loop quiet

Zatyczki do uszu Loop Quiet wybrałam po długich namysłach, szukając rozwiązania niwelującego hałas. Na co dzień używam sprzętu Apple, więc bezprzewodowe słuchawki AirPods z możliwością redukcji hałasu wydawały się naturalnym rozwiązaniem. Nie dla mnie. Dlaczego? Nie chciałam kolejnego urządzenia emitującego fale. Niczego, co trzeba ładować i o czym musiałabym pamiętać. Starannie wybieram sprzęty i wychodzę z założenia, że mają odciążać mnie sensorycznie i ułatwiać, a nie utrudniać życie. Istnieje powód, dla którego chciałabym mieć tego typu słuchawki, ale o tym później. Mam nadzieję, że moja recenzja pomoże Ci wybrać najlepsze dla siebie rozwiązanie.

Zatyczki do uszu Loop Quiet — recenzja.

CENA

Zatyczki Loop Quiet kosztowały ok. 100 zł. W tekturowym opakowaniu dostałam plastikowe etui, jedną parę zatyczek i aż 4 rozmiary nasadek do wyboru. Z jednej strony nie ma tu żadnej technologii ani drogocennego materiału, żeby zatyczki do uszu miały kosztować aż tyle. Z drugiej strony, trudno je zniszczyć (choć łatwo zgubić).

DLACZEGO LOOP QUIET?

Reklama dźwignią handlu. Migała mi sto razy na Instagramie, aż w końcu podpytałam Was, czy jesteście zadowolone. Loop quiet miało dobre opinie w przeciwieństwie do Loop Experience (to te, które umożliwiają regulację dźwięku, który do nas dociera). Loop quiret redukują hałas o 14 decybeli (zgodnie z tym, co mówi opakowanie) albo o 25 decybeli (jak można wyczytać w sieci). Zależało mi na zatyczkach, które będą maksymalnie tłumiły dźwięki, ale jednak będę słyszeć otaczający mnie świat — kiedy, chcesz je mieć w pracy, by się skupić, ale słyszeć, gdy ktoś cię o coś zapyta lub by było bezpiecznie, gdy przechodzisz przez przejście dla pieszych. Wiem, że ludzie głównie wybierają ten model do spania, ja szczęśliwie nie dzielę łóżka z nikim, kto chrapie i spałam w nich tylko raz, ale wypadły mi z uszu podczas snu (możliwe, że źle dobrałam rozmiar).

etui loop

PO CO MI LOOP QUIET?

  • poza domem: galeria handlowa, komunikacja miejska, na spacerze z psem, idąc ruchliwą ulicą (karetki, motory, pierdzące wydechy)
  • w podróży
  • w środkach komunikacji miejskiej
  • w pracy

ZALETY loop quiet

  • opakowanie — przytwierdziłam je do kluczy, bo w dobie płatności telefonem rzadko noszę ze sobą więcej niż właśnie komórkę przewieszoną przez ciało, jak torebkę i klucze. Nigdy nie wiem, kiedy będę potrzebować zatyczek, więc jeśli mają działać, muszę je zawsze mieć przy sobie, a nie w domu.
  • rozmiar — łatwo go zmienić oglądając filmik instruktażowy na YT. Najpierw nosiłam te, które przyszły (obstawiam, że to M), ale czułam trochę rozpierania, więc zmieniłam na S i jest bardzo komfortowo.
  • materiał – miękki silikon, wygodny w noszeniu (jestem wrażliwcem).
  • przyzwoicie tłumi hałas, czuć znaczną różnicę, zwłaszcza na gwarnej ulicy potrafi miło zmiękczyć i zredukować siłę bodźców, ale nadal ogarniasz, co się dookoła ciebie dzieje.

WADY loop quiet

  • opakowanie — elastyczna żyłka w końcu pękła, chciałam zastąpić ją czymś, co wytrzyma noszenie etui przy kluczach, ale dziurki w opakowaniu są bardzo małe — nie da się przełożyć karabińczyka lub kulkowego łańcuszka, co najwyżej sznurek. Słuchawki bez etui nie mają dla mnie sensu, bo używam ich poza domem, a nie mam głowy, by przepakowywać kieszenie i torebki przy każdym wyjściu. Można dokupić opakowanie na stronie producenta, ale kosztuje ono ok. 70 zł, co jest żartem — to nadał kawałek plastiku o niezbyt unikatowym dizajnie.
  • wygląd — loopsy potrafią być ładne jak biżuteria, ale nie te najcichsze — każda część jest mięciutka, bo nadają się do spania, ale przez to nie można kupić np. złotych kółeczek.
  • nie kasują hałasu kompletnie — co jest oczywiste przy tego typu produktach i o ile się nie mylę, nie znajdziecie zatyczek, które fizycznie całkiem pochłaniają hałas — takie czary to tylko z elektronicznymi słuchawkami… i tu dochodzimy do punktu „jest ten jeden przypadek, w którym chciałabym mieć słuchawki całkowicie pochłaniające hałas” – chodzi o podróż. Nie wyobrażam sobie podróżować przez kilka godzin z płaczącym niemowlakiem albo kimś, kto przez 300 km postanawia na videocallu opowiedzieć w PKP całe swoje życie. Myślę więc, że to ostatnie jest bardziej uwagą na marginesie niż wadą.

Jest jeszcze jedna rzecz, którą warto wiedzieć. Czasem wolałam muzykę niż loopsy, bo… przebodźcowywały mnie dźwięki własnego ciała. Kiedy nagle staje się znacznie ciszej, słychać wyraźniej przełykanie śliny, każdy krok potrafi dudnić w uszach, bardzo łatwo jest wejść w głąb siebie, co może być przyjemne, ale wydaje mi się, że u osób hipochondrycznych, z tendencjami nerwicowymi niekoniecznie będzie to najlepsze rozwiązanie.

Podsumowując: jestem bardzo zadowolona z zakupu, uważam, że cost per use jest przyzwoity, model jest wygodny, zatyczki spełniają świetnie swoją funkcję i nie potrzebuję, na razie, niczego więcej, bo ani nie pracuję w open space, ani nie podróżuję tak często i tak daleko, żeby myśleć o sprzęcie, który używałabym raz czy dwa razy w roku. Jeśli jednak dojeżdżasz koleją do szkoły czy pracy, masz płaczącego niemowlaka, w godzinach szczytu korzystasz z komunikacji zbiorowej — loopsy mogą być dodatkowym gadżetem, ale możesz potrzebować czegoś redukującego hałas niemal do zera.

Będzie mi miło, jeśli podzielisz się swoją opinią o Loops w komentarzu (lub o dowolnych innych słuchawkach/zatyczkach), bo ile ludzi, tyle opinii, warto poznać je wszystkie. Ten post nie jest sponsorowany. Zatyczki kupiłam sobie sama.

 

 

.