Processed with VSCO with b1 preset
Wpis o naszej adopcyjnej historii wywołał burzę i falę negatywnych komentarzy. Być może część z was uzna te pytania za wsadzenie kija w mrowisko. Ja jednak uważam, że decyzja o współdzieleniu życia z psem, powinna być przemyślana i… odromantyzowana. Radzę  uczciwie przemyśleć wszystkie aspekty, bo nie jest wstydem rozważać je teraz, gorzej nie poradzić sobie później.

1 Czy stać mnie na utrzymanie psa? To oznacza dobrą, specjalistyczną (nie z marketu) karmę, smaczki, posłanie, zabawki, miski, szelki, smycze, wizyty u weterynarza (w tym być może szycie łap, operacje, takie koszty mogą iść nawet w tysiące — czy dasz radę uratować wtedy psu życie?), kursy, hotele lub dogwalkerów, kiedy wyjeżdżam?

2 Czy pies, którego chcę przygarnąć/ kupić współgra z moim stylem życia? Może podoba mi się husky, ale tak naprawdę jestem molem książkowym, który kocha leżeć na kanapie? A może jestem superaktywną osobą i potrzebuję przyjaciela do biegania? A może dużo podróżuję, nie będę mieć z kim zostawić psa, ale małego mogę ze sobą zabierać? Warto skupić się na predyspozycjach/potrzebach rasy/psa i słuchać DT, słuchać fundacji, słuchać schroniska lub hodowcy. Jeśli pies jest agresywny, dominujący lub bardzo energiczny, ale chwycił nas za serce… nie dajmy się ponieść emocjom. Warto mierzyć siły na zamiary.Marzyłam o bullterierze, ale mam przekonanie graniczące z pewnością, że nie jestem dośc doświadczona by ułożyć takiego psa, bo mam serce zrobione z masła.

3 Czy ktoś w rodzinie ma alergię? Czy ktoś jest pedantem? Czy ktoś będzie wiecznie napięty i podkurzony, jeśli będzie brudno? Pies to piach, błoto, ślina i sierść. Trzeba zapomnieć o instagramowych wyobrażeniach o wnętrzach pełnych bieli.

4 Ile czasu i siły chcę poświęcać na pielęgnację psa? Czy będę często go kąpać? Chodzić z nim do psiego fryzjera? Czy wymaga on specjalnych zabiegów? A może wolę psa bezobsługowego?

5 Czy mam czas na psa? Nieważne czy masz dom z ogrodem czy nie. Pies potrzebuje wyjść poza swoje terytorium, powąchać, spotkać inne psy, pobiegac, pobawić się. Nasz pies wymaga od nas od 3 do 4 godzin dziennie poza domem. Nie moglibyśmy pozwolić sobie na to, gdybyśmy nie pracowali z domu. Zakłądając, że pracujesz 8h, dojeżdzasz 1h (to chyba bardzo optymistyczna wersja wydarzeń, prawda?) dolicz czas na gotowanie, sprzątanie, partnera, przyjaciół i te 3 h dla psa… może się okazać, że nie masz wtedy życia.

6 Czy jestem gotowa na to, że pies zniszczy mi mieszkanie? Na wybuchające poduszki? Zeżarte drogie buty? Pożarte książki i kable? Remont generalny drzwi i ścian? Mdlejące drzewka bożonarodzeniowe? Czy jestem gotowa na założenie zamków do wszystkich szafek z jedzeniem (nasz przypadek tego wymagał)? Warto zadać sobie to pytanie, bo takie prozaiczne rzeczy jak mieszkanie śmierdzące siuśkami może BARDZO nadwątlić miłość do zwierzaka, zwłaszcza jeśli nie macie jeszcze więzi i dopiero się poznajecie.

7 Czy chcę układać psa pod siebie? Ojojoj — cmokali ludzie w parku na wieść, że Luna ma dwa lata i jest adoptowana. – Aleście sobie narobili problemu! Przecież ten pies już jest w dużej mierze ukształtowany. No tak to prawda. Adoptując dorosłego psa, możemy modyfikować jego zachowanie, ale on już nasiąkł jakimś wychowaniem. Z drugiej strony, im starszy pies, tym mniej energiczny, bardziej stonowany i zazwyczaj zna podstawowe zasady. Szczeniak sika w domu, ma okres kwarantanny, fazę na gryzienie, poznaje dopiero świat i wymaga bardzo dużo uwagi i energii. Dawniej po prostu psa się miało, dziś z psem chodzi się do psiego przedszkola i… uważam, że to dobrze! Moje niewychowane psy bały się jeździć autem, nigdy nie jechały komunikacją miejską, bywały agresywne wobec grup ludzi (kolarze, pijacy, mężczyźni) i zdarzało im się niszczyć dom lub ogród. Dziś zdaję sobie sprawę z tego, że odpowiedzialność za to ponosiło ich wychowanie i prowadzenie. Moi rodzicie, mieli niewielkie pojęcie o potrzebach psa i wychowywaniu psów. My chcieliśmy dać dom psu dorosłemu, ale prawda jest taka, że układanie szczeniaka wcale nie było naszym marzeniem i nie rozumiemy załamywania rąk nad tą stratą. Wszystko jednak zależy od oczekiwań i chęci.

8 Co zrobię z psem, kiedy będzie trzeba gdzieś jechać? Dla nas to temat i aktualny i nieaktualny. Nieaktualny bo i tak nie jeździmy razem na zagraniczne wakacje, aktualny, bo właśnie za chwilę wyruszamy przez pół Polski na pogrzeb i… zamiast jechać PKP jedziemy autem, żeby wziąć ze sobą psa.

To chyba główne kwestie, o których dyskutowaliśmy, myśląc o adopcji. Rozważaliśmy nie tyle nawet psa, ile siebie samych. Czy damy radę? Czy nawet jak będzie ciężko, będziemy pracować z tym psiakiem, żeby ogarnąć nasze relacje? Czy to jest obszar, w który chcemy ładować uwagę, czas i pieniądze? Czy jesteśmy dość ruchliwi? Czy nam się nie znudzi? Czy nasz styl życia i pies idą w parze?

32293393_1623545721092652_578912487139704832_n

To może brzmieć okrutnie zimno, ale widziałam wiele nieudanych adopcji i sama też byłam niestety nieudanym domem adopcyjnym. Brakowało mi wiedzy, umiejętności i narzędzi, żeby poradzić sobie z sytuacją i problemami podopiecznego, który nijak nie umiał dogadać się z resztą moich futer. My nie musimy o tym myśleć, ale dla Ciebie jeszcze jedno pytanie może być ważne: czy nowe futro dogada się z obecnymi zwierzęcymi lokatorami? Co, jeśli się nie dogada? Taki był mój przypadek. Wydaje się, że gorsze od braku adopcji jest nieodpowiedzialne adoptowanie zwierzęcia i później szukanie mu kolejnego domu, bo sobie nie radzimy. Albo branie zwierzaka do domu i oddawanie go z powrotem. Dlatego my odmalowaliśmy sobie adopcję w jak najgorszych barwach i dopiero kiedy mimo tej wizji powiedzieliśmy sobie TAK, ROBIMY TO! zdecydowaliśmy, że to się uda. I choć ciężko przewidzieć, jak będzie wyglądała kolejna dekada naszego życia, staraliśmy się, żeby decyzja ta była jak najlepiej przemyślana.

 

 

Author

8 komentarzy

  1. Tak mnie naszło po przeczytaniu pierwszego i drugiego postu o Lunie, że w sumie to nie wiem 😀 Ogromnie szanuję ludzi, którzy mają zaplanowane i przemyślane tak ważne decyzje, ale wydaje mi się, że czasami to jednak wynika po prostu (albo aż) z tego, jakim się jest człowiekiem. My mamy te dwa nasze szalone psy. Wiosnę przygarnęliśmy, bo chcieliśmy, żeby towarzyszył nam pies i w sumie odpowiedzieliśmy sobie tylko na pytanie „a co z podróżami, bo dużo jeździmy”. To była jedyna rzecz, którą ogarnęliśmy. Jedyna dyskusja dot. tego czy pies ma by szczeniakiem czy dorosłym psem. Ja byłam za drugą opcją, ale M. nalegał na szczeniaka, bo chciał go ułożyć od maleńkości. I sam przyznał się do błędu po kilku miesiącach 🙂 Bo chociaż Wiosna dała nam w dupę strasznie – zaliczyła epizod z lękiem separacyjnym, a potem się okazało, że kiepsko nam poszła socjalizacja z ludźmi (z psami, kotami było super od początku). Poczytaliśmy naprawdę sporo mądrej literatury, ale błędy popełniliśmy i tak. I nawet kiedy małpa zjadła mi najdroższe buty i okulary to w życiu mi nie przeszło przez myśl, żeby się jej pozbyć, albo żałować decyzji. A potem, podczas powrotu z Wrocławia w rowie na A4 zobaczyliśmy małego pieska. M. się zatrzymał. Po bardzo niebezpiecznym pościgu po autostradzie udało nam się go złapać. Trzymając rudą kulkę na rękach nie było innej opcji – musi jechać z nami. Szukaliśmy mu domu przez niecały miesiąc i chociaż wszyscy krzyczeli, że nie damy sobie rady z dwoma psami, to nasze serca podpowiadały nam, że oni muszą być rodzeństwem. I znowu, po analizie „co z wyjazdami? i czy koszty nie wzrosną zbyt radykalnie? (nie i nie), mamy już całkiem spore stado.
    Wiadomo, ciężko przewidzieć swoje życie 10 lat do przodu, ale my po prostu czujemy, że z tymi psami chcemy dzielić nasze życie i absolutnie nie czuję się nieodpowiedzialna w tych decyzjach 😉

    Życzę Wam i Lunie samych wspaniałości 🙂

  2. Blum

    Oh tak, czasem życie decyduje za nas, kiedy znjadujemy zwierzaka i np. nikt go nie chce lub… my go nie chcemy oddać. Dla mnie to podobnie jak z dzieckiem, wiem, że z wpadki też można dać radę, ale wolałabym być gotowa wcześniej. I jeden się nie wkurzy, że pies mu zjadła najlepsze buty, drugi się wkurzy – różne są historie niestety. Wiem, że ja pisze do świadomych osób, ale mało to ludzi oddają psy bo te urosły, zeżarły pod wpływem lęku separacyjnego tapetę w całym przedpokoju itp? Czytałam masę takich postów szukając informacji o wyżłach. Dookoła siebie też mam historie np. kolegi, który psa wziął ze schroniska, był aktywny, miało być super, ale pies był totalnym dzikiem, a on nie miał siły na boje i układanie psa… i pies szukał domu od nowa. Uważam, że pomyśleć nie zawadzi, a jak życie nam rzuci szczeniaka pod nogi to inna sprawa to… się będziemy wtedy martwić 🙂

    Ja akurat jestem mocno lękowa i zawsze lubię wiedzieć jaki może być najgorszy scenariusz i czy akceptuję taką możliwość. Zazwyczaj chodze pozytywnie zaskoczona i wszyscy są happy 😀

  3. No właśnie! Zresztą, ja żyję według zasady „żyj i daj żyć innym”, więc nie oceniam, szanuję i dobrze, że są tacy, co potrafią przyznać się do porażki czy błędu, to chyba szanuję najbardziej 😉 A przy tym, że jesteś lękowa to naprawdę wielki szacun i gratsy za podjęcie decyzji i zaproszenie do siebie Luny!

  4. To bardzo potrzebny wpis.
    Mam za sobą adopcję kota i moje życie wywróciło się po niej do góry nogami, a jak przygarnęłam drugiego kociaka to zrobiło jeszcze jeden fikołek. Wydawałoby się, że kot to takie zwierzę, które usiądzie na podusi albo zniknie na cały dzień, bo zajmie się sobą. Lubię zaszyć się w książkach, pracuję przy laptopie, często jestem w domu. Kot zabiega o uwagę z równą częstotliwością, co pies – jedna różnica to brak wychodzenia z nim z domu, ale czas potrzebny do tego, aby uszczęśliwić kota w czterech ścianach jest moim zdaniem podobny do poświęconego psu. Gdy chorują, to tak, jakby chorowało dziecko – wizyty u lekarza, siedzenie przy nim, obserwacja i stres. A myślę, że nawet gorzej, niż przy dziecku! Bo niestety nigdy nie powie nam, co go boli, co mu dolega. Warto o tym pisać, głośno mówić, rozmawiać ze znajomymi, przestrzegać i pomagać w podjęciu decyzji o adopcji.

  5. To mi przypomniało, jak przez pierwsze cztery miesiące z Yennefer (przybyła do nas, jak miała 12 tygodni) wstawałam w nocy dwa razy (około drugiej i czwartej) i szłam jak zombie z nią na siusiu do ogródka 😀 Jak przy małym dziecku 😀
    A gdy miała sterylkę, to przez dwa tygodnie spałam z nią na materacu na parterze, żeby nie musiała chodzić do mojej (pardon, naszej) sypialni po schodach 😉 Koty były przeszczęśliwe i spały nam na głowach 😀
    Ach, memories 😀
    Ale faktycznie, mnóstwo ludzi pukało się po głowach, jak tłumaczyłam w pracy, czemu jestem znowu niewyspana. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, jak to jest.

  6. U mnie od zawsze było jakieś futro. Pierwszy pies gdy miałam 12 lat – jestem przyzwyczajona do futra, śliny, wpadkowej kupy na dywanie. Problem taki, że mój partner nie! U niego w domu rodzinnym pies funkcjonuje jako zwierzę bez wstępu do domu i pojawienie psa równałoby się wojnie miedzy nami. Myślę, że to jak traktowałby psa też było powodem do kłótni… widzę po kotach. Teraz relacje między nim a kotami się ułożyły ale co się przez pierwszy rok okrzyczałam, oupominalam owyłam to moje.
    Tylko dla mnie pies to mus. I to będzie keidyś jeden z powodów do rozstania. Bo albo on, albo pies. No t pies…

    … odnośnie pkt 7 – ja szczeniaczki i kociątka uwielbiam, gdy są u kogoś! Nie ma nic bardziej upierdliwego, niż dziecko – ludzkie, psie, czy kocie. Dlatego preferuje zwierzaki dorosłe 😉 Koty adoptowałam dorosłe i bardzo sobie chwalę.

Dodaj komentarz