WWO

Zanim w ogóle poznałam termin WWO, bardzo długo myślałam, że coś ze mną nie tak. Wielokrotnie byłam krytykowana za skwaszoną minę, sztywniactwo i niechęć do spędów ludzkich oraz bliskości fizycznej. Tekstem mojego dzieciństwa było „a coś ty taka przewrażliwiona” z ust moich rodziców. Tak, jestem bardzo wrażliwa. Dziś rozumiem się dużo lepiej i… potrafię się szanować oraz stawiać granice.

Znaków na niebie i ziemi było co niemiara. Rodzicielka wspomina, że byłam dzieckiem, które wieczorem nie umiało rozpoznać czy jest zmęczone, głodne, czy po prostu… wkurwione jak jasna cholera. Dziś wiem, że prawdopodobnie byłam zwyczajnie przebodźcowana. W moim domu rodzinnym nieustannie było włączone radio i TV (zazwyczaj jednocześnie), w moich własnych domach muzyka gra wyłącznie, kiedy mam na nią nastrój i naprawdę chcę się na niej skupić. To wymaga wiele wyrozumiałości od mojego partnera, który uwielbia, kiedy coś gra w tle.

Poza fazą nastoletniości, kiedy z domu ucieka się do rówieśniczej grupy, nienawidziłam imprez masowych i dużych zgromadzeń ludzkich. Nie lubię głośnej muzyki, nienawidzę, kiedy ktoś na mnie wpada, depcze mnie, przypala papierosem, wylewa na mnie piwo, nie lubię tematów, które są dyskutowane w dużych grupach i ogólnie najbardziej udana wizja imprezy to dla mnie kameralna nasiadówa z lampką wina, dobrym jedzeniem i głębokimi rozmowami. Wielokrotnie byłam za to krytykowana, zwłaszcza w jednym z moich związków. Żeby przeżyć imprezę z licznymi uczestnikami i mnogością bodźców, muszę się znieczulić alkoholem i… całe lata to robiłam. Tak bardzo bez sensu… To nieprawda, że ja się nie umiem bawić bez alkoholu. Po prostu imprezy są dla mnie stresujące. Bawię się chodząc po łące, jeżdżąc na wrotkach lub wspólnie gotując. Słyszałam o sobie, że jestem nieuprzejma, sztywna, nietowarzyska i nudna… Dziś naprawdę spotykam się z ludźmi (lub staram się) tylko wtedy, gdy mam naładowaną bateryjkę. Nie dlatego, że jestem księżniczką z fochem, ale dlatego, że kiedy mój system nerwowy nie wyrabia, potrafię być super nieuprzejmą osobą, a nie widzę najmniejszego powodu, żeby katować takim zachowaniem innych ludzi. A już zwłaszcza tych bliskich mojemu sercu.

Miałam kiedyś pracę, gdzie nasz pokój był przeładowany ludźmi i ciągle coś się działo. Spotkania, przeglądy, kupcy mody nadawali przez telefon, asap gonił fakap, kawa, kawa, kawa… mój system nerwowy tego nie ogarniał, ale to była moja pierwsza poważna praca i byłam nią tak zaaferowana i przejęta, że nawet nie wiedziałam, że robię wszystko wbrew sobie.

Zazwyczaj unikam kontaktu wzrokowego z ludźmi. Nie jestem wstydliwa. Nie jestem też nieśmiała. Po prostu… jestem bardzo empatyczna i utrzymywanie na kimś uwagi, wiele mnie kosztuje. Często przejmuję nastroje innych, dosłownie nimi przesiąkam, a ludzie często przychodzą do mnie z problemami lub kiedy chcą sobie ponarzekać, albo wręcz przeciwnie są hipernabuzowani. Mimo skwaszonej miny i uciekania wzrokiem często z całej poczekalni lub kolejki ludzi, to właśnie ja jestem typowana na powiernika życiowej historii totalnie przypadkowej osoby (oczywiście ciężko mi powiedzieć, że wolałabym uniknąć konwersacji).

grzegorz-mleczek-771-unsplash

Męczy mnie hałas, zbyt mocne światło, za dużo bodźców. Również tych pozytywnych! Często jadąc w podróż lub robiąc coś, co dla innych jest miłe, moje ciało od razu wariuje, np. udając zapalenie pęcherza, symulując liczne choroby, powodując nerwicowe bóle. Pierwsza faza zakochania, która dla wszystkich jest przejażdżką na grzbiecie jednorożca po tęczy, dla mnie brzmi raczej jak zatrucie pokarmowe. Boli mnie brzuch, nie jestem w stanie jeść, mam problemy ze snem i czuję się bardzo, bardzo źle. Najlepiej mi po ok. dwóch latach związku, kiedy jest już pewna rutyna, a silne emocje opadają, za to uczucia są głębsze i mocniejsze.

Często zdarza mi się, że nawet na miłym przyjęciu u miłych znajomych bardziej skupiam się na domowym zwierzątku lub zamykam w łazience, żeby tylko… odsapnąć.

Jestem nadwrażliwa na…. ubrania! Wiem, jak śmiesznie to brzmi, ale jako dziecko dostawałam szału, kiedy było mi zbyt zimno lub zbyt ciepło, czapka drapała w głowę, gumka uciskała w pasie. Mama obserwowała mnie bacznie, bo zazwyczaj spałam z dłońmi między ciałem a spodniami od piżamy. Cokolwiek wyobrażała sobie mama, powód był bardzo prozaiczny — gumka bardzo uwierała mnie w brzuch i musiałam ją separować od ciała. Do dziś bywa, że „nie mam się w co ubrać” i wcale nie chodzi o to, że nie wiem, co na siebie założyć, żeby było ładnie, tylko że wszystko mnie drażni w ciało.

Nie lubię dotykać się z przypadkowymi ludźmi. Nieco już się zsocjalizowałam i jestem w stanie się przytulać na dzień dobry czy być blisko z przyjaciółmi, jednak powitanie 5 osób uściskami i buziakami to dla mnie nadal wizja przerzucenia tony węgla.

Widzę bardzo duży wpływ używek na moją emocjonalność. Alkohol, kofeina, nikotyna, narkotyki, nie są moimi przyjaciółmi (co nie znaczy, że ich zawsze unikam).

Głód, zmęczenie, niewystarczająca ilość snu = halo, czy jest tu jakiś poskramiacz złośnicy?

720


I naprawdę latami wysłuchiwałam komentarzy o tym, że jestem nieprzyjemna lub dzika. Dziś nie pozwalam już tak o sobie mówić i staram się oponować, gdy ktoś siłą chce zaciągnąć mnie na imprezę lub namówić na przygodę, kiedy nie mam na to siły. WWO czują się łatwo przeciążone i wyczerpane. Innym ludziom czasem trudno to zrozumieć, bo reakcje WWO są mocniejsze i szybsze niż innych. To nie oznacza oczywiście, że WWO powinny się czuć wyjątkowymi śnieżynkami. Raczej, że wiedząc, że jest się WWO, można wypracować sobie uważność na siebie i strategie osiędbania. W moim odczuciu ważna jest też reakcja otoczenia. Wspierający partner, który rozumie, że działasz inaczej niż on, nie będzie Cię wyśmiewał lub namawiał do „opuszczenia strefy komfortu”, bo będzie wiedział, że tylko w pełni sił dasz z siebie 100% i świecisz jak słoneczko.


 

WWO nie dotyczy wyłącznie ludzi i nie jest fanaberią. Naukowcy rozpoznali wysoką wrażliwość u ponad 100 gatunków zwierząt, poczynając od muszek owocówek, poprzez ryby, ptaki, psy, koty, konie i naczelne. Podwyższona wrażliwość jest wrodzona i wiąże się ją ze strategią przetrwania — wysoko wrażliwi są czuli na wszystko, co się dzieje dookoła nich i wnikliwie to obserwują, zanim zaczną działać.

Szacuje się, że ok. 20% populacji jest WWO. To oznacza, że WWO nie jest chorobą (uwierz mi, przez chwilę zastanawiałam się, czy nie jestem ze spektrum autyzmu) ani zaburzeniem, jest naturalną tendencją, występuje jednak na tyle rzadko, że może być słabo rozumiana przez pozostałe 80% społeczeństwa.

Istoty (zakładając, że wysoko wrażliwe mogą być również zwierzęta) mają wyczulone zmysły i są lepszymi obserwatorami. Ponieważ czują wszystko znacznie intensywniej, szybciej są wyczerpane lub przytłoczone.

O dziwo WW nie jest równoznaczna ani z nieśmiałością (nieśmiałość nie jest wrodzona, a wyuczona) ani z introwertyzmem (szacuje się, że aż 30% WWO są ekstrawertykami). Nie jest też wcale powiedziane, że WWO są neurotyczne lub lękowe!

Dla mnie najważniejsze było zrozumienie, że wbrew temu, co mówiło moje otoczenie — nie przesadzam i mam prawo do swoich uczuć, które są inne niż reszty. Po prostu mój świat ma podkręcony regulator. Mam prawo czuć się zmęczona. Staram się być na siebie uważna i wyłapywać wczesne sygnały wyczerpania, żeby móc odciąć się od bodźców i w porę zająć się regeneracją. Staram się nie przesadzać z fundowaniem sobie fontanny bodźców i spotykać się z ludźmi raczej wtedy, kiedy wiem, że będę miała energię, by dać im uwagę, na którą zasługują.


Jestem ciekawa czy jesteś WWO? Jak to odkryłaś? Chciałabyś przeczytać o tym coś więcej? Chętnie podzielę się moimi strategiami osiędbania w tym zakresie, może zadziałają również u Ciebie.

A jeśli chcesz pomóc mi postować regularnie, postaw mi kawę na Patronite:

baner

Author

30 komentarzy

  1. (Prawie) zawsze utożsamiam się z Twoimi artykułami! Dzięki <3

  2. Tak juz jest, ze ludzie postrzegaja swiat przez pryzmat swoich doswiadczen, wiec jak komus nie przeszkadzaja halasy to stwierdzi, ze inni chyba jednak kurde wymyslaja i to trzaskanie drzwiami nie moze byc az tak uporczywe.. No i chyba tez stad te wszystkie couchingowe hasla o opuszczeniu swojej strefy komfortu, ktore sa glupie bo dla kazdego strefa komfortu lezy gdzie indziej i moze nie ma co sie tyrac psychicznie bez potrzeby ;p

    Ja chyba nie jestem WWO, ale wiele rzeczy o ktorych piszesz jest mi dobrze znana. Też często przejmuję nastroje innych, nieznoszę jak ktoś narzeka bo mnie to niesamowicie tłamsi i jeszcze dlugo po spotkaniu z taka osoba czuje sie po prostu zle. Dlatego TAK BARDZO uwielbiam przebywac wsrod spokojnych ludzi, ktorzy maja taki wyczilowany sposob mowienia i piekny spokojny glos.
    Mam problem z dzwiekami. Jak odwiedzam rodzicow i tam jest wlaczony telewizor w tle a do tego sie prowadzi dyskusje i jeszcze z kuchni slysze radio to mam wrazenie ze zaraz eksploduje. Nie wiem czy to z tej samej serii, ale bardzo trudno mi sie skupic jak gdzies jest balagan, sprawia ze jestem poirytowana i nie moge normalnie funkcjonowac. No i mam cere naczynkowa ktora sie czerwieni, wiec od zmian temperatury i alko i stresu i wielu innych rzeczy goraco mi w twarz i to tez bardzo mnie irytuje i niecierpliwi. Nie wiem czy jakis spokoj wewnetrzny mozna w sobie wytrenowac, albo nauczyc sie ‚wylaczac’ zeby bodzce z otoczenia nie byly tak dotkliwe.,ale jesli wiesz cos na ten temat to pisz pisz smialo. Mysle, ze mzoe to byc bardzo przydatne dla wielu osob 🙂

  3. Niemięsojadka

    Przeczytałam dwa razy i jestem wzruszona. To o mnie! Rozumiem doskonale każde zdanie. Na razie nie jestem w stanie napisać więcej, tyle emocji we mnie buzuje. Dziękuję Ci za ten wpis!

  4. większość rzeczy o których tutaj piszesz pojawiła lub pojawia się także u mnie. Czytam Cię regularnie więc już od pierwszego razu czytając o WWO wiedziałam że to na bank to a teraz widzę że się nie myliłam i że nie tylko ja dostaje świra jak mi jest chociaż trochę za gorąco za zimno albo właśnie uwiera mnie przysłowiowa gumka od spodni w piżamie. Do tego dolegliwości fizyczne niewiadomego pochodzenia. Joga pomaga mi na stany przeladowania. Pozdrowienia!

  5. Mam dokładnie tak samo. Pracuję na uczelni i przez trzy dni w tygodniu robię z domu, bo emocje i bodźce od innych ludzi mnie przytłaczają. I też jest dla mnie bardzo męczące, że niektórzy tego nie rozumieją i uważają, że przesadzam.

    Czuję się czasem jak primadonna, kiedy np. piszę w mailu, że może jednak nie spotykajmy się zespołem o 10.00 rano na dwie godziny, bo będę potem zmęczona i nic przez resztę dnia nie zrobię… 😀

  6. Tak bardzo Cię rozumiem z tym spaniem! Ja nie cierpię spać w „gaciach”. Nocując w gościach zawsze zastanawiam się, czy mniejszym złem jest ew moje nagie wiadomo co, czy cała noc swędzenia, uwierania.
    Teraz, przez ostatnie 3mc pracowałam zdalnie, i no, raczej po domu nie nosiłam bielizny. Skutek: jak trzeba wyjść ludzi i naciągnąć coś na tyłek to dyskomfort mam level master.
    No i zamykanie się w łazience na imprezach 🙂 skąd ja to znam 🙂

  7. agata_tuareg

    Też jestem WWO i większość rzeczy, o których piszesz, mnie dotyczy. Mnie bardzo pomogła książka „Wysoko wrażliwi” Elaine Aron. Wczesniej myślałam, że jestem dziwna, bo od dziecka nie znoszę głośnych dźwięków (zatykalam uszy, przechodząc obok kosiarki albo gdy przejeżdżał motocykl, a nawet teraz się boje, stojąc na stacji metra, że pociąg zatrąbi). Mój ojciec zresztą miał podobnie, jako dziecko płakał i zatykał uszy, jak lokomotywa wjeżdżała na stację. Poza tym denerwuje się w wielu sytuacjach publicznych, jeśli chodzi o rozmowy, to w im mniejszym gronie, tym lepiej. Zwykle też potrafię wyczuć nastrój innych osób, nawet jeśli są lekko zdenerwowane itp., to ja to przejmuje. Wzruszam się na filmach, reklamach nawet, albo ostatnio jak przeczytałam, że blogerka adoptowała psa. Kiedyś wkurzalam się o to na siebie, ale teraz to akceptuję, a nawet doceniam. Wiem, że z tej empatii mogą wyjść dobre rzeczy. Są tez zalety emocjonalnej huśtawki – silne emocje są i negatywne, i pozytywne, często więc odczuwam radość czy ekscytację z „byle” powodu. Myślę, że kluczem jest właśnie akceptacja i dostosowanie życia do swoich cech.

  8. Heh, a ja cale zycie slysze ze jestem przewrazliwiona. Przewrazliwiona, ale „chlodna” i „niedotykalska”. Nie nawidzilam wszystkich ciotek i wujkow proszacych o buziaki, nie cierpialam imprez w klubach na studiach, dostaje szalu przy mocnych zapachach i po zjedzeniu ceviche zawsze mam nadwrazliwe zeby. Od lat borykam sie z zapaleniem pecherza ktore nie daje sie wyleczyc, ale tez nie ma dowodow infekcji. Zawsze otaczalam sie pieknymi przedmiotami, a wszystkie moje zwierzatka byly (i sa) mile w dotyku. Ale tak naprawde pierwszy raz przypomnialam sobie o WWO (pisalas o tym kiedys) po tym jak moja osteopatka powiedziala, ze wieczorami mrowi mnie w nogach i rekach poniewaz moj uklad nerwowy jest przeladowany iloscia bodzcow.

    Ja ba pewno bylabym zainteresowana strategiami na osiedbanie dla WWO. Osobiscie zaczelam chodzic na joge jakis rok temu i wiem, ze mi pomaga. Pomaga mi tez jazda konna i od czasu do czasu szybki bieg (szczegolnie w dni kiedy bodzcow naprawde bylo zbyt wiele i umysl mam rozbiegany). Tak poprosze wiecej, jesli oczywiscie mozna.

  9. Blum

    Olga! Jasne, że można. Chętnie o tym napiszę, choć to moje osobiste preferencje. Tak bardzo na szybko, co wiem, że pomaga mi/innym:

    – kołdra obciążeniowa
    – dobra wyciemniająca roleta/zasłona w sypialni
    – taka poduszeczka obciążona na oczy (np z pachnącymi płatkami jak z I love grain) – podczas relaksacji w pozycji leżącej
    – w ogóle cięższa kołdra
    – lniane ubrania
    – odstawienie kawy, alkoholu i innych psychaktywnych substancji (yerby też)

    Jeśli chodzi o pęcherz, wcale mnie to nie dziwi! U mnie bardzo łatwo napięcia w umyśle wskakują właśnie na pęcherz. Często jest on kojarzony z zaznaczaniem granic i własnego terytorium. Będę polecać na blogu fajne książki, które mówią dużo o połączeniu ciała i umysłu, więc zaglądaj 🙂

  10. Nareszcie rozumiem, dziękuję!
    I też był taki moment, w którym doszukiwałam się u siebie zaburzeń ze spektrum autyzmu 🙂

  11. O tym, że jestem WWO wiem od kilku lat. 🙂
    Dowiedziałam się o tym od neurolożki pod opieką której byłam dłuższy czas, z powodu bardzo silnych migren, które prowadziły (i gdy w porę nie zareaguję nadal prowadzą) między innymi do wymiotów, omdleń, zawrotów głowy i drętwienia kończyn. Podczas licznych badań okazało się, że mój organizm jest całkowicie zdrowy, a winę za tak silny ból głowy ponosi mój układ nerwowy. To właśnie ta lekarka powiedziała mi czym jest WWO i poradziła udanie się do poradni psychologicznej, gdzie dostałam odpowiedzi na swoje pytania, ale przede wszystkim pomoc jak ogarnąć ten temat. 🙂

    Z WWO właśnie związane są w moim przypadku m.in. mizofonia i hyperacusis.
    Nie lubię imprez, tłumów i hałasu, szybko mnie to wyczerpuje. Mój ulubiony człowiek śmieje się, że na określenie dźwięków wydawanych przez ludzi podczas jedzenia mam jakieś 30 określeń i wciąż wymyślam nowe – nie znoszę odgłosów jedzenia, doprowadzają mnie do szału, ale także głośne gaszenie światła, miarowe stukanie, dźwięk przejeżdżających pociągów, kłapanie klapkami itp (długo mogłabym wymieniać). Podobnie do Ciebie, gdy jestem w stresie, albo się denerwuję od razu mam problem z pęcherzem, bliskość cielesna powoduje duży dyskomfort, dotyk (jeśli ktoś nie wie jak) zwyczajnie mnie boli. Mam bardzo wysoko rozwiniętą intuicję – potrafię przewidzieć większość ludzkich zachowań oraz reakcji i bardzo często zdarza się, że dokładnie wiem co (od)powie mój rozmówca, myślę, że ogromny wpływ ma na to, to, że jestem świetnym obserwatorem, który bardzo szybko uczy się zachowań innych ludzi, wyłapuję szczegóły na które większość ludzi nie zwraca uwagi.
    Świat zdecydowanie odbieram zmysłami, jestem bardzo sensualna, więc bywają takie dni, gdy przebodźcowanie jest tak silne, że nawet pocałunki ukochanego czy jego dotyk, którego się nie spodziewałam sprawia mi ból i są niedozniesienia, szczęśliwie jest bardzo wyrozumiałym, mądrym, empatycznym facetem, więc się nie obraża tylko pyta jak może pomóc 🙂 i tutaj wkraczamy na kolejny temat, mianowicie komunikacji – jasnej i szczerej. Nie radzę sobie w sytuacjach, w których nie ma otwartej, prostej komunikacji, nie czuję się pewnie i bardzo mnie męczą, wciąż analizuję i zastanawiam się co właściwie dana osoba miała na myśli i czy na pewno doszliśmy do porozumienia lub, czy na pewno dobrze się zrozumieliśmy, więc często o to pytam nawet kilka razy żeby się upewnić.

  12. (musiałam podzielić swój komentarz na dwa – nie zmieściłam się, przepraszam 🙂 )
    Czytając fragment wpisu dotyczącego pogaduszek w kolejkach, a także zwierzeń z rożnych historii uśmiechnęłam się pod nosem, ponieważ mnie spotyka to samo, a empatia nie pozwala mi przejść obok osób, które chcą mi coś powiedzieć obojętnie, to samo z pomocą -nie potrafię odmawiać.
    Droga do zrozumienia i oswojenia wysokiej wrażliwości była długa, ale jestem już na tym etapie, że potrafię sobie pomóc (przede wszystkim poprzez sztukę, obcowanie z naturą, medytację i podobnie jak u Ciebie – kołdra obciążeniowa i odpowiednie tkaniny jak i krój ubrań) i żyć w zgodzie ze sobą, ale z ogromną przyjemnością poczytam o Twoich osiędbaniowych strategiach 🙂
    Na pewno o czymś zapomniałam napisać, ale i tak się okrutnie rozpisałam 🙂
    Serdeczności Blum!

  13. ja też to mam, jestem od kilku lat tego świadoma, ale nie lubię tego u siebie ani u innych.

  14. Wiesz, tak bardzo piszesz o mnie.
    Jak najbardziej chciałabym o tym poczytać więcej.
    Ze drugiej chciałabym się podzielić tym, co odkrywam (na razie próbuję ubrać to w słowa) jak na bycie WWO wpłynęło ponad roczne branie antydepresantów, które pojawiły się w moim życiu z powodu ataków paniki (na szczęście i ataki paniki i branie leków to przeszłość już)
    I wiesz, też zastanawiałam się, czy nie jestem ze spektrum autyzmu z moimi wrażliwościami, uwierającymi ubraniami i reagowaniem na nadmiar bodźców.
    ;*

  15. Ja jestem po tej drugiej stronie. Mój partner jest WWO, razem się tego uczyliśmy. To nie zawsze było łatwe i lata nam zajęło ułożenie się z tym, oswojenie środowiska, uszanowanie się w tym nawzajem. Bywają piękne efekty pogłębienia relacji, ale bywają też nadal ogromne emocje, bo tak skrajnie nieraz odczuwamy inaczej. Co ciekawe, partner zwraca mi uwagę jak wiele elementów WWO ja sama posiadam. Hm…

  16. Interesujący temat, pierwszy raz usłyszałam o WWO. I w paru punktach się odnalazłam. Nienawidzę stukania obcasami po schodach (szczegolnie rano), głośnej muzyki od lokatorów (zawsze mnie rozprasza), tłumów (uciekam!), gdy jest za dużo ludzi w autobusie, tramwaju i gdy ktoś nie daj Boże się o mnie otrze, zapachów duszących, drażniących , jedzenia w środkach komunikacji.. O dziwo obcy ludzie też lubią mi powierzać swoje historie i ze mną rozmawiać , domówki plus alkohol nie dla mnie, ani czasem rozmowy czy wystąpieni publiczne (stres i burak gwarantowany). Nie da się wielu rzeczy uniknąć stąd zwykle wychodzę zdenerwowana, albo moja mina wyraża po prostu smutek ( całe życie pytania: cos Ci jest, uśmiechnij się, nie martw się… NIE, NIE MARTWIE SIĘ , PO PROSTU TAKI MAM WYRAZ TWARZY I NIC Z NIM NIE ZROBIĘ) Dziękuję za ten tekst!

  17. Jestem WWO w stu procentach i czuję się, jakbym przeczytała tekst o sobie. Bardzo chętnie dowiem się więcej o WWO i o Twoich sposobach na osiędbanie w tym zakresie. Jeśli chodzi o mnie, to nawet chwila w ciszy może zdziałać cuda. Długo nie rozumiałam, dlaczego wolę po pracy pójść do domu długim spacerem, nawet pomimo dużego fizycznego zmęczenia, zamiast jechać 10 minut zatłoczonym tramwajem (sama myśl o wciśnięciu się pomiędzy ludzi, w ten hałas i szybko migające obrazy za szybą sprawia, że jest mi niedobrze, szczególnie wtedy, kiedy jestem już zmęczona). Nie cierpię też przebywania w galeriach handlowych, a większe imprezy i festiwale jestem w stanie znieść tylko bardzo nietrzeźwa. Moją typową reakcją na duże przeboźcowanie, w sytuacji kiedy wymagam od siebie mimo, że moja granica już została przekroczona, jest zazwyczaj nagłe opadnięcie z sił, mój organizm mówi mi przymusowe STOP – muszę usiąść lub położyć się, zamknąć oczy, zatkać uszy, bez względu na to co robię lub gdzie jestem. Nie rozumiałam, dlaczego się tak zachowuję, dlaczego męczą mnie rzeczy, które innym sprawiają przyjemność, a na pewien czas nawet popadłam w kompleksy, bo nie potrafię spędzać z innymi czasu na wiele „fajnych” sposobów, takich jak wyjście na piwo w centrum miasta w piątkowy wieczór z grupą znajomych. I jestem bardzo ciekawa jak Ty radzisz sobie ze swoją wrażliwością, jaka jest Twoja recepta na niemyślenie o sobie w kategoriach księżniczki, której ciągle coś nie pasuje (ja strasznie się z tym męczę), i czy masz jakąś metodę na uspokojenie swojego przeobodźcowanego organizmu, również w sytuacjach bardzo kryzysowych.

  18. Dziękuję Ci za ten wpis. Termin WWO do tej pory nie był mi znany. Nie jestem pewna, że jestem WWO, natomiast jestem pewna, że…
    Nie przepadam za utrzymywaniem kontaktu wzrokowego nawet z bliskimi mi osobami. Nie każdemu się to podoba i nie każdy to rozumie. Największy dyskomfort odczuwam, gdy ktoś taki kontakt próbuje na mnie wymusić. Czuję się wówczas przytłoczona i w dodatku nie umiem ukryć zakłopotania. Lubię rozmawiać, lubię słuchać i lubię mówić,nie mam problemów ze szczerością ale z kontaktem wzrokowym mam problem. Może to kogoś urazi ale zauważyłam, że im głębiej i „napastliwiej” ktoś patrzy rozmówcy w oczy tym nierzadko jest większym…kłamcą. Uwielbiam patrzeć w oczy mojego partnera, natomiast nie odczuwam potrzeby głębokiego kontaktu wzrokowego rozmawiając z koleżanką w biurze o poprzednim odcinku Gry o Tron. Czasem mam wrażenie, że ludzie szukają w moim wzroku aprobaty dla swoich wypowiedzi – a ja w odpowiedzi im bardziej się nie zgadzam, tym bardziej wzrokiem uciekam. Nie wiem czy zostawić to tak jak jest, czy może nad tym pracować.

  19. Jestem WWO i wpadłam na to u Ciebie na blogu. Zgadza się dosłownie wszystko, łącznie z tym podejrzewaniem u siebie autyzmu:) Jedyny hałas i gwar toleruję tylko w rodzinnym domu, ewentualnie w gronie najbliższych znajomych. Reszta doprowadza mnie do szału. Czasem sobie myślę, że przez takie wycofanie życie przecieka mi przez palce i jeszcze nie wiem jak sobie to ułożyć.
    Dzięki Twojemu blogowi staram się właśnie uporządkować swoje „ja”.

    🙂

  20. Blum

    Gosiu – cieszę się i miło mi to słyszeć. WWO bywa upierdliwe, ale jak już wiemy, to łatwiej jest w porę odpiąć się od bodźców i troszkę wyluzować. Wtedy świat nie ejst taki przytłaczający.

  21. Przeczytałam ten wpis tydzień temu i – jakkolwiek to brzmi – moje życie totalnie się zmieniło. Czytam książkę Elaine Aron i analizuję się na wszystkie sposoby, i w końcu rozumiem co zawsze było nie tak 😀 Plus jestem high sensation seeker, co nie ułatwiło diagnozy. Naprawdę Ci dziękuję za podzielenie się tą historią! Robisz świetną robotę.

  22. Również rozumiem i utożsamiam się z tym wpisem bardzo – zewsząd słyszę, że jestem dzikiem, i mam poczucie winy. Na wakacjach byłam u siostry, spędziliśmy fajny wieczór w knajpie – w 4 osoby. Kilka dni później stwierdzili, że mnie uszczęsliwią… festynem. Tłum ludzi, huk muzyki z każdego namiotu innej – zgłupiałam a moje ciało zareagowało somatycznie, pochorowało się i magicznie ozdrowiało w drodze powrotnej. Oczywiście osłuchałam się, że wydziwiam i że psuję innym zabawę… i miałam poczucie winy, jak przez całe życie.
    Też z muzyką ostrożnie, co do ubrań muszę mieć również miłe i wygodne, oddajace skórze oddychać… ale jak np. z Twoim mieszkaniem? 😀 Gdy zaprosiłam przyjaciółki na małą posiadówkę przy winku jedna z nich głaszczcząc puf, wersalkę a potem dywan orzekła „wszystko w tym mieszkaniu jest takie sensualne” – wcześniej nie zwracałam na to uwagi, ale faktycznie. Lubię miękkość, gładkość i lubię tekstury. Podświadomie urządziłam pokój na mięciutko.

    Zwróciłam uwagę na zdanie o związku, z osobą towarzyską i imprezową… mało się odzywam ale jestem z Tobą od lat, od tea party i chyba wiem kto zacz. Otóż krążę dookoła pewnego jegomościa, a on krąży dookoła mnie – i sie cieszę i czuję olbrzymi dyskomfort. Jednocześnie to jest właśnie człowiek-impreza i chyba źle bym się czuła gdyby chciał mnie ze sobą ciągać…

  23. Jeszcze jeden aspekt który rani moje serce – kocham moje koty ale jeden z nich ustawicznie doprowadza mnie do rozstroju, nie zliczę już ile razy ryczałam bo miałam go dość… Na imię ma inaczej, ale mówię na niego Roszczeniowa Wuwuzela . Tylko tak sobie myślę, że po 3 h takiego wycia (1. on się nie zamyka 2. on nie chrypnie 3. to nie jest takie tam miaukolenie w tle- on się drze DO MNIE), to i nie WWO by wysiadł 😉

  24. Blum

    Lidiu – mieszkanie ma być azylem wg. mnie 😀 nie wiem czy jest sensualne. Stosuję aromaterapię, mam dużo ciepłego światła i wygodne fotele, w któ®ych mogę się ukokonić oraz miękkie kocyki. Mi to pomaga 🙂

    Co do związku – to nie jest wymierna sprawa. Im więcej gadam z koleżankami tym bardziej uświadamiam sobie, że ludzie to chcą bardzo różnych rzeczy od miłości irelacji. Ja np. chcę w opór spędzać razem czas i być blisko. To jest dla mnie ważne, więc nie urządza mnie opcja, że jesteśmy razem ale osobno, bo ja w domu i małym gronie, a partner na mieście. Po prostu to mnie by unieszczęśliwiało. W tamtej relacji nie było też szacunku. Jegomość uważał, że on jest normalny, a ja nie i mnie szejmingował totalnie i chciał „naprawiać” bo „w domu to się umiera”. No tak, jak się nie ogląda filmów, nie czyta książek, nie ma się w domu żadnego zajęcia to faktycznie można umrzeć gapiąc się w ścianę. Ja naprawdę wierzyłam, że jestem nieodpowiednia, tak mnie chłop zakręcił. Na szczęście to już przeszłość! Wierzę jednak, że można być z kimś kto kocha mocne bodźce i dużo tych bodźców i po prostu Cię rozumie i szanuje. Mój wybór jednak jest taki, że chciałabym z mężczyzną mieć dom w lesie, hodowac kurę, łazić z psem na spacery i urodzić maksymalnie jedno dziecko (i tak nie wiem, czy dałabym radę, bo wtedy masz bodźce 24h).

  25. Przeczytałam kolejny raz Twój wpis i komentarze – bardzo mi pomogły w poukładaniu sobie pewnych kwestii. Sięgnęłam też po książkę Elaine Aron, koło której „chodziłam” już jakiś czas. Co ciekawe, najpierw zaczęłam doszukiwać się u siebie objawów Aspergera – może dlatego, że ostatnio trochę więcej mówi się i pisze o zaburzeniach ze spektrum u kobiet oraz tym, że często „umykają” diagnozie? W każdym razie poczytałam sporo na ten temat i nawet poważnie zaczęłam się zastanawiać nad konsultacją w kierunku diagnozy, ale cały czas podskórnie czułam, że to nie do końca to. I dopiero WWO „zaklikało”.

    Cd. w kolejnym komentarzu.

  26. Odnośnie posiadania dziecka, mogę się podzielić osobistym doświadczeniem, bo mam niespełna 3-letnią córkę. OMG to jest naprawdę TRUDNE. Serio, dopiero kiedy uświadomiłam sobie, że jestem WWO, zrozumiałam dlaczego macierzyństwo dla mnie jest chyba 10x trudniejsze niż dla innych kobiet, które znam. Raz – że bodźce rzeczywiście masz 24 h/dobę, dwa – niedobór snu (najgorsze dwa lata mojego życia), trzy – malutkie dziecko cały czas jest nastawione na branie, więc ty musisz nieustannie dawać (i to jest jak najbardziej ok, takie jego prawo) i jest to po prostu wyczerpujące. Teraz jest mi nieco łatwiej, bo córka chodzi do żłobka, więc mogę od niej trochę odpocząć, ale – mimo ogromnej miłości – jest tam gdzieś cały czas mały smuteczek, że nie jestem bezdzietna.
    Z drugiej strony – wszystkie pozytywne uczucia też odczuwam razem z nią, więc dosłownie potrafi mnie zalewać dziecięca radość i czułość. Prawdziwy rollercoaster.
    Niemniej posiadanie kolejnego dziecka jest bardzo, bardzo mało prawdopodobne – chyba bym nie dała zwyczajnie rady.
    PS. Też z chęcią poczytam o Twoich osiędbaniowych sposobach w kontekście WWO. Pozdrawiam!

  27. Pingback: Kwietniowa piąteczka: lajfstajl, kołczing i inne potwory – Żegnaj, kokonie bezpieczeństwa

  28. Blimsien, skąd Ty wiesz o czym chciałbym przeczytać?;)
    Kobiety mają problem z tym całym wwo, a co ma powiedzieć mężczyzna? Łatka zniewieściałego to mało powiedziane. Pod względem wyrażania emocji i zrozumienia kobiety są dla siebie nawzajem znacznie bardziej wyrozumiałe. Dzielicie się często z przyjaciółkami bardzo intymnymi szczegółami, a w męskim gronie jeszcze cały czas emocje są na cenzurowanym, a wwo to kosmos.
    Napisałaś o czymś co znam doskonale, mimo, że jestem facetem. Czy jest gdzieś może Twoje męskie alterego?:)

  29. JLO (Maciek może gdzieś jest :D…)
    Blimsien, dziękuję za ten wpis i zaraz zagłębiam się co tam jeszcze ciekawego masz dla mnie.
    Mam trochę podobnie od dziecka ale na moje szczęście nie aż tak bardzo jak ty opisałaś, o ile ty stronisz od spotkań to ja nie mogę bez nich żyć, ale nie dyskoteka czy bar bo tam się żyć nie da, kilka osób i kameralne posiedzenie czy pobycie w naturze porobienie czegoś wspólnie, wszelkiego rodzaju sporty i gry zespołowe, jak najbardziej.
    Problem pojawia się że nawet gdy są 4 osoby i rozmawiamy nie razem a podzielimy na 2 grupy, ja zaczynam słyszeć szum, nie wiem co ktoś do mnie mówi, zaczyna robić mi się słabo. nie lubię miejsc gdzie jest dużo ludzi bo szum mnie dobija. Np uwielbiam koncerty w filharmonii czy różnych zespołów muzycznych, to jest głośne ale działa na mnie pozytywnie, jeśli nie ma tam zbyt wiele trzeszczących dźwięków, w momencie gdy nadchodzi przerwa i wszyscy zaczynają rozmawiać ja mam ból głowy, żołądek zachowuje się jak minute przed maturą, serducho chce wyskoczyć z orbity.
    W barze nie pogadam bo słyszę wszystkich w około a nie tych co siedzą koło mnie.
    W dzień drażni mnie dużo dźwięków i świateł, ale wieczorem to małą dioda gdzieś 2-3 metry ode mnie od TV czy alarmu wyrywa mnie z butów, wydaje mi się czasem że widzę je z zamkniętymi oczami, bo nie usnę jak nie będę miał kompletnej ciemności. Dźwięk – pisk i szum są najgorsze, żyjąc w mieście nie ma chwili że nie zaszumiało za ścianą z ulicy przejeżdżającym samochodem.
    Unikam kontaktu z twarzą osoby gdy wiem że może jej.jemu coś dolegać bo za chwilę będzie dolegać mi to samo, smutek rozdrażnienie i złość na innych twarzach wzbudza we mnie identyczne odczucie, wolę widzieć radosne i szczęśliwe twarze bo to podbudowywuje w sekundzie.
    Co do ubrań – wolałbym biegać na golasa, czuję na skórze każdą nitkę metkę i zgniecenie, nie usiedzę na miejscu ani nie ustoję minuty bo ciągle mi coś przeszkadza, potem dochodzi rozdrażnienie z tego powodu i odczucia się nasilają i tak kula śniegowa leci.
    Na szczęście nie mam tak 24/ dobę, ale wystarczy gorsza pogoda, lekki głód, trochę stresu. Licząc od Grudnia do teraz do czerwca dobrej pogody było może w sumie z 2 tygodnie, stres siedzi od kilku lat, ciągły nieustający delikatnie rozstrajający, na głodzie potrafię być codziennie, bo zakupy i gotowanie to chyba dla mnie największy stres:D.

Dodaj komentarz