Processed with VSCO with c1 preset

Poradnik duńskiej stylistki, pośmiertna książka wybitnego dziennikarza Tiziano Terzani i poruszający spektakl w Teatrze Dramatycznym to moje styczniowe typy, które chciałabym Wam polecić!


DRESS SCANDINAVIAN Pernille Teisbaek Zacznę od albumu, bo myślę że traktowanie Dress Scandinavian jako poradnika byłoby nadużyciem. Książkę spokojnie można przeczytać w jeden wieczór i jeśli macie choć trochę modowego zacięcia, nie dowiecie się z niej nic nowego. Nie tego się jednak spodziewałam. Przyznam się, że… kocham książki! Kocham pięknie wydane książki, a ta taka właśnie jest. Poza poradami o warstwowym ubieraniu się, które były dla mnie cenne, po prostu obcowanie tą książką jest przyjemne. Ma piękną okładkę i wnętrze bogate w zdjęcia stylizowane na polaroidy, dobrze pachnie i jest wydrukowana na papierze jaki lubię. Są książki do czytania i są książki z obrazkami. To zdecydowanie książka tego drugiego typu. Z racji mojego żywego zainteresowania modą nie przepuszczam okazji, żeby albumy modowe posiadać i cieszyć się ich warstwą wizualną.


KONIEC JEST MOIM POCZĄTKIEM Tiziano Terzani dostałam od mojej kumpeli Ewy na gwiazdkę. Dostałam i przepadłam. Ta książka jest dla ciekawych świata, niespokojnych dusz, osób zainteresowanych dawnym światem i dziennikarstwem, kulturą i życiem samym w sobie, ale też… daje do myślenia o sprawach społecznych, politycznych. Zmusza do zapytania siebie jakimi ideami się żyje i czy warto byłoby za te idee umrzeć. Tiziano Terzani, Włoch, który pokochał Azję, opowiada o swoim życiu, karierze, małżeństwie i pasji. Rozprawia o globalizacji, duchowości, komunizmie i buncie, w sposób, w który każda osoba o otwartej głowie chce poczytać. Mimo, że to książka – pożegnanie, bo autor umiera na raka, zostawi Cię raczej z pytaniami niż gotowymi odpowiedziami. Jest wartościowa, jest piękna i zapoczątkowała we mnie wartki wewnętrzny dialog na tematy, których do teraz unikałam, albo które przerobiłam jako nastolatka, ale nigdy nie wróciłam żeby je zweryfikować. Pytałyście o nią masowo na moim instagramie, kiedy pokazywałam Wam urywki na instastory. To właśnie ta książka. Wzbogacająca, polecam!


BENT w Teatrze Dramatycznym. Była sobota wieczór, a my poszliśmy na randkę. Poszliśmy bo lubimy razem chodzić do teatru, poszliśmy bo lubimy Dramatyczny i poszliśmy bo lubimy kreacje Mariusza Drężka. Wcześniej widzieliśmy go już w widowiskowych Kinky Boots (dobra zabawa), w Wizycie Starszej Pani, która nie była może najlżejszym widowiskiem, ale posiadała znamiona komedii, natomiast Bent… no cóż. Wydawało mi się, że o okropnościach związanych z Hitlerem czytałam i widziałam już wszystko. Od Kabaretu przez Aimee i Jaguar, aż po wizyty w Dachau i Auschwitz. Nie spodziewałam się niczego specjalnego po spektaklu o prześladowaniu homoseksualistów w faszystowskich Niemczech. Prawda jest jednak taka, że spektakl rozwalił mnie emocjonalnie na łopatki. Może dlatego, że główny bohater nie interesuje się polityką, żyje z dnia na dzień, zaprząta go zbieranie kasy na czynsz, przypominanie sobie urywków z minionych nocy i sekscesy w gejowskich klubach. Jest w nim coś boleśnie współczesnego, coś co dotyczy każdego z nas, pochłoniętego awansami, rachunkami, randkami, życiem towarzyskim i seksualnym. Max nie interesuje się polityką, ale polityka zaczyna interesować się nim. Coś co wydawało się niemożliwe, abstrakcyjne i odległe, staje się rzeczywistością. Nie umiem powiedzieć czy bardziej zachwyciła mnie postać wykreowana przez fenomenalnego Drężka, czy fakt, że spektakl, który wydawał mi się historycznie odgrzewanym kotletem, miał w sobie znamiona mrocznej przepowiedni dotyczącej jutra. Kiedy do obozu trafia człowiek, który kilka lat wcześniej podpisał pro-gejowską petycję, zaczynam myśleć o Puszczy i Czarnych Protestach. Kiedy główny bohater mierzy się z własnymi demonami w obozie pracy, myślę o intymnych rozmowach z przyjaciółkami, kiedy opowiadamy sobie o tym, z czym się zmagamy w naszym życiu. I kiedy historia znajduje swój tragiczny finał, nie myślę już o faszystowskich zbrodniach, myślę o miłości, uciekającym czasie, byciu w zgodzie ze sobą, latach zmarnowanych na lęku i tym, że czasem po prostu na wszystko jest już zbyt późno.

Poruszający do szpiku kości, niepokojąco aktualny, nienajlepszy na randkę. Zimny prysznic dla wszystkich zabieganych, zajętych życiem, odcinających się od polityki przypomina, że polityka bardzo brutalnie może pewnego wieczora wejść w nasze życie nieproszona, nie pytając o zgodę i rozliczyć nas z tego co wybieramy, kogo kochamy, jak żyjemy. Koniecznie to zobaczcie!


SOBOTY Z POWER ME UP

To cykl spotkań, które podnoszą świadomość i kompetencje, które przydadzą się zarówno na korpościeżce jak i we własnym biznesie lub życiu prywatnym. Spotkania odbywają się w cyklu comiesięcznym i trwają tylko 3h, ale to wystarczy, żeby prowadzący je Grzegorz Zięba, przekazał maksymalną dawkę wiedzy i inspiracji. Na ostatnim spotkaniu nudnego, korporacyjnego SMART’a ograł w taki sposób i wymieszał z innymi technikami, że od razu po przyjściu do domu zrobiłam sobie smarta biznesowego na nadchodzący rok. Energia, moc, inspiracja. W dodatku nie trzeba brac udziału w całym cyklu, można wybrać tylko jedno interesujące nas wydarzenie.

Author

1 Comment

  1. agata_tuareg

    Uwielbiam Terzaniego, czytałam kilka jego książek, ale tę zostawiłam sobie na deser (wiele ich nie ma, więc muszę sobie dawkować). Polecam bardzo „Nic nie zdarza się przypadkiem”, miałam ją z biblioteki i w połowie czytania kupiłam własny egzemplarz. Niesamowicie mądry facet, podoba mi się, jak często zmienia zdanie (albo właściwie patrzy na rzeczy z różnych stron) i przyznaje, że czegoś nie wie na pewno. A jednocześnie jest subiektywny, co jest zaletą.

Dodaj komentarz