LandscapeSezon ogórkowy, no wiem. Wakacje. Lepiej wypić zimne piwko i pojechać na urlop niż trudzić się specjalnie nad rozwojem osobistym. A jednak, po takim czasie pisania merytorycznego i suchego, muszę powrócić z większa ilością mięsa. Nie żebym chciała specjalnie, ale bo życie mi to przyniosło. Przez ostatnie miesiące nie lubiłam się dzielić moim życiem online. Trochę, bo zostałam o to poproszona, trochę bo sama czułam potrzebę wycofania się. Teraz jednak wiem, że nie ma mówienia o rozwoju bez osobistego tła. Inaczej to poppsychologiczna papka. A dlatego, że życie przemieliło mnie kolejny raz, chcę Ci opowiedzieć, dlaczego myślę, że życie jest jak surfing.

Ostatnio znów wiele w moim życiu się zmieniło. Oczekiwałam zmian, jednak innego rodzaju. Ha-ha! Życie niesie niespodzianki. Całkiem jak fala, która wyrzuca na brzeg raz drewno, raz bursztyn, trochę utłuczonej muszli, zdechłą meduzę… nie zawsze są to jednakowo piękne i cenne skarby. Ponieważ czas transformacji jest dla mnie zawsze dość trudny (mam przyznaję pewien problem, z lubością do sprawowania kontroli i kiedy nie mogę jej sprawować, wpadam w panikę) wykonuję wtedy wiele duchowych praktyk… i popełniam całą masę grzechów. Grzechów pysznych jak krem w rurkach, czasem grzechów zjełczałych, czasem bezdennie głupich, czasem też, nawet po najlepszych rurkach człowiek ma ochotę się po prostu porzygać, bo przesadził. Jeśli chodzi o moje praktyki duchowe, stosuję bardzo różne i nie chwalę się tym zazwyczaj moim znajomym (zawsze trochę krępuje mnie duchowa część mojej osoby i uważam ją za bardzo prywatną). Nie są mi obce ani mapy marzeń, ani afirmacje, ani wizualizacje, ani medytacja. Przynoszą mi ukojenie i są moim opatrunkiem na rozwalone kolano, wtedy kiedy jest mi źle i dusza wyje. Żałuję, że nie stosuję ich również wtedy kiedy jest dobrze, no ale kto by się wtedy przejmował no jasne. Oczywiście stosowanie pozytywnego myślenia kiedy jest trudno, jest najgorsze na świecie, bo głowa zamienia się w kompostownik, a ty przerzucaj człowieku ten gnój. Ufff! Bardzo wiele książek i stron dotyczących samorozwoju gloryfikuje radość i stawia przed opinią, jakoby nasze szczęście było kwestią naszego wyboru. Więc dobra nowina – nie musisz być nieszczęśliwa! Co za ulga!

No chyba, że jesteś perfekcjonistą. Chyba, że emocje przytłaczają Cię i zalewają, a na koniec czujesz jeszcze wyrzuty sumienia, że nie dość, że życie kopie po dupie, to jeszcze jesteś na tyle słaba i beznadziejna, że nie umiesz w każdej syfiastej, ponurej sytuacji dostrzec szansy do rozwoju. To wszystko prawda, ale wcale nie. Według mnie, życie jest jak surfing. I to naturalne i dobre, ale też bardzo trudne (no weź, kto by chciał przez 87 lat bez przerwy surfować?). Jest przypowieść, której treści nie pamiętam (oh, well) za to puentę tak, że mistrz zapytany o wypowiedzenie jednego zdania, które nigdy się nie zaktualizuje, mówi „to też przeminie”. Co trochę pociesza kiedy jesteś w ciemnej eee dziurze, i bardzo zasmuca, kiedy jesteś na fali. Chciałabym jednak podzielić się z Tobą moimi spostrzeżeniami, odnośnie radzenia sobie w trudnych sytuacjach, bo jak widać po postach inspirowanych jogą (tu i tu), sportowe metafory nieźle mi idą:

1 NIE PŁYŃ POD PRĄD BO SIĘ ZMĘCZYSZ – rada o tyle złota,co cholernie trudna do zastosowania w praktyce. Jeśli chcesz mieć flow, jeśli w życiu ma być w miarę lekko, musisz nauczyć się odpuszczać. Akceptować to co przynosi życie, ale nie biernie, jak patyczek dryfujący z nurtem rzeki. Raczej niezależnie od warunków, wskoczyć na falę, jaka by ona nie była i spróbować z nią płynąć. Oczywiście możesz próbować płynąć pod prąd, omijać fale, robić dziwne akrobacje. Zmęczysz się wtedy i niewiele z tej całej imprezy wyjdzie. Bardzo trudne jest (zwłaszcza dla ludzi, którzy potrzebują sprawować kontrolę by czuć się bezpiecznie) pojęcie, że nie jesteś falą. Jesteś tylko surferem, fala to coś znaczenie większego. Możesz tylko nauczyć się do niej dostosowywać i z nią współpracować. Czyli potrzebujesz treningu odpuszczania (ah, jak ja tego nie lubim!).

2 FALA NADCHODZI ZAWSZE, ALE NIE ZAWSZE JEST DOBRA – w życiu wszystko przypływa i odpływa, nic nie jest stałe, prócz zmiennej. No to pięknie. Problem polega na tym, że zmiany nie zawsze są na lepsze. Taka jest natura życia. Ja sobie tu romantycznie bajdurzę o surfingu, ale nasze babki mawiały „raz na wozie, raz pod wozem”. Nie wiemy jak skończy się nasze życie, jednak nigdy nie będziemy tylko płynąć na dobrej fali, w promieniach zachodzącego słońca. Czasem warunki nie są sprzyjające, czasem nasze umiejętności do poradzenia sobie z nimi są zbyt małe. Na szczęście uczymy się z czasem. Jednak zaakceptowanie tego, że nie zawsze i nie wszystko będzie w 100% okej, wydaje mi się kluczowe. Co się polepszy, to się popieprzy – mówią. I coś w tym jest. Nie jest łatwo złapać balans i zazwyczaj ciężko jest dograć super wysoki poziom życia osobistego, zawodowego, zdrowotnego, finansowego i jakiego tam jeszcze sobie zamarzysz. Raczej dobrobyt lubi się przeplatać pomiędzy tymi wszystkimi strefami. Głupio byłoby mieć życiu za złe, że nie jest top of the top na każdym poziomie.

3 A GDYBYŚ TAK DOSTAŁA DESKĄ PRZEZ ŁEB? – i nałykała się słonej wody? I przemieliło Cię morze? Mogłoby tak być. Woda w zatokach to nic miłego. Nie wierzę guru, którzy mówią, że „tylko szczęście i spokój”. Wierzę w całą skalę emocji, w tym smutek, depresję i wściekłość. Wierzę, że nie jesteśmy kryształowi, że możemy chcieć jak najlepiej, ale wszyscy mamy swoje guziki, które innym czasem tak łatwo przychodzi nam wcisnąć. I nie usprawiedliwiam brak pracy nad sobą, czy nadmierne epatowanie złą energią. Ale na boga! Jesteś tylko człowiekiem. Jak się wywalisz i boli, daj sobie prawo by płakać, gryźć poduszkę i czuć się źle z tym co się wydarzyło. Potem zyskasz dystans i siłę potrzebną do tego, by wyciągnąć z wydarzenia odpowiednią lekcję. Oczywiście życzę Ci z całego serca jak największej klasy podczas obierania życiowych lekcji. Ale jeśli masz do wyboru klasę, a prawdziwe przeżycie własnych uczuć – zawsze wybierz to drugie (i staraj się przy tym nie zrobić komuś krzywdy).

4 JEDEN SURFER NA DESCEmożemy bawić się koło siebie jak foczki czy inne wesołe delfinki. Ale tak naprawdę zawsze jesteśmy sami. To przerażające i piękne jednocześnie. Niezależnie od pracy, związku, dzieci, zwierząt domowych i przyjaciół. Inni nie są tu dla Ciebie. Oni tylko płyną na tej samej fali, możecie razem się bawić, ale nie jest dobrze utożsamiać się z innymi za bardzo. Ta lekcja nazywa się chyba Strata.

Temat zmian jest dla mnie szczególnie trudny, bo zawsze chciałabym (a kto by nie chciał?) żeby moje życie było falą li i jedynie wznoszącą się. A tymczasem nieraz jest przerażająco, innym razem jest idealnie gładko i bezproblemowo. Czasem boli. Ale przede wszystkim, chyba po prostu ta cała zabawa w życie jest warta świeczki. Choć nie będę okłamywać – czasem pękam.

A na koniec, wszystkim Wam, które też spadłyście chwilowo ze swojej fali, chcę przekazać moje ulubione motto „bądź delikatna dla siebie, robisz najlepiej jak tylko potrafisz”.

♥♥♥

P.S Może moje wyobrażenie o surfingu jest mylne, bowiem nigdy nie konfrontowałam go z rzeczywistością, ale marzę, żeby to zrobić! Marzyłam też o tym, by polecieć na paralotni i w poprzednią sobotę mi się to udało! Za co jestem wdzięczna. A jeszcze bardziej za to, że życie nie wygląda jak paralotniarstwo ; )

 

Author

7 komentarzy

  1. miranda

    Blum kolejny raz trafiasz w sedno.. ja chwilowo również spadłam z deski… czekam na przypływ. DZIĘKI! <3

  2. Blum

    Miranda – ja nie tylko spadlam z deski, ale też chyba dostałam nią nieźle przez łeb. Ale spoko, próbuję się wskrobać.

    Swoją drogą, ja jestem osobą, która bardzo lubi wodę. I teraz to nie jest metafora. I tak naprawdę nauczyłam się jednego – jeśli tylko woda odpowiednio słona, najlepiej nie panikować. Jak nie ma dużej fali, a człowiek zmęczony lub przestraszony, należy położyć się na płasko i pozwolić ciału dryfować, dać się unieść. Nigdy nie miałam tyle zaufania do ludzi, że mnie złapią, co do morza, że mnie utrzyma. I może dobrze byłoby zastosować ten trick w życiu. Mały chwilowy bezwład zamiast paniki, a potem znów wskoczyć na falę lub płynąć do brzegu.

  3. hej ho! podpisuje sie pod caloscia. tak latwo sobie wkrecic ze jestesmy wszechmocni w chwilach uniesienia. a potem wielki placz kiedy jednak okazuje sie ze dupa nie mozesz przebiec tych wszystkich maratonow byc swietna w pracy wymiatac w relacjach i spelniac marzenia. dzieki za ten post. dobrze wiedziec ze sa ludzie ktorzy mysla podobnie i potrafia to ujac w slowa. jest moc. dzieki 🙂

  4. miranda

    Blum – dokładnie! Woda to mój żywioł i od zawsze wskakiwałam do niej i płynęłam jak wariat, przed siebie i wiedziałam, że nic nie może mi się stać. Bo nawet jak się zmęczę, to woda mnie uniesie. I przeczekam kryzys. This is it!

  5. Ojej, ale dla mnie tekst na czasie. Dzieki!!! Musze przyznac, ze zawsze irytowalo mnie to oczekiwanie modne ostatnio np. u Beaty Pawlikowskiej i tego typu osob (zeby nie bylo nic do niej nie mam), zeby „myslec pozytywnie”. Ale nie umialam wytlumaczyc dlaczego. Twoj tekst to jakby uglosnienie, nazwanie tego co sama mysle, czuje na ten temat. Tak! Musi byc miejsce na trudne uczucia. Super, ze wracasz do bardziej osobistych tekstow. Taka Cie najbardziej lubie i na taka czekam. Teksty o dobrych kremach, albo odzywianiu moze kazdy (a w kazdym razie wiekszasc) napisac. A zeby napisac dobry tekst osobisty to trzeba miec talent!
    Zdradzisz co sie stalo w Twoim zyciu? Nie, zebym chciala zaspokoic czysta ciekawskosc, ale dlatego, ze faktycznie ten tekst jest mi wyjatkowo bliski dzis, i ciekawam, czy wynika z podobnych powodow jak u mnie. Czyli czy to bardziej finansowa, zawodowa klapa, czy raczej dotyczaca np. zwiazku (tak jest u mnie). Sciskam Cie i trzymam za Ciebie kciuki.

  6. Blum

    EwaEwa nie bagatelizowałabym wpisów o kosmetykach czy odżywianiu. Chcę kreować miejsce gdzie dbamy o siebie, a ja lubię holistyczne podejście i ciało i duch i zdrowie i uroda, wszystko to moim zdaniem składa się na dobre samopoczucie i sprawia, że mamy powera do spełniania własnych marzeń i ambicji 🙂 Ale racja, czas powrócić do osobistych tekstów.

  7. oj, Blumsik, niefajnie, jak takie ważne plany biorą w łeb 🙁 dużo dobrych myśli przesyłam!

Dodaj komentarz