzmy to sobie) ubrania, które pokazują influencery. Mnie na nie nie stać. Mogę tak wybierać czasem, mogę do tego aspirować, ale to nie oznacza, że to jest cała prawda o moich wyborach konsumenckich. Wobec tego nie wejdę w płatnego deala z sieciówkami, bo zgadzam się, moda musi się zmienić, ale też nie oznacza to, że wydostałam się z tego systemu i w ogóle nic tam nie kupuję.

Chodzi o to, żeby pokazywać proces. Rozumiem, że jeśli kogoś lubimy, często chcemy, żeby był mądrzejszy, lepszy, bardziej szlachetny, żeby jego opinie były bardziej zbieżne z naszymi. Rzecz w tym, że nie możemy tego przyspieszać, ani przekłamywać. To moja rola, by nie poddawać się Waszym okazjonalnym naciskom, a Wasza, by zrozumieć, że taka, jaka jestem, jestem najlepsza na ten moment. Reprezentuję siebie, swoje aspiracje i swoje ideały – nie Wasze. Nie zawsze musimy się zgadzać i w tej niezgodzie również jest wartość. Może ostatecznie napędzić Was do propagowania swoich ideałów. Może być pożywką dla konstruktywnych przemyśleń. Moc internetu polega na tym, że te konkluzje nie muszą być jednakowe dla wszystkich. To daje nam różnorodność.

Ostatnia rzecz na koniec – w pewnym momencie, niepostrzeżenie z kogoś, kto dzieli się swoim światem, można się stać osobą publiczną. Mam tu zgrzyt. Nieco inaczej rozumiem internet. Dla mnie bycie w onlinie jest jak bycie na mieście, bycie w autobusie, bycie w przestrzeni publicznej. Jedni z nas są kolorowymi ptakami, inni ubrani na szaro wolą się nie wychylać. Sama nie czuję się osobą publiczną, a zwykłą dziewczyną, która gada do innych dziewczyn, tak jak mówi do swoich najbliższych koleżanek. Wbrew wszystkim zasadom PR, nie planuję swojego wizerunku i dokładam wszystkich starań, żebym taka, jaka jestem, nie musiała się wstydzić za siebie. Nawet jeśli jestem wielce nieidealna. Dlatego w mojej części internetu przeczytasz, że miałam kryzys, korzystałam z pomocy psychologa, albo na fali wielkiej złości wywaliłam makaron z talerza na stół podczas kłótni. To nie oznacza, że proszę o Twoją ocenę ani że propaguję awanturniczy styl życia. To pokazuje tylko, że nie jestem yoga babe na wiecznym zen. Jestem kobietą z krwi i kości i codziennie staram się być tak fajnym człowiekiem, jak to tylko dla mnie na dany moment możliwe. I jeśli mogę wywierać jakiś wpływ, jeśli mogę wysłać jakąś wiadomość, do osób, które mnie podglądają, jest ona następująca:

Ty też jesteś ok. Nikt nie jest idealny. Idealne mogą być sztucznie wykreowane obrazki w Internecie. Nasze potrzeby i doświadczenia są podobne – wspólne dla wszystkich ludzi. To, o co warto się starać, to nie o wizerunek w oczach innych, a o taką pracę nad swoim charakterem, żeby faktycznie zbliżać się do wyznaczonych przez siebie samą ideałów – w takim tempie, na jakie nas stać.

Aho!

...

10 komentarzy

  1. Blum

    Zupełnie zwykła akurat 🙂 lub na tyle niezwykła co i inni 🙂

  2. Przeczytanie tego tekstu dało mi dużo spokoju. W podobny sposób rozumiem internet. Cieszę się, że nie jestem sama ❤️

  3. I za to Cię cenię i szanuję. Choć w wielu kwestiach mam zupełnie inaczej i czasami Cię nie rozumiem (i to też jest piękne, jest w tym moc ;), to zawsze chętnie tu wracam.

  4. Bardzo lubię to w Tobie, że jesteś jaka jesteś. Mówisz wprost, że życie nie jest lukrowanym pączusiem z wystawy, tylko czasem zeschniętym obwarzankiem. Chce ludzi nieidealnych, ale widzących wszystko i wprowadzających zmiany. Przeraża mnie cudowność przelewająca się w internecie i chce ludzi z krwi i kości. Takich jak Ty, ja, moi znajomi.

  5. Blum

    No przede wszystkim to ci lukrowani dzielą się z nami tylko wycinkiem i ten wycinek jest miły i smaczny ale pomnożony razy 1000 influencerów czy nawet zwykłych znajomych pokazujących tylko top of the top robią nam z głowy bagno. Ostatecznie nie skarpetki za 300 zł są inspirujące, ani nawet nie piękne maty do jogi, a to, jak na przełomie lat radzimy sobie z różnymi problemami, uczymy się, mądrzejemy, załamujemy, wstajemy i idziemy dalej.

Dodaj komentarz

.