milan-popovic-596860-unsplash

Ostatnio spędzałam popołudnie z uroczą i bliską mi kobietą, która jednak jest zupełnie innej konstrukcji psychicznej niż ja. Rozmawiałyśmy tak sobie o pracy, życiu i relacjach i ona nagle zadała mi pytanie, które w swojej prostocie jest super ważne, a jednak myślę, że mało kto sobie to pytanie zadaje.

Justyna? Po co właściwie jesteś w związku?

Pytanie to nie było złośliwe, pytanie to nie nastąpiło po jakiejś salwie moich narzekań na relację, w której jestem, wyrosło raczej z rozmów o pracy, braku czasu, priorytetach życiowych i było ono totalnie serio. Takie pytanie łatwo jest zbyć prychnięciem i uniesieniem ramion. Po co? Po co? No jak to po co?

Ale to pytanie jest bardzo ważne i dobre, zwłaszcza dla wytęsknionych za miłością singielek. Wiem, że wciąż wiele osób wchodzi w relacje romantyczne z automatu, bo to kolej rzeczy, bo wszyscy to robią, bo tak trzeba, takie jest życie itp. itd. Są też ludzie, którzy od zawsze, albo od niedawna wiedzą, że chcą założyć rodzinę, co za tym idzie, wiążą się w celu spłodzenia dzieci i wicia gniazda. Ale co z resztą?

Czy oczekują, że w związku będzie im lepiej niż solo? I jak tak, to czemu?

Czy sądzą, że relacja da im poczucie bezpieczeństwa?

Boją się być sami?

Będą czuli się bardziej wartościowo w duecie?

Zastanawia mnie to. Co ciekawe, ja taka wygadana, wcale nie umiałam odpowiedzieć na to pytanie od razu. Po co jestem w związku? W związku, w który weszłam, zaczynając z pozycji „nie chcę być w żadnym związku, a zwłaszcza monogamicznym, bo jest on ograniczający w swojej naturze, związany z zazdrością i pełen oczekiwań” a kończąc na zamieszkaniu razem, będąc częścią mieszanej rodziny (blended family), w relacji, co do której jesteśmy umówieni, że jest ona relacją monogamiczną. Całkiem duża zmiana, prawda?


Moje powody, dla których uważam, że fajnie być w związku:

  1. Ma się dom. Dom jako przestrzeń, w której przebywają różni ludzie, tło dla relacji, przestrzeń bezpieczna, ale żywa. Kocham domowe jedzenie, lubię wylegiwać się pod kocem, lubię nasze wieczory filmowe, gry planszowe z dziećmi i wycieczki albo spacery z psem. Zamiast garderoby chciałabym mieć spiżarnię, uwielbiam codzienne, małe rytuały i uważam, że o wiele milej jest je dzielić z innymi.
  2. Głębokie relacje z masą rozmów, z głębokimi uczuciami i intymnością w sferze emocji i ducha są piękne. Mam takie z przyjaciółmi, ale dzielenie tego wszystkiego z osobą, z którą jeszcze dzieli się przestrzeń domową i seksualną jest czymś zupełnie wyjątkowym.
  3. Rozwój. To jasne, że dwie osoby, które idą koło siebie miesiącami lub latami, nigdy nie będą dla siebie idealnym połączeniem. Będziemy się rozmijać, wkurzać i na siebie warczeć. Oddalać się i przybliżać. Są ludzie, którzy tego nie znoszą i wtedy przeskakują na kolejny, bardziej kompatybilny z nimi w danym momencie kwiatek. Ja uważam, że te lekcje i tak kiedyś trzeba będzie odrobić, więc chcę je robić z osobą, którą wybrałam i która jest najfajniejsza na świecie.
  4. Wyłączność na intymność. To znaczy na seks. Dla mnie stała się ważna wraz ze wzrostem mojej świadomości w temacie zagrożeń chorobami przenoszonymi drogą płciową. Lubię dobry, zmysłowy seks, a użycie masek oralnych, prezerwatyw (nawet podczas seksu oralnego!) i ograniczanie się… ogranicza przyjemność. Miło jest czuć się bezpiecznie w łóżku i móc eksperymentować i pogłębiać swoje doznania w inny sposób niż poprzez nimb nowości.
  5. Kiedy kogoś wyjątkowo lubię, chcę być razem jak najczęściej.
  6. Życie rodzinne! Kocham życie rodzinne! Bycie w związku oznacza te wszystkie ciotki, kuzynów, rodzeństwo, masę dzieci, wujków to jest dobro, które dla mnie jest wartością dodaną.
  7. Czułość. Tego najbardziej brakowało mi w singielstwie. Seks jest dziś równie łatwo zaaranżować co pizzę z dowozem. Tinder nie załatwia jednak głaskania po włosach, całowania w czoło i wnętrze dłoni, pocieszającego przytulasa czy głaskanie linii włosów.

Czy moje powody pokrywają się z Waszymi? Jak widzicie, nie wymieniam powodów ekonomicznych, nie oczekuję od relacji rzeczy, które uważam, że mogę zdobyć sama, albo dzielić z innymi ludźmi. A podróżować, przeżywać romantyczne chwile, da się z innymi. Doświadczyłam piękna podróżowania, snucia się, przebywania w naturze, uczenia się, z ludźmi, z którymi nie byłam w związkach, a doświadczenia te były wartościowe i głębokie, ale zupełnie inne niż to, co czuję, kiedy jestem w intymnej relacji z mężczyzną.

Zastanawia mnie też jeszcze jedna rzecz. Ludzie uważają za sukces zakochanie się we właściwiej osobie i zbudowanie z nią trwałej relacji, takiej na lata, a najchętniej do końca życia. Zobaczcie jednak reakcje ludzi w długich związkach, na świeże zakochanie się kogoś z grona przyjaciół. Prawie wszyscy zazdroszczą im tego stanu. Znam bardzo mało par, które po latach spędzonych razem, czują się szczęściarzami, że to właśnie im się udało, że ta druga osoba nadal ich wybiera i że mogą tak długo razem maszerować. Jak myślicie, czemu tak jest?

Author

7 komentarzy

  1. Zakochanie jest swierze, jest mocne (o wiele intensywniejsze niz dlugoletnia milosc) i slepe. Pelne nadziei. Dlatego wiele osob woli ten stan od tego co przychodzi pozniej i kiedy pojawia sie jakies rodzaj rutyny, „normalnosci” szuka kogos innego.
    Zabawne dla mnie jest to ze kiedys tak mialam 🙂 Lubilam motyle w brzuchu, lubilam ten stan niepewnosci, lubilam poczatki. I kiedy tylko robilo siei stabilnie tesknilam do tych poczatkowych uniesien 😉 Teraz mam odwrotnie. Na sama mysl o przechodzeniu przez faze zakochania, niepewnosci, poznawania kogos od podstaw odechciewa mi sie zwiazku 😉
    A powody ktore wymienilas sa totalnie super. Zwlaszcza z 2 punktem sie zgadzam:)

  2. Blum

    Ja nie znoszę początków. Zawsze bronię się przed zakochaniem tak długo, jak to tylko możliwe, chyba ze strachu przed zatraceniem. Najszczęśliwsza jestem jak jest już spokojnie, bo lubię codzienne radości i stabilizację.

  3. wszystko można robić samemu, ale jak mieszkasz z kimś to oprócz Twojej przestrzeni wytwarza się też jego przestrzen i jeszcze Wasza wspólna. Dla jednych to bogactwo i urozmaicenie, dla innych ograniczenie:) Ciężko przez 20 lat związku mieć motyle w brzuchu, bo to przywilej stanu początkowego zakochania, hormonów itp. Potem jest inaczej, ale czy gorzej? Pewnie nie, ale jak sama zauważyłaś mózg działa tak że jak coś dostanie to chce więcej. I ta nowa, niezdobyta osoba, dla której jesteśmy mega extra atrakcyjni i zachwyca się tym, co dla naszego partnera stało się w nas niejako codziennością/oczywistością – jest dla nas czasem „tym więcej”, bo chcemy poczuć się znowu wyjątkowo albo czuć ten haj hormonalny. Oczywiście to iluzja, coś co działa na parę chwil, a prowadzi zwykle do kolejnego rozczarowania.

    Moje punkty są podobne do Twoich, a psuje relacje moim zdaniem – brak zadbania o przestrzen własna i wspólną albo nadmierne dbanie o jedną przy zaniedbaniu drugiej.

  4. Ludzie często nie wiedzą czemu są w związku. I często okazuję się, jak już wspomniałaś, że są z prozaicznych powodów takich jak poczucia bezpieczeństwa, stabilności finansowej, presji społeczne itd, i nawet nie zdają sobie z tego sprawy. I kiedy ludzie „zakochują się” w pierwszej lepsze osobie, zwłaszcza jeśli oboje są nieświadomi siebie i nie pracują nad sobą ani tym bardziej nad związkiem, to po czasie okazuję się, że takie powody to za mało żeby stworzyć głęboką, szczerą relację. Po etapie fascynacji ludzie przyzwyczajają się do siebie, odkrywają wszystkie mankamenty, przestają się aż tak starać – przecież w końcu już się zdobyli. Okazuję się wtedy, że nie ma tak na prawdę wspólnych tematów do rozmów, że oboje lubią co innego, że ich oczekiwania co do związku mijają się z rzeczywistością. I zamiast rozmów o emocjach pojawiają się wyrzuty albo gorszym wypadku ludzie udają, że cały czas są ze sobą szczęśliwi i milczą o tym co ich boli. W trochę mniej drastycznym przypadku są ze sobą po prostu z przyzwyczajenia – skoro jest dobrze (ale nie świetnie) to po co coś zmieniać? I nagle po kilku latach okazuję się, że ludzie nic o sobie nie wiedzą. Nie są usatysfakcjonowani ze związku ani swojego życia. Nie wiedzą, że jeśli nie są sami ze sobą szczęśliwi, to związek też ich nie uszczęśliwi. Niektórzy, zdawałoby się bardzo dorośli ludzie nie są po prostu dojrzali do tego.
    Dla mnie zawsze oczywiste było, że postawą jest zaufanie. Po co mam się z kimś wiązać jeśli nie mogę być szczera, otwarta i w pełni sobą. (zresztą, zawsze stawiam na to w ważnych dla mnie relacjach, nie tylko związkach damsko-męskich) Jeśli mam się przed nim czegoś wstydzić, bać albo udawać (nie znaczy to też, zaakceptuj mnie w 100% taką jaką jestem i nie wynika z założenia, że jestem idealna i mam zawsze rację), . Niestety kultura, a szczególnie popkultura wmówiła nam, że spotykamy księcia z bajki, a później będziemy „żyli długo i szczęśliwie” – ignorując fakt, że ze związkiem jest jak ze wszystkim innym, jak coś ma działać dłużej niż przez chwilę to trzeba o to dbać i nad tym pracować.
    Zgadzam się w pełni z wymienionymi przez Ciebie powodami. 🙂 Powinniśmy być ze sobą żeby móc się na wzajem cieszyć tą relacją i bliskością, być dla siebie, a nie żeby mieć z niej „coś”. 😉

  5. Blum

    Ha! W moim odczuciu to „żyli razem szcześliwie” to właśnie początek relacji, potem jak ma być „długo” to musi iść za tym uważność.

  6. W tym tkwi właśnie cały haczyk. Opowieść kończy się w momencie, w którym na prawdę zaczyna się cała historia. Temat związków, jak dla mnie jest dość obszerną kwestią, a początek powinien brać od pracy nad samym sobą, nauki asertywności i empatii, bo to takie dwa filary, które pozwalają nie dać sobie wejść na głowę, ani też nie wejść na głowę partnerowi.
    Zaskakujące jest to, że odkąd czytam Twoje publikacje (a na twojego bloga trafiłam jakieś 3-4 lata temu) zazwyczaj, wcześniej czy później pojawia się tekst poruszający nurtującą mnie aktualnie kwestię. I chociaż może nie zawsze zgadzam się z tym co piszesz, to jesteś dla mnie bardzo inspirującą osobą. Uważam, że otwartość umysłu jest niezwykle cenną cechą, a niewiele osób posiada ją w tak dużym stopniu jak Ty. 🙂 Twoje teksty czasami potrafią podnieść mnie na duchu i dzięki Tobie pewne kwestie w moim życiu zaczęły się zmieniać na lepsze.

  7. Czasem się zastanawiam, co motywuje niektórych ludzi do przeskakiwania ze związku w związek – czy naprawdę mają takie szczęście, że ciągle spotykają jakieś osoby, z którymi chcą się związać, czy po prostu boją się samotności. W dzisiejszym świecie dość łatwo o przypadkowy związek, a trudno o osobę, z którą można zbudować trwały, szczęśliwy związek czy małżeństwo. I z mojej obserwacji wynika, że długoletnie małżeństwa często są szczęśliwe (znam kilka takich udanych małżeństw), natomiast związki oparte na zakochaniu lub na desperackim „muszę z kimś być, bo boję się samotności” często rozpadają się po kilku latach, gdy minie etap zauroczenia. Czy na dłuższą metę ciągłe zakochiwanie się w kolejnych osobach i budowanie kolejnych, nowych związków może przynieść szczęście? Wątpię. Myślę, że stabilizacja i małżeństwo mają swój urok. 🙂

Dodaj komentarz