konie

Mówi się, że jeden obraz mówi więcej niż tysiąc słów. Chyba nie potwierdza tego obniżone samopoczucie po oglądaniu cudzych social mediów. Choć w kadrze można zmieścić samą błogość, w didaskaliach dzieją się różne rzeczy. Dla nas taki słodko-gorzki był przełom kwietnia i maja.

Poczuliśmy, że czas na zmiany. Wojtek najpierw ściął włosy, a potem ogolił brodę uznając, że jeśli ma być gotowy na zmiany w życiu to nie może kurczowo trzymać się własnego wizerunku. Ja w tym samym czasie zaczęłam pozbywać się z domu ubrań i przedmiotów, czując, że czas zrobić miejsce na NOWE. Poczuliśmy oboje, że energia musi krążyć, a my ją kisiliśmy...
Poczuliśmy, że czas na zmiany. Wojtek najpierw ściął włosy, a potem ogolił brodę uznając, że jeśli ma być gotowy na zmiany w życiu to nie może kurczowo trzymać się własnego wizerunku. Ja w tym samym czasie zaczęłam pozbywać się z domu ubrań i przedmiotów, czując, że czas zrobić miejsce na NOWE. Poczuliśmy oboje, że energia musi krążyć, a my ją kisiliśmy…
Jak wiecie, starałam się wyprzedać dużą część mojej szafy i różnych ozdób z domu. Jak zorganizować taką garażową wyprzedaż pisałam trochę TU.
Jak wiecie, starałam się wyprzedać dużą część mojej szafy i różnych ozdób z domu. Jak zorganizować taką garażową wyprzedaż pisałam trochę TU.
Sprzedałam trochę ubrań, ale też kupiłam coś sama. Np. ten dziwaczny, ale również piękny kożuch z Mango.
Sprzedałam trochę ubrań, ale też kupiłam coś sama. Np. ten dziwaczny, ale również piękny kożuch z Mango.
Niezbyt często pokazuję w co się ubieram. Nie traktuję takich treści, jako wartościowe, ale ostatnio pomyślałam, że może jednak na fali pisania o stylu życia w ogóle, warto pokazywać coś więcej niż sam efekt końcowy. Łatwo nam czasem się wkręcić w myślenie o łatwym życiu innych ludzi, albo ich dobrobycie, ale większość z tego, to nasze wyobrażenia o ich majątku, ekstra pracy i innych sprawach. Może przyda się trochę urealnienia? Np. mam na tym zdjęciu skórzane baletki, które mają z 8 lat (dostałam kiedyś w pracy), dzianinową bluzeczkę z akrylu (z lumpa), gruby, cudny kardigan ze 100% wełny (kupiłam używany przez internet za mniej niż 80z zł), dżinsy za 15 zł (też z drugiej ręki) i donaszam naszyjnik po kumpeli. I czuję się wyśmienicie w tym wydaniu.
Niezbyt często pokazuję w co się ubieram. Nie traktuję takich treści, jako wartościowe, ale ostatnio pomyślałam, że może jednak na fali pisania o stylu życia w ogóle, warto pokazywać coś więcej niż sam efekt końcowy. Łatwo nam czasem się wkręcić w myślenie o łatwym życiu innych ludzi, albo ich dobrobycie, ale większość z tego, to tylko nasze wyobrażenia o ich majątku, ekstra pracy i innych sprawach. Może przyda się odrobina urealnienia? Mam na tym zdjęciu skórzane baletki, które mają z 8 lat (dostałam kiedyś w pracy), dzianinową bluzeczkę z akrylu (z lumpa), gruby, cudny kardigan ze 100% wełny (kupiłam używany przez internet za mniej niż 80z zł), dżinsy za 15 zł (też z drugiej ręki) i donaszam naszyjnik po kumpeli. I czuję się wyśmienicie w tym wydaniu.
stary mokotów
No i tak się cieszyliśmy na to nowe, nie wiedząc w ogóle co to ma być, że chyba przesadziliśmy. Dostaliśmy wypowiedzenie najmu! Było nam bardzo przykro, bo kochamy nasze miejsce i włożyliśmy w nie masę pracy i serca. Nie byłoby jednak fair, powiedzieć, że nie przeczuwaliśmy, że jesteśmy na wylocie. Od dawna nie mogliśmy doprosić się umowy. Ja nie zaszalałam z balkonem aż tak jak w zeszłym roku i nie kupiłam stolika, który miałam w planach. Mieliśmy też zająć się ogrodem w dziedzińcu, ale czuliśmy, że jednak to nie jest ten moment, w którym należy angażować w to siły. Mimo to mieliśmy przypływ miłości do mieszkania i w tym przypływie Wojtek zrobił samodzielnie wszystkie fronty do szafek w kuchni. Da da da daaaa…. tak czy inaczej, przez trzy lata płaciliśmy za te 60m 1100zł plus rachunki. To bardzo, bardzo mało!  Dlatego i tak uważamy, że się opłacało. Teraz tylko potrzeba znaleźć nowy dom, który pomieści nas wszystkich.
Rok temu dostałam na urodziny Karty Mistrzów Duchowych. Czasem "wróżę" z nich znajomym lub kiedy sama jestem w kropce losuję jakąś kartę z intencją. Po przepłakanym dniu i totalnej panice spowodowanej sytuacją zawodowo-mieszkaniowo-rodzinną postanowiłam pomedytować i pokrzepić się mini seansem z kartami ;) Losowałam raz i pan Kriszna pokrzepił mnie. W objaśnieniu karty napisano: im szybciej puścisz i przestaniesz stwarzać opór, tym szybciej sytuacja się odmieni. Karty kartami, traktuję je z dystansem, ale ta przypominajka była ważna. Ostatnio bardzo czesto myślałam o puszczaniu kontroli i płynięciu z nurtem. Pisałam na stories, że nie trzeba wiedzieć JAK dojść z punktu A do punktu B. Ale kiedy pojawia się ten mega stresor, łatwo wtedy wkręcić sobie, że się nie da i trzeba zaciskać pośladki. Nie chcę żyć zaciskając, potem trzeba chodzić do fizjoterapeuty ;) Dlatego rozluźniam się na tyle ile to możliwe i mówię sobie, że skoro ja szukam idealnego mieszkania, to przecież ono szuka też mnie! Chaos jest pośrodku. Ale punktu A już nie ma, a punktu B jeszcze nie. I'm cool with that!
Rok temu dostałam na urodziny Karty Mistrzów Duchowych. Czasem „wróżę” z nich znajomym lub kiedy sama jestem w kropce losuję jakąś kartę z daną intencją. Po przepłakanym dniu i totalnej panice spowodowanej sytuacją zawodowo-mieszkaniowo-rodzinną postanowiłam pomedytować i pokrzepić się mini seansem z kartami 😉 Losowałam raz i pan Kriszna udzielił mi słusznej wskazówki. W objaśnieniu karty napisano coś w stylu: im szybciej puścisz i przestaniesz stwarzać opór, tym szybciej sytuacja się odmieni. Karty kartami, traktuję je z dystansem, ale ta przypominajka była ważna. Ostatnio bardzo czesto myślałam o puszczaniu kontroli i płynięciu z nurtem. Pisałam na stories, że nie trzeba wiedzieć JAK dojść z punktu A do punktu B. Ale kiedy pojawia się ten mega stresor, łatwo wtedy wkręcić sobie, że się nie da i trzeba zaciskać pośladki. Nie chcę żyć zaciskając, potem trzeba chodzić do fizjoterapeuty 😉 Dlatego rozluźniam się na tyle ile to możliwe i mówię sobie, że skoro ja szukam idealnego mieszkania, to przecież ono szuka też mnie! Chaos jest pośrodku. Ale punktu A już nie ma, a punktu B jeszcze nie. I’m cool with that!
Nie chcę narzekać, ale tak wyczekiwana przeze mnie wiosna okazała się być wyjątkowo chłodna i deszczowa. Cieszę się mimo wszystko z sezonowych warzyw! Jem szparagi kilka razy w tygodniu!
Nie chcę narzekać, ale tak wyczekiwana przeze mnie wiosna okazała się być wyjątkowo chłodna i deszczowa. Cieszę się mimo wszystko z sezonowych warzyw! Jem szparagi kilka razy w tygodniu!
wytrawne śniadanie
W kuchni faza na jajka trwa. Miałam ostatnio okres bezjajeczny, a teraz mogłabym jeść po dwa dziennie! Zwłaszcza takie z płynnym żółtkiem. Przepis na wytrawne śniadanie z wczorajszego ryżu znajdzisz TU.

 

Nasza grupa sąsiedzka przeszła niezłe załamanie. Umarł król, niech żyje król, ale przez chwilę był płacz i zgrzytanie zębów. Na Mokotowie jednak chcielibyśmy zostać, bo sąsiedzi tu są naprawdę klawi. Ja ostatnio trafiłam do nieznanej mi wcześniej sąsiadki, która obdarowała mnie grzybkiem herbacianym i tybetańskim.
Nasza grupa sąsiedzka przeszła niezłe załamanie. Umarł król, niech żyje król, ale przez chwilę był płacz i zgrzytanie zębów. Na Mokotowie jednak chcielibyśmy zostać, bo sąsiedzi tu są naprawdę klawi. Ja ostatnio trafiłam do nieznanej mi wcześniej sąsiadki, która obdarowała mnie grzybkiem herbacianym i tybetańskim.
Wiosna i lato to nie do końca czas na kiszoną kapustę czy ogórki (no chyba, że w buddha bowls i burgerach!). To nie oznacza jednak, że nie sieję fermentu ;) Teraz robię kefir (ponoć można tez na mleku sojowym!) i zastanawiam się, co z nim na dłuższą metę robić! macie jakieś pomysły?
Wiosna i lato to nie do końca czas na kiszoną kapustę czy ogórki (no chyba, że w buddha bowls i burgerach!). To nie oznacza jednak, że nie sieję fermentu 😉 Teraz robię kefir (ponoć można tez na mleku sojowym!) i zastanawiam się, co z nim na dłuższą metę robić! macie jakieś pomysły?
Lato to też świetny czas na kombuchę, czyli fermentowaną herbatę! I chociaż ta komercyjna kosztuje 12 zł za małą buteleczkę i jest taka sobie, ta domowa może być pyszna. Testuję na czystku i zielonej jaśminowej herbacie. Kombucha w smaku może być czymś pomiędzy octem a cydrem. Można ją wypić krótko fermentowaną lub poddac podwójnej fermentacji i dodać do niej ziół lub owoców, staje się też wtedy gazowana. Jeśli moje eksperymenty się powiodą z pewnością wrócę z jakimś przepisem! Ten napój oprócz walorów smakowych jest też probiotyczny. Dla mnie zdrowie jelit jest super ważne (i widzę różnicę po mojej cerze).
Lato to też świetny czas na kombuchę, czyli fermentowaną herbatę! I chociaż ta komercyjna kosztuje 12 zł za małą buteleczkę i jest taka sobie, ta domowa może być pyszna. Testuję na czystku i zielonej jaśminowej herbacie. Kombucha w smaku może być czymś pomiędzy octem a cydrem. Można ją wypić krótko fermentowaną lub poddac podwójnej fermentacji i dodać do niej ziół lub owoców, staje się też wtedy gazowana. Jeśli moje eksperymenty się powiodą z pewnością wrócę z jakimś przepisem! Ten napój oprócz walorów smakowych jest też probiotyczny. Dla mnie zdrowie jelit jest super ważne (i widzę różnicę po mojej cerze).
Ku uciesze wszystkich Burków nareszcie Warszawa napełnia stawy wodą. Tu na Polu Mokotowskim ferajna się chlupie.
Ku uciesze wszystkich Burków nareszcie miasto napełnia stawy wodą. Tu ferjna chlupie się na Polu Mokotowskim.
Chociaż my i tak wolimy Jeziorko Czerniakowskie. Luna kocha tam biegać. Teraz jest embargo, bo ptaki mają okres lęgowy, więc pieski muszą być już zapięte. W Warszawie jednak jest masa fajnych miejsc na dzikie wybieganie psów! Niestety miasto jest na tyle duże, że żeby to ogarnąć potrzeba raczej samochodu.
Chociaż my i tak wolimy Jeziorko Czerniakowskie. Luna kocha tam biegać. Teraz jest embargo, bo ptaki mają okres lęgowy, więc pieski muszą być już zapięte na smycz. W Warszawie jednak jest masa fajnych miejsc na dzikie wybieganie psów! Niestety miasto jest na tyle duże, że żeby to ogarnąć potrzeba raczej samochodu.
Spotkaliśmy też jednorożca.
Spotkaliśmy też jednorożca.
Czytałyście już mini wywiad z autorkami książki? Polecam! A sama lektura działa na mnie jak blog Kasi Tusk. Nic odkrywczego, ale czuję się, jak okryta kocem w deszczowy dzień i ogarnia mnie spokój. Polecam na prezent!
Czytałyście już mini wywiad z autorkami książki? Polecam! A sama lektura działa na mnie jak blog Kasi Tusk. Nic odkrywczego, ale czuję się, jak okryta kocem w deszczowy dzień i ogarnia mnie spokój. Polecam na prezent!
Jeśli chodzi o pracę, ostatnio miałam trochę pecha i dwa wielkie wywiady, które planowałam nie doszły do skutku. Mimo, że zrobiłam reaserch i solidnie się przygotowałam, wysłałam pytania... moi rozmówcy nie mieli czasu lub kompetencji by się wypowiedzieć. Bardzo mi z tego powodu przykro, nie tylko dlatego, że włożyłam w to dużo pracy, ale z powodu poruszanych tematów. Niestety ale wysypał się Ponton z rozmową o chorobach przenoszonych drogą płciową i bezpiecznym seksem oraz ginekolog, który ma stosowną wiedzę (i wspaniałe rekomendacje) i miał opowiedzieć o florze bakteryjnej kobiet, infekcjach i pielęgnacji. Niestety osoby, które prosze o wywiad czasem mają tyle na głowie, że nawet pieniądze nie są w stanie sprawić, żeby wykroili prywatny czas na dzielenie się swoją wiedzą. A ja to rozumiem, jestem za osiędbaniem i cieszę się, że mają zdrowe granice. Dziękuję też Wam za wsparcie na Patronite. Robię masę pracy, której czasem nie widać, a efekty trafiają do kosza lub czekają, aż ktoś znajdzie czas by je ze mną zrealizować. Piszę to wszystko pod zdjęciem wizytówki Womanology, która jest wiedźmą od produktów do kobiecej higieny intymnej, ale też nawiązywania relacji ze swoją seksualnością! Napiszę o nich wiecej na blogu lub poproszę Oliwię o udzielenie wywiadu. Nie chcę odpuszczać tych tematów, bo uważam, że w Polsce nikt o nich nie mówi, albo nie mówi zbyt szczerze. Fajnie, że wielkie marki mają kasę, żeby zapłacić blogerkom za gadanie o tym, jakie to ich chlorowane tampony i pełne chemikaliów płyny do higieny są ważne, ale wolałabym podzielić się z Wami podejściem, które ma więcej sensu (za to w ogóle nie jest komercyjne!).
Jeśli chodzi o pracę, ostatnio miałam trochę pecha i dwa wielkie wywiady, które planowałam nie doszły do skutku. Mimo, że zrobiłam reaserch i solidnie się przygotowałam, wysłałam pytania… moi rozmówcy nie mieli czasu lub kompetencji by się wypowiedzieć. Bardzo mi z tego powodu przykro, nie tylko dlatego, że włożyłam w to dużo pracy, ale z powodu poruszanych tematów. Niestety ale wysypał się Ponton z rozmową o chorobach przenoszonych drogą płciową i bezpiecznym seksem oraz ginekolog, który ma stosowną wiedzę (i wspaniałe rekomendacje) i miał opowiedzieć o florze bakteryjnej kobiet, infekcjach i pielęgnacji. Niestety osoby, które proszę o wywiad czasem mają tyle na głowie, że nawet pieniądze nie są w stanie sprawić, żeby wykroili prywatny czas na dzielenie się swoją wiedzą. A ja to rozumiem, jestem za osiędbaniem i cieszę się, że mają zdrowe granice. Dziękuję też Wam za wsparcie na Patronite. Robię masę pracy, której czasem nie widać, a efekty trafiają do kosza lub czekają, aż ktoś znajdzie czas by je ze mną zrealizować. Piszę to wszystko pod zdjęciem wizytówki Womanology, która jest wiedźmą od produktów do kobiecej higieny intymnej, ale też nawiązywania relacji ze swoją seksualnością! Napiszę o nich wiecej na blogu lub poproszę Oliwię o udzielenie wywiadu. Nie chcę odpuszczać tych tematów, bo uważam, że w Polsce nikt o nich nie mówi, albo nie mówi zbyt szczerze. Fajnie, że wielkie marki mają kasę, żeby zapłacić blogerkom za gadanie o tym, jakie to ich chlorowane tampony i pełne chemikaliów płyny do higieny są ważne, ale wolałabym podzielić się z Wami podejściem, które ma więcej sensu (za to w ogóle nie jest komercyjne!).
Kocham wiosnę. Uwielbiam jak jest ciepło i słonecznie!
Kocham wiosnę. Uwielbiam jak jest ciepło i słonecznie!
Właśnie został nam ostatni odcinek Niefortunnej Serii Zdarzeń. Genialnego serialu wypuszczonego przez Netflix! Aż nachodzi mnie chęć, żeby przeczytać książkę! To najpiękniejszy i najbardziej trzymający w napięciu serial, jaki widziałam od lat. Każda stylizacja, postać i lokalizacja są dopracowane w najmniejszym szczególe. Nie musicie mieć dzieci, wystarczy, że kochacie klimat Tima Burtona a przepadniecie! POLECAMY!
Moja partnerka w zbrodni nałogowego oglądania Niefortunnej Serii Zdarzeń, genialnego serialu wypuszczonego przez Netflix! Aż nachodzi mnie chęć, żeby przeczytać książkę! To najpiękniejszy i najbardziej trzymający w napięciu serial, jaki widziałam od lat. Każda stylizacja, postać i lokalizacja są dopracowane w najmniejszym szczególe. Nie musicie mieć dzieci, wystarczy, że kochacie klimat Tima Burtona a przepadniecie! POLECAMY!
Nie piję kawy już chyba od miesiąca? Nie czuję specjalnie zmiany w spadkach mocy czy regeneracji (buu), za to definitywnie nie skacze mi oko od wypłukanego magnezu i nie drżą mięśnie. Spodziewałam się więcej po pozbyciu się kofeiny z życia, ale jeszcze dam sobie czas na przyjrzenie się rezultatom.
Nie piję kawy już chyba od miesiąca? Nie czuję specjalnie zmiany w spadkach mocy czy regeneracji (buu), za to definitywnie nie skacze mi oko od wypłukanego magnezu i nie drżą mięśnie. Spodziewałam się więcej po pozbyciu się kofeiny z życia, ale jeszcze dam sobie czas na przyjrzenie się rezultatom. Za to Inka, która jest moim zamiennikiem ma sporo witamin z grupy B.
Powiedzcie same, gdybym wstawiała zdjęcia bez opisów, wyglądałoby na naprawdę sielankowy czas, prawda? A w tle sporo stresorów!
Powiedzcie same, gdybym wstawiała zdjęcia bez opisów, wyglądałoby na naprawdę sielankowy czas, prawda? A w tle sporo stresorów!
Z błysków: zaprzyjaźniłam się z kozą!
Z blasków: zaprzyjaźniłam się z kozą!
Niestety to nie żadna znajomość z agroturystyki. Po prostu, kiedy dziecko jeździ konno, my siedzimy z kozami lub owcami oczekując.
Niestety to nie żadna znajomość z agroturystyki. Po prostu, kiedy dziecko jeździ konno, my siedzimy z kozami lub owcami oczekując.

kozy

wiosna

koza

Poza sielskimi momentami, mamy teraz naprawdę duuuużo stresu. Zarówno patchwork nie rozpieszcza, jak i jest przed nami sporo innych wyzwań, o których nie chcę pisać z powodu prywatności moich bliskich. Jeszcze dwa tygodnie temu czułam się podekscytowana, a teraz trochę czuję się przejechana przez walec. Mimo to cieszę się ze zmian. Postrzegam je jako ruch, jako coś dla mnie, a nie przeciwko mnie, staram się też ćwiczyć w nieprzywiązywaniu. Wiele w mojej głowie się zmienia i umiem jaśniej ustalać granice oraz to na co się nie zgadzam lub czego nie chcę. Chociaż chwilę temu wydawało mi się, że jestem chętna by już żyć poza miastem, teraz kiedy oglądamy mieszkania i domu pod Warszawą uświadamiam sobie, że jednak to jeszcze nie jest ten moment. Że jestem spragniona życia, miejskich atrakcji i twórczej pracy! Właśnie tu. W stolicy. I to jest wspaniale mieć taką jasność.


Twoje wsparcie pomaga mi regularnie publikować! Bardzo za nie dziękuję. Dzięki Tobie nie muszę nawiązywać szemranych sponsorskich współprac i mogę serwowac Ci wyłącznie to, w co sama wierzę. Żeby dorzucić choć piątkę, sprawdź baner:

baner

...

9 komentarzy

  1. Blum

    Dzięki Dzika Matko, uderzę do nich!

  2. Blum

    Zuza – myśleliśmy o opcji poza Waw i blisko kolejki… ale ja pracuję z domu i nie chcę jeszcze być bardziej wyalienowana. Ja jeszcze należę tu, ja do miasta. Potem przyjdzie czas na takie manewry.

  3. Pewnie że szkoda mieszkania, ale jak sama podliczyłaś i tak się opłacało, a z Waszymi zdolnościami i gustem wszędzie się fajnie urządzicie. Z kawą totalnie nie rozumiem, przecież w rozsądnych ilościach i dobrej jakości jest bardzo zdrowa:)

    Ja nigdy nie umiałam w zmiany, od pewnego czasu jestem bardziej elastyczna ale wciąż sporo mnie to kosztuje. Przede mną największa zmiana bo na pocz lipca rodzę i też się zastanawiam jak zniosę fakt że życie zmieni się aż tak bardzo. Pomieszanie radości z lękiem. Więc trzymam za Ciebie kciuki i empatyzuję:)

  4. Blum

    Basiu – no to ja trzymam kciuki za tę dużą zmianę! Na szczęście początki macierzyństwa i związku są wspomagane hormonami! 🙂 A u nas tak, zmiana szalona, bo teraz nie wiadomo, może jednak uda nam się podbić stawkę tu i zostać, zależy co postanowią lokatorki (dla nich liczy się tylko cena, metraż za duży a dzielnica im chyba obojętna, ale nie jest im w smak, że zabierzemy wszystko włącznie z kaloryferami i ja się im nie dziwię… to nie jest mieszkanie dla kobiety, która miałaby sama ogarniać je włącznie z zakładaniem pieca – chyba, że jest naprawdę złotoręka lub kasiasta i może zatrudnić ekipę, no ale to nie case tego mieszkania raczej).

  5. Justyna

    Moja Droga Imienniczko powodzenia!! 3 lata i tak duży własny wkład w mieszkanie ( przytulne, urządzone z gustem) wiąże ALE.. zmiany są jednak potrzebne! I czasami zaskakują i o wiele więcej Nam dają. Wiem to po sobie gdy wyprowadziłam się co prawda kilka miejscowości dalej z mojego rodzinnego miasta w góry(praca, odkładanie pieniążków na wymarzony Kraków). Sfrustrowana, z nastawieniem byleby jak najszybciej uciec.. Poznałam pewnego chłopaka, zakochałam się, po kilku mcach znajomości pojechaliśmy na wakacje, a niedługo będzie rok.. i właśnie się przeprowadzamy jakżeby inaczej … do Krakowa!! Wydaje mi się , że zmianom po prostu należy się poddać.. nie wiemy jaka niespodzianka czeka na Nas na końcu 🙂 Powodzenia życzę i trzymam kciuki aby wszystko się ułożyło!!

  6. Blum

    Justyna – tak o zmianach myślę. Nieuniknione ale potrzebne. Zrobimy, co trzeba i wiadomo, że damy radę!

Leave a Reply

.