luna

morsowanie

laluna blimsien jeziorko czerniakowskie warszawa

13 zima

zimno

Processed with VSCO with g3 preset

luna12

śnieg Najładniejsze obrazy być może są tandetne. Całkiem jak szczęście. Zachody słońca, spienione grzywy fal, trochę złotego piasku. Moje wspomnienia z wakacji nad polskim morzem. Albo nie, albo inaczej. Siankowy, mdławy zapach traw i polnych kwiatów, leniwe bzyczenie owadów, błękit nieba jak z plakatówek. Kiedy byłam mała, mama mówiła mi- Dziecko, podobają ci się cekiny i koraliki, bo dzieci nie mają gustu. Potem zrozumiesz, wyrośniesz, dorośniesz, nabierzesz smaku.

Czasem o tym myślę. Zazwyczaj, kiedy dzieci chcą po podwójnej porcji lodów zjeść jeszcze budyń, koniecznie mieszany z dwóch smaków, ale nie lubią pleśniowego sera, kawy i oliwek. Wtedy myślę, że przecież jeszcze zrozumieją, wyrosną, dorosną, nabiorą smaku. Nieraz przypomina mi się jednak, że ich ojciec nie lubi pietruszki ani bazyliowego pesto, na czarnej liście jest kolendra i pospolity koper.

Kidy znowu wieczorem nastawia swoją ulubioną stację i zamyślony słucha jazzu, ja denerwuję się, wiercę, drapię. Nie mam słuchu, nie lubię. –Jezusmaria, znów kota wypuściłeś, żeby biegał po pianinie? Mówię do niego, a on się śmieje i wyłącza. Mam dziecięcy gust, jeśli chodzi o muzykę. Niezbyt dobry.

Może właśnie piękno jest kiczowate? Łabądki, zamarznięte jezioro, pociosane pęknięciami, jak rozstępami, zamarznięte zioła i trawy, jak srebrna biżuteria, oprószone śniegiem wąsiki psa? Jest oczywiście to zdjęcie z Krakowa, człowiek czarny na białym brzegu, karmi białe łabędzie na tle czarnej Wisły. Co, jednak jeśli w większości nasze zdjęcia to źle wykadrowane wodospady na wakacjach, palmy, bliscy w dziwnych pozach? Lubię żółte polne kwiaty, zmultiplikowane słońca i tak bardzo mnie nie obchodzi, w jakim to wszystko jest smaku, dobrym czy złym. Zachwycam się światem jak dziecko, za sprawą tej psiny, która włóczy nas po łąkach i polach. Nos ma cały w glinie, albo jak staromodny guzik, obleczony karmelową skórą, moja babcia miała ich kilka luzem, pamiętam.

Dla Luny nie ma pogody złej ani dobrej, ona po prostu chce iść w świat. Więc idziemy. W beton, rozmoknięte psie gówna, do parku, ulicę dalej, do lasu, nad jezioro. Różnie, naprawdę. Zawsze coś jest inaczej. Nawet kiedy pogoda chłoszcze nas po pyskach zimną wodą, zawsze jest coś inaczej i zawsze jest chociaż jeden mały detal, który potrafi odmienić cały spacer.

Można znaleźć pierwsze bazie, albo zmarznięte koraliki głogu nawleczone na suche gałązki.

Są chwile podczas tych spacerów, kiedy myślę, że to są właśnie czasy, za którymi kiedyś będziemy tęsknić. Jakbym pod skórą przeczuwała jakieś wielkie pęknięcie. Może to głupie, ale myślę wtedy o Żydach i o wszystkich tych, którzy się pocieszali po pierwszej wojnie, że może teraz kolej na inną część świata, że u nas zbyt niedawno, że nie…

Wtedy znów staram się skupić na przyrodzie. Cokolwiek będzie, będzie później, dzisiaj jestem.

 

pieniu

Author

1 Comment

  1. ja okazjonalnie kicz lubię i taki kicz kontrolowany w niektórych dziedzinach życia jest wporzo. Dopóki sprawia komus radosc to chyba spelnia swoja funkcje. Zazdroszcze super-psa 🙂

Dodaj komentarz