Wypadanie włosów, łysienie
Moje normalne, zdrowe włosy.

Moje włosy zawsze były delikatne, ale bardzo gęste, falowane i niesforne. Ciężko mi było je układać, nigdy też specjalnie nie zagłębiałam się w pomysły na to, jak je pielęgnować. Wiedziałam, że są średnioporowate w stronę wysokoporowatych i że czasem z nieznanych mi przyczyn mocno wypadają. Wszystko zmieniło się jednak po pewnej wizycie u trychologa.

Nieudana wizyta u trychologa.

Wielokrotnie gdy stałam przed łazienkowym lustrem, wydawało mi się, że włosów jest mniej, a przedziałek zrobił się jaśniejszy. Zwalałam to na mocne oświetlenie od góry- partner i przyjaciółki twierdzili, że wymyślam i nadal mam burzę włosów. Sprawa jednak nie dawała mi spokoju, skóra głowy była napięta i bolała, a ja, trochę dla hecy, postanowiłam skorzystać z darmowego spotkania z trychologiem. Zrobiłam to przekonana, że pewnie popełniam jakiś błąd pielęgnacyjny – nie domywam skóry, nie stosuję peelingów, a może to moja wege dieta odbija się na stanie mojej czupryny? Uznałam, że to świetny temat do opisania na blogu.

Na tym zdjęciu wygląda jakby wszystko było ok. Włosy wydają się być gęste i jest ich dużo. Długo powodowało to u mnie trudności z rozpoznaniem stanu łysienia.
Wystarczy jednak pochylić głowę, by zobaczyć, że to nie jest normalny, „ciasny” przedziałek, a włosy na czubku głowy – zwłaszcza w linii grzywki są mocno przerzedzone.

Na wizytę poszłam z nastawieniem, że „włosy nie szklanka, odrosną”. Jakież było moje zdziwienie, gdy trycholożka obejrzawszy moją skórę pod specjalną kamerką, pokazała mi puste mieszki włosowe. Z tyłu głowy na jeden mieszek przypadały trzy grube, mocne włosy. W okolicy przedziałka mieszki były rozmieszczone rzadziej i wyrastały z nich pojedyncze, cienkie włoski. Kobieta szybko zdiagnozowała łysienie androgenowe i choć zasugerowała konieczność zbadania się, jej zdaniem to, co zobaczyła pod kamerką, nie zostawiało wątpliwości. Włosy nie odrosną, ale proces wypadania można spowolnić. Wypisała mi zalecenia a w nich m.in. spożywanie palmy sabałowej (która suplementowana bez kontroli specjalisty może namieszać w hormonach – wtedy tego nie wiedziałam), kilka kosmetyków (nie do kupienia u niej, więc to nie przypadek trychonaciągactwa) oraz szereg badań. Wpadłam w panikę.

Codziennie wyczesywałam kłęby włosów. Wcześniej testowałam naturalną pielęgnację, więc zdarzało mi się nie czesać włosów pomiędzy myciami – mam falowane włosy i po rozczesaniu zamieniają się w puch, dlatego traktowałam je jak kręcone. Może to, że co 2 dni wyciągam ze szczotki garści włosów jest normalne? – zastanawiałam się. W końcu włosy wypadają codziennie, ale zbieram je tylko, co dwa dni.

Łysienie androgenowe?

Łysienie androgenowe oznacza, że ciało nadmiernie reaguje na prawidłowy poziom androgenów. To łysienie typu męskiego. Byłam zszokowana, że kobiety również mogą łysieć. W dodatku w rozmowie z mamą przypomniałyśmy sobie, że jedna z ciotek na starość bardzo wyłysiała, jeden z moich dziadków również szybko stracił wszystkie włosy. Nie sądziłam, że jako kobieta mogę te geny odziedziczyć. Miałam jednak podejrzenia co do nieprawidłowego poziomu estrogenów. Nie jestem lekarzem, nie znam się na tym. Wiedziałam tylko, że mój cykl miesiączkowy się zmienił, skóra wyschła, libido zmalało, a ja byłam rozdrażniona i spięta. Tak, miałam problemy w życiu osobistym, duży stres związany z ponownym otwarciem działalności i przeprowadzką, coś jednak było nie tak. Moje ciało zachowywało się inaczej niż to, do czego wcześniej mnie przyzwyczaiło i nie byłam w stanie uwierzyć, że to z powodu stresu (miałam w przeszłości i własną firmę i złamane serce i nawet wyrzucono mnie kiedyś z pracy i nigdy nie towarzyszyły temu podobne objawy).

„Nic pani nie jest. Proszę przestać wydziwiać”.

Wizyta u ginekologa.

Wybrałam się na wizytę do ginekologa (na NFZ) zapytać, co on o tym myśli. Opowiedziałam mu o wydłużonym cyklu z krótkim krwawieniem, o bolesnych stosunkach, o tym, że moje ciało działa inaczej niż wcześniej, pobolewa mnie jajnik i że nie rozpoznaję się w tych małych, ale skumulowanych objawach. Powiedziałam o wizycie u trychologa i badaniach, które miałabym wykonać. Niestety lekarz ginekolog mnie wyśmiał, powiedział, że jest lekarzem, a ja przychodzę do niego z jakimiś durnymi włosami, że to temat urodowy, żebym sobie poszła do dermatologa. Na koniec uznał, że mam depresję i jestem agresywną lewicową dziennikarką. Tak, dał mi skierowanie na badania. Większość z nich jest płatna nawet na NFZ i nie potrzebowałam wizyty pełnej upokorzeń, by je zrobić. Z gabinetu wyszłam z płaczem, poniżona i z poczuciem, że lekarz nie jest moim partnerem w rozwiązywaniu problemów zdrowotnych. Nie umiałam zrobić tych badań przez następne pół roku.

Wyraźne prześwity.

Hair coach Marta Klowan.

Kiedy odtajałam, pozwoliłam sobie zapytać się o odpowiedniego specjalistę na Instagramie. Kiedyś korzystałam z pomocy skin coach, tym razem chciałam podobnej opieki, tyle że w kwestii włosów. Wybrałam Martę Klowan, u której zaklepałam konsultację online. Miałam przesłać jej badania (miałam tylko tarczycę, robioną rok czy dwa wcześniej), zdjęcia przedziałka i włosów na drugi dzień po myciu. Wywiad był zbierany przez spotkanie online (z kamerką). Marta wypytała mnie o wszystko- czy skóra głowy swędzi, kiedy ją podrapię, co zostaje pod paznokciami, jak oceniam przetłuszczanie, czy skóra głowy boli, na jakiej jestem diecie, jak wygląda mój cykl miesiączkowy? Wiele zdradza przedziałek – nie tylko kolor skóry i szerokość przedziałka, ale też to, czy włosy leżą, czy przedziałek jest zygzakowaty, jaki ma kształt itp. Specjalistka oglądała również skórę twarzy i zaobserwowała, że jest ona zaróżowiona, być może atopowa. Pokrzywkowe wypryski i przebarwienia w strefie brody i nosa mogły być znakiem, że jestem zestresowana lub że to rodzaj choroby autoimmunologicznej. W sprawie skóry ponownie wybrałam się na konsultację do Skin coach (całość mojej kuracji jest opisana tu) i na szczęście zmiana pielęgnacji sprawiła, że problemy szybko ustąpiły.

Tak wyglądał mój przedziałek, gdy zgłosiłam się do Marty Klowan.

Wypadanie włosów a chora skóra głowy.

Marta uspokoiła mnie, że moje wypadanie włosów wcale nie musi być spowodowane androgenami. Uznała, że na badania przyjdzie czas, ale zanim je zrobię (za 4 miesiące), mam popracować nad skórą głowy. Moje myślenie odnośnie wypadania włosów było błędne- na oślep stosowałam wcierki, używałam tylko jednego szamponu do włosów (który je nadmiernie przekwaszał) i jednej przypadkowej odżywki. Orientowałam się, że po pewnym czasie używania danego kosmetyku włosy robią się strąkowate, albo spuszone, albo reagują tak, jakby kosmetyk, który najpierw z nimi świetnie działał, teraz był do kitu.

Diagnoza – wypadanie włosów. Co stwierdziła Marta Klowan?

Dużym problemem z moimi włosami była zarówno niepracująca skóra głowy, jak i fatalnie dobrana pielęgnacja. Minimalizm się nie sprawdził. Okazało się, że nie powinnam stosować jednej odżywki i jednego szamponu, oraz że kosmetyki te muszą być dobrze dobrane i współgrać ze sobą. Czym innym jest maska proteinowa, czym innym jest nawilżająca. Skórę głowy należy złuszczać, zmiękczać i nawilżać. Nie było też dla mnie zaskoczeniem, że mam opanować stres (to świetne zalecenie, tylko niesamowicie ciężko mi, jako WWO wprowadzić je w życie). Moja skóra głowy była napięta, pergaminowata (przez co, zamiast trzymać mocno kolbę włosa, co daje efekt objętości i odbicia od nasady, odsłaniała ją, a włosy były oklapnięte), przesuszona z zalegającą łuską drobną. Nieregularny rumień powierzchniowy z miejscami głęboko-naciekowymi. Włos płożący, telogenowy, matowy i wytarty. Odgraniczone miejsca zwiększonego wypadania o charakterze wysypkowym i kępkowym. Zastój okołomieszkowy twardy. Treść łojotokowa nasilona, gęsta. Zwiększona matowość, platanie włosów. Włos gąbczasty, przekwaszany. – tak brzmiała diagnoza Marty.

Plan naprawczy nie był w ogóle minimalistyczny, ale był holistyczny. Postanowiłam Marcie zaufać. Zresztą, jakie miałam wyjście?

Wypadanie włosów – PLAN NAPRAWCZY.

Niestety po konsultacji z Martą Klowan nie mogę podać Wam szczegółów planu naprawczego. Plan dotyczył mnie i moich objawów, Marta obawiała się, że ktoś mógłby chcieć stosować go 1:1 i tym samym mógłby zrobić sobie krzywdę zamiast pomóc. Każdy plan musi bazować na badaniach, pogłębionym wywiadzie i konsultacji z Martą Klowan. Mogę tylko zdradzić, że do każdego mycia miałam inny zestaw szapon + odżywka w tym szampon miękki, szampon oczyszczający oraz żel ze ślimaka oraz aloes jako wcierkę. Zachęcam do lektury bloga Marty lub umówienia się na personalizowaną konsultację.


Efekty pielęgnacji przeciw wypadaniu włosów po 6 miesiącach.

Do kolejnego etapu miałyśmy przejść po ok. 4-5 miesiącach. Niestety 2020 jest szalony, od czasu konsultacji mieszkałam w 4 różnych miejscach, głównie żyjąc na walizkach i nie zawsze udało mi się wdrożyć ten plan w 100%. Zupełnie pominęłam picie pokrzywy, wysypałam się z probiotykami, nie udało mi się wprowadzić niepokalanka. Po ok. 2-3 miesiącach skóra głowy bardzo mnie swędziała i stała się tkliwa, a włosy wyglądały okropnie. Odstawiłam wszystko i zostałam przy żelu aloesowym i szamponach, które dawały mi największą ulgę. To była chwila zwątpienia i myśl, że może ta pielęgnacja jest zbyt przekombinowana. Po pewnym czasie skóra głowy się ukoiła i mogłam ponownie wrócić do planu już bez żadnych skutków ubocznych.

Po 6 miesiącach zwróciłam się ponownie do Marty, już z wynikami badań.

Badałam DHEA, krew (pełna morfologia), prolaktynę, tarczycę, ferrytynę. No i bingo! Okazało się, że nie wszystko jest tak, jak powinno być, a najgorsza jest wysoka prolaktyna. Po randce z wujkiem Google zrozumiałam, że objawy, z którymi przyszłam do lekarza ginekologa rok wcześniej to prawdopodobnie objawy powiązane właśnie z tymi złymi wynikami. Czy to kwestia dopaminy? Estrogenów? Guza przysadki? Nie wiem, dostałam kolejną listę badań i prośbę o kontakt z endokrynologiem, bo moje wyniki są mocno zaburzone. To już sprawa dla lekarza. Nie umiem Wam nawet opowiedzieć, jaką ulgę poczułam, ale też, jaka byłam wściekła, że kiedy rok temu po omacku szukałam pomocy, zostałam wyśmiana i zlekceważona. Okazało się również, że jestem blisko anemii, mimo sporego zapasu ferrytyny. Dostałam nowe zalecenia (w tym suplementację) i całkiem nowy plan pielęgnacyjny. Teraz kiedy moja skóra nie swędzi, nie przetłuszcza się nadmiernie i jest gruba, mogę zacząć pracować nad porostem włosów za sprawą wcierek i kosmetyków aktywujących.

Tu zdjęcie, gdzie widać przedziałek teraz.

Każdorazowo podążanie za planem pielęgnacji wynosiło mnie ok. 500-700 zł, mimo że Marta zapisuje kosmetyki ze średniej półki cenowej. Większość z nich łatwo dostać w aptece internetowej Gemini. Zakupy wystarczyły mi spokojnie na pół roku pielęgnacji, więc po przeliczeniu miesięcznego kosztu nie jest to nawet tak dużo, no ale jednorazowy wydatek, by sprostać planowi, jest spory, a nie da się pominąć kosmetyków, bo tak jak mówiłam, działają razem lub uzupełniają się. Wyjęcie jednego klocka z tej pielęgnacji, mogłoby rozwalić cały plan.

Przedziałek po pół roku. Nadal łyso, ale widzicie odstające włosy? Nie wypadły po odrośnięciu na 2-3 cm.

Po pół roku, oprócz skóry w znacznie lepszej kondycji, moje włosy z tyłu głowy zagęściły się i stały bardziej wypełnione, gładkie i mięsiste. Są też odbite od nasady. Skóra głowy nie jest podrażniona i nie ma na niej śladów mocnego złuszczania naskórka. Bardzo zagęściły mi się zakola, a linia włosów przy czole pokryta jest dosłownie szczotką babyhair. Wcześniej wypadały mi krótkie włosy we wczesnej fazie wzrostu – teraz tak nie jest, a wypadanie zostało zahamowane. Oczywiście włosy w newralgicznym miejscu jeszcze nie odrosły. Rosną tam pojedyncze baby hair, przedziałek się zagęścił, ale nadal nie jest cieniutki i zdrowy. Przy moich wynikach nie ma co się temu dziwić.

Zagęszczające się zakola : )

W kolejnym etapie wzbudzam do pracy mieszki, pobudzam wzrost, próbuję naturalnie obniżyć prolaktynę i podnieść żelazo, jednocześnie robię kolejne badania i pozostaję pod opieką endokrynologa, który spróbuje wyjaśnić powody moich zawirowań hormonalnych.

To zdjęcie zrobiłam dziś. To nadal nie są moje piękne, gęste, falowane włosy, ale jest znacznie lepiej!
Przedziałek teraz.

Jak widzicie, zaczynałam tę przygodę, jako eksplorowanie ciekawego pomysłu na materiał, a skończyłam na odzyskiwaniu zdrowia. Włosy, których utrata bardzo obniżała moje samopoczucie i wpędzała w kompleksy, teraz stały się mniej ważna w obliczu problemów zdrowotnych. Mam nadzieję, że skoro mam już badania i wiem, do jakiego lekarza pójść, jestem bliżej swojego zdrowia niż rok wcześniej. A Was chcę uczulić i prosić – obserwujcie siebie. Ciało komunikuje się poprzez wygląd skóry, włosów, paznokci. Nie dajcie sobie wmówić „taka pani uroda”, szukajcie specjalistów, którzy zlecają badania i w razie potrzeby wysyłają do lekarzy. Zaburzenia zdiagnozowane szybko łatwiej jest unromować niż gdy się rozhulają. Nie ma co czekać, aż dopadnie nas choroba, kiedy objawy będą dosłownie wstrząsały ciałem. To nie próżność, to traktowanie siebie z szacunkiem.


 

...

28 komentarzy

  1. Dzień dobry Wszystkim. Jak widać wypadanie włosów może dotyczyć wszystkich, nie tylko mężczyzn w odpowiednim wieku, a przyczyny można usunąć przy odrobinie pracy nad sobą.
    Chciałbym się podzielić pewną radą, którą dostałem od jednego jogina z Indii, co częściowo może pomóc w opisanym problemie, jak również w obecnych, trudnych czasach zawirowań.
    Otóż zalecił on wykonywanie pozycji świecy (https://www.portalyogi.pl/blog/sarvangasana-halasana-karnapidasana-urdhva-padmasana-pindasana-dzien-28-z-30-dni-z-joga/) codziennie przez min. 10-15 minut – na wałku/kocach/piankach i przy ścianie. Podobno świetnie reguluje poziom wszystkich hormonów. Bez kosztowo i nieinwazyjnie, więc może warto spróbować. Trzymam kciuki za Wasze zdrowie.

  2. Z jakich naturalnych sposobów korzystasz by podnieść żelazo i obniżyć prolaktynę?

    Czy jesteś też może w stanie dać znać, które z wymienionych przez Ciebie odżywek/masek są emolientowe, proteinowe a które nawilżające? 🙂

    Mam bardzo podobne problemy i wyniki co Ty, u mnie zdiagnozowane od wielu lat Hashimoto, a wysoka prolaktyna to „taka uroda” i nie da się nic z tym zrobić (cytując lekarzy). Guz przysadki wykluczony.

  3. Bardzo ciekawy wpis, chociaż przy fragmencie o ginekologu się we mnie zagotowało… brak słów na takie chamskie zachowanie.
    No ale do tematu. Myślę że ten wpis może się bardzo przydać osobom które mają trudne do wyjaśnienia problemy z włosami czy skórą głowy – może się mylę, ale chyba świadomość kim jest trycholog nie jest zbyt duża. I to ważne że dostałaś polecenie przeprowadzenia tych wszystkich badań, a nie że trycholożka skupiła się tylko na objawach.

    Mnie się marzy wizyta u dobrego skin i hair coacha – z jednym i drugim nie mam specjalnych problemów (chociaż włosy czasem wyglądają mało atrakcyjnie), ale chciałabym żeby ktoś kompetentny powiedział mi jaką mam skórę, skórę głowy i włosy i jak najlepiej o nie zadbać 🙂 bo obserwacja samodzielna niezbyt wiele mi daje. Widzę że Skin Coach działa w Krakowie więc kto wie 🙂 za to przydałoby mi się dobre polecenie odnośnie włosów tu na miejscu.

  4. Dzięki za ten wpis. Ja też walczę z wypadającymi włosami, ale po nieudanej wizycie u trychologa która po badaniach do rachunku dorzuciła suplementy za 1500(!) zł, jestem trochę podłamana. Narazie na własną rękę próbuję ogarnąć niedobory, może to cos pomoże, bo do Pani Marty Klowan bardzo trudno się dostać teraz na konsultacje 🙁

  5. Blum

    Marta – to prawda, że trudno. Ja nie umiem na własną rękę, ze skórą też mi nie wyszło. Nie do końca rozumiem objawy i zawiłości. Same suple to jedno, ale ja np. mam problem ze zdrowiem jelit w ogóle i z wchłanianiem, a to mega ważne. Ale u mnie suplementacja + pielęgnacja już sporo dały, niestety póki nie ogarnę hormonów raczej nie ma co liczyć na burzę włosów.

  6. Blum

    Zoja – niestety nie pomogę, nie znam nikogo na miejscu, ale ja nie byłam na żywo u Marty i a moja ostatnia współpraca ze Skin Coach była online. Jak się człowiek naogląda skór i przedziałków i zajrzy w Twoje badania to moze dużo wyciągnąć, nawet przez skype.

  7. Blum

    Berenika – jeśli chodzi o żelazo piję zakwas z buraka oraz suplement roślinny w płynie – Floradix, ale nie wiem czy polecam te sposoby, bo jeszcze nie powtarzałam badań plus u mnie anemii jest blisko, ale jednak jej nie mam. Guza muszę wykluczyć (jestem umówiona do endo) mogę na pewno przyjmować leki na prolaktynę, ale nie chcę. Najpierw próbuję naturalnie – pół cyklu niepokalanek (castagnus – ponoć to ważne, bo inne mają niewystarczającą dawkę) a drugie pół 1 łyżeczka wiesiołka na czczo. Też jeszcze nie wiem czy to przyniesie efekty. Farmakologia to dla mnie ostateczność. Plus ja podejrzewam, że u mnie coś nie do końca hula ze względu na stres/nadnercza – mam tam wyniki w normie, ale blisko granicy lub lekko przekraczam granicę. Także zamierzam włączyć jeszcze więcej profilaktyki przeciwstresowej.

  8. Blum

    Maćku – dzięki, tak w jodze są pozycje balansujące hormony, ale też nie są one dla każdego. Ja np. mam problemy z szyjnym kręgosłupem i takie odwrócone pozycje niezbyt mi służą.

  9. Masakra, ginekolog to kretyn i cham… i niestety też na takich trafiałam. Lata chodziłam od lekarza do lekarza, ci się ze mnie śmiali… a potem się okazało, że mam endometriozę… już IV stopnia i jedynie leczenie operacyjne wchodzi w grę.

  10. Nie do konca rozumiem. Ginekolog nie pomogl (bo to faktycznie nie problem dla ginekologa). Skin coach nie pomogl dopoki nie zrobilas badan krwii, i potem nagle pomogl?
    Nadmierne wypadanie wlosow to problem dla dermatologa, a nie kosmetyczki nazywajacej sie kołczem. Dermatolog pomoze lub wysle do innego specjalisty, np. endokrynologa.
    Nie jestem pewna czy ten tekst jest przeciwko lekarzom, czy teraz leczysz hormony z kołczem i o co tu chodzi. Ale dla mnie definicja dbania o siebie jest wizyta u lekarza, a nie kosmetologa.

  11. Hej ho 🙂 z wielką uwagą przeczytałam ten wpis bo sama mierzę się aktualnie z problemem wypadania, wyprobuję metodę z żelem aloseowym na noc. Nie wspomniałaś nigdzie o takiej możliwości jak syndrom zmęczonych nadnerczy a gruczoły te mają wpływ na kilkadziesiąt hormonów, w tym produkują kortyzol – hormon stresu. Objawy które wymieniłaś tj cykl miesięczny, rozdrażnienie, obniżone libido, wypadanie itd pokrywa się z tym syndromem. Sama akurat zagłębiam ten temat więc tak ‚na świeżo’ podrzucam swój trop :)) Powodzenia we wracaniu do równowagi!

  12. Ja również miałam ten sam problem, włosy wypadały garściami i każdy mi tłumaczył ze to normalne, bo nie rozczesuje ich codziennie, myje co kilka dni. Byłam u trychologa, specjalistów ale nic mi nie pomagało. Zbadalam prolaktyne po metoklopramidzie i ta wyszła o wiele za wysoka. Nie chciałam zażywać leków, wiec zaczelam zażywać niepokalanek w dużych dawkach 800 mg / dzień,( wcześniej zażywałam go w małych dawkach ok 150 i to nie pomagało, znalazłam info, ze małe dawki niepokalanka podnoszą prolaktyne) i włosy przestały wypadać. Mam wrażenie ze dosłownie 2 włosy wypadają mi przy czesaniu. Jestem zszokowana, bo przez lata wypadały mi włosy garściami i myślałam ze to normalne. Nie za bardzo wiem jak długo dawkować ten niepokalanek, bo on niestety tez nie będzie nam leczył przyczyny. Antagonista prolaktyny jest dopamina wiec coś tutaj jest przyczyna i nie gra. Prolaktyna ma tez za zadanie chronić nasz mózg przy stresie wiec nie jestem przekonana czy obniżanie jej bez leczenia przyczyny jest do końca bezpieczne. Zaczęłam medytować, zrobilam sobie dodatkowy dzien wolny od pracy, wiecej spacerówi jogi, zobaczymy co z tego wyjdzie. Można stosować wcierki szampony i inne drogie cuda, ale wypadające włosy to sygnał ze w organizmie się coś dzieje i warto szukać przyczyny wewnątrz.

  13. Blum

    Justyna – mam podobne odczucia, więc ze swojej strony też zabrałam się za stres – joga, olejek CBD, pisanie dziennika i bardziej higieniczny tryb życia. Jestem przekonana, że u mnie stres powoduje bardzo wiele symptomów, mam wrażliwe ciało, więc to by się zgadzało. Czekam na wizytę u engo-gina a tymczasem i ja łykam niepokalanka (w formie Castagnusa) przez połowę cyklu po 1 tabletce, druga połowa cyklu to picie wisiołka (1 łyżeczka na czczo) – zobaczymy jak to zadziała.

  14. Blum

    Panno o – tak i można je zbadać. Ja mam jakoś minimalnie ponad normę DHEA, dlatego nie rozwodziłam się nad tym, ale jak wspomniałam – uważam, że u mnie to naprawdę kwestia nie radzenia sobie ze stresem w dużej mierze.

  15. Blum

    Kasia – faktycznie nie do końca rozumiesz 🙂 – Marta Klowan wysnuła teorię, że moja cera może świadczyć o problemach, które po konsultacji ze Skin Coach i wprowadzeniu pielęgnacji skóry twarzy ustąpiły, więc był to fałszywy krok.

    Marta Klowan, która opiekuje się moimi włosami wysłała mnie na badania i mnie nie leczy, bo nie jest lekarzem, więc wysłała mnie do endokrynloga, by ten zajął się hormonami, bo są wysoko poza normą. Ona zajmuje się układaniem pielęgnacji pod skórę głowy (w tym sumplementacją) w oparciu o wyniki z labu. Każdy robi swoją robotę. Skin Coach również odsyła do lekarzy, ale to chyba oczywiste, że endokrynolog nie będzie mi układał planu odżywek i wcierek 😀

    Wolę Martę Klowan I Blancę Społowicz niż dermatologów – dużo w tym fachu partaczy, dużo leków przepisywanych od ręki, mało myślenia holistycznego, a to jest ta część medycyny akademickiej, za jaką nie przepadam.

  16. W zasadzie to w ogóle nie pomyślałm o dhea ale ok 😉 jak pisalam to jest mój osobisty trop ze wzgledu na stres 🙂 Ja nabawiłam się ataków paniki i problemów ze snem w zwiazku z pewnym zdarzeniem i co za tym idzie odczuwałam przewlekły stres – włosy zaczęły lecieć okrutnie – a to dodatkowy stres! Koło się zamykało. Ponadto nadnercza to organ połączony z czakrą życia. Jeśli jedno ma zaburzoną równowagę wpływa na drugie itd. Mi pomogło skupienie się na tej materii ale każdy postępuje tak jak mu dyktuje intuicja, wiadomo. Tak czy inaczej powodzenia raz jeszcze 🙂

  17. Blimsien, droga Blimsien :* Jak ja sie identyfikuje z tym tekstem i jak bardzo Cie rozumiem… Ja pierwsze objawy lysienia zaczelam zauwazac u siebie w wieku okolo 23 lat (teraz mam 40), po prostu przedzialek zaczal mi sie rozjezdzac i pierwsza mysla bylo to, ze cos jest nie tak z hormonami wiec zapytalam swojej ginekolozki czy moze ona jest w stanie jakos mi pomoc. Wysmiala mnie, co bylo dla mnie traumatyczne bo bylam wtedy bardzo niesmiala dziewczyna, ciezko mi bylo pokazywac ten rozjechany przedzialek i w ogole mowic na temat no bo halo-mam 23 lata i lysieje… Powiedziala rowniez, ze widzi, ze mam problem ale to nie jej broszka i po co w ogole jej o to pytam… Nawet nie wiedzialam, co na to odpowiedziec i tylko gapilam sie w podloge… Na koniec wizyty zdala sobie chyba sprawe, ze za ostro sie ze mna obeszla bo polecila mi swoja kolezanke dermatolozke, ktora byla jej pokroju-kazala mi zrobic najbardziej podstawowe badania-wszystkie byly ok wiec dala mi rade ‚prosze tak sie w zyciu nie denerwowac’, zgarnela kase za wizyte i voila! To zniechecilo mnie do jakichkolwiek wlosowych wizyt na kilka lat. Gdy sprobowalam ponownie to uslyszalam ‚Nie no, cere ma pani ladna ale wlosy ma pani, jakie ma’… I 120 zl. za wizyte poszlo sie walic… Moment pozniej poszlam przypadkiem do dermatolozki mojej mamy z czyms kompletnie innym niz wlosy, wydala mi sie ona tak przyjemna i empatyczna lekarka, ze opowiedzialam jej o swoim problemie, sluchala uwaznie, polecila rozne szampony i wcierki, za duzo jednak nie zobaczyla na mojej glowie bo mialam na wlosach Nanogen (taka fibra, ktora zakrywa sie przerzedzone miejsca) ale polecila mi dermatologa, ktory zna sie na wlosach. Aha, zlecila mi tez rozne badania, w tym prolaktyne, ktora byla bardzo wysoka. Tak wiec w wieku 36 lat, po 13 latach szukania pomocy, znalazlam lekarza, ktory sie moim przypadkiem zainteresowal i nie zbyl mnie jakims glupim tekstem. Skierowal mnie na badania hormonalne, tarczycy itp. ktore byly w normie, dostalam od niego wcierke z Minoxidilem. Niestety nie zajal sie moja skora glowy, ktora (tak mysle) nie byla/nie jest przygotowana na pelne wykorzystanie potencjalu wcierki-tego ucze sie z bloga Marty Klowan i jej Stories. Wszystkie badania, ktore musialam wykonac, mam bardzo dobre wiec dostalam zielone swiatlo na zazywanie tabletek Spironol, jednak po przeczytaniu skutkow ubocznych zdecydowalam sie ich nie brac. Poza tym, jesli sie je bierze to trzeba robic badania krwi i tarczycy co 3 miesiace, tak samo jak usg piersi. Tak wiec mam tylko wcierke z Minoxidilem od dermatologa ale ze swojej strony dodaje sobie do pielegnacji peeling do skory glowy, kwas hialuronowy, czasem natluszczam glowe olejkiem. Do pielegnacji wlosow na dlugosci wprowadzilam kilka nowych odzywek, delikatnych szamponow i uzywam ich metoda prob i bledow (pare razy probowalam zapisac sie do Marty na konsultacje ale bez powodzenia; jestem jednak pelna nadziei, ze kiedys mi sie uda). Chcialabym sie jeszcze odniesc do komentarzy, ze ‚negujesz’ lekarzy a wychwalasz trychologa itp. Powiem tak: przez to, ile wizyt odbylam, ile kasy wydalam, ile bzdur od nich uslyszalam to sama z checia czekam na zapisy do Marty. Zadna kobieta nie chce byc lysa, szczegolnie w tak mlodym wieku; tonacy brzytwy sie chwyta wiec warto probowac nowych sposob, nowych metod, dodatkowych badan itp. Marta czesto pokazuje efekty, jakie przynosi jej pomoc i jestem zachwycona szczegolnie, ze ona nie bawi sie w znachorke tylko jak trzeba to kieruje tez do innych lekarzy. Dziekuje Ci bardzo za ten wpis i zycze powodzenia w dalszej walce o wlosy-jak na razie efekty osiagasz spektakularne. Pozdrawiam z Edynburga 🙂

  18. Blum

    Aniu, dziękuję, że się ze mną podzieliłaś swoją historię i życzę nam obu bujnych lwich czupryn 🙂

  19. A czemu nie skorzystałaś z ajurwedy i konsultanta ajurwedyjskiego skoro własnie ajurwedę polecasz jako wiedzę dzięki której możemy żyć w równowadze?

  20. Blum

    Korzystam również z Ajurwedy – pracując nad redukcją stresu, pracując nad prawidłowym przyswajaniem składników pokarmowych. Ja jednak uważam, że nie musze wybierać albo/albo i zdecydowanie wybieram i/i. Póki co nie zamierzam rozpoczynać farmakoterapii, działam naturalnie i zobaczę, co endo na to. Nie znam niestety Ajurwedy na tyle (ani nikogo kto by znał) by potencjalnie pozbyć się guza przysadki – wtedy zamiast jechać w ciemno do pierwszego lepszego lekarza do Indii zdecydowanie wolałabym oddać się w ręce polskiego lekarza – alopaty.

    Również zęby leczę u dentysty 😉 choć zanim coś się popsuje korzystam z Ajurwedy – płukania ust olejem, skrobania języka i dokładnego szczotkowania. Nie widzę tu sprzeczności – widzę za to wiele możliwości.

  21. Tu nie chodzi o zęby, ani o o złamaną rękę. Tu chodzi o pracę z hormonami, pielęgnacją – a to oferuje ajurweda. nie rozumiem argumentu o jechaniu do „pierwszego lepszego lekarza do Indii” – to dosć absurdalna argumentacja. W Polsce są specjalistki do hormonów i ajurwedy, od tarczy etc.. więc skoro promujesz Ajurwedę, to dziwi, że nie korzystasz z niej aby powrócić do równowagi zdrowotnej. You talk the talk, but can you walk the walk?

  22. Blum

    Babko – Twój ton mi się nie podoba, jesteś tu gościnią, nie gospodynią. Moje decyzje zdrowotne podejmuję sama – korzystając zarówno z Ajurwedy, jak i zachodniej diagnostyki oraz polskiego ziołolecznictwa – więc, tak I walk the talk, jednocześnie chcę, żebyś wiedziała, że stawiam tu granicę i nie daję Ci prawa do rozliczania mnie z moich decyzji i wyborów (i szczerze zastanawiam się kim Ci się wydaje, że jesteś, żeby w ten sposób do kogokolwiek pisać).

  23. Przeczytalam i sobie myslalam, hej no i po co ta Blimsien w ogole wspomniala o ginekologu patałachu. A chwile później zorientowałam się, że chyba każda z nas miała taką wizytę u lekarza gdzie została potraktowana źle przychodząc z troski o swoje zdrowie. To jest jakiś absurd w ogóle. Po pierwsze włosy i wygląd są ważne więc nie kumam dlaczego tutaj jakieś wyśmiewanko z jego strony. Po drugie jak można być lekarzem i nie wiedzieć ze zmiany z włosami mogą być od hormonów. Te sytuacje kiedy idziesz do specjalisty i slyszysz ‚no taka pani uroda’ tez sa kiepskie na maxa a zdarzaja sie cos czesto. No i rozumiem, ze niektore rzeczy nam przypadaja genetycznie i mozemy je poprawic tylko do okreslonego stopnia, ale kaman! ja sie od kilku lat odbijam od roznych specjalistow i nadal mam problemow kilka nierozwiazanych. Natomiast widze, ze warto probowac u roznych zrodel :))
    Super ze udalo Ci sie juz poprawic sytuacje. Trzymam kciuxy za powrot wlosow do formy.

  24. Blum

    Hanka – w sumie mnie najbardziej niepokoił spadek libido, wydłużone cykle, dziwne krwawienia, suchość śluzówek – nie wiedziałam czy to temat do endo czy gina i wybrałam gina. U endo byłam kiedyś w sprawie tarczycy, nie znam się na spcjalizacjach lekarskich, byłam przekonana, że mnie najwyżej przekieruje gdzieś dalej. W sumie jedyne syt. gdy lekarz pyta o miesiączkę, długość cyklu itp to były właśnie wizyty u ginekologa a nie gdziekolwiek indziej. Lekarze nie lubią świadomych pacjentów, którzy naczytali się googla i mają konkretne pytania, ale najwyraźniej nie lubią też zupełnie pogubionych, którzy potrzebują poprowadzenia lub przekierowania do specjalisty.

  25. Blum, napisz mi co dokładnie Cię uraziło, to wtedy będzie mi łatwiej mi się odnieść. Odpowiadam dość konkretnie na Twój komentarz, odnosząc się do tego co piszesz; fragment o „jechaniu do Indii do lekarza” był nieracjonalny a przecież nie o to chodzi, żeby odpowiadać sobie argumentami które nigdzie nie prowadzą. I tak, w kontekście tego, ze sprzedawałaś kurs ajurwedy i promujesz tę wiedzę. jest dla mnie zastanawiające, że w unormowaniu hormonów i pielęgnacji wybrałaś jednak co innego. Jeśli Ty dajesz sobie prawo do sprzedawania kursów i wiedzy ajurwedyjskiej jako holistycznego podejścia do zdrowia, to może warto zastanowić się, czemu komentarz który zwraca uwagę na ten rozdźwięk odbierasz jako naruszający Twoje granice. A jeśli chodzi o ton – w Twoim komentarzu to Twój ton, („nie wiem (i szczerze zastanawiam się kim Ci się wydaje, że jesteś, żeby w ten sposób do kogokolwiek pisać)., Twój ton mi się nie podoba, jesteś tu gościnią, nie gospodynią. ) jest dużo ostrzejszy.

  26. Blum

    Tak, daję sobie prawo do stawiania i bronienia moich granic.

    Odpowiem Ci, chociaż to prywatne pytanie – zgodnie z moją aktualną wiedzą nie ma w Polsce lekarza Ajurwedy, któremu mogłabym zaufać w kwestii hormonów. Nie dlatego, że Ajurweda nie jest skuteczna, ale dlatego, że lekarzy ajurwedyjskich w Polsce jest niewielu. Lekarz to nie to samo co konsultant czy terapeuta (!) – to bardzo ważne rozróżnienie. Konsultanci nie leczą, można ich nazwać raczej health coachami. Mnie interesuje właśnie ten wycinek Ajurwedy – prewencja, osiędbanie, profilaktyka. Znam osobę w DE, która mogłaby coś wiedzieć na temat hormonów, ale też raczej jest od spraw ginekologicznych. Lekarze w Polsce mają kiepskie opinie wśród moich nauczycieli czy znajomych, którzy są o wiele bardziej doświadczeni niż ja. Dlatego nie wybrałabym się do lekarza Ajurwedy w Polsce. Jest Preeti Agrawal we Wro, ale czytałam, że jej klinika bardzo się popsuła, bo Preeti jest jedna, a klinika duża i pacjentów dużo.

    W końcu gdy mówimy o ajurwedyjskich lekarzach – oni również mają swoje koniki czy specjalizacje. Nie wystarczy być po prostu lekarzem – tak samo jak i u nas. Więc w Polsce musiałoby być wielu lekarzy, którzy znają się na hormonach a ja chciałabym wybrać tego, do którego mi najbliżej – na ten moment nie czuję, żebym miała taki wybór i o tym m.in. były warsztaty.

    Jestem bardzo ostrożna w doradzaniu ludziom leczenia się Ajurwedą, właśnie dlatego, że wiem, że jak my już widzimy problemy w naszych zachodnich wskaźnikach, to oznacza, że odwracanie skutków Ajurwedą będzie powolne i długie (ale holistyczne) – z tym, że trzeba mieć pod czyim okiem taką terapię przejść – dla mnie na ten moment wydaje się to nieosiągalne. Jednocześnie widzę te małe sygnały, które naszym lekarzom jeszcze nie składają się w całość, a ajurwedyjskim już by się składały – i tu widzę pole do stosowania Ajurwedy, wiem z czym powinnam popracować i mam narzędzia, by to zrobić, więc to robię.

    Jednocześnie jestem ostatnią osobą, która powiedziałaby komukolwiek, by zaprzestał diagnostyki opartej na współczesnej technologii. Jeśli faktycznie miałabym mieć guza przysadki, potrzebuję to sprawdzić jak najszybciej. Potem zaś mogę się zastanawiać nad podjęciem takich czy innych działań. I tu znów – nie doradzałabym nikomu, kto ma np. nowotwór, by leczył się TCM lub Ajurwedą – to jest zbyt duża odpowiedzialność i nie czuję, żebym miała prawo takich rad udzielać. Za to totalnie dobrze byłoby wesprzeć się holistycznie, by ciało jak najlepiej przeszło przez inwazyjną kurację.

    Ja sama nigdy nie będę lekarzem. Uczę się Ajurwedy, by przeciwdziałać chorobom zanim te powstaną, by usprawniać życie, by żyć w naturalnych rytmach i by wyłapywać małe odchylenia od normy zanim te się skumulują w postaci choroby. To są moje cele związane z Ajurwedą. Działam zgodnie ze swoją filozofią – już teraz stosuję Ajurwedę, by sobie pomóc. Jednocześnie robię cyklicznie badania – nie tylko cytologię, ale też badania krwi a teraz także hormonów. Przyglądam się temu, co się dzieje i najpierw szukam powodu. Jednocześnie mam świadomość, że lekarzem nie jestem. Nie jestem też idiotką – jeśli powinnam zrobić badanie mózgu zrobię je – pychą i zarozumialstwem byłoby nie zrobić. Ajurweda w moim rozumieniu jest narzędziem dbania o siebie, a nie magiczną różdżką.

    A może wiesz o ajurwedyjskich lekarzach specjalizujących się w hormonach, o których ja nie wiem? Jeśli tak – zapraszam Cię do podzielenia się ze mną kontaktami mailowo.

Dodaj komentarz

.