zerowaste

Kiedy minimalizm owładnął przeżartych konsumpcjonizmem ludzi, wpadłam w pułapkę wymieniania starych i brzydkich rzeczy na nowe, jakościowe, porządne. Nigdy nie robiłam tego bezmyślnie, ale trend, który w założeniu miał mnie uwolnić od myślenia o rzeczach, generował niezdrowe obsesje (czego jeszcze się pozbyć) i jeszcze większą konsumpcję (wymienić pstrokate na monochromatyczne, uspójnić, wymienić bla, bla, bla). Nigdy nie chciałam złapać się w te same sidła, tym razem pod flagą zero waste. Dlatego podchodziłam do tematu jak pies do jeża.

Idea ograniczania zużywanych zasobów wydaje mi się słuszna. To, co mnie razi, to blogerki nachalnie propagujące eko-gadżety, które musisz mieć, żeby uratować planetę. Które z tych gadżetów są Wam potrzebne, to Wasza sprawa. Każdy z nas ma inne potrzeby. W głębi duszy jednak obawiam się, że zero waste albo less waste, jest o wiele mniej glamour, niż chciałyby tego modne sklepy i serwisy.

Przy czym nie ma co się oszukiwać, żyjemy w czasach dużych korporacji, gdzie 4 jabłka są opakowane ze styropianową tackę i folię, brokuły pakowane również w folię, nawet szczypiorek ma foliową obwolutę. To nie tak, że produkty sprzedawane, jako less waste nie mają sensu i należy je wszystkie bojkotować. Moim zdaniem, należy po prostu zacząć od tych darmowych, a później dokładnie przyglądać się swoim nawykom konsumenckim i wprowadzać pożądane zmiany. Chcę przez to powiedzieć, że ten sposób działa na mnie.

Oto kilka podstaw, które sprawdzają się u nas i może sprawdzą się również u Ciebie:

♥ Nie potrzeba specjalnych siateczek, żeby kupować owoce i warzywa luzem. Jabłka, gruszki, banany czy pomarańcze można zważyć, a naklejkę nakleić tylko na jeden owoc. Kasjerki tego nie lubią, ale pakowanie tego w osobne woreczki, to prawdziwa strata. Rzecz ma się inaczej z rzeczami takimi jak rodzynki, daktyle, pestki albo chociaż brukselka. Tu woreczki z firanek mają sens, choć równie dobrze można przez jakiś czas używać foliówek, które już mamy w domu.

♥ Zamiast fancy i drogich woskowijek, można wkładać jedzenie do miseczki i nakrywać małym talerzykiem. Drugie śniadanie spokojnie można zabrać ze sobą w jednym z tych plastikowych pojemników (chyba każdy z nas ma je w domu). Rozcięte owoce, sery i warzywa również można przechowywać w takich pojemnikach. Jest naprawdę niewiele sytuacji, w których potrzeba folii spożywczej/woskowijki.

♥ Rezygnacja ze słomek, łopatek do lodów i kubeczków na te lody ma dla mnie więcej sensu niż wymienianie na zamienniki. Najgorzej przekonać do tego dzieci, ale wierzę, że język wystarczy by zjeść lody.

♥ Eko torby to sensowne i pożądane rozwiązanie. Tu największą przeszkodą jest nawyk zabierania ze sobą toreb, siatek, woreczków czy słoików, w które chcemy kupić produkty. W supermarketach średniej wielkości czasem nie ma dużego wyboru rzeczy na wagę, ale w osiedlowych spożywczkach udaje nam się kupić zarówno kiszone ogórki (wraz z wodą) do własnego słoika, bakalie, strączki, a czasem nawet przyprawy.

♥ Wtórne używanie tego, co już posiadamy. Pudełko po lodach sprawdzi się w zamrażarce. Słoiki po sosach czy dżemach będą idealne do przechowywania. Chronią nasze zapasy przed molami i nie muszą być wszystkie piękne i nowe. Stare ubrania mogą posłużyć za szmatki. To nie jest fancy, ale to jest racjonalne, tanie i realne wykorzystanie danego zasobu.

♥ Lokalnie & sezonowo – wiadomo o co chodzi. Ma sens i jest zdrowe dla naszego ciała.

♥ Naprawianie starych rzeczy. Cerowanie, odplamianie, mądre przechowywanie.

♥ Przemyślane zakupy bazujące na znajomości swoich potrzeb. Unikanie kupowania emocjami – nieważne, czy chodzi o ubrania czy o spożywkę.

♥ Kupowanie z drugiej ręki. Mebli, ubrań, zabawek, książek, sprzętów.

♥ Dzielenie się z innymi. Ten punkt nie jest łatwy, bo zależy od miejsca, w którym żyjemy i sieci społecznej, jaką mamy dookoła. Warto poznać sąsiadów i być może wymieniać się sprzętami. Każdy potrzebuje odkurzacza w domu, ale może nie każdy wiertarki lub blendera. Dziewczyny z Robię Sobie Remont wpadły na super pomysł, by na skrzynkach na listy nakleić sobie naklejkę, ze sprzętem, który mamy i chcemy się nim dzielić. W mojej okolicy sąsiedzi często sobie pomagają pożyczając narty, kombinezony dla dzieci, sprzęty, opiekując się wzajemnie swoimi zwierzętami, wymieniając przemdmiotami itp. Robimy to za pomocą grupy sąsiedzkiej dzięki czemu życie w dużym mieście jest o wiele łatwiejsze i nie wymaga skrajnego indywidualizmu i poczucia, że ze wszystkim trzeba sobie radzić samodzielnie. Naklejki możecie razem ze swoimi sąsiadami kupić TU.

♥ To, co i tak kupujemy, staramy się kupować w wersji lepszej. Jak kupujemy patyczki do uszu, to żeby jednak były na papierowym kijku. Papiero toaletowy może być z makulatury, a chemia domowa zrobiona samodzielnie. Zamiast mydła w płynie przeskoczymy na takie w kostce, jednocześnie nie zamierzmay kupować ekologicznych zastępników rzeczy, których dotychczas w ogóle nie używaliśmy.


Pomóż utrzymać mi regularność publikowania i postaw mi kawę na Patronite:

baner

Author

5 komentarzy

  1. Pingback: Marcowa piąteczka: jesteś tym, co jesz – Żegnaj, kokonie bezpieczeństwa

  2. taaaak! zgadzam sie w 100%. jakbym miala bloga to bym napisala to samo hah ;p bo juz nie moge zdzierzyc tych wszystkich ludzi od ’10 sposobow na zero waste’ w ktorych czytam o coraz to nowszych gadzetach, ktore sa mi super niezbezdne albo jednak troche bez sensu (jak woskowijki), albo juz i tak je kazdy z nas ma w domu tylko moze nie sa az tak instagrammable (jakeis butelki bidony pojemniki czy bog wie co jeszcze)

  3. Bardzo mądre podejście!! Wydaje mi się, że też chodzi o to aby najpierw zużyć: w przypadku kosmetyków czy jedzenia a potem kupować. Nie zamierzam kupować od razu szklanych słoiczków i zużywać przez następne pół roku ale pozbyć się tego co mam. A „drugą rękę” i bawełniane eko torby szczerze kocham :3

Dodaj komentarz