sezonowe porządki w szafie

Sezonowe porządki w szafie towarzyszą mi od kilku lat. Może to dziwne, ale NADAL mam w niej rzeczy sprzed 8 lat i choć systematycznie zmniejszam stan posiadania, one nie chcą z niknąć. Jestem sentymentalna, praca w branży modowej wyposażyła mnie w wiele ubrań, których nigdy bym sama nie kupiła, ale teraz jestem z nimi zżyta, no i w dodatku mam 32 lata, zmieniłam rytm życia oraz stylówkę (nie ma chyba sensu tego wątku rozwlekać).


DLACZEGO SPRZĄTAM W SZAFIE CO SEZON?

Sprzątam, co sezon, dlatego, że w szafie trzymam tylko rzeczy, które aktualnie noszę. Nie trzymam w niej wszystkich kurtek latem, nie trzymam też zwiewnych sukienek zimą. Wtedy te ubrania lądują na pawlaczach. Nie widzę sensu magazynowania przedmiotów, co do których jest jasne, że za pół roku nadal nie będę ich używać albo co gorsza, rozłożę je wszystkie i będę się zastanawiać, czy są mi potrzebne. Po pół roku wiem doskonale, czego nie założyłam ani razu, mogę co najwyżej przemyśleć, dlaczego tak się złożyło.

W tym roku moim zaskoczeniem jest, że choć wszystkie ubrania w mojej szafie są w moim guście, nie mam już zbyt wiele koszulek z nadrukami, nie jest tak czarno, to 3/4 z nich nie noszę, bo… przytyłam! Nadal się w nie mieszczę, ale nie czuję się i nie wyglądam w nich dobrze. To dość czytelny znak, że zamiast wymiany garderoby, trzeba będzie jednak wrócić do mojej optymalnej wagi.


SPRZĄTAM KATEGORIAMI.

Znacie ten moment, kiedy w przypływie wielkiej chęci sprzątania rozgrzebujecie wszystko, zaczynacie przeglądać, pochylać się na każdą rzeczą, ubraniem, karteluszkiem, długopisem… w końcu jesteście bardzo zmęczone, a cały syf rozlał się po podłodze i reszcie mieszkania? Ja jestem takim zapaleńcem!

Dlatego sprzątam grupami. Dziś posprzątałam wszystkie koszulki, spodnie i swetry. Rozłożyłam każdą grupę i posegregowałam kolorystycznie. Białe koszulki razem, czarne razem. Wełniane eleganckie swetry razem, odjechane małe sweterki razem. Patrzyłam na nie w takich subkategoriach i myślałam sobie:

 

a) czy ta kategoria musi być tak liczna?

b) czego i dlaczego z tej kategorii nie założyłam?

c) co się totalnie zużyło i mam lepsze, podobne rzeczy?

d) co się nie zużyło, ale się dubluje — nienoszone/ rzadziej noszone odkładam na inną kupkę.

e) co się popsuło? / odkładam to na inną kupkę.

Jeśli mam coś, co lubię, ale nosze to rzadko, wrzucam to na szybko w Pinteresta np. „white shirt outfit” i patrzę, jakie stylizacje mi się podobają i czy mam w szafie coś podobnego w tym stylu. Wtedy jest szansa, że będę nosić moją białą koszulę częściej i sprytniej ją zestawiać (bo ja np. nigdy nie umiem zestawiać spódnic z czymkolwiek, spódnice to jest asortyment, którego ja totalnie nie rozumiem).

sweter

DRUGIE ŻYCIE RZECZY.

No dobra, mam teraz moje kategorie posortowane na kupki: duble, które rzadko noszę, zniszczone rzeczy, ulubione rzeczy i tak dalej.


RZECZY ZNISZCZONE I NOSZONE.

A może raczej podniszczone? Plama, lekko nadpruty brzeg albo dziura… to przecież da się naprawić. Tu kłania się wybieranie rzeczy ze szlachetnych materiałów, nie sądzę, żebym chciała naprawiać zmechacony poliestrowy sweter. Jeśli jednak mam swetry z wełny — definitywnie je naprawiam. Po pierwsze dlatego, że surowce odzwierzęce są dla mnie bardzo cenne. One nie są cruelty free, zazwyczaj kupuję je z drugiej ręki, mimo to, chcę, żeby trwały jak najdłużej. Z szacunku do zwierząt. Poza tym są naprawdę ciepłe, szlachetne i dobrze się noszą. Ponieważ nie kupuję kompulsywnie, kiedy w końcu mam idealną rzecz, nie chcę tak łatwo się jej pozbywać.

Plamy są do usunięcia za pomocą specjalnego mydełka do plam, do dostania choćby w Rossmanie.

Znalazłam też w Warszawie punkt (dla zainteresowanych, przy ul. Dworkowej, kilka metrów za pocztą na rogu) tzw. artystycznego cerowania. Co prawda za 3 mikro dziurki w swetrach zapłaciłam 35 zł, mówiąc szczerze, to pewnie tyle samo, ile kosztowały mnie w przybliżeniu owe swetry, ale jeśli w ogóle mówić o świadomej konsumpcji, wolę donosić moje rzeczy (są z dobrych materiałów, podobają mi się i nie muszę wysyłać ich na śmietnisko) no i daję pracę starszym paniom. A jakoś tak się złożyło, że ostatnio wolę dawać moje pieniądze małym firmom i punktom niż wielkim korporacjom. Podobnie robię z butami, naprawiam je u lokalnego szewca.

To jest też dobry moment na wypranie, odkulkowanie, pozbieranie psich włosów rolką i zapakowanie na przyszły rok.


RZECZY NIENOSZONE I NIEZNISZCZONE.

Próbuję sprzedawać na różnych grupach i za te pieniądze rekonstruować te ubrania, które ze mną zostają. Często jednak ze sprzedażą jest więcej zadymy, niż to jest tego warte. Odpowiednie zdjęcia, wystawienie, mierzenie, odpowiadanie na pytania, poczta… Najczęściej po prostu piorę te ubrania, pakuję i zawozimy je do domu dziecka. Jest oczywiście wiele punktów, gdzie można oddać dobre ubrania, te, które oddaję ja, są jeszcze takie młodzieżowe, raczej nie przysłużą się ani bezdomnym, ani dorosłym, za to szczupłym nastolatkom i starszej młodzieży powinny przypaść do gustu.

Można też spróbować sprzedać je hurtem np. do Remixshop. Co prawda nie przyjmują wszystkich marek, ale przynajmniej sami wysyłają do domu kuriera, zajmuja się fotografowaniem każdej rzeczy, sprzedażą, a my dostajemy z tego jakiś %. Sama nigdy nie sprzedawałam nic w ten sposób, ale to jedna z opcji, które znalazłam w internecie.


RZECZY ZNISZCZONE I NIENOSZONE.

Ubrań nie wolno wyrzucać do śmietnika. Wrzucam je albo do kontenerów z tekstyliami (te lepsze sprzedadzą w lumpeksach, te gorsze posłużą do wytłumiania itp.) albo tnę na szmatki i wykorzystuję do sprzątania. Wiem, że H&M zbiera też noszone ubrania i również je recyclinguje, więc to też jest jakaś opcja (nawet podarte rajtki, bieliznę, ręczniki itp). Najgorzej po prostu wrzucić je do śmietnika pod domem. Dawniej robiłam też rozdawki, układałam ubrania w kartonie, podpisywałam, że są do zabrania i co tam mniej więcej jest (eleganckie ubrania, spodnie, albo ubrania dla kobiety) i zostawiałam pod klatką. W 10 piętrowym bloku miały wzięcie i znikały w 15 minut, na zamkniętym osiedlu nie miało to sensu, a teraz na Mokotowie raczej są rozrzucane i mokną w deszczu, więc już tego nie robię.


FOTO NOTATKI.

Jeśli potrzebuję dłużej nad czymś pomyśleć, zazwyczaj robię temu zdjęcie (wszystkim białym koszulkom, jakiemuś zestawowi, który obmyśliłam, żeby zacząć nosić nienoszoną dotychczas zbyt często rzecz), jeśli mimo tego, sytuacja się nie zmienia, przypisuję dane ubrania do kategorii, które wymieniłam i pozbywam się go.


Taka sezonowa analiza sprawia też, że dopiero wtedy widzę, że mam bardzo dużo ubrań danego typu i tego nie rejestruję. W tym roku zaskoczyła mnie ilość swetrów, którą mam. Żyłam w przekonaniu, że mam ich bardzo mało i ciągle przeczesywałam lumpeksy w ich poszukiwaniu, a teraz już wiem, że mam ich nawet więcej niż potrzebuję.

No i już! Przyszła jesień nie będzie wymagała ode mnie odkulkowywania, decydowania, rozkminiania, po prostu moje ubrania będą gotowe do noszenia. Podobne porządki robię też przed rozpoczęciem nowego sezonu. Jak ściągnę walizkę wiosna-lato z pawlacza, może się okazać, że z częścią rzeczy nie umiałam się rozstać z jakiegoś powodu, ale po pół roku dystansu łatwo mi będzie powiedzieć „o nie, ta era dawno minęła„. Ten sposób sprawia też, że wiem, co mam i łatwo mi kupować to, czego naprawdę mi brakuje, a nie wszystko, co wpadnie mi w oko.

*Nie jestem minimalistką, ale jestem pragmatyczna. Nie lubię, kiedy rzeczy, których nie lubię i nie używam, zajmują moją przestrzeń, bo to przestrzeń traktuję jako dobro luksusowe, nie nadmiar ubrań, torebek, butów czy książek.

Jakie są Twoje sposoby? Często sprzątasz szafę? Masz dużo ubrań? Naprawiasz je, czy kupujesz nowe? Co byś chciała zmienić?


baner

Author

9 komentarzy

  1. A mogłabyś wrzucić fotkę jak Ci naprawili te swetry? Ja mam kilka dziurawych i nie wiem jak je ratować bo mam wrażenie że jak zastaje te dziury to będzie to słabo wyglądało no ale serce się kraja jak myślę o wyrzucaniu ich. No ale słabo umiem w naprawianie a też noe mam w okolicy takiego punktu naprawczego

  2. Blum

    Agata – tsk, odbiorę je po 21 i wrzucę fotkę 🙂

  3. Blum

    Marcela – to właśnie kontenery i HM mogą być dobrytm tropem.

  4. też mam rzeczy nie na sezon na górze szafy, bo lubię mieć pod ręką to czego potrzebuję akurat. Moim bólem jest że ja potrafię nawyrzucać tych rzeczy, a potem nie mam sie w co ubrać, a nie czuję motywacji do odnawiania zasobów. Dlatego teraz porządkuje już ostrożniej, mniej wiecej 2 x do roku, w tym sezonie miałam trochę trudniej bo nie bardzo potrafiłam oszacować czy za miesiac jeszcze to na siebie włożę czy juz sie nie zmieszczę i powinnam dać na górę szafy (ciąża), ale ostatecznie mam porządek. Staram się skłądać bieliznę i koszulki jak Marie Kondo:) to bardzo ułatwia wgląd co jest w szafie. Czarne rzeczy mi obrzydły, nie wiem na ile to kwestia zmian w głowie, a na ile tego że u mnie z powodu dwóch kotów czarne ciuchy wygladaja zawsze najgorzej, zanim wloże je do prania, musze czyscić wałkiem, ale i tak szybko wyglądaja źle, wiec kupuje ich coraz mniej, po domu wybieram kolory i materiały, które tak „nie zbieraja”. Zastanawiam się 10 razy zanim coś kupię i to też jest sposób na w miare ogarniętą szafę.

  5. Ja też robię porządek co sezon. Staram się nie trzymać starych rzeczy, których już nie noszę. To jednak pomaga utrzymać garderobę w ładzie i ułatwia dobór elementów stylizacji. Staram się tez kupować mniej, ale lepszej jakości. Rzeczy służą mi długo, a że stawiam na klasykę, to nie wychodzą z mody 🙂

  6. Blum

    Haniu, taak totalnie! Mi najtrudniej pozbyć się rzeczy sprzed lat, które już nie są w moim stylu, ale mam z nimi dobre wspomnienia, bo kiedyś to była np. ulubiona sukienka czy bluza. A że nie niszczę rzeczy i kupuję rozważnie, ciężko je schechłaś do końca 🙂 Na szczęście mam ich już coraz mniej i właściwie teraz mam tylko takie, które lubię. No… przynajmniej na sezon jesień-zima 2019 🙂

  7. Mam stosunkowo mało ubrań, nie kupuję często. To, czego potrzebuję to na pewno fajne (głównie chodzi mi o krój) dżinsy. Teraz wszędzie dookoła poszarpane, dziurawe kolana… Moją bolączką jest to, że nie mam spójnej garderoby. Noszę sporo sukienek więc z nimi najmniejszy problem. Ze spódnicami już gorzej bo do każdej potrzebna jest współgrająca góra, a najlepiej na tyle uniwersalna, żebym mogła ją też ubrać do spodni. Wszystko to jakoś trudno mi ogarnąć.

  8. Małgosia Włodarczyk

    U mnie jest tak, że jak stwierdzę, że w szafie chaos, robię remanent i wyrzucam bezlitośnie, jeśli coś jest uszkodzone, albo nie noszę. Robiłam ciuchowe wymiany, wrzucałam do kontenerów, aktualnie na niezniszczone ubrania mam: http://www.pomaganieprzezubranie.pl/ (planuję po raz drugi skorzystać, wybierasz fundację, która otrzyma środki za sprzedaż i widzę, że od poprzedniego razu przybyło fundacji)
    I oczywiście naprawiam na ile się da, czasem kreatywnie dość 🙂

Dodaj komentarz