Tag

skóra

Browsing

OLYMPUS DIGITAL CAMERA Processed with VSCO with f2 preset

O taką pielęgnację walczyłam! Niby wszystkie wiemy, że to, jak żyjemy, ma gigantyczny wpływ na nasz wygląd, że piękno bierze się z wnętrza, że ważna jest dieta, ruch, sen i poziom stresu. W praktyce jednak wciąż bywa ciężko wdrożyć to w życie. Jestem wielką orędowniczką ajurwedy i wreszcie natknęłam się na kogoś, kto do pielęgnacji podchodzi holistycznie, a kosmetyki uważa jedynie za kropkę nad „i”. Patrycja, założycielka marki CHIC CHIQ robi wspaniałe, ajurwedyjskie maski do twarzy, a do tego prowadzi bloga o pielęgnacji, która jest integralną częścią dbania o ciało. 

IMG_20180407_121038_105

Na instagramie wspomniałam o tym, jak antybiotyk potraktował moją odporność. Odporność, która w dużej mierze bierze się z jelit. Temat bardzo was zainteresował, pozwólcie jednak, że o jelitach napiszę w innym poście. Dziś wspomnę tylko, że naturalne kiszonki (takie, jakie robi babcia lub jakie możesz zrobić sama w domu) zawierają kwas mlekowy i mają działanie probiotyczne (o czym wszyscy teraz mówią). Na szybko wspomnę też, że takie skolonizowane dobrymi bakteriami jelita powodują też ładniejszą skórę i… pomagają wyleczyć się z infekcji intymnych spowodowanych słabą florą bakteryjną w vajajay. Te powody wystarczyły, żebym chciała eksperymentować z kiszonkami, bo na apteczne probiotyki wydałam sporo i chciałam przyspieszyć swój powrót do zdrowia.

galaxyforever

W zeszłym roku zaczęłam testować bardzo różne naturalne sposoby na pielęgnacje ciała, cery i włosów. Wynikało to bardziej z mojej ciekawości jak wypada naturalna i tania pielęgnacja vs kosmetyczna i drogeryjna, niż z rzeczywistej potrzeby. Niestety kiedy po grudniu (który obfitował w czekoladę, brak ruchu, pierogi, pierogi, pierogi, brak ruchu…) w styczniu przeszłam na czyste odżywianie i dodałam minimalny ruch… no cóż. Jestem na etapie totalnego skinny fat. Mięśni jeszcze ani widu ani słychu, tłuszcz odszedł w niepamięć została pomarańczowa skórka, którą wolałabym pożegnać (pomarańcze tylko w okresie świątecznym, co?). Z przykrością stwierdzam też po 3 miesiącach w bezruchu, że ani moja siła, ani jędrne, gibkie ciało nie były tak same z siebie (a przecież jak miałam 20 lat nie musiałam robić nic i wszystko jakoś samo się regenerowało no hej…) i były efektem regularnej pracy z ciałem. Uuuuppps! Więc nagle moje zabiegi „urodowe” nabrały większego sensu a ja determinacji. Dziś przedstawiam Wam mój absolutny must have pielęgnacyjny. Jest tani, jest niesamowicie skuteczny, jest przyjemny… ale wymaga codziennej praktyki i cierpliwości. Niestety, pielęgnacja, którą Wam proponuję jest PRAWDZIWA. Opiera się nie na cudownym napinaniu skóry do pierwszego mycia ale na ciągłym dbaniu o ciało, co sprawia, że faktycznie, na stałe i naprawdę ma się ono lepiej. A to wymaga pewnego samozaparcia i w praktyce i w oczekiwaniu na efekt.