Tag

Warszawa

Browsing

kozia zagroda

Ostatnio spotykam się coraz częściej z postawą narzekania na to, że ma się gorzej niż inni lub że określony wybór życiowy przyniósł jakieś tam konsekwencje. No cóż, ja nie lubię takiego narzekactwa i nie lubię stawiać się w roli ofiary. Dokonuję wyborów i mam zgodę na konsekwencje, które niosą. W tym roku są one takie, że nie zapowiada się, bym miała przeznaczyć pieniądze na wakacje życia (losie zaskocz mnie).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Processed with VSCO with g3 preset

Nie wiem na ile bezpiecznie jest dziś na warszawskiej Pradze, ale panowie pijani, jak trzmiele w samo południe, przesiadujący w bramach, na chodnikach, krawężnikach i w zaułkach nie sprawiali wrażenia, jakby to była najmilsza dzielnica świata, ale muszę wyznać, że to właśnie takie miejsca, rozwalone, organiczne, artystyczne, pociągają mnie najbardziej. Jeszcze nie dotarł tu wylizany duet szkła i stali, równy beton, influencerki nad kawusią, piękni chłopcy z Planu B. Jeszcze wciąż są tu stare koty, stare baby, faceci bez zębów, kilka starych szyldów i jakaś punkowa, kiełkująca młodość, która nie może się przebić. Te dzielnice najpierw są niebezpieczne, biedne i rozpadające się, potem artystyczne, intrygujące, w końcu dla twórców i niebieskich ptaków oraz patolki zbyt drogie i zasiedlone przez lofciarzy i innych ludzi w drogich butach. W swoim końcowym stadium są drogie, a ci, którzy tam mieszkają, tracą kontakt z tym, co ich pierwotnie przyciągnęło. Dzielnice są bogate, czyste i trochę martwe. Ale to nic, bo w innej części miasta, biednej, brzydkiej i zapuszczonej już buzuje ferment, który potrzebuje lat, a czasami dekad, by odmienić oblicze miasta…