Perfumy idealne nie są łatwe do znalezienia. Od lat nie używam zapachów i wcale nie dlatego, że jestem im przeciwna, a raczej dlatego, że bardzo się zmieniłam i te, które stosowałam dotychczas, w ogóle już do mnie nie pasują. Nie znam się na perfumach, więc długo odkładałam temat na półkę, nie umiejąc w drogerii znaleźć nic, co by mnie wyrażało. A szukałam zapachu seksownego, zmysłowego, kobiecego!

Seksowny zapach jest jak seksapil w ogóle, czyli jak powiedziałaby moja matka – nie to ładne, co ładne, ale co się komu podoba. Bo dla jednego przecież stiletto nails pokryte krwistą czerwienią, dla kogo innego naga płytka. Dla jednych koronki, dla innych brak majtek. Dla jednych wystający obojczyk, dla innych pełne biodra i krągła pupa. Nie zawsze pociąga nas to, co jest obiektywnie ładne czy poprawne. Mnie u mężczyzn pociągają duże nosy i oczy spaniela, ale nie o mężczyznach dziś chcę. Chcę pobajdurzyć o moich poszukiwaniach związanych z zapachem, który mogłabym nosić bez poczucia, że mnie przekłamuje czy przytłacza.

Będzie to raczej wątek komediowy, bo jak wyznałam wcześniej, zmysł powonienia nie jest u mnie najsilniejszym ze zmysłów. Ze zdziwieniem to odkryłam, gdy kiedyś, kolekcjoner perfum zabrał mnie do niszowej perfumerii w sercu krakowskiego Kazimierza. Podtykał mi pod nos coraz to nowe fiolki i kazał zgadywać, czym pachną zawarte w nich płyny. Co wyczuwasz w tym zapachu? – pytał. Sam pachniał drewnianym kościołem gdzieś w Norwegii, lasem i nutą miodu. Przynajmniej tak to zapamiętałam. To on zapoznał mnie z Nietoperzem, który pachniał jak stęchła piwnica, by na koniec wybuchnąć aromatem egzotycznych owoców. Bardzo mnie ta wizyta krępowała. Czułam się głupia i było mi wstyd (!!!), że poczuję w perfumach coś, czego tam nie ma, że się ośmieszę.

Potajemnie jednak wracałam do tej perfumerii i tak zakochałam się w Blackpepper od Comme des Garcones – świdrujących w nosie, gorących, przepięknych, ale tak drogich i monotonnych, że nie byłam przekonana czy chciałabym je nosić na sobie. Zapach palącego w nos czarnego pieprzu kojarzy mi się z rosołem oraz moim dziadkiem i choć jest w tej nucie coś szalenie pociągającego, nie mogłam uwolnić się od myśli, że pachniałabym maggi i wywarem z kury. Zostawiłam to poszukiwanie na kilka lat, raz tylko przychodząc do Lulua z moją przyjaciółką Sarą. Byłyśmy jak małe dziewczynki, nawąchałyśmy się tak, że czułyśmy już tylko zawroty głowy, robiłyśmy wszytko, co niezgodne ze sztuką, ale była to jedna z najbardziej kreatywnych i najpyszniejsza z zabaw.

Może się uśmiejesz, ale ponieważ na słowo jestem czuła o wiele bardziej niż na zapach, jako taki, wybrałam autorską metodę poszukiwania perfum idealnych. Wypisałam sobie składniki, które zawierały moje perfumy i starałam się wyłapać powtarzalną nutę. Był to pieprz! Często wybierałam też zapachy z kwaśną porzeczką, jeżyną lub owocami. Prym wiodła gruszka. Problem w tym, że teraz wydawały mi się one zbyt cukierkowe. To dlatego zrezygnowałam z pójścia do Mo61 i skomponowania własnego zapachu. Bałam się, że z zapachem jest jak z projektowaniem ubrania czy nawet urządzaniem mieszkania – można lubić różne detale, co wcale nie oznacza, że w kompozycji będą one wyglądały czarująco. Mogą być tandetą lub stać się wizualnie niestrawne. Co mogłam zatem zrobić?  Zajrzałam na stronę perfumerii, do której planowałam się wybrać i zapisałam wszystkie perfumy o intrygujących mnie opisach lub nazwach. Uznałam, że przecież słowa nie mogą kreślić całkiem innego klimatu niż zapach. Zastanawiałam się też, co dla mnie znaczy kobiecość i co to znaczy być sexy.

Uzbrojona w te przemyślenia wybrałam się do Mood Scent Bar na Tamce, trochę drżąc w duchu, bo jestem skrępowana w takich miejscach uwagą, którą obdarza mnie obsługa i bojąc się, że popełnię jakieś faux pas. Ku mojemu zdziwieniu ekspedientka była przemiła i tak rozpoczęłyśmy naszą zabawną konwersację.

Ja: Szukam czegoś zmysłowego. Seksownego. Dla siebie. Dawno niczym nie pachniałam i nie wiem, czego mi trzeba. Czy mogłaby mi pani pomóc?

Ona: Naturalnie. A jakie zapachy pani lubi?

I tak doszłyśmy do mojej negacji wszystkiego, co mi podsunęła, ale zdradziłam się z miłością do pieprzu i… wyciągnęłam sekretne zapiski. Nawąchałam się trochę zbyt słodkich kaszmirowych zapachów z dodatkami goździków i innych korzennych przypraw, aż wyznałam, że chciałabym powąchać Missisipi Medicine!

Ekspedientka zaśmiała się w głos. Zapytałam dlaczego.

Zapach inspirowany trzynastowiecznym kultem śmierci obecnym we wczesnej fazie kultury Missisipi na terenach 
Wschodniego Obszaru Leśnego w Ameryce. MISSISSIPPI MEDICINE przenosi nas w sam środek szamańskiej ceremonii. Stary szaman, ubrany w rytualne szaty, przyrządza napar. Gotuje igły białej sosny, a zapach wywaru roznosi się dookoła. 
Miesza się z wonią dziegciu, którym impregnuje się skóry, a także z zapachem żywicy brzozowej. 
Płonie kadzidło, pachnie wilgotna ziemia, na której rosną fiołki. 
Dookoła szumi dziewiczy las, szum sosen miesza się ze śpiewem szamana.

NUTY GŁOWY: czerwony cedr, kadzidło frankońskie, aldehydy.

NUTY SERCA: korzeń cyprysa, sosna, żywica brzozowa.

NUTY BAZY: kadzidło, liść fiołka, nuty ziemne.

Powiedziała, że nigdy nie przyszłoby jej do głowy, że ktoś uzna trzynastowieczny kult śmierci za seksowny. No fakt, kto chciałby pachnieć starym szamanem i dziegciem do impregnacji skór? Tu jednak dotarłyśmy do sedna. Najwyraźniej to, co ja postrzegam jako seksowne, tajemnicze, uwodzicielskie, bardzo się różni od powszechnego odbioru słowa sexy. Odkąd stary szaman nam to objawił, poszło już łatwiej.

Ja: Wie pani, najbardziej to ja bym chciała pachnieć figą! Ale nie słodyczą figi, tylko liściem. Takim aromatem soczystej zieleni, która jest jak skoszona trawa latem, która jest pieśnią pochwalną na temat życia. Ale nie łąką i nie kwiatem w wazoniku, nie polnym makiem. Chcę pachnieć życiem! Jakby mnie kochanek wrzucił w krzak, żeby się pościskać – gorączkowo, upalnie, prędko, bez ceregieli!!! Lubię też bardzo wszystko, co kokosowe, ale kokosy bywają zdradliwe, bo czasem pachną plastikowo i jak budyń, a tego nie lubię. Lubię ich kojącą słodycz.

Ku mojemu zdziwieniu, był taki zapach! Ponoć figę często łączy się z kokosem, ale ja tego nie wiedziałam, nie spodziewałam się nawet, że ktoś takie trawiaste zapachy produkuje. Tak poznałam pewną bardzo interesującą markę. Perfumy D.S & DURGA. Perfekcyjne pod względem zapachów (stary szaman też od nich), ale również opisów i nazw. Posłuchaj sama: Burning Barbershop, Cowboy grass, Siberian Snow.

Koperta z próbkami.

Moim strzałem w dziesiątkę okazały się Debaser. D.S & DURGA mówią o nich, że są jak sierpniowy upał. W nucie głowy są zielone liście i dymna gruszka. W nucie serca figa, mleko kokosowe i irys. Dla mnie nie jest za słodko, bo pojawia się tam również drewno, mech i bób tonka. Kupiłam próbkę i się zakochałam. Nikt nie komplementował tego zapachu, ale ja czułam, że jest mój. Tak soczyście zielony i żywy jak to tylko możliwe. Przed kupnem nadal powstrzymuje mnie cena. W niszowych perfumeriach próżno szukać perfum z półki cenowej Sephroy i Douglasa.

Zgarnęłam jeszcze Missisipi Medicine i małą próbeczkę czegoś z kardamonem, powąchałam kalmara The Zoologist (faktycznie, dość morski i oślizgły w zapachu, idealnie oddawał konsystencję tego morskiego stwora) i udałam się do domu. Pomyślałam, że to idealny sposób na randkę. Kupić kilka próbek, zaciemnić pokój, podlać się środkiem zmieniającym świadomość, położyć na łóżku i razem wąchać wybrane perfumy mówiąc sobie, co pojawia się pod powiekami i jakie to wyświetlają się historie związane z zapachem. Taka randka nigdy nie doszła do skutku, a Missipi Medicine pachniało na mnie starymi ziemniakami z wilgotnej piwnicy. Na moim miłym pachniały lasem, mgłą i jeszcze czymś. Przywodziły mi na myśl pierwszy sezon True Detective.

Choć figa i kokos mi się marzą, poszukiwania zapachu idealnego popchnęły mnie do myślenia o tym, co w ogóle jest dla mnie seksualne, zmysłowe i co by wyrażało mnie na moich zasadach. W oko wpadł mi opis (i wąchałam je w Mood Scent Barze) Radio Bombay. Tu również można odnaleźć drewno i kokos, ale cała kompozycja jest bardziej kakofoniczna, ostrzejsza i co ciekawe zawiera cedr, z którym mam love hate relationship. Kiedyś zamówiłam cedrowy olejek eteryczny, spodziewając się zapachu lasu, a był to zapach poniemieckiego bunkra i zamokniętego skórzanego buta. Ohyda! Im dłużej jednak tę ohydę wąchałam, tym bardziej mnie hipnotyzowała. Doszłam w tej trudnej miłości do momentu, że czułam wilgotne drewno i mrok lasu i bardzo cedr pokochałam (o ile jest złagodzony innymi zapachami).

Finalnie niczego jeszcze nie kupiłam, po Radio Bombay pójdę, by kupić próbkę. Figę i kokos kupię z pewnością w tej lub innej kompozycji, bo to jest mój strzał w dziesiątkę. Postanowiłam o tym napisać, bo wizyta w perfumerii była jedną z najbardziej kreatywnych i sensualnych gier w moim życiu. Polecam to robić właśnie tak – czytać opisy na stronie, spisać sobie, co chce się powąchać. Iść, pytać, dać się zaskoczyć, uwieść, oczarować, rozczarować. Oglądać flakony i nazwy. To piękny pomysł na spędzenie ze sobą artystycznej randki. No i z pewnością to fajny sposób na randkę w domu, jeśli postanowisz kupić próbki (tylko nie mów, że namawiam Cię do brania narkotyków, bo to nieprawda ; ).

A że moją wizytę w perfumerii należy datować na zeszły rok, muszę przyznać, że do grona zapachów, którymi chciałabym pachnieć i które uważam za zmysłowe, dołączył mój ukochany zapach nadbałtyckiej plaży.

Coś słonego.

Coś wietrznego.

Wygładzone przez fale jasne drewno.

Zapach rozgrzanego piachu i sosny.

Sosny nigdzie nie pachną nad jak nad Bałtykiem. Chorwackie sosny pachną wspaniale, ale to już zupełnie inna historia.


 

 

...

16 komentarzy

  1. O wow, jak Ty to pięknie opisałaś. U mnie w parze idą zapachy i wspomnienia. Czasami gdy poczuję jakiś zapach przenoszę się na przykład do domku na działce moich dziadków. Dziadkowie nie żyją, domku nie ma, a ja znów w upalne lato na prowizorycznej kuchence pomagam Mamie ugotowac zmieniaki i chodzę po dwóch pokojach…

    Mam problem z zapachem na lato, a moze zwyczajnie zbyt mało uwagi na to poświęciłam. Na jesień i zimę używam euphori i jest to „mój” zapach. Wiem, że mój tak jak setek tysięcy innych dziewczyn, ale ja go czuję. Z nim czuję się pewna siebie, seksowna chociaż w spodniach i bluzie. Latem jest ciężej, bo chciałoby się lżej, ale żeby zapach wciąż był trwały, żeby Cię wyrażał,a latem trudno jest czasami opisać siebie. Może poszukam tego swojego zapachu, który będzie mi się kojarzył z latem i będzie dobrze leżał na mojej skórze.
    Co do takich wizyt: w sephorze i douglasie czuję się zawsze jak uboga krewna, która przyjechała do wielkiego miasta. Wyłazi mój cały brak pewności siebie.

    Dzięki za wpis, buziaki!

  2. Bardzo pięknie to wszystko napisałaś.
    Ja swego czasu wpisałam w wyszukiwarkę „perfumy pachnące lasem”. Wyskoczyło mi kilka linków, w tym np. ten:
    https://bewilderedslavica.com/perfumy-pachna-lasem/
    Ale nie sprawdziłam tego jeszcze, więc absolutnie nie mogę polecić.
    Lecz w pamięć zapadło, że może warto się kiedyś rozejrzeć 🙂 I też jakoś tak zaczęłam od słów…

  3. „Zapach rozgrzanego piachu i sosny” to jest wlasnie to, moj ukochany zapach na swiecie. Jesli sa takie perfumy zapłacę każdą cenę. Ktoś coś??

  4. Kokos, figa, słoność, drewno na brzegu morza… Tu mi przychodzi na myśl od razu Coccobello od James Heeley (nuty głowy: liść palmy i gardenia, nuty serca: kokos, sól morska i wanilia, nuty bazy: cedr virginia, benzoes i drzewo sandałowe). A figa i kokos to Philosykos od Diptyque (nuty głowy: liść figi i figa, nuty serca: kokos i nuty zielone, nuty bazy: cedr, nuty drzewne i figowiec). Polecam na testy, mają je w Galilu stacjonarnie 🙂

  5. Blimsien, a Philosykos od Dipyque znasz? Tam jest i liściasta figa i kokos w składzie. I z tego co pamiętam, całkiem niezła maja trwałość.

  6. Blum

    Philosykos od Dipyque – tak znam! Myślę, żeby je właśnie kupić. Śmieszna historia się z tym wiąże, bo spotkałam się z przyjaciółą i tak sobie gadamy o perfumach i ona mi daje do wąchania takie w kremie… i ja myślę OMG to moja DURGA 😀 A to był Dipyque tak jak mówisz.

  7. Blum

    Agnieszko w Sephorze i Douglasie chyba każdy się tak czuje, bo ochrona jest fatalna i snuje się za człowiekiem, jakby ów człowiek był złodziejką o_0 nienawidzę tego. Nie przepadam też za napuszonymi miejscami, ujmują mnie takie, gdzie czuję się swobodnie dzięki obsłudze a nie jak Julia Roberts w Pretty Woman kupująca sukienki 😉

    P.S Ja mówię, że coś pachnie pająkami 😉 b tak kojarzę zapach zatęchłych letniskowych domków, które znam z wypadów nad morze w dzieciństwie czy schronisk górskich. Wszędzie tam zawsze była masa pająków kosarzy i jako dzieciak tak to zakodowałam.

  8. Och, od dłuższego czasu obiecuję sobie wizytę w którejś z niszowych perfumerii przy okazji wizyty w Wwa, do tej pory jednak mnie to peszyło i spłoszona właśnie wizją bycia zbyt zagubioną i za nisko postawioną granicą cenową rezygnowałam.
    Też szukałam mniej słodkiego i nielepkiego kokosa, chętnie sprawdzę coś z Twoich sugestii. Jak narazie najlepsze co dla siebie znalazłam na gorące lato i nagrzaną skórę, to drogeryjny CK Reveal, lekko pieprzowy, z nutą wyschniętego na plaży drewna.

  9. Philosykos <3 od paru lat tylko on. A L'ombre dans Eau, też Diptyque, znasz? Dla mnie to zapach lata, pachnie rozgrzanymi liśćmi czarnej porzeczki i przywołuje wspomnienia wakacji z dzieciństwa, lipiec w ogrodzie.

  10. Oj ja swoich perfum idealnych poszukuję od lat. Marzą mi się takie, które pachną łąką na skraju lasu w duszny sierpniowy wieczór zwiastujący burzę. Czy ja za dużo wymagam? 🙂 Póki co idę na kompromis i używam Lalique Amethyst, które pachną mi dziko rosnącą na łące jeżyną. Choć muszę przyznać, że na nowo rozbudziłaś we mnie chęć poszukiwań.

  11. Ja mam teraz misję, by wykończyć te perfumy, które mam, a potem znaleźć właśnie taki swój piękny zapach. Spodobała mi się twoja historia, ale gdybym sie tyle nawąchała, miałabym mdłości 😀

  12. Blum

    Klaudia – nikt nie mówi, że ta przygoda nie była aktem heroizmu z mojej strony 😉 hahah

  13. Droga Blum, a myslalas o zapachu…wody? Ja mam taka swieczke, pachnie morzem, jodem, slonym wiatrem i ostrygami. Zapalam ja sobie wylacznie w lazience 🙂

  14. Blum

    Nigdy jeszcze nie znalazłam nic pachnącego wodą, co by mi się podobało. Może chodzi o to, że ocean czy morze pachną nie tylko solą, glonem i rybą, ale jest też wiatr, który sprawia, że nie pachnie to jak port, a jakoś świeżo a świeczkom zawsze tego elementu powietrza brakuje?

Dodaj komentarz

.