7 Results

poduszka z gryki

Search

Poduszka z łuską gryki chodziła za mną, jak wiecie od dawien dawna. Niejednokrotnie robiłam na Instagramie ankiety, pytając Was – Macie? Używacie? Podoba Wam się? Odpowiedzi były tak niejednoznaczne, że zawiesiłam pomysł zakupu.

PODUSZKA Z ŁUSKĄ GRYKI

Dziś już rozumiem, z czego wynika ten związek pełen nienawiści i miłości. Ja tej poduszki nie kupiłam, bo się bałam, że mi się nie spodoba. Dostałam ją jednak do testów od Plantule Pillows razem z innymi produktami. Poprosiłam wręcz, by mi poduszki nie wysyłano. Podzieliłam się swoimi obawami i wybrałam zamiast niej termofor z pestek wiśni, bo mi go polecałyście. Finalnie poduszkę i tak dostałam.

Moja poduszka jest z łuską gryki, ale można wybrać łuskę płaskurki lub orkiszu. Każda z nich jest organiczna, co ważne, skoro mamy składać na niej co noc nasze zmęczone lica. W moim zestawie była duża poduszka, saszetka z lawendą i poszewka. Wybrałam grykę, bo lubię poduszki niewysokie i twarde.

WŁAŚCIWOŚCI:

Łuska gryki – antyalergiczna, nie nagrzewa się i reguluje proces pocenia się (drogie Pitty, to coś dla Was), zawiera związku hamujące rozwój bakterii i roztoczy. Pomocna w zwalczaniu bólu pleców, szyi, migren, bezsenności, astmy, bezdechu sennym. Jest dość twarda.

Łuska płaskurki – najlżejsza z łusek, zntyalergiczna, hamuje rozwój bakterii i roztoczy, neutralna termicznie (nie jest chłodna i nie nagrzewa się). Pomaga przy bólach pleców, szyi, głowy, migrenach, bezsenności. Wpływa pozytywnie na pracę układu nerwowego.

Łuska orkiszu – antyalergiczna. Łuska pochłania i odprowadza ciepło. Rozgrzana działa jak termofor. Oprócz tego, że podobnie jak poprzednie, zadziała dobrze na osoby z bólami pleców i głowy, może działać pomocnie przy dolegliwościach reumatycznych, bólach stawów, zapaleniu pęcherza czy bólach menstruacyjnych.

LOVE HATE RELATIONSHIP, czyli jak przyzwyczaić się do poduszki z łuską gryki?

Żeby ta recenzja była prawdziwa, muszę to napisać: rozumiem już, czemu ta poduszka budzi tyle kontrowersji. Jedne z Was pisały, że odkąd ją mają, nie śpią na niczym innym. Inne z Was, że jest niewygodna i irytująca. A przede wszystkim twarda. I ja to rozumiem. To w ogóle nie jest poduszka, do jakiej jest się przyzwyczajonym. To nie jest puchaty obłok, w który miękko zapada się głowa (a rano boli kark i kręgosłup szyjny). To poduszka trochę jak dla mniszki.

Przez pierwsze noce zaobserwowałam, że bardzo bolą mnie lędźwie. Sukcesywnie odsypywałam łuski, żeby poduszka była takiej grubości, jaka byłaby dla mnie wygodna. Ostatecznie pozbyłam się prawie połowy łuski. W centrum poduszki wykopywałam sobie dołek na głowę, a pod szyją, łuskę układałam w wałek podtrzymujący kark. Przewaga łuski nad pianką memory jest taka, że można zawsze łuskę przesypać i dzięki temu przytulić się na łyżeczkę do ukochanej osoby, spać na brzuchu (choć to mało wygodne) lub na boku (wygodnie).

To, co sprawiło, że pokochałam poduszkę z łuską gryki to jednak coś innego. Coś, co ciężko opisać słowami, bo to bardzo osobiste wrażenie połączenia z naturą i takiej przyjemności płynącej z prostoty. Podoba mi się, jak gryka szeleści, a lawenda pachnie obłędnie. Kiedy ciało przestawiło się, lędźwie przestały mnie boleć i zauważyłam, że więcej śpię na wznak, a mój sen jest bardzo głęboki. Śpię tyle samo, co wcześniej, ale budzę się znacznie bardziej wyspana. Tłumaczyłam to mojej przyjaciółce Ani – kładę głowę na poduszce i znikam. Nie pamiętam czy się wiercę, po prostu budzę się rano w tej samej pozycji, jakby całej tej nocy nie było. Podoba mi się też i czuję pomysł spania na czymś tak naturalnym. Moje ciało gadało z tym, zarezonowało – dziwne słowa w recenzji produktu, ale tak właśnie czuję.

poduszka z naturalną łuską gryki
Z kodem BLIMSIEN15 masz -15% na wszystkie produkty marki Plantule Pillows.

Jakiś czas później, zachęcona moją osobistą recenzją Ania kupiła swoją poduszkę. Wybrała mniejszą i z łuską płaskurki. Początkowo bolały ją plecy, ale i jej po kilku dniach przeszło. Również zauważyła, że śpi głębiej i wysypia się lepiej. O ile u mnie to były doznania i wrażenia, o tyle Ania monitoruje swój sen za pomocą specjalnej opaski, która pokazała, że faktycznie, śpi głębiej. Obie jesteśmy bardzo zadowolone.

Moja inna koleżanka nie mogła znieść szeleszczenia i pozbyła się poduszki z sypialni. Domyślam się, że wrażenia są tu bardzo różne i zależy od tego, jaką łuskę wybierzesz.

PODUSZKA Z ŁUSKĄ GRYKI A KRĘGOSŁUP. MI POMOGŁA.

To, z czego ja jestem najbardziej zadowolona to, że ta poduszka bardzo pomogła mi przy bólach szyi i piersiowego odcinka kręgosłupa. W końcu pracuję codziennie wiele godzin wgapiona w ekrany, a kiedy tego nie robię – czytam lub gotuję, znów schylając głowę. Moją osobistą recenzją i papierkiem lakmusowym jest poduszka-dziad z IKEA. Mam ją z lat 12 i była ona poduszką dodawaną do kanapy. Taka tania dekoracja. Była jednak płaska i dość zbita, przez co spałam na niej. Od tamtego czasu miewałam różne poduszki, wychwalałam nawet swego czasu piankowego Wellpura, zawsze jednak ze skruchą i bólem szyi wracałam do dziada. Gryka go zdetronizowała! Od około dwóch miesięcy śpię na niej i nie zmienię już na nic innego. A dziada wkładam między kolana, kiedy śpię na boku – bardzo odciąża ciało, co i Wam polecam.

Grykę można zakropić olejkiem eterycznym, dodać do niej innego pachnącego ziela, uprać poszewkę, a nawet samą poduszkę o ile wysypiecie z niej wcześniej łuskę.


PODSUMOWANIE

CECHY:

  • twarda
  • nie szeleści
  • utrzymuje niski poziom wilgoci i świetnie się sprawdzi dla osób, które się w nocy pocą
  • chłodna/nie nagrzewa się
  • ciężka (przeszkadza, jeśli chcesz z nią podróżować)
  • stabilnie podtrzymuje kręgosłup szyjny i głowę
  • przewiewna
  • naturalne związki zawarte w gryce hamują rozwój bakterii, pajęczaków i roztoczy
  • mało sprężysta/zbita
  • trudniej się do niej przyzwyczaić niż do łuski orkiszu lub płaskurki i wymaga dłużej regulacji (tak jest w moim doświadczeniu)
  • hipoalergiczna (dobry wybór dla alergików i astmatyków)
  • może mniejszać problemy z chrapaniem

    TO PODUSZKA IDEALNA DO OSOBY TYPU PITTA, KTÓRA W NOCY PRZEGRZEWA SIĘ I POCI. Pitta doceni chłód gryki.

 

Jeśli chcesz spróbować, polecam skontaktować się z właścicielką marki Plantule Pillows. Anna zaczęła robić te poduszki, gdy szukała pomocy dla swojej mamy. Dzięki rozmowie o tym, czego potrzebujesz na pewno uda jej się dobrać produkty, które będą Ci służyć najlepiej i to jest właśnie zaleta rodzimych marek, które oferują kontakt bezpośrednio z właścicielem. A ja na hasło BLIMSIEN15 zapewniam Ci -15% na wszystkie nieprzecenione produkty Planutle Pillows. Spokojnie, kod działacały czas. Nie musisz wchodzić w tryb kupuj lub uciekaj.

Kod działa na zasadzie afiliacji.


 

poduszka z łuską orkiszu

Na początku pandemii, czyli już z 1,5 roku temu dostałam do testów poduszkę z łuską gryki i choć nasze początki były ciężkie, historia skończyła się happy endem. A jak na tym tle wypada poduszka z łuską orkiszu? Czym się różnią? Jaką poduszkę wybrać? Postanowiłam to przetestować i wydać swoją opinię.

A CO TAK SZELEŚCI? PODUSZKA Z ŁUSKĄ ORKISZU.

Kiedy znajomy napisał do mnie, żebym przestała w końcu pokazywać te cholerne poduszki, bo mu dziewczyna w nocy szeleści, nie wiedziałam, o co chodzi. Zazwyczaj kiedy chcę coś kupić, staram się najpierw poradzić mojej społeczności. Nie ma to jak recenzja z pierwszej ręki! I faktycznie, gdy myślałam nad kupnem poduszki z łuską, wiele osób mi ją odradzało, narzekając na szeleszczenie łuski. Rzecz w tym, że poduszka z łuską gryki praktycznie nie wydaje dźwięku (i podejrzewam, że tak samo będzie z łuską prosa). Zarówno łuska orkiszu, jak i płaskurki wydaje jednak szeleszczący dźwięk. Zapewne wiele zależy od wrażliwości na hałas, mi to nie przeszkadzało ani podczas spania (miesiąc testów), ani gdy w końcu oddałam ją partnerowi, który się przez sen wierci. Mój sen jest jednak dość mocny i stabilny, zatem poduszkowe chroboty nie robiły mi specjalnej różnicy. Piszę o tym dlatego, że może to mieć dla ciebie znaczenie. W przypadku kołdry obciążeniowej wypełnionej pestkami wiśni szelest wydawał mi się wręcz kojący, ale mam koleżanki, które ponoć budziły się, gdy partner wiercił się na poduszce z orkiszem. Rozważ swoje preferencje i podejmij decyzję.

łuska orkiszu
Łuska orkiszu i płaskurki wyglądają i zachowuję się niemal tak samo. Nie czuć między nimi specjalnej różnicy (w moim odczuciu).

LEKKA I MIĘKKA

Poduszka z gryki jest bardzo ciężka. To sprawia, że kiepsko sprawia się w podróży (tak, ja już należę do tych starych, styranych pracą siedzącą ludzi, którzy podróżują z własną poduszką). Orkisz i płaskurka mają tu znaczną przewagę — może nie są lekkie jak piórko, ale zdecydowanie są lekkie. Łuska orkiszu jest sprężysta i trochę, jak lekkie kuleczki styropianu — tworzy przestrzeń. A więc poduszka z łuską orkiszu jest zarówno lekka, jak i miękka. Na stronie producenta określono ją jako średnio miękką, w moim odczuciu jest idealnie miękka. Zbyt miękkie poduszki zawsze powodowały u mnie bóle pleców, karku, zapadałam się w nich i nie był to nigdy dobry wybór. Wolę poduszki twarde, ale te nie są wygodne i miłe, za to sen na nich jest wspaniały. Jeśli nie jest ci blisko do ascetycznej poduszki z łuską gryki i wolisz coś bardziej pluszowego, łuska orkiszu będzie dla ciebie. Głowa się nie zapada, kark nie boli, ale jednocześnie nie trzeba się z orkiszem docierać tak jak z gryką. Ja ani razu nie regulowałam fabrycznej wysokości poduszki (bo każda poduszka jest otwierana i można wybrać z niej tyle łuski, by było nam wygodnie), nie robił też tego mój partner, który zdecydowanie woli płaskie poduszki. Wcześniej spał na profilowanej poduszce z pianki, zmiana nie zrobiła mu różnicy — mówi, że czuje się równie dobrze, jeśli chodzi o kark i plecy. Ja z kolei bardzo nie lubiłam poduszki z pianki — profilowanie tych poduszek zbyt mnie ograniczało, a lubię spać i na boku i na wznak i czasem umościć się z poduszką tak, by móc się wtulić w drugą osobę (a to muszę zmieścić się pod pachą, a to wtulam nos w bark). Poduszki z łuską sprawdzają się w tym wypadku o wiele lepiej, bo po prostu przesuwając łuskę, tworzę zagłębienie na głowę, a wsparcie dla szyi, albo wypłaszczam miejsce na policzek, gdy chcę się wcisnąć w drugą osobę jak puzzelek. Bardzo szanuję to rozwiązanie.

poduszka z łuską gryki
Łuska gryki jest drobna, mało przestrzenna i ostra. Zatem poduszka jest ciężka, ciasno zbita i wyraźnie czuć fakturę łuski na policzku (przynajmniej kiedy jest się wrażliwcem).

Z kodem BLIMSIEN15 wpisanym podczas składania zamówienia otrzymasz 15% zniżki (zniżka działa na większość produktów, nie kupisz z nią niestety kolekcji Moje Sanktuarium). Zniżka ma działanie afiliacyjne. przejdź do zakupów klikając TU.

CIEPŁA

Zaskoczenie! To łuska może być ciepła lub zimna? Tak! Łuska gryki daje odczucie chłodu, a przynajmniej się nie nagrzewa. Jako nastolatka miałam ciągły problem z przegrzewająca się poduszką i budziłam się w nocy, by przekręcić ją na drugą stronę i zaznać uchem miłego chłodku. Teraz może już nie przekręcam poduszki, ale nadal wolę chłód gryki. Za testowanie innych łusek wzięłam się dlatego, bo gryka jest dość ostra i niezbyt lubi ją moja reaktywna skóra na policzkach, gdy śpię na boku. Bardziej elastyczny, sprężysty i miękki orkisz sprawdził się tu dużo lepiej, ale okazało się, że mi i tak najlepiej na gryce, właśnie ze względu na chłód i twardość poduszki. Natomiast orkisz pokochają osoby, które marzną. Takie, które chcą spać jak myszka w spichlerzu ziarna nagrzanego przez słońce. To nieprzypadkowe porównanie — poduszkę z łuską orkiszu można nagrzać na piecu (tak, znam osoby, które mają w domu piec), na kaloryferze, latem promieniami słonecznymi, a zimą nawet w piekarniku (jeśli zdołacie ją tam wepchnąć). W takim przypadku poduszka z łuską orkiszu zachowa się jak bardzo delikatny termofor. Ale nawet bez nagrzewania zewnętrznym źródłem ciepła, ona w jakiś sposób przejmuje ciepło ciała i je oddaje. To nie jest nachalne uczucie i założę się, że są osoby, którym się to spodoba i trafi w ich oczekiwania.

poduszka z łuską orkiszu opinia

PODSUMOWANIE

CECHY:

  • miękka/średnio miękka
  • szeleszcząca
  • sprężysta
  • dająca uczucie ciepła
  • lekka
  • stabilnie podtrzymuje kręgosłup szyjny i głowę
  • przewiewna
  • naturalne związki zawarte w orkiszu hamują rozwój bakterii i roztoczy
  • łatwo się do niej przyzwyczaić i nie wymaga dużej regulacji

Jeśli mogę coś doradzić, zdecydowanie radzę, by kupić ją z dodatkiem kwiatów lawendy. Oczywiście można dodać kwiaty lawendy z własnego ogrodu, ja spróbowałabym też wrzucić pachnący, suszony rumianek. To oczywiście propozycja dla osób, które nie mają uczulenia. Dla mnie poduszki z łuską roślinną są strzałem w dziesiątkę i z radością obdarowuję nimi bliskie osoby. Sama zostanę raczej przy gryce (moja recenzja jest tu) a inne produkty Plantule opisałam też w tym wpisie. Jeśli masz jakieś pytania — śmiało, zapytaj mnie w komentarzu. Postaram się pomóc : ).


DOBRA DLA KAPHY I VATY (ciepła, łuska delikatnie masuje, vacie może przeszkadzać szelest).


Ten wpis nie jest sponsorowany, ale linki są afiliacyjne. To oznacza, że Ty dostajesz zniżkę, a ja również łapię %. 


Interesuje cię ten temat? Może zainteresować cię również recenzja lnianej pościeli z IKEA.

fot. Zuzanna Szamocka

Lipiec był u mnie intensywny i to wpisuje się w kanon pracowitych lat, gdzie sezon rozpoczynam przeprowadzką. Tym razem jednak już od końca kwietnia nie miałam domu i przenosiłam się z miejsca na miejsca z psem i całym psio-ludzkim majdanem.

Przez większość czasu moje życie wyglądało mniej więcej tak. To uświadomiło mi, że nadmiar przemieszczania się i podróżowania nie sprzyja u mnie pobudzeniu kreatywności, a wzmaga niepokój, podnosi vatę i sprawia, że moje ciało się spina. Wiedziałam to od dawna, ale teraz mogłam doświadczyć na własnej skórze i upewnić się, że rutyna, bezpieczny port i powtarzalność są moją bazą do lotu w kosmos.

Domowe sposoby na ból pleców – Tru Plus Elektrostymulator

Dźwiganie gratów, obce łóżka i spanie na dmuchanym materacu odbiły się na stanie moich pleców. W ruch poszło urządzenie od TRU+ o którym pisałam TU. Oczywiście wszędzie też przemieszczałam się wszędzie z poduszką z gryki i tylko to sprawiło, że jako tako jestem w jednym kawałku. Teraz już na spokojnie zapisałam się do mojego fizjoterapeuty Marcina z Projekt Masaż, żeby mnie poukładał od nowa. Wystarczy obciążać daną część ciała, żeby reszta chciała to wyrównać, często powodując kolejne napięcia. Potem wszystko idzie jak domino, dlatego dbam, zanim zmiecie mi ostatnią kostkę i będzie game over.

A kiedy już udało nam się wprowadzić, kilka dni później okazało się, że ja i nasza suczka musimy się przeprowadzić w inne miejsce, bo Radża pracował z osobą zarażoną COVID i miał kwarantannę. Mnie przed wspólną posiadówą uratował wyjazd, który rozdzielił nas przed całym zdarzeniem. Na szczęście test potwierdził, że nie ma korony, no ale przymusowa banicja wprowadziła jeszcze więcej zamieszania.

Nasze mieszkanie nadal w dużej mierze wygląda tak. Nie mamy lodówki ani pralki. Nie mamy też szafy i nie rozpakowaliśmy kartonów (bo nie mamy gdzie trzymać rzeczy).

Za to mamy łazienkę! I może nie jest w 100% skończona, ale mogłam rozłożyć kosmetyki, a prysznic jest wielki i fantastyczny. Całą metamorfozę mieszkania pokażę w osobnym poście, na razie małymi kroczkami zmierzamy do celu.

Pamiętacie mój archiwalny wpis o tanich śniadaniach i fajnych miejscach na Mokotowie (klik)? Nic się nie zmieniło! W Mozaice nadal dobrze i tanio karmią.

Oto dowód.

W lipcu przekonałam się też, że minimalizm jest przereklamowany. Przynajmniej dla mnie! Żyjąc o 5 sztukach odzienia, ciągle czegoś mi brakowało, za czymś tęskniłam, jedno się suszyło, drugie się prało, a mi ciągle było za ciepło, za zimno, a stopa po 3 miesiącach chodzenia w 2 parach butów na zmianę złapała przykurcz (buty w rozmiarze 38, które są ok od czasu do czasu, nie nadają się jednak do noszenia non stop gdy ma się rozmiar 38,5 – no, a przynajmniej w lewej stopie). Także często miałam poranki z gatunku – nie mam w co się ubrać – tym razem całkiem dosłownie. W ciepłe dni koszulki po prostu schły bezpośrednio na mnie.

Lipiec to czas, kiedy mogę pochwalić się efektami mojego drugiego skin coachingu w życiu. 5 lat temu zaufałam Blance Społowicz i pisałam o tym tu (klik). W tym roku coś ostro nie grało ze skórą mojej twarzy i w końcu skapitulowałam i udałam się po profesjonalną pomoc. Nie chcę sama tłumaczyć, na czym polegał mój problem i jaką mam rutynę pielęgnacyjną, ale jeśli jesteś ciekawa, to przeczytasz o tym bezpośrednio na blogu Blanki (klik).

A kiedy już mogłam rozpakować kosmetyki, odnalazłam karton z brązującym balsamem i samoopalaczem w płynie. Tego drugiego używam do twarzy i bardzo lubię, bo jest łatwy w obsłudze i daje bardzo naturalny efekt, a teraz używam mocnych filtrów, więc jestem blada (zdecydowanie wolę siebie w opalonej wersji). Ten kosmetyk nie jest tani, ale jest wart swojej ceny. Po cichu mam tylko nadzieję, że nie wejdzie w kolizję z moją reaktywną ostatnio cerą.

Bardzo niewygodny z powodu mieszkania i bardzo aktywny miesiąc obfitował również w wyjazdy solo.

I tak np. uczyłam się masować, diagnozować z języka i pulsu oraz gotować po ajurwedyjsku.

Wszystko to w pięknych okolicznościach przyrody i z zerowym zasięgiem sieci. Bardzo doceniłam offline.

W moim mieście również dużo bywałam w naturze. Tropię dzikie miejsca w Warszawie.

A wcześniej udało mi się dotrzeć na Warmię. To część mojego pomysłu, by stworzyć mapę miejsc i punktów, gdzie można osięzadbać. Taki przewodnik z rekomendacjami chciałam stworzyć już w zeszłym roku. Zrobiłam plany i… przyszła Korona. Wiele z tych planów przepadło, ale też coś zostało. O wyjazdach ze Slow Living Poland napiszę osobny tekst, tymczasem zostawiam Wam namiar już teraz, bo może zechcecie skorzystać jeszcze tego lata!

Ja wybrałam wyjazd na Warmię, gdzie atrakcjami była joga i koncerty mis tybetańskich! Wspaniałe doświadczenie. Pojechałam sama. Nie mam auta, zabrałam się z dziewczynami z Warszawy i podzieliłyśmy się kosztami paliwa. Chcę Was bardzo zachęcić do takiego podróżowania solo. Dawno, dawno temu w Krakowie, wydawało mi się, że jak nie jadę gdzieś z partnerem, to powinnam siedzieć w domu. A on nie miał czasu, żeby podróżować. Dziś już nie czekam aż partner lub ktoś ze znajomych będzie podzielał moją chęć czy pasje – nie każdego musi bawić joga, wodne sporty lub cokolwiek innego, ale to nie powinno powstrzymywać mnie.

Pomysł wyjazdów ze Slow Living polega na połączeniu czegoś dla ciała z czymś dla ducha, pysznym jedzeniem i naturą. Dla mnie to kombinacja idealna!

Miałam też przyjemność odwiedzić leśna spa. Było tak dobre, jak słyszałam!

fot. Zuzanna Szamocka

Poza wyjazdami badałam też inne inicjatywy. Yoga Brunch organizowany przez SSU odbywa się w Warszawie i na Helu. Dostaniecie tu pięknie zaserwowaną jogę i śniadanko.

fot. Zuzanna Szamocka
fot. Zuzanna Szamocka

Dopiero tam nauczyłam się sztuczki, żeby robić zakładkę na macie, jeśli muszę na niej przyklęknąć. Wcześniej zawsze używałam koca lub po prostu cierpiałam męki (jestem koścista i mi twardo).

fot. Zuzanna Szamocka

Mam takie założenie, że chciałabym, żeby fotomigawki stanowiły serię wysmakowanych obrazków. Obrazków spójnych kolorystycznie, tematycznie i smacznie podanych. To założenie wyprzedza jednak inne jeszcze ważniejsze założenie! Założenie, które mówi, by nie pokazywać w internecie wszystkiego, ale nigdy nie fejkować i nie zakłamywać, nie lukrować i nie udawać. Moje ostatnie miesiące były ciężkie, chaotyczne, poszarpane i nadwyrężające. Widać to po tych zdjęciach, które są zbieraniną zdjęć moich i cudzych, z telefonu i robionych profesjonalnym sprzętem. Kolory od sasa do lasa, kadry też. Wolałabym, żeby było inaczej, ale nie umiem odpuścić prawdy. Niech więc lipiec będzie dowodem na szukanie piękna i robieniu przestrzeni na przyjemności pomimo wszystko. Nie zawsze to przychodzi łatwo, ale wierzę, że właśnie te momenty składają się na wspomnienia. Zmęczenie w końcu odparuje.


 

lniana pościel

Lniana pościel kusiła mnie od dawna. Cenię naturalne materiały, a len jest jednym z moich ulubionych. Mam wiele lnianych ubrań i uważam, że są wspaniałe. Lniana tkanina jest przewiewna, antystatyczna, nie przyciąga kurzu, pozwala oddychać skórze i  ma właściwości bakteriostatyczne. Latem chłodzi, ale sprawdza się również zimą. Ideał! Sama skusiłam się na pościel z IKEA i oto co o niej sądzę.

 

relaksacja
Jedna z najprzyjemniejszych pozycji, jakie znam. Otwiera klatkę piersiową, pozwala otworzyć się biodrom i w moim przypadku relaksuje kręgosłup. Trzeba tylko uważać, żeby wałek nie był zbyt duży. Za wysoki i sztywny wałek powoduje ból pleców. W tej pozycji dupka jest na macie, na wałku kładę tylko plecy od odcinka lędźwiowego, aż po głowę.

Relaks w domu z użyciem praktyk i narzędzi podpatrzonych na zajęciach jogi i kursach medytacji? Bardzo proszę. Poduszki do medytacji, wałki do jogi czy poduszeczki na oczy to przedmioty, których używam i polecam je od lat, ale nigdy nie miałam ich we własnym domu. Głównie dlatego, że sobie nie ufam i wiem, jak ciężko mi czasem zmusić moją entuzjastyczną, lecz niespecjalnie stałą naturę (vatę) do wytrwania przy niektórych praktykach. Tu musimy sobie powiedzieć jasno, że ten wpis powstał we współpracy z marką Plantule Pillows, która zaopatrzyła mnie w produkty ze swojego gryczanego skarbca – teraz więc mam je we własnym domu i mogę z radością Wam pokazać, w jaki sposób ich używam.

Nauczyłam się korzystania z tych przedmiotów podczas wieloletniej praktyki w szkołach jogi lub na kursach, o czym opowiem niżej. Mam nadzieję, że moje wskazówki będą dla Was przydatne.

wałek do jogi


WAŁEK DO JOGI


Zacznijmy od wałka do jogi. Przez lata byłam wierna tradycji Iyengara, w której praktykuje się w ciszy, jest dużo wskazówek od nauczyciela, w asanach stoi się długo i używa wielu pomocy. To wspaniała szkoła jogi dla osób, które nie mają dużych zakresów, nie są rozciągnięte, mają problemy z kręgosłupem i potrzebują takiego wsparcia. Podczas zajęć używa się kostek, pasków, wałków oraz krzeseł. Moje zajęcia zawsze zaczynały się pozycją, którą widzicie powyżej. Często nogi i biodra były jeszcze wsparte paskiem, by mogły bardziej się otworzyć, ale na potrzeby relaksu sam wałek w zupełności wystarczy. Po godzinach spędzonych przed komputerem ta pozycja przynosi prawdziwą ulgę moim plecom w odcinku lędźwiowym.

relaks

Drugim sposobem wykorzystania wałka do relaksu jest zmodyfikowana pozycja dziecka. Wsuwamy wałek pod siebie i pozwalamy, by nas wspierał. Głowa może być bokiem lub można oprzeć ją na czole (co będzie ulgą dla osób, które mają problemy z odcinkiem szyjnym). Ta pozycja jest bardzo relaksująca w pierwszych dniach okresu.

joga

Nogi na ścianę! Przyznajcie się – czy też podczas słabszego dnia wybieracie viparita karani, zamiast cisnąć świecę? Wałek wspiera tu lędźwie, ale moja najukochańsza wersja tej pozycji zawiera jeszcze jeden wałek, który leży bezpośrednio na stopach. Niejednokrotnie mówiłam Wam, że bardzo lubię uczucie dociążenia ciała. W warunkach domowych wykonują ją tylko z wałkiem podpierającym lędźwie. Podczas praktyki nogi powinny być wyprostowane i bardziej aktywne niż widzicie to na zdjęciu, ale ja nie udzielam Wam właśnie lekcji jogi, a jedynie piszę o moich sposobach na relaks. Odpoczynek z nogami na ścianie wyrównuje ciśnienie, jest moim osiędbaniowym remedium na zmęczone nogi, napięcie przedmiesiączkowe i upały!

WAŻNE: ja używam dużego wałka. Takie znam z zajęć jogi i taki właśnie zamówiłam do domowej praktyki.


PODUSZKA NA OCZY Z LNEM


poduszka na oczy

Poduszka na oczy jest moją wielką miłością, a odkryłam ją dzięki nauczycielce yogi Lisanne na surf-yoga campie. Nie wiem, czy to kwesita mojego bycia WWO, czy relaksujących okoliczności, oceanu i wspaniałej Lisanne, ale taka wypakowana lnem i lawendą poduszeczka na oczy przynosi mi niesamowite ukojenie i uspokojenie. Z początku chciałam sobie samodzielnie wymienić len na sól himalajską, teraz jednak cieszę się, że tego nie zrobiłam. Korzystam z niej podczas relaksu, ale też… codziennie z nią zasypiam. Ciężar i zapach lawendy oraz totalna ciemność bardzo mnie regenerują. Ta poduszka nie ma żadnego paska, więc kiedy obracam się na bok, spada mi z głowy i bardzo mi to odpowiada, bo wtedy zazwyczaj śpię już snem sprawiedliwego. Oczywiście wszystkie te akcesoria mają zdejmowane etui, które łatwo jest uprać.

Gdybym miała polecić Wam który produkt wybrać najpierw, polecałabym właśnie tę poduszeczkę. Z drugiej strony moja miłość może być kompletnie nieobiektywna. Mój przyjaciel wspomniał, że kiedyś w dzieciństwie kupił taką poduszkę i kasetę (!!!) z nagranym i relaksacjami od pani terapeutki, do której chodził. Po moim wybuchu entuzjazmu, że poduszeczki na oczy są wspaniałe, zdziwiony odparł – ja tam nie wiem, drogie w cholerę, taki woreczek jak ten z grochem na WF. Więc nie będę Wam doradzać ; )


PODUSZKA DO MEDYTACJI W SIEDZENIU


poduszka do medytacji

 

Zawsze sądziłam, że poduszka do medytacji to zbędny gadżet. Medytowałam po prostu na siedząco na podłodze albo łóżku. Medytacja na leżąco u mnie odpada – natychmiastowo odcina mi prąd i zasypiam. Moje myślenie zmieniło się podczas 8-tygodniowego kursu mindfullness (zdaje się, że miałam o nim napisać, prawda?). Tam praktykowaliśmy długie medytacje w siedzeniu i zwyczajnie bolały mnie kolana. Właśnie podczas tego kursu nauczycielka pokazała nam też drugi sposób korzystania z poduszki do medytacji i moim zdaniem jest on o wiele wygodniejszy dla ciała.

Poduszkę należy ustawić w pionie tak jak na załączonych zdjęciach.poduszka z gryką

Wystarczy wsunąć ją pod siebie i na niej usiąść. Cała pozycja wygląda wtedy tak:

medytacja w siedzeniu

Trochę jak klęczenie, ale moje kolana lepiej się czują w tej pozycji niż w siadzie skrzyżnym. Jeśli praktykujecie ponad 15 minut, to może taka zmiana pozycji przyniesie Wam korzyść. Ja zdecydowanie wolę skupić się na oddechu lub obserwacji myśli niż na bólu kolan i kręgosłupa. Inna sprawa, że po to jogini praktykują jogę – żeby móc bez bólu wysiedzieć w medytacji i w zdrowiu przeżyć swoje wcielenie : ) to chyba opowieść na całkiem inny wpis.


NATURALNY TERMOFOR Z PESTKAMI WIŚNI


termofor z pestek wiśni

 

Termofor z pestkami wiśni to coś, co wielokrotnie mi polecałyście, coś, co wyróżniłam nawet w grudniowym prezentowniku kilka lat temu, ale nie chciałam takiego nabywać, póki mój gumowy dawał radę. Od Plantule Pillows dostałam dwa termofory – ten, który widzisz na zdjęciu i podłużny, który oddałam mojej przyjaciółce w imię niekumulowania zbyt dużej ilości dóbr, a kultywowania miłości do bliskich mi osób.

Termofor z pestek wiśni bardzo się różni od takiego na wrzątek i te różnice mogą się podobać albo nie. Przede wszystkim bardzo wolno się nagrzewa. To perspektywa osoby, która nagrzewała swój w piekarniku rozgrzanym do ok. 100 stopni. Wiem, że można go też podgrzewać w mikrofali (ja nie mam), albo na patelni (uważać, żeby nie spalić materiału) lub nawet na kaloryferze zimą (moim zdaniem będzie wtedy ledwo letni). Wg. właścicielki Plantule – im dłużej się nagrzewa, tym dłużej oddaje ciepło. W moim odczuciu on nie jest tak gorący, jak te gumowe, co będzie zaletą dla mam małych dzieci, dla osób, które chcą go używać przy bólach menstruacyjnych lub, jak w przypadku jego podłużnej wersji – obkładać nim lędźwie albo kłaść wzdłuż kręgosłupa. Można spokojnie włożyć go w dresy i z nim chodzić – pestki komfortowo układają się i pięknie pachną.

Nie sprawdzi się za to raczej, jako ogrzewacz do spania – o ile lubicie spać z termoforem zimą. Moim zdaniem nie jest aż tak gorący.termofor pestki wiśni


Używam również poduszki z łuską gryki, która służy mi do spania, ale żeby szczegółowo opisać ją i wrażenia dotyczące jej użytkotwania potrzebuję osobnego miejsca.

Mam nadzieję, że ten wpis pomoże Wam eksperymentować lub przypomni ulubione pozycje i praktyki – niezależnie od tego, z jakich sprzętów korzystacie.

Jeśli macie ochotę kupić produkty polskiej małej marki, jaką jest Plantule Pillows, możecie skorzystać z kodu rabatowego BLIMSIEN15, który daje Wam -15% na wszystkie nieprzecenione produkty.

Kod działa do końca tego roku, więc jest czas i nie ma potrzeby kompulsywnie kupować. Właścicielka marki jest bardzo pomocna i jestem przekonana, że chętnie doradzi i pomoże wybrać.

Za profesjonalne zdjęcia odpowiada Agnieszka Wanat, która robi sesje produktowe, ślubne i jakie tylko sobie życzycie : )

A mata do jogi, na której ćwiczę to całkiem osobny temat. Jej recenzję znajdziesz o tu (klik). Na produkty marki Miamiko mam bezterminowo 5% zniżki na hasło BLIMSIEN. Jeśli miałabyś potrzebę go użyć przy zakupach – śmiało, częstuj się.

 


Jestem bardzo ciekawa jak Ty używasz powyższych pomocy. Może sprzedasz mi jakiś pantent, którego jeszcze nie znam, albo o nim zapomniałam? Jak zawsze na wszelkie podpowiedzi i sugestie czekam w komentarzach.


 

blimsien
Jeszcze w lutym miałam mikro zabieg chirurgiczny i część z Was widziała mnie ze szwami na kobiecym kręgu. Już miesiąc później po szwach została tylko nieładna blizna, a po kręgach ani widu ani słychu… odwołałam je zanim jeszcze weszły w życie rządowe rozporządzenia, bo sprawa wydawała mi się zbyt poważna, żebym ryzykowała Waszym zdrowiem.

Przykisiłam w marcu z podsumowaniem miesiąca. Działo się u mnie tak dużo i tak źle, że zupełnie nie miałam do tego głowy. Dziś usiadłam do marcowe love z nową motywacją i… zobaczyłam jak wiele się zmieniło od tego czasu!

.