loveLudzie często zastanawiają się jak znaleźć miłość. Co zrobić żeby się zakochać? Gdzie poznać właściwą osobę? Wielokrotnie pragnąc miłości sama się nad tym zastanawiałam. Jakby to była czarna magia. Jakby to było coś nie do ogarnięcia. Tajemnicze zaklęcia. Fizyka kwantowa. W roku 2016 obiecałam sobie nie być w żadnym związku. To jest mój rok eksploracji.

Pamiętacie jak w poprzednich rozdziałach mojej ścieżki serca pisałam, że czuję, że moje życie uległo przeobrażeniu po poznaniu Rulo i nigdy już nie będzie takie samo? Że wiele jeszcze się wydarzy ale ani Wy, ani ja o tym jeszcze nie wiemy? Jest marzec. A ja jestem zakochana. Jak to się robi? Nie szuka się. Unika się wręcz. Czuje się dobrze we własnej skórze i czuje się, że życie jest pełnią. Chodzi się w różne dziwne miejsca całkiem bez oczekiwań. A miłość dopada Cię nagle w najmniej spodziewanym i odpowiednim momencie Twojego życia. Zwłaszcza kiedy jej nie chcesz.

– Hola, hejże! Nie zamierzam w to wchodzić. Nie taki miał być ten rok! – tak wygrażam piąstką.

Samej jest mi dobrze. Robię co chcę i kiedy chcę. Nie pytam o pozwolenie i jestem wolna. Podróżuję, zamykam się na kilka dni sama w domu, całuję się ukradkiem po ciemnych bramach. Niczego od nikogo nie chcę i nikt nie chce nic ode mnie. Pierwszy raz w życiu czuję, że może w ogóle nie chcę już być w związku. Że może nie chcę kiedykolwiek być matką. Ani żoną. Ani w ogóle być czyjaś. I nagle poznaję kogoś wyjątkowego. Wyjątkowego na tyle, że nie choć chcę mu powiedzieć to co wszystkim poprzednikom „posłuchaj, nie szukam teraz związku, to nie czas na to, moja ścieżka wiedzie mnie gdzie indziej, nic Ci nie obiecam, niczego się po mnie nie spodziewaj, nic ode mnie nie chciej proszę” nie mogę. He is a game changer. Nie jest ciężko znaleźć uczucie. Ciężko jest być razem w wolności.

Uczę się. Wiele z rzeczy, które rozgryzam, niektórym zagotuje krew w żyłach. Wiem to. Przykład?

1 FUCK OFF WITH YOUR „FOREVER AND EVER”. Jestem romantyczna, lojalna, sentymentalna. I nie wierzę w miłość na całe życie. I nie uważam, żeby miarą tego czy związek jest udany, było fakt, że przetrwał wieczność. Znam tak wiele spróchniałych, nieudanych związków, które trwają tylko dlatego, bo tak jest wygodniej. Trwałość relacji jest wartością, ale nie za wszelką cenę. Czy chciałabym związku z jedną osobą na zawsze? Komunii dusz? Jasne. Czy jestem gotowa wyrzec się siebie żeby utrzymać relację? Nie. Nie bo jestem egoistką. Wierzę, że jesteśmy na Ziemi po to żeby rozwijać swój potencjał. Dzielić się z ludźmi. Kreować. Doświadczać. Życie płynie, jeśli nie pasujemy do siebie dłużej, jeśli nie możemy i nie chcemy dzielić się swobodnie, dla mnie taki związek nie ma sensu. Oczywiście kusi mnie, żeby usłyszeć te wszystkie zapewnienia o „na zawsze” i „aż do śmierci”. Ale dziś moje nastawienie to „bardzo Cię lubię, podobasz mi się, zobaczmy jak to się potoczy”. I tak każdego dnia. Stabilizacja oparta na drugiej stronie jest iluzją. Akceptuję to, że idziemy razem przez chwilę. Chwilę później może nas już nie być. Uczę się rozstawać. Zachwycam się wspólnym podróżowaniem przez życie. Przez dwa tygodnie, miesiąc, rok, dekadę.


2 PARTNER NIE JEST PO TO ŻEBY O MNIE DBAĆ. Żeby się mną opiekować. Uzupełniać moje braki. Dosztukować brakujące kończyny, części duszy, markować niedostatki. To MOJE zadanie. To ja muszę umieć o siebie zadbać. To moje główne zadanie. Dbać o siebie, być szczęśliwą bezwarunkowo. Nie oczekiwać uszczęśliwiania. Dać sobie samej poczucie bezpieczeństwa. Jeśli ja zapewniam sobie to wszystko sama i mój partner zapewnia to sobie sam to, co chcemy sobie zaoferować wynika z radości dawania, dzielenia się z drugą osobą. Chodzi o to, żeby być niezależnym od drugiej strony. Partner nie jest moim rodzicem. Ani terapeutą.


3 WOLNOŚĆ. To wyższa szkoła jazdy. Powstrzymanie się od kreowania drugiej osoby. Widzenie jej taką jaką jest i pozwalanie jej na bycie sobą, z niedostatkami, z irytującymi cechami, gorszymi dniami. Odpięcie się od drugiej osoby. Szanowanie jej autonomii. Żadnego „ja go zmienię”. Jak mam go zmieniać, to ja go nie chcę. Nie chcę też nikogo, kto chciałby mnie zmieniać. Mój poprzedni związek cały oparty był na tresurze. Ja też niejednokrotnie wymuszałam na swoich partnerach zmiany. Nie wierzę w zgniłe kompromisy. I pierwszy raz w życiu umiem zachwycić się kimś totalnie różnym ode mnie. Odważnie stawiającym granice. I nie czuć się tą innością zagrożona.


4 WSZYSTKIE BYŁE ZWIĄZKI CIĄGLE TRWAJĄ. W ten czy inny sposób. Nie ma miejsca na nienawiść. Nie ma miejsca na pogardę. Dobrze jest szanować swoich byłych partnerów i nie mieć do nich żalu ani pretensji. Przebaczyć. Puścić wolno. Zapomnieć.

Tym razem robię wszystko inaczej niż radzą w miłosnych poradnikach. Nie trzymam gardy. Otwarcie się komunikuję. Ufam. Nie spowalniam tempa. Nie robię poker face. Nie wynajduję sobie problemów. Jak na mnie – mało panikuję. Nie udaję kogoś kim nie jestem. Nie daję więcej, niż mam ochotę. Nie wymagam. Jestem sobie i cieszę się obecnością drugiego człowieka, którego jestem ciekawa. Nie mam pojęcia gdzie nas to zaprowadzi. Nie wróżę z fusów. Moim celem nie jest małżeństwo, miłość do grobowej deski, ani w ogóle nic szczególnego. Bardziej niż na trwałości tej relacji, zależy mi, żeby osoba z którą ją tworzę, była szczęśliwa. Nawet jeśli miałaby być szczęśliwa beze mnie. Doświadczam. Uczę się. To jest piękne i szalenie ciekawe. Mamy marzec. Nadal boję się co będzie w grudniu. Serce otwarte na oścież sprawia, że w życiu dzieją się totalnie duże i szalone rzeczy. Bardzo nie chcę standardowo. Staram się odkryć jak to jest żyć kierując się czystym sercem. I podoba mi się osoba, którą się staję. Jestem siebie ciekawa. I jestem z siebie dumna. I nigdy jeszcze nie czułam się tak wolna.

A tak w ogóle, to znalazłam też takie coś:

relationship

Ludzie są fajni. Relacje są fajne. Kochanie ludzi nie kończy się na partnerze albo dzieciach. Fajnie jest wkładać serce we wszystkie relacje. Tego nauczyłam się od Rulo. Najpierw jednak trzeba pokochać siebie. I pozwolić innym na to samo. Dwie silne, pewne swojej wartości osoby, kochające siebie – wyobrażacie sobie ile pięknych rzeczy mogą sobie dać? Dbacie o siebie? Kochacie siebie? Mam nadzieję! Selflove to podstawa.

Z miłosnym pozdrowieniem

20151018_171302Wasza Blum.

Author

14 komentarzy

  1. najpierw trochę się z Tobą Blum nie zgodzę. bo ja chyba wierzę, że miłość na całe życie istnieje, bo to taka miłość, w której się uzupełniamy i uzupełniać będziemy do samego końca. i może taka miłość zdarza się raz na siedem milionów, albo rzadziej, ale zdarza. ja jestem teraz zakochana jak nigdy, do szaleństwa, z wzajemnością stuprocentową, i tak wierzę w tę miłość, że wszystko zapisujemy w dzienniku, żeby za 10 lat zobaczyć czy to faktycznie tak prawdziwe uczucie i wygraliśmy na loterii czy kolejna miłostka, która tylko się wydawała być „tą raz na milion”.
    i partner jest moim terapeutą, terapeutą kobiecości i poczucia własnej wartości po tym, jak jeszcze w późnym dzieciństwie zniszczone zostały w najgorszy z możliwych sposobów. chociaż tutaj może masz rację- sama sobie powinnam być bardziej podporą, bo jak tylko Go nie ma obok, a nie ma bardzo często, to wracam do punktu wyjścia.

    ale z resztą tak, zgodzę się, z ufaniem, nie wymaganiem nie poświęcaniem i nie udawaniem. w ogóle- dużo „nie” w związku jest dobre. bo „nie” nie ogranicza.

  2. Blum

    Fantasmagorja – ha! ale tu nie ma prawd uniwersalnych raczej. Ja odkrywam wszystko na nowo, na opak.

    Nie twierdzę też, że miłość na całe życie nie istnieje. Uważam tylko, że jest możliwa nie pod warunkiem uzupełniania się, ale raczej podróżowania w tym samym kierunku, a to trudne podróżować z kimś w tym samym kierunku przez dziesiąt lat. Z resztą zakładając, że Twój partner nie jest pierwszym i ostatnim – już okazuje się, że to nie jedyny partner na całe życie, tylko kolejny, ale może właśnie ostatni? 😉

    dla mnie porzucenie moich opinii na temat związków jest odświeżające i daje mi więcej pola manewru i nie zostawia szansy na zrzucanie odpowiedzialności na innych.

    Co do partnera -terapeuty, nie zgodzę się z kolei ja. Moim zdaniem to nigdy nie działa. Swoje podstawy trzeba budować samemu, na sobie.

  3. To wszystko byloby piekne, gdyby byla w tym choc garsc prawdy.

  4. Blum

    Anonim – nie rozumiem czy negujesz moje opinie (z którymi nie musisz się przecież zgadzać) czy szczerość (co byłoby idiotyczne skoro nie jesteś mną 😉

  5. Cudawianka

    Podróżowanie wspólne tak ale tylko jeśli spełnione są warunki z koła pod postem, podróżuj i nie zakładaj ze to na całe życie ale miej wspólne plany, podejmuj wspólne decyzje, dziel się przeżyciami i dniem codziennym. Inaczej, wiem z własnego doświadczenia, podróżowanie razem jest strasznym zawieszeniem. Ale jestem pewna ze pisząc o podróżowaniu nie miałaś na myśli jałowego „z dnia na dzień, niby razem ale obok siebie” .
    Rewelacyjny post !
    Pozdrawiam
    Cudawianka

  6. A ja tak sobie mysle, ze po poznaniu Rulo i po tym wszystkim co z nim przezylas, bylas tak podkrecona i pragnaca milosci, ze zupelnie mnie nie dziwi to co sie stalo 🙂 Bylas podkrecona ta iluzja wielkiego zwiazku jakiej uleglas pzry Rulo, i rownoczesnie niespelnieniem. To zawsze jest mieszanka wybuchowa nowej milosci. Wiem cos o tym…:)

  7. a ja uważam, że czasem trzeba umrzeć dla drugiej osoby. Wydaje mi się, że problemem młodych osób jest kreowana w mediach postawa „ja jestem najważniejszy, musisz mnie akceptować ze wszystkimi moimi wadami, a jak nie to wypad”. Niektórzy ulegają mu i nie rozwijają się – nie szukają swoich wad i nie starają się ich zmieniać, bo ich wady to nie ich problem, a otoczenia, które nie umie sobie z nimi poradzić. Stąd moim zdaniem tak wiele rozwodów, ponieważ ludzie nie potrafią nawiązać kompromisów i się ze sobą dogadać.
    I jeszcze kwestia odkrywania siebie samodzielnie, a dzielenia się z partnerem tego owocami. Z obserwacji związków przyjaciół i znajomych i własnego stwierdzam, że zazwyczaj opierają się one właśnie na wzajemnym uzupełnianiu i edukacji. Ja z powodu przyjmowanych sterydów stałam się osobą ekstremalnie zamkniętą w sobie (nie unikałam ludzi, ale nie okazywałam żadnych emocji na zewnątrz), nie walczyłam o swoje, więc każdy mną pomiatał (nawet moje koleżanki), żyłam jak zawieszona w próżni emocjonalnej i działaniowej. To mój narzeczony, u którego w domu rozmawia się w domu o emocjach, wprost mówi się, o swoich potrzebach wymusił na mnie takie informacje. Kłótnie między nami toczyły się wręcz latami, bo musiał ze mnie wyciskać informacje o moich emocjach i potrzebach. Ja ryczałam, on krzyczał na mnie. Jak mu powiedziałam to wszystko było w porządku, a za kilka tygodni znów to samo, bo kisiłam w sobie emocje. Teraz nauczyłam się mówić sama, bez proszenia o informowanie o uczuciach nie tylko narzeczonego, ale też innych wokół.
    Dlatego uważam, że czasem trzeba powalczyć o drugą osobę, a samemu walczyć również ze sobą, bo przecież ja mogłam „olać” go i być, jaką byłam:)

  8. Blum

    Myślę, że myślimy o tym samym.Nie uważam, że ma być „łatwo albo wcale”. Uważam, że druga osoba ma nas uczyć w pewnym sensie, a my ją.

    Jako koniec związku uważam właśnie brak chęci wzajemnego uczenia się i inspirowania.

  9. Bardzo ładny, pozytywny wpis. Jak miło czytać o ludziach, którzy się rozwijają w sprawach wewnętrznych, nie tylko zewnętrznych.

    Bez względu kto ma jaki pogląd na związek, znajdzie kogoś kto „mówi” tym samym językiem.
    Nie ma unikalnej recepty ani opisu przebiegu postępowania w związku.

    Bardzo fajnie Blum, że dzielisz się własnym doświadczeniem i tym, co się dzieje w Twojej głowie i sercu. Bez względu na pogodę duszy w Tobie, życzę najlepszego i wierzę, że co by nie było, będzie dobre 🙂

    Distance and acceptance together with love are the key 🙂

  10. To, co do Ciebie przychodzi w życiu i w miłości jest odzwierciedleniem Twojego otwartego serca i całej jego obfitości. Doskonale pokazuje, w którym miejscu jesteś. A co za tym idzie, jeśli ktoś jest w zupełnie innym miejscu, niekoniecznie zrozumie o czym piszesz. Najcudowniejsze jest to, że dzielisz się swoimi doświadczeniami mimo wszystko. Własnie za to dziękuję Ci z całego serca <3

  11. Nuns mums

    Blum… gdyby ktoś mnie zapytał jak widzę związki, wolność, jaki jest mój aktualny stan ducha to…. skopiowałabym Twój dzisiejszy wpis. Lepiej nie umiałabym tego powiedzieć.

    Ja też poznałam kogoś „w rodzaju” Rulo – odmienił mój świat. W końcu wszystko składa się w jeną całość, a ja w końcu nie czuję, że to ze mną coś nie tak.

    Uwielbiam nową Ciebie. Nawet przestałam tęsknić za starym MTP. W ogóle tęsknota za czymkolwiek przestaje istnieć w bazie moich uczuć.

    Trzymaj się

Dodaj komentarz