Tag

comfort food

Browsing
kaszmir
Długo wahałam się przed zilustrowaniem teksu tym zdjęciem. Bałam się oceny. Bałam się, że zostanie odebrane, jako coś erotycznego, mimo że nie odsłania więcej niż kostium kąpielowy. Jednocześnie zależało mi, żeby zacząć się dzielić tym, jak ja przeżywam swoje ciało i żeby pokazywać je prawdziwe. Z ciemną plamą i suchą skórą na dłoni, włoskami na udzie, bielizną wciśniętą w ciasto skóry. Moje ciało teraz takie jest – miękkie, mało umięśnione, troszkę suche od jesieni. Mimo to czerpię z bycia w nim wiele zmysłowej przyjemności. I mam nadzieję, że to zdjęcie takie właśnie jest – zmysłowe, ale nie erotyczne. Chciałabym pokazywać jakość bycia w ciele, jaka mi towarzyszy. Robię to na Insta, pokazując się bez makijażu. Robię to, pokazując nieumalowane paznokcie. Kiedyś mam nadzieję pokazywać Wam siwe włosy i jeszcze więcej zmarszczek. Zrobiłam nawet zachowawczo kilka mniej zmysłowych zdjęć. Schowanych w skulkowanych dresach. Ud obciśniętych dżinsami. Jednak nie było w nich nic z przyjemności, o jakiej piszę. Tą jest dla mnie – wybalsamowane ciało, dobry gatunkowo materiał na nagiej skórze i docenienie tego, że jestem sprawna. Ucieszenie się tym ciałem i też brak ściemy, że wygląda ono lepiej lub gorzej niż w rzeczywistości.

KASZMIROWY SWETER

Uwielbiam kaszmirowe swetry i chętnie kupuję je z drugiej ręki. Są miękkie, dobrze noszą się jako pierwsza warstwa i nie gryzą (a przynajmniej nie mnie). Kaszmirowy sweter na gołe ciało to mój jesienny luksus. Ten, który widzisz na zdjęciu noszę często pod inny, większy sweter. Kosztował mnie grosze, a to najchętniej noszona przeze mnie rzecz tej jesieni.

NAWODNIENIE

Kiedy ogrzewanie pracuje pełną parą, często mam dyskomfort z ciałem. Spierzchnięte usta i swędząca skóra, której nie koją balsamy. Ubrania drapią, uwierają, gryzą. Czuję się często wtedy jak w za małym o rozmiar skafandrze, który chciałabym odwiesić do szafy. Zazwyczaj są to symptomy odwodnienia! Wśród herbatek, kaw i grzanego wina łatwo zapomnieć o piciu czystej (ale ciepłej) wody. Dopiero przyjaciółka zwróciła mi uwagę, że jeśli skóra aż mnie boli i jest wrażliwa jak diabli, prawdopodobnie mało piłam poprzedniego dnia. Dość szybko się odwadniam, ale nigdy nie połączyłam ze sobą tych dwóch kropek. Teraz mocno pilnuję picia odpowiedniej ilości wody, mimo że moje pragnienie jest słabsze niż latem.

KASZA MANNA Z GORZKĄ CZEKOLADĄ I WIŚNIAMI

kasza manna z wiśniami

Pisałam już o tym w jesiennym fotopodsumowaniu, ale kasza manna ugotowana na gęsto (dwukrotnie tyle ile piszą w instrukcji na opakowaniu) doprawiona kostką lub dwiema gorzkiej czekolady i kwaśnymi wiśniami z sokiem, to mój najlepszy jesienny przyjaciel. Uwielbiam! A dla leniwych – to samo tylko zamiast kaszy czekoladowy budyń!

BALSAM BRĄZUJĄCY

Uwielbiam trenować, bo kiedy trenuję, jestem w lepszym kontakcie z moim ciałem, więcej go dotykam i częściej je oglądam. I bardzo lubię, kiedy jest muśnięte słońcem. Jesienią i zimą używam sztucznej opalenizny i jestem prawie pewna, że część z Was tym zaskoczę. Nie lubię się opalać, nigdy nie byłam na solarium, jednak w wydaniu złocistym czuję się zdrowsza i bardziej witalna niż w fosforyzująco oliwkej bieli.

MANTRA

Latem wpadła mi w ręce książka Agnieszki Maciąg, która opisała, jaką rewolucję zrobiła w jej życiu mantra Ra Ma Da Sa. Muszę przyznać, że ja z mantrowaniem zawsze miałam problem. Do tego stopnia, że dawniej nie byłam w stanie wykrztusić nawet Ommmm na zajęciach. Po prostu bardzo wstydziłam się swojego głosu i tego, jak się załamuje. Dziś uważam, że odrzucanie własnego głosu jest formą odrzucenia siebie i nie chcę tego robić. Aktywne mantrowanie zaczęłam więc od powyższej mantry i chociaż walor artystyczny jest nikły, śpiewanie mantry rano naprawdę mnie uspokaja. Lubię śpiewać ją też podczas gotowania albo w naturze. Bardzo lubię i polecam interpretacje mantr w wykonaniu Snatam Kaur.


A co Tobie sprawiło najwięcej przyjemności tej jesieni? Czekam na duże i małe wyznania w komentarzach ♥


A jeśli cieszy Cię to, co robię, rzuć we mnie pieniąchem na Patronite. Pozwalasz mi dzięki temu częściej publikować i w dodatku dostajesz ode mnie dostęp do ekskluzywnych treści i nagrań. Żeby dowiedzieć się więcej kliknij w poniższy baner:

baner

złota zupa z marchewkiZłota zupa z marchewki jest dla mnie nieco kontrowersyjna. To jeden z tych przepisów na comfort food, który jest tak prosty i niespektakularny, że wydaje się, że aż wstyd się nim dzielić. Wiedziałam, że muszę zjeść coś na ciepło przed treningiem, ale było już zbyt późno na pełny obiad. Ugotowałam. Kiedy wróciłam do domu, nad garnkiem zastałam Wojtka ze złotym wąsem – ale pyyyyyszna ta zupa! 

01Kto pamięta ryż zapiekany z jabłkiem z dzieciństwa? A kto o nim zapomniał? To klasyczne „comfort food” przywodzi na myśl smaki maminej kuchni. Wymaga małego nakładu pracy, niewielkiego budżetu i smakuje dobrze. Proponuję użyć brązowego ryżu i ulubionego dżemu, najchętniej domowej roboty. Zamiast ryżu wiem, że niektórzy używają kaszy jaglanej.

02
1 Ugotuj ryż zgonie z instrukcją na opakowaniu.
2 Umyj, obierz i zetrzyj na tarce jabłka.
3 Ryż wyjmij z woreczków, wymieszaj z przyprawami.
4 Żaroodporne naczynie wysmaruj dowolnym tłuszczem (u mnie olej kokosowy) i układaj warstwami. Ryż, skrop odrobiną soku z cytryny, jabłka, sok z cytryny, ryż, sok z cytryny, jabłka, sok z cytryny i przyprawy na wierzch.
*nie wycisnęłam soku z całej cytryny, po prostu użyłam tyle żeby skropić każdą warstwę.
5 Zapiekaj aż jabłka się zezłocą i puszczą sok.
Podawaj z ulubionym dżemem na wierzchu.


No i na koniec, ulubione zgadywanki z mojego dzieciństwa. Z cyklu „mamoooo a co dziś na obiad?”. „Ryż, pysz… i pieczona mysz”. I ewentualnie „Zupa z trupa” (byłam przekonana, że ta zupa ze strupa ma coś wspólnego z rozwalonymi kolanami, dzieci co nie usłyszą to wymyślą).