Category

Uncategorized

Category

monday delight blimsien

Nie jestem Bogiem. Jedyna procesja w moim imieniu to skromne święto moich urodzin, a jednak co roku wiosną, czuję, jakby świat świętował, że jestem. Jakbym ja świętowała świat. Jakby wszystko było świętem. Nikt nie musi sypać kwiatów z koszyczka, bo drzewa nie czekają ani na świętych, ani na bóstwa, widząc boski pierwiastek w każdym stworzeniu, sypiąc pod nogi pachnące, delikatne płatki w pijanej ekstazie narodzin nowego. A może wcale nie, może nigdy nie chodziło o nas, o stworzenie, o boski pierwiastek. Może po prostu drzewa połechtane miło ciepłą temperaturą, głaskane złotym słońcem po zgrubiałej korze, chcą z radości, z bezwstydnej przyjemności bycia żywym rozebrać się ze swoich koronkowych, delikatnych sukienek? Robią striptease i zrzucają po kawałeczku różowe, białe i bladoróżowe wdzianka. Magnolie duże jak łuski po pociskach płatki, owocowe drzewka subtelne, okrągłe roślinne confetti. Wszystko to wiruje pod nogami, przed oczami, a nawet po zaciśnięciu powiek, słodkim zapachem wciska się do nosa.

Nie da się być smutnym i obojętnym wiosną. Próbowałam. Zostałam obezwładniona jej urokiem, siłą życia, która przebija przez świeżo wylane asfaltowe alejki. Mądrością pestek, które przeleżały bezwładnie całą końcówkę lata, jesień i zimę wpadając w moją skrzynkę z ziołami a teraz wiedzione jakąś pierwotną mądrością, zakodowaną przez najwspanialszego z deweloperów rosną, wypuszczają liście, robią się silne. Próbowałam, ale nawet moje ciało tej wiosny się zmieniło, rozpromieniło, zakwitło. Gotowe na przyjemność słońca, wiatru na skórze i dodatnich temperatur. 

Nie jestem bogiem, ani nawet nikim ważnym, a jak co roku zostałam zaproszona do celebracji tego święta życia. Zmartwychwstałam razem z Chrystusem, mimo że nie ma mnie w żadnej z Ewangelii. 

Po prostu jestem i mnie to zachwyca.


Delight to zbiór esejów autorstwa J.B. Priestleya, które powstawały w 1949 roku w nieciekawej, brytyjskiej, powojennej rzeczywistości. Pomysł ten zrecyklingowała Hannah Jasne Parkinson, której książką Drobne Przyjemności zostałam obdarowana i… o ile pomysł mnie zachwycił, o tyle wrażliwością językową i sposobem odczuwania świata znacząco się od autorki różnię. Zainspirowana, postanowiłam jednak zapoczątkować serię poniedziałkowych wpisów na temat małych zachwytów, do której mam nadzieję i Wy się przyłączycie, kiwając ze zrozumieniem głowami lub wymieniając w komentarzu własne zachwyty z minionego tygodnia. Wierzę, że ustawienie rejestru na małe cuda codzienności może przynieść wiele ulgi i napawać nadzieją w postcovidowym świecie, w którym inflacja i wojna spędzają wielu sen z powiek. Odczarujmy razem poniedziałki naszymi mikrozachwytami! Do usłyszenia za tydzień.




zdrowe nawyki

Bardzo często próbujemy wprowadzić duże zmiany w swoim życiu, całkiem nie doceniając mocy małych zdrowych nawyków, które są właściwie samograjem. Dziś chcę ci zaproponować właśnie przemyślenie, co możesz zmienić, by nie poczuć, że to cię w jakikolwiek sposób obciąża lub wymaga twojej uwagi. Ten tekst zainspirowany jest prywatną rozmową, w której tłumaczyłam komuś, dlaczego długo wybieram pewne rzeczy, mimo że „przecież i tak wszystko nas truje”. Tak, nie mam wpływu na spaliny, dziurę ozonową, farbę, którą wymalowali moją klatkę czy jeszcze coś innego, dlatego wybieram ograniczyć wpływy przedmiotów, które ja sama wybieram i które służą mi każdego dnia, często wielokrotnie, przez lata, kumulując efekt. O tym, jak dużą zmianę może dać mały nawyk, przekonałam się np. jedząc konkretny produkt przez kilka dni z rzędu i notując swoje spostrzeżenia. I tak rzodkiewka, która pierwszego dnia miała świetny wpływ na moje ciało, dnia trzeciego spowodowała wysypkę i objawy zbytniego gorąca w ciele. Dawka czyni lekarstwo trucizną, czyż nie?

MOJE POMYSŁY NA MAŁE ZMIANY NAWYKÓW

Jeśli możesz poprawić swój dobrostan niemal niezauważalnym wysiłkiem, dlaczego tego nie zrobić? Może moja lista pomysłów na zdrowe nawyki będzie dla Ciebie inspirująca:

  • zamieniłam kranówkę na dzbanek z filtrem, być może nie jest to rozwiązanie idealne (bo plastik), ale prawdopodobnie lepsze dla hormonów
  • sukcesywnie pozbywam się patelni typu non-stick na takie ze stali nierdzewnej. Niestety każde zarysowanie czy uszkodzenie patelni sprawia, że powłoka może przedostawać się do organizmu. Nawet drobne rysy na tefalu oznaczają, że czas wymienić patelnię. Dlatego zainteresowałam się naczyniami bez powłoki.
  • wymieniłam czajnik z plastikowymi elementami na taki, w którym gotująca się woda nie ma styczności z plastikiem
  • staram się częściej pić herbaty sypane niż w jednorazowych torebkach
  • nauczyłam się gotować ryż i kaszę bez plastikowych woreczków (kliknij tu, nauczę cię też)
  • przestałam używać w domu odświeżaczy do powietrza o sztucznych aromatach (używam głównie olejków eterycznych i naturalnych świec i kadzideł, ale też w niewielkich ilościach)
  • przestałam kupować oleje roślinne w supermarketach (oleje roślinne, które szybko jełczeją i utleniają, stają się dla nas bardzo szkodliwe, dlatego wybieram oleje Olini — świeżo wyciskane, pakowane w ciemne szkło, dostarczane w sposób, który chroni je przed temperaturą), dbam o ich termin przydatności. Z kodem blimsien10 masz zawsze -10% na wszystkie produkty marki Olini | współpraca reklamowa
  • przestałam stosować tampony (pochłaniają wilgoć, nie tylko płyn menstruacyjny, co naraża nas na infekcje i nie jest optymalne dla ciała). Eko podpaski używam na zmianę z majtkami menstruacyjnymi (ja polecam te marki Ora).
  • dołożyłam do nawyku mycia zębów nawyk czyszczenia języka.
  • stopniowo wymieniam ubrania sportowe, które bezpośrednio przylegają do skóry na takie z materiałów naturalnych. Ta zmiana zajęła mi długo, bo nie mogłam trafić na takie, które mi pasowały i activewear sprawdzał mi się lepiej. Teraz używam od kilku miesięcy bardzo regularnie bambusowych szortów i topu z Breath Clothing i sprawdzają mi się super. Ograniczam też poliester i poliamid w mojej szafie (zwłaszcza gdy kupuję nowe ubranie).
  • korzystam z wielorazowych termosów i szklanej butelki na wodę, zamiast brać kawę w kubku na wynos czy pić wodę w plastiku.
  • kiedy mogę, kupuję produkty typu strączki czy passata w szkle, a nie puszce (łatwo je kupić w Biedronce lub Lidlu).
  • częściej piję kawę z french pressa zamiast kawiarki (moja jest zrobiona z aluminium)
  • zamiast poduszki z poliestrowym wypełnieniem, wybieram poduszkę z łuską gryki (więcej info tu).

To proste zmiany, które wymagały być może pewnego researchu na początku, ale teraz po prostu każdego dnia składają się na skumulowany efekt. Piję przynajmniej 5 herbat dziennie, przynajmniej 1 kawę, śpię całą noc na naturalnej poduszce, zminimalizowałam toksyny środowiskowe w moim myszkanku, nie jem nieświeżych i zjełczałych tłuszczy, unikam mikroplastiku i poza pierwszym wysiłkiem nic mnie te zmiany nie kosztują. Są całkowicie bezmyślne, samoobsługowe i lekkie.

Czekam na Twoje pomysły takich zmian w komentarzu. Zainspirujmy się wzajemnie 🙂




 

Wracam do Was z Portugalii z głową pełną wrażeń i rozkmin. Zanim je wszystkie rozpakuję, przejrzę i ułożę w spójną całość, już będę prowadzić warsztaty w Tucznie (mamy jeszcze 2 miejsca, widzimy się w piątek, jeśli chcesz dołączyć, sprawdź szczegóły tu: wyjazd ajurwedyjski ceramiczny). Pozwalam sobie zatem napisać na razie jeden list, do którego zainspirowała mnie dziś nasza wymiana na instastories.

PODEJŚCIE DO CHOROBY — MEDYCYNA ZACHODU A AJURWEDA

Napisałam tam, że ajurweda jest w tym lepsza od medycyny zachodu, że jest medycyną stylu życia. Świetna w zapobieganiu i w stwarzaniu warunków tak do utrzymania zdrowia, jak i zdrowienia. Co wcale nie oznacza, że wyklucza się z medycyną interwencyjną lub przerasta ją w każdej dziedzinie, mogą przecież czasem iść pod rękę, a czasem medycyna interwencyjna będzie skuteczniejsza.

Daleka jestem od wierzenia w obietnice (i składają je tylko nierozsądni ludzie), że ajurweda jest odpowiedzią na wszystko, w tym raka trzustki w ostatnim stadium. Życie jest złożone, nieprzewidywalne i trudne. Czasami jesteśmy bezradni. Czasami jedyne, co możemy zrobić, to przedłużyć sobie życie, wzmocnić się, zmniejszyć nasze cierpienie. Ajurweda w swoim podejściu różni się od medycyny zachodu pytaniem, jakie sobie stawia w kontekście zdrowia czy też choroby.

Medycyna zachodnia pyta raczej o to, jaki patogen wywołał chorobę i czym go zabić. Jeśli to guz, chcemy go zbadać i wyciąć. Jeśli to wirus czy bakteria chcemy je pokonać poprzez zniszczenie ich.

Ajurweda pyta raczej, jakie warunki doprowadziły do tego, że się zachorowaliśmy (psychicznie czy fizycznie). Co sprawiło, że z całego samolotu ludzi, zachorowała ta jedna osoba (akurat ja, lecąca na workation)? Oczywiście, osłabiony układ immunologiczny. Jasne. Ale co było wcześniej? Co osłabiło mój układ immunologiczny? Co sprawiło, że właśnie ja zachorowałam? Że wirus, z którym każdy miał styczność, dopadł akurat mnie? W przyczynie znajduje się klucz. Akurat ja, jak i wiele przede mną, padłam typowemu rozchorowaniu się z wycieńczenia. Przed wyjazdem pracowałam bardzo ciężko, podczas wyjazdu miałam sprzedać najważniejszego kursu, który robię (W Twoim Rytmie — nadal możesz się zapisać!), po przylocie do Polski wiedziałam, że mam multum zobowiązań zawodowych i że muszę być w gotowości. Potem była noc w samolocie, potem hostel pełen ludzi, mało snu, potem upał i snucie się po Lizbonie, aż wreszcie lodowaty od klimy autobus mknący godzinami przez Portugalię. Kiedy tylko dotarłam do domu moich znajomych rozchorowałam się. Stres puścił. Ciało chwilowo się poddało. Przeziębienie na urlopie czy podczas czasu odpoczynku to klasyk. Doświadczyłam tego też w skali makro, gdy po doświadczeniu traumy moje ciało nie chorowało, ale gdy znalazłam się w bezpiecznym związku, miało przestrzeń, by totalnie się rozsypać.

W takich przypadkach pomysł na naprawę zaburzenia kryje się w przyczynie. Mniej vaty. Regularne posiłki. Brak klimy. Ciepło. Trochę więcej spokoju. Moje przeziębienie było przede wszystkim spowodowane wyczerpaniem zasobów i brakiem miejsca na regulację. Gdy tylko miejsce się pojawiło, ciało sobie odbiło z nawiązką.

CZY NA DEPRESJĘ NAJLEPIEJ POMOŻE BIEGANIE I WYJŚCIE DO LUDZI?

Podobnie możemy pomyśleć o depresji. To kontrowersyjny temat, ale tak, według ajurwedy przynajmniej część osób zachoruje na depresję, bo… za mało się rusza, nie chodzi pobiegać, nie zmusza się do wyjścia do ludzi i aktywności (za dużo kapha!). To nie oznacza, że depresja nie jest poważną chorobą, którą należy bagatelizować. Jeśli leżysz w ciemnym pokoju i nie jesz od dni, nie myjesz się i ledwo egzystujesz, raczej nie pójdziesz pobiegać, na siłownię i pośmiać się ze znajomymi, nawet gdy ludzie dookoła mówią: weź się w garść, popraktykuj może wdzięczność, inni mają gorzej! Jednak możesz zauważyć, że pokazuje nam to drogę prewencji. Zanim zachorujesz na depresję i stracisz chęć życia, możesz być może wyczuć obezwładniający marazm, niechęć i stopniowe wycofywanie się ze świata. To jest czas, by redukować stan kapha aktywnością. Tak, psychiatra również ci powie, że śmiesz w gronie ludzi, których lubisz, wsparcie społeczne, przebywanie w naturze czy sport pomagają radzić sobie z poziomami stresu.

Możesz jednak przesunąć się w stan depresji z powodu braku zasobów. Ciągły stres, presja, bezsenność, przepracowanie, problemy finansowe, przemoc, dwa etaty, rosnąca rata kredytu mogą finalnie dać ci poczucie, że świat jest tak niebezpieczny, że czas się z niego wycofać. Bardzo ciekawie opisuje mechanizm wpływu przewlekłego stresu i wyczerpania Anders Hansen w książce Wyloguj swój mózg. Jak zadbać o swój mózg w dobie nowych technologii. Akurat czytałam ją w samolocie i bardzo ci ją polecam. Uważam, że świetnie obrazuje, jak możemy zachorować z nadmiaru lub z wycieńczenia. Jedna diagnoza — różne sposoby radzenia sobie z chorobą, tak widziałaby to ajurweda. Dobre wskazówki jak zapobiegać oraz jak leczyć. A ponieważ można być w okropnym stanie i mieć myśli samobójcze, nie ma w takich okolicznościach może szansy na medycynę stylu życia, nikt nie mówi, że terapia oraz psychiatria (być może wspomagane lekami) nie miałyby pomóc. Po prostu same leki nie są odpowiedzią, bo często nie adresują przyczyny. O tym jednak oczywiście lepiej porozmawiać ze swoim lekarzem. Nie silę się tu na medyczne porady.

NIE CZEKAJ NA NAUKOWCÓW.

Cały ciąg myślowy wziął się stąd, że obserwuję ostatnio, jak bardzo skupione na EBM i wyśmiewające cokolwiek, co podchodzi pod medycynę spoza głównego nurtu osoby nagle eksponują się na światło o poranku za radą neuronaukowca Andrew Hubermana. Uwielbiam podcasty Hubermana, ale nie uwielbiam czołobitnego podejścia do nauki. Z zaciekawieniem przyglądam się zatem, jak osoby obśmiewające sezonowe zmiany w dicie, diety alkalizujące i inne tego typu tematy, nagle stają się gorliwymi wyznawczyniami czy wyznawcami rytuałów i sposobów na dietę pochodzącymi z ajurwedy, sprzed badań na Uniwersytecie Stanford. 

Myślę, że możemy zaufać sobie i naszym odczuciom, by tworzyć sobie dobre środowisko życia. Myślę, że im jest ono prostsze i bardziej pozbawione cywilizacyjnych wygód, tym lepiej. Nasze mózgi wcale nie ewoluowały tak szybko, by nadążyć za rewolucją ostatnich 200 lat. Nie trzeba czekać na badania, by chodzić boso po ziemi, by wypoczywać w lesie (mało fancy nazwa: chodzenie na grzyby, bardzo fancy nazwa: mindfulness czy też kąpiele leśne), by śpiewać i mruczeć, nudzić się, gapić bez sensu na liście (medytacja), przeciągać ciało, zobaczyć, że różnorodne wzorce ruchowe są lepsze niż nieustannie powtarzalne sekwencje. Nie trzeba czasem komplikować prostych spraw — wystawianie się na słońce, na światło księżyca, na świeże powietrze, dużo spontanicznego ruchu, brak podjadania to proste sprawy, które razem składają się na środowisko, które nasze ciało rozumie i które temu ciału sprzyja. To wcale nie oznacza, że nauka nie jest ważna czy warta śledzenia, ani że ajurweda nigdy się nie myli. Wcale nie czuję, że fascynacja ajurwedą ma w jakikolwiek sposób dyskredytować naukę i medycynę zachodnią. Dla mnie to po prostu przyczyna refleksji nad tym, jakie warunki życia sobie zapewniam. Co mi sprzyja? Co mnie wzmacnia? Po czym czuję się lepiej? Co jest łatwiejsze, ale może nie do końca korzystne z różnych powodów? Co wymaga więcej wysiłku, ale przynosi więcej korzyści?

O dobrej codzienności i sprzyjającym środowisku będę edukować w kursie W Twoim Rytmie. O tych prostych sprawach właśnie. Jak rozumieć sygnały z ciała? Jak rozplątać cywilizacyjną zamotkę? Potrzebujesz czegoś dodać czy coś zredukować? Co możesz uprościć? W jakiej sekwencji to poukładać? To jest moja baza. To jest wiedza, która zmieniła w moim życiu tak wiele i tak bardzo ekscytuję się, że mogę się nią dzielić. To w końcu wiedza… o której często zapominam. Świat, praca, obowiązki i własne uwarunkowania nie odpuszczają. A jednak możemy co pół roku spotkać się w gronie podobnie myślących osób, by układać naszą codzienność w środowisko, które jest odżywcze.

Bardzo się na to cieszę! 









Z wielką przyjemnością ogłaszam, że właśnie ruszyła sprzedaż w cenie early bird – 777 zł za mój flagowy kurs:

Wiem, że wiele z Was nie mogło się go doczekać.Wiele czaiło się na niego przy poprzedniej edycji i dobrze się składa, bo to jest kurs, który UWIELBIAM prowadzić ponieważ zadbanie o mój własny rytm znacząco wpłynęło na moje zdrowie i stabilność emocjonalną oraz poziom energii, którym dysponuję na co dzień. Ten kurs zawsze odbywa się na żywo, przy moim pełnym wsparciu, bez poczucia, że kupujesz coś, do czego nie zajrzysz lub utkniesz z pytaniami, których nie ma komu zadać. Przez cały czas trwania kursu jestem z Tobą na grupie, spotkania odbywają się na żywo (masz nagrania do odtworzenia) i masz zaproszenie do każdej kolejnej edycji – za darmo.

Ten kurs jest pełny wiedzy, która jest jak źródło, do której zawsze warto wrócić i coś odświeżyć, odkryć coś nowego, zadbać o swoją higienę – dlatego zawsze robię go z pełnym zaangazowaniem mojego czasu i energii i przechodzę cały proces z Wami.

Zapraszam Was do zakupu i po szczegóły tu W TWOIM RYTMIE

W niższej cenie kupisz go do 17 września, potem wzrasta na 999zł.

A jeśli interesuje Cię temat rytmów sprawdź też TEN ODCINEK mojego podcastu Rurki z kremem.

RYTM DOBOWY

W moim doświadczeniu najbardziej kluczowy i najtrudniejszy do utrzymania. Rytm dobowy to godziny, w których chodzimy spać i wstajemy. Czas, kiedy jemy posiłki. To ekspozycja na światło, pora aktywności i spoczynku, a także… szczerze mówiąc po prostu całe życie, czyli wszystko inne. To w nim staramy się upchać regenerację, być produktywnymi, podtrzymywać więzi, rozwijać nasze zainteresowania, dbać o dzieci, zwierzęta, przyjaciół, domowe roślinki, robić zakupy, płacić rachunki, wstawiać i wywieszać pranie, robić listy rzeczy do zrobienia, listy zakupów, obchodzić imieniny i święta… Uf! Dużo tego! Przez to, że każdy cykl trwa jedynie 24 h (na pocieszenie napiszę, że na początku istnienia Ziemi doba trwała tylko 19 godzin) trudno jest nim zarządzać w zrównoważony sposób. Jednocześnie jest to cykl kluczowy, bo na nasze myśli, ciało, życie, poziom energii składają się codzienne, maleńkie wybory, które powtarzamy przez większość dni w roku. To świetna wiadomość, bo to znaczy, że dwa tygodnie leżenia plackiem bez treningów, że jedzenie kupnej garmażerki czy cokolwiek innego nie popsuje nam zdrowia jelit, sylwetki, metabolizmu, jeśli przez resztę roku prowadzimy zrównoważony tryb życia. Z drugiej strony łatwo jest zagubić się w gąszczu sprzecznych porad, robić wszystko na raz, a potem nic i w efekcie wprowadzać do swojego życia chaos.

Zakłócenia rytmu dobowego są błyskawiczne do wychwycenia. Nie wierzysz? Przypomnij sobie zarwaną nockę, jet lag, albo, jak się czujesz po świątecznej przerwie w grudniu. Zmiany, które podejmiesz, zauważysz dość szybko. Na co patrzeć? Obserwuj:

  • białka swoich oczu — czy są czerwone, suche, nawilżone, wypoczęte?
  • stan swojego języka po przebudzeniu — czy jest opuchnięty, czy krawędzie są naznaczone przez odbite ślady zębów i mają falbankę jak pieróg, czy widzisz na nim nalot, jakiego koloru jest ten nalot?
  • wypróżnienia — łatwo zaobserwujesz czy jesteś odwodniona, czy zestresowana, jak twoja dieta odbija się na układzie pokarmowym, jak przebiega eliminacja i wchłanianie?
  • poziom energii — czy czujesz się stabilnie w ciągu doby? czy nagle wieczorem dostajesz szwungu i wydaje ci się, że jesteś sową? A może jest raz tak, a raz tak? Czy są momenty w ciągu doby, gdzie zaliczasz spadek energetyczny? Które to momenty? ile snu potrzebujesz?
  • zachcianki — po zachciankach żywieniowych można dowiedzieć się bardzo ciekawych rzeczy 🙂
  • sen — również jest obszarem diagnostycznym, chodzi zarówno o to, jak śpisz, ile, co cię wybudza oraz co ci się śni i czy w ogóle to pamiętasz.

rytm dobowy

Podsumowując: małe zmiany są łatwe do wprowadzenia, ale trudne do utrzymania. Szybko, lecz nietrwale zaobserwujesz je w swoim życiu. Drobne nawyki mogą przemienić się w stałe zmiany, jeśli staną się Twoją rutyną, którą powtarzasz przez większość czasu. Można dodać jeszcze cykl tygodniowy, zwłaszcza jeśli pracujesz w rytmie 5 dni pracy i 2 weekendu.

Pułapka: marnowanie energii na zmiany, które nie są kluczowe. Wprowadzanie dobrych nawyków, ale w odcinkach doby, które znoszą Twoje wysiłki.

Na temat rytmu dobowego mam cały kurs. Nazywa się W TWOIM RYTMIE i trwa prawie 2 miesiące. Towarzyszę Ci w nim przez cały ten czas. Kurs ten odbywa się tylko na żywo online. Zazwyczaj edycje odbywają się 2 razy do roku – wiosną i na jesień, bo to najlepszy czas na stabilizację nawyków lub układanie rytmu od nowa. W tym roku jesienna edycja zaczyna się 25.09.2023. ZAPISY RUSZĄ WKRÓTCE.

 

CYKL MIESIĘCZNY

Dotyczy całej planety, mężczyzn i kobiet, a to za sprawą księżyca. Najbardziej jednak dotyczy miesiączkujących kobiet — a zatem kobiet, które nie stosują antykoncepcji hormonalnej. Cykl miesiączkowy każdej z nas może rozmijać się z księżycem, choć niewątpliwie ciekawie jest obserwować, na jaki czas miesiąca przypadają poszczególne fazy Twojego cyklu. Czy miesiączkujesz podczas pełni? A może podczas nowiu? Sprawdzałaś to kiedyś? Cykl miesiączkowy dzieli się na 4 fazy.

  1. Pierwszą liczymy od 1 dnia miesiączki i trwa ona aż do jej zakończenia. To dobry moment na wycofanie się, reflektowanie i dużo odpoczynku. To faza menstruacyjna.
  2. Kolejna trwa do owulacji i mówi się o niej, że mamy wtedy najwięcej chęci do działania, wychodzenia na zewnątrz do świata, dużo energii i wiary w siebie. To faza folikularna. 
  3. Owulacja to czas bogini płodności. Kiedyś zupełnie jej nie zauważałam, a teraz wyraźnie widzę inny poziom energii, inne zainteresowanie płci przeciwnej i więcej radości z życia. W tym momencie jesteśmy płodne, mamy najwyższe libido i bardzo dużo energii. To faza owulacyjna.
  4. Po owulacji wchodzimy w fazę, w której ciało zakłada, że może doszło do zapłodnienia. Właściwie w tej fazie możesz mieć większy apetyt, mniejszą ochotę do działania, czuć większą potrzebę drzemek czy chcieć spać dłużej. W tej fazie również ze względu na to, co dzieje się z hormonami, możesz także czuć zaostrzenie różnych dolegliwości. To może być PMS — drażliwość emocjonalna, ale także symptomy fizyczne. Ze zdziwieniem zaczęłam wyłapywać, że ta faza cyklu bardzo mocno podbija mi nietolerancję histaminy. Również w tej fazie cyklu możesz zaobserwować problemy żołądkowo-jelitowe czy skórne. Warto powiedzieć, że to nie jest normalne i można oraz warto przyjrzeć się tym symptomom. Miesiączka nie powinna być bolesna, owulacja nie powinna być dużym dyskomfortem, PMS to zaburzenie, a nie norma. To faza lutealna.

Nie chcę wymądrzać się w sprawach cyklu miesiączkowego, ponieważ interesuję się nim prywatnie, ale niewiele mogę o nim powiedzieć zawodowo od strony ajurwedy. Z pewnością, kiedyś zgłębię jego tajniki i zaproszę Cię do wspólnej eksploracji tego tematu. Zauważam też, że dobrze ułożony rytm dobowy znacznie zmniejsza problemy w cyklu miesiączkowym. Nie ma w tym nic dziwnego — dobra regeneracja, poczucie bezpieczeństwa na linii Ty i ciało, aktywność fizyczna, świadomość potrzeb, odżywienie musi skutkować lepszym stanem zdrowia. Gdy zaczniesz śledzić swój cykl miesiączkowy, możesz poczuć zmianę w kolejnym cyklu lub po 3 miesiącach, a nawet dłużej (w zależności od tego, z czym się borykasz). Im dłuższy cykl, tym dłużej trzeba czekać na zmiany. Tylko 3 cykle to aż 3 miesiące.

Pułapka: Nawet wiedząc, czego potrzebujesz w każdym momencie swojego cyklu miesiączkowego czasem trudno to dopasować do współczesnego stylu życia. Jak poukładać wszystkie elementy z rytmu dobowego w miesiąc, by jeszcze móc dawać sobie konkretne aktywności czy wycofanie się z nich w konkretnych przedziałach? Mając rodzinę, szefów, klientów, dzieci, żyjąc w zorganizowanych systemach (praca, nauka języka, struktura tygodnia), dość trudno jest mieć doskonały rytm miesięczny.

CYKL ROCZNY

Napisałam o nim moje dwie książki. Ciepło oraz Rześko. Rytm roczny jest rozkoszny, ale bardzo powolny. Owszem, wiosną pracujesz na lepsze lato, latem, na łatwiejszą jesień, ale cofnięcie dolegliwości takich jak np. glut w nosie i ospałość na przednówku może zająć Ci więcej cykli niż tylko 1. A każdy cykl to rok! Więc 3 lata to dużo, ale i mało, to tylko 3 cykle, co w przypadku rytmu dobowego trwa 3 doby, a miesięcznego 3 cykle miesiączkowe. Z pewnością zaletą rytmu rocznego jest to, że w dużej mierze daje nam spory margines błędu. Z pewnością większy niż dynamicznie tocząca się doba. Łatwiej też z racji wydłużonych odcinków czasu stosować wspierające zalecenia niż w przypadku rytmu miesięcznego. Mamy sporo czasu na wdrożenie i relatywnie dużo miejsca na opieszałość. Zmiany w rytmie rocznym nie są także wcale bardzo duże! Każdy dzień prowadzi nas spokojnie do następnego miesiąca. Światło powoli zamiera na jesień i zimę, a później stopniowo wydłuża swoją obecność w naszej codzienności. Sezonowe warzywa i owoce także potrzebują czasu, by się pojawić na naszym stole. Zmiany, które wprowadzisz w rytmie rocznym, są zauważalne, ale zajmują zwykle więcej czasu. To nie są znaki, które wyczytasz z dnia na dzień na języku czy zaglądając sobie w oczy. Czasami oznaki zaniedbań lub przeciwnie — dbania o siebie zaobserwujesz po tygodniach lub miesiącach, inne po latach. Przykład? Zadbałam o zdrowie jelit i pracowałam z reakcją na stres i zaobserwowałam, że po pół roku od tych wysiłków, nie miałam tego problemu z wysypkami, które dręczyły mnie co wiosnę. Drugi przykład to pokrzywki spowodowane nietolerancją histaminy. Właśnie sprawdziłam i ostatnią miałam rok temu. Co jesień moje objawy związane z nietolerancją histaminy przybierają na sile (podobnie jak w ostatniej fazie cyklu), więc skutki moich działań w tym kierunku ocenię dopiero tej jesieni.

Pułapka: niezrozumienie lub niechęć do życia w zgodzie z porami roku. Próby oszukiwania i zaprzeczenia. Warto przyglądać się cywilizacyjnym wygodom i pytać się siebie: czy gdyby nie cywilizacja, byłoby to normalne? Czy to mi teraz służy? Jaki jest kontekst? Czy mango w Polsce w grudniu ma sens? Czy naświetlanie się światłem niebieskim, zamiast korzystać z przytulności jesienno-zimowego mroku ma dobry skutek? A może czas wcześniej wyłączyć sprzęty emitujące to światło i włączyć ciepłe lampki i więcej się relaksować? Co robi natura dookoła mnie? Co ja powinnam teraz zrobić?

Jestem ciekawa, które rytmy są ci najbliższe. Które stanowią wyzwanie. Jakie to wyzwanie? Czy potrafisz obserwować zmiany w związku z tym, jak się zachowujesz w danych cyklach?

pittaOpowiem Ci historię, może będziesz mogła się z nią utożsamić. Napisałam ostatnio na ig, że budowanie poczucia własnej wartości na tym, ile możesz osiągnąć, zawieszanie sobie poprzeczki tak wysoko, że właściwie nigdy nie możesz być z siebie zadowolona i odmawianie sobie odpoczynku i realizacji swoich podstawowych potrzeb mogą być oznakami samoodrzucenia (auć) i zaburzonej pitta doszy. Joginka Basia Tworek odpisała „To chyba jednak przede wszystkim przejaw traumy” i poleciła mi lekturę. Ja natomiast patrząc przez pryzmat ajurwedy, widzę ten temat inaczej.

TRAUMA CZY OSOBOWOŚĆ?

Pytanie rozwalające głowę na dzień dobry, może je poczujesz, jeśli byłaś w terapii lub innej formy pracy nad sobą:

A co jeśli to, co brałaś za swoją osobowość, w rzeczywistości jest mechanizmem radzenia sobie i odpowiedzią na traumy?

Wiesz może pozabezpieczny styl przywiązania czy nadaktywny układ nerwowy nie są cechami Twojej osobowości, ale reakcjami na przeszłość? Jednocześnie ajurweda wyklucza, że dziecię jest czystą, białą i niezapisaną kartą. Rodzimy się już z konkretną konstytucją. Mają na nią wpływ nasi rodzice, ich charaktery i ciała, stan zdrowia, również psychicznego, w którym się znajdują na rok przed zapłodnieniem, podczas ciąży, w połogu i przez rok po urodzeniu. Nauka będzie mówić o hormonach stresu i już udowadnia, że te mają wpływ na płód i jego reakcje kiedy płód staje się dzieckiem poza brzuchem mamy. Wiemy też o różnych reakcjach stresowych. Jak opowiedziała mi ostatnio Aga Sobisz, która uczy neurojogi i zrobiła podyplomówkę z psychosomatyki oprócz reakcji zamarzania, uciekania i walki wyróżnia się teraz także reakcję „fold”. Zbieram te wszystkie informacje i widzę, że to, jakiej jesteśmy doszy bardzo predysponuje nas do konkretnego sposobu reagowania na stres (powiedzmy, że pitta w 65% wybierze walkę, a kapha zamrożenie lub fold). Rodzice nas kształtują, mogą mieć te same dosze w konstytucji co my, a traumy czy zaniedbania, które dotykają nas w procesie wychowania, mogą być „typową traumą pitta” lub innej doszy. Oczywiście później może nas spotykać wiele triggerów i przykrości oraz trudnych wydarzeń poza domem. Chciałam tylko pokazać mój tok myślenia, uważam, że Basia Tworek może mieć rację, ale ajurweda ma ją również. Mamy określone predyspozycje do konkretnych reakcji i osoba z przewagą kaphy nie będzie miała do tendencji NAPIERDALANIA, by czuć się wystarczającą i raczej jest małe prawdopodobieństwo, że zaniedba własne potrzeby fizjologiczne z powodu takiego ciśnienia wywieranego na samą siebie. Jej reakcja byłaby inna.

JAK NIE WKURWIŁAM SIĘ NA WAKACJACH (A MOGŁAM)

Opowiem ci teraz trochę o doszy pitta, którą mam w mojej konstytucji na miejscu drugim. Mam jej obecnie multum i pracuję z nią dużo, zanim mnie spopieli. Nie jestem co prawda pracoholiczką, ale bywam bardzo kategoryczna i sztywniutka. Uważam, że pewne rzeczy należy robić w określony sposób i już! Chcę, by wszystko działo się zgodnie z harmonogramem. Oczekuję, że ludzie będą ogarniać i dowozić. Jestem poirytowana, gdy coś wybija mnie ze znanego schematu (chociaż mam w sobie też masę vaty i ona wybija mnie najczęściej) i tak np. gdy łazienka jest zajęta, kiedy normalnie wszyscy śpią, co uniemożliwia mi mój poranny cykl czynności, para zaczyna mi lecieć uszami. Nie lubię, gdy Spotify puszcza mi piosenki sam zmieniając kolejność. Lubię, kiedy wszystko jest tak, jak ja to zaplanowałam i jestem (byłam?) świrem kontroli.

Tak, chyba raczej byłam, niż jestem. Oczywiście te cechy nie znikają! Jeśli mam pittę, będę ją mieć, ale mogę regulować pokrętłem (to pokrętło to styl życia) czy jej cechy będą szły w dobrą stronę, będę jasno formułować myśli, porywać tłumy, znajdować najlepsze atrakcje podczas wycieczki do innego miasta, czy będę poirytowana, krytyczna i niezadowolona. Ten długi wstęp jest po to, żebyś mogła się przejrzeć w tej opowieści — może masz/miałaś tak samo, a może to portret kogoś z twoich bliskich?

SHOW TIME

Aga Sobisz, z którą spędzałam ostatnie dni niesutannie mówiła mi, jak ważne jest poczucie bezpieczeństwa zbudowane na doświadczeniu i świadomości własnych zasobów. Miałyśmy super czas na Kaszubach, ale nie mogłam wrócić do Warszawy, a miałam nagrywać podcast z Paulą in Scotland — ten nick mówi sam za siebie, jak nie zdążę, Paula wróci do Szkocji i tyle. Bilety wyprzedane i na niedzielę i na poniedziałek, kiedy mam nagrywki i inne zobowiązania w Warszawie. W końcu udaje mi się ustrzelić bilet na 6:50, żeby zdążyć na pociąg, musimy wstać grubo przed 5 rano. Wstajemy, idziemy jeszcze nad jezioro. Mamy zapas czasu. Zapas ten kurczy się przed samym Gdańskiem, gdzie są przebudowy i korki. Aga sprawdzała czas dojazdu, ale okazuje się (no kto by pomyślał — dopowiada moja pitta), że droga o 4:40 to nie to samo co o 6:30. Pendolino opuszcza stację, zanim ja docieram do miasta. Robi się nerwowo. Rozważamy opcje. Aga ciągle kieruje mnie z myślenia o tym, jak beznadziejnie, że nie zdążyłyśmy, jak do tego mogło dojść, co za skandal w kierunku: poradzimy sobie, nic się nie stało. W razie czego Paula będzie w Polsce w sierpniu — nagram wtedy. Ostatecznie jak nie nagram nigdy, też nikt nie umrze. Część pracy mogę robić zdalnie i nikt w Warszawie nie zginie, jak będę we wtorek. Pies jest ze mną, więc nie obciążę domowników kolejnym dniem opieki. W ostateczności Aga proponuje, że mnie zawiezie do Warszawy i tego samego dnia wróci, bo prowadzi lekcje jogi i musi być w Gdyni na wieczór. Dobra, wydaję na paliwo, auto nie ma klimy, jest bardzo gorąco, ale jedziemy. Fajnie nam się gada, jest super. W połowie drogi Aga mnie pyta, na którą muszę być, o której jestem umówiona z Paulą? Ja wiem, że konkretna godzina nie padła, staram się więc Paulę o to zapytać i… orientuję się, że umówiłyśmy się na poniedziałek, ale za tydzień.

Robię się czerwona. Pocę się w sekundę. Nie mogę uwierzyć, że coś takiego mi się przydarzyło. Nic takiego nigdy się nie stało! Ja nie robię takich rzeczy. Czuję się winna, że zaangażowałam Agę w tę wyprawę, a jednocześnie szybko potrafię to puścić. Mamy super podróż, w Warszawie jemy razem śniadanie, po drodze omawiamy temat pod kątem zasobów, doświadczenia i układu nerwowego. Podejście Agi chłodzi moją pittę i luzuję portki. Nagrałyśmy poprzedniego dnia podcast o czuciu się bezpiecznie w ciele i czuję, że teraz mam szansę wprowadzić wszystkie te sposoby w życie. Sytuacja była stresująca, kosztowała Agę wysiłek, mnie pieniądze, ale ostatecznie jest miło i sobie poradziłyśmy.

TO BY SIĘ NIE STAŁO, GDYBY MOJA PITTA BYŁA NADAL MOCNO ZABURZONA NA POZIOMIE UMYSŁU.

Para poszłaby mi uszami dlatego, że ja pomyliłam terminy, że Aga kiepsko oszacowała czas drogi, że wszystko jest inaczej, niż miało być, a przecież… nic się nie stało. Pomyślałam o moich znajomych pittach, które dostają na łeb, bo zaplanowały sobie, jak ktoś ucieszy się z prezentu, który mu podarowały, a ten ktoś ucieszył się za mało (foch). O pittach, które wydają wystawne obiady, ale potem ktoś zachowuje się niezgodnie z procedurą i atmosfera siada natychmiast. O pitta rodzicach, szarpiących swoje dzieci, bo się guzdrzą. O pitta kochankach, którzy nie chcą się zgodzić na coś, bo to nie jest logiczne. I pomyślałam też o sobie piczce-zasadniczce, która była kiedyś szalenie zerojedynkowa i wymagająca wobec siebie i świata, by był zgodny ze scenariuszem w jej głowie.

Na szczęście zakochałam się w kimś bez grama pitty. Na szczęście poznałam ajurwedę. Na szczęście zobaczyłam tyle zaburzonej pitty w moich nauczycielach, przyjaciołach czy rodzicach, że uznałam, że to jest dopiero kontrproduktywne. Na szczęście kilka razy w życiu wypaliłam się do cna. Te wszystkie doświadczenia, nie tylko otaczania się pittami, ale także bycia pittą poniekąd zmusiły mnie do pracy nad sobą. Również szczery i bolesny feedback od moich bliskich, który pokazywał mi, że nawet jeśli mam rację, nikogo ona nie obchodzi, bo w relacjach ze sobą i światem mało kiedy chodzi o rację, a częściej o zrozumienie, rozpuszczanie napięć, luz i przepływ.

Teraz chcę podzielić się z Tobą moją wiedzą i moim doświadczeniem. Opowiem Ci o tym, jak łagodzić to palące gorąco w ciele za pomocą oddechu, diety i stylu życia, ale także, jak dać sobie prawo do beztroski, zabawy i dlaczego właśnie dla Ciebie (jeśli to, o czym napisałam to również Twoja historia) to jest kluczowe i jednocześnie tak trudne. Ponieważ przed chwilą sama zaliczyłam moment wypalenia i twórczej niemocy i wydawało mi się, że to moja vata coś nie chce ruszyć do pracy, chwilę zajęło mi zrozumienie, że kreacja i praca nie są możliwe, gdy perfekcjonizm i wysokie wymagania wobec siebie spotykają się z letnimi upałami. Szybko wdrożyłam zmiany. Odetchnęłam. Odżyłam. I zapraszam Cię na cykl 3 spotkań online — WEŹ TO NA CHŁODNO, żebyś także Ty poczuła tę ulgę. Kliknij w link, żeby poznać szczegóły.

 

 

prezentownhik kapha

Kaphie relatywnie łatwo sprawić przyjemność, ale ciężko jej tym nie zaszkodzić. Dlaczego? Bo kapha ma dużo wszystkiego, jest bardzo zasobna na wielu poziomach. To oznacza, że nie dla niej kolageny, balsamy do skóry, odżywki do kruchych paznokci czy kremy przeciwzmarszczkowe.

Kapha ma dobrą odporność, piękne włosy, skórę, paznokcie. Nie imają się jej nowe mody i pasje, jest raczej spokojna i zrównoważona, czasem wręcz konserwatywna, więc czar nowości jej nie omami. Kapha lubi swoje przyzwyczajenia, ale jest dość sentymentalna, nastawiona na rodzinne ciepło i docenia dobre jedzenie, napoje, dzieła kultury.

Więcej o potrzebach kapha mówię w ajurwedyjskim prezentowniku w moim podcaście Rurki z kremem. Odsłuchasz go na Spotify.

W tym wpisie zebrałam produkty, które przyszły mi do głowy, gdy myślałam o doszy kapha. Mam nadzieję, że dzięki linkom zaoszczędzisz czas. Tam gdzie mogę wspomóc Cię zniżką, chętnie to zrobię.


NIECH STANIE SIĘ CIEPŁO – KAPHA POTRZEBUJE ROZGRZANIA


Podobnie jak vata, kapha to zmarzluch. Nie straszny jej nawet wiatr i suchość, ale wilgoć w połączeniu z zimnem jest najgorsza. Dbamy o rozgrzanie kaphy poprzez odpowiedni ubiór, ale i jedzenie (choć o tym później).

CIEPŁO. Najprzytulniejszy poradnik osiędbania. – Tytułowe ciepło jest do uzyskania nawet w zimne i mokre, nieprzychylne kaphie miesiące. Świetny pomysł na świąteczny prezent.

CIEPŁE SKARPETKI I RAJSTOPY. Ja polecam te z dodatkiem wełny alpak lub merino. To stosunkowo tani prezent, a da wiele radości, ponieważ vata ma zazwyczaj zimne dłonie i stopy. Zadbaj też o rękawiczki, to kolejny pomysł, który sprawdzi się w przypadku ukochanych osób typu kapha.

CZAPKA. Jeśli wełniana, to weź tą marki Kopyto. Z kodem „CIEPŁO” wyhaczysz ją 12% taniej.

CIEPŁA BIELIZNA. Majtki z wysokim stanem, wełniane body, bielizna termiczna. Zdecyduj czy bardziej sprawdzą się ciepłe legginsy czy pięknie skrojone body z merino.

TERMOFOR Z PESTKAMI WIŚNI. Uszyj go sama lub zamów w Plantule Pillows. Nagrzewa się go w mikrofalówce lub piekarniku. Można dogrzewać się nim w łóżku lub siedząc przy biurku. Elektryczny koc to również dobry pomysł.

BUTELKA TERMICZNA. Może to być również termos, kubek termiczny lub cokolwiek, co pomoże Kaphie pić ciepłą wodę i napary małymi łyczkami (dlaczego to takie ważne pisałam tu – klik).

ZESTAW NA ZATOKI – rozgrzewająca poduszka na zatoki plus olejek od Klaudyny Hebdy. | KOD: BLIMSIEN15 daje 15% zniżki


DELIKATESY DLA kapha


Kapha jest łasuchem. Uwielbia jeść, a słodkie to jej temat. Nie poprawi to jej stanu, ale jest bardzo przyjemne. Chcesz, żeby było lepsze? Wybierz słodycze z cynamonem, kardamonem, goździkami, dodatkiem imbiru. Wspomogą kaphę. Unikaj olejów, tłuszczów i maślanych ciasteczek. Kapha może napić się kawy bez wyrzutów sumienia, więc to również niezły pomysł. Ziołowe herbatki? Rozgrzewające, osuszające, dodające wigoru lub moczopędne.

PRZYPRAWA KAPHA CHURNA – Kapha Churna autorstwa Maharishi Ayurveda to ostry, pikantny i lekko ognisty melanż przyprawowy z imbirem i pieprzem, wspierający równowagę Kapha-Dosha.

MIGDAŁY W CZEKOLADZIE Z CYNAMONEM – świąteczny przysmak, który ucieszy.

ŚLIWKI W BELGIJSKIEJ CZEKOLADZIE Z CYNAMONEM – idealne do zjedzenia pod kocem.

MIÓD Z CYNAMONEM – miód to jedyny słodzik, który jest odpowiedni dla kapha. Według ajurwedy cjest rozgrzewający. Spożywa się go zawsze na surowo. Ten jest z dodatkiem cynamonu.

MIÓD LIPOWYKOD: BLIMSIEN10 daje 10% zniżki

CYNAMON CEJLOŃSKI – idealny do wypieków, jako dodatek do kawy czy herbaty albo słodkiego śniadania.

HERBATA DLA KAPHA – Ma działanie rozgrzewające, ale również poprawia nastrój i stymuluje do działania.

HERBATA SWOBODNY ODDECH – kapha miewa problemy z układem oddechowym, a skład tej herbatki pomoże je przezwyciężyć.

HERBATKA RADOŚĆ ŻYCIA – skutecznie rozgrzeje wymarzniętą kaphę.

HERBATKA NA TRAWIENIE – przyda się każdemu w te święta.

KUBEK PORCELANOWY Z SITKIEM – przyda się, by zaparzyć ciepły napar


RELAKS I PIELĘGNACJA DLA KAPHA


W przypadku kaphy sprawdzą się akcesoria, które usprawniają krążenie krwi oraz limfy. Pomogą zwalczyć obrzeki, zredukują zastoje wody i dodadzą energii.

MATA DO AKUPRESURY – poprawia krążenie, rozluźnia napięte mięśnie, relaksuje. Ja używam podlinkowanej i nie widzę powodu, by przepłacać.

SZCZOTKA DO MASAŻU SKÓRY NA SUCHO – Naturalna szczotka do masażu na sucho i mokro z odczepianą rączką. Wykonana z drewna bukowego i naturalnego włókna kaktusa agawy.

CZYŚCIK DO JĘZYKA – pomoże zadbać o higienę jamy ustnej i usunąć nadmiar „śluzu”.

MYDŁO Z CYNAMONEM – zamiast łakoci o korzennym zapachu równie dużą przyjemność mogą zapewnić kosmetyki.

PEELING DO CIAŁA O ZAPACHU ŚLIWKI

KONOPNA RĘKAWICZKA DO PEELINGU

CHAŁWA – PASTA PEELINGUJĄCA

MYDŁO ZIMOWE

PEELINGUJĄCE MYDŁO Z ZIARNAMI CZARNUSZKI KOD: BLIMSIEN10 daje 10% zniżki

MAŚĆ TYGRYSIA – na zatoki i przy przeziębieniach

Olejki eteryczne? Wybierz cytrusowe dla pobudzenia i ożywienia, ale także takie, które dodane do gorącej wody mogą pomóc odetkać zatoki czy pomóc przy przeziębieniu. Na te od Olini jest 10% zniżki z kodem. BLIMSIEN10

OLEJEK POMARAŃCZOWY – doda energii

Olejki ożywiające/przeciwprzeziębieniowe:

tymiankowy

goździkowy

kamforowy

eukaliptusowy

PŁYTKA GUA SHA – pomoże uporać się z obrzękami twarzy, dla kaphy lepsza niż roller

ŚWIECA O ZAPACHU CYNAMONU

ŚWIECA O ZAPACHU SZAŁWII I DREWNA

PACHNĄCA ŚWIĘTAMI ŚWIECA DLA KAPHA


INNE


I nie mniej ważne! Kapha jest sentymentalna. Zrobisz jej przysługę nie zagracając jej przestrzeni, bo to, co jej podarujesz, może mieć przez kolejne 30 lat. Kapha jest serdeczna i towarzyska i chociaż nie lubi próbować nowych rzeczy z pewnością chętnie zostanie zaproszona do restauracji, być może na wydarzenie kulturalne (teatr? filharmonia? opera? wystawa malarstwa?). Ucieszysz ją Ty! List z życzeniami, w którymi doceniasz jej miłość. Coś ręcznie robionego (konfitura? sok z owoców? czapka?). Kaphy bywają domatorami, więc może ucieszyć je seria dobrych książek czytanych pod kocem, dostep do streamingu, by mogły słuchać słuchowisk, oglądać filmy i seriale czy słuchać ulubionej muzyki. A może piękny album na zdjęcia, w który wkleisz Wasze wspólne chwile? fotoksiążka? Coś, co sprawi, że kapha, która na co dzień nie stawia się na pierwszym miejscu i woli być „backstage person” poczuje się doceniona i zauważona. Należy się jej to! Kaphy są wspaniałe. To również mogą być gry planszowe czy karciane i wszystko, co da się robić razem ale w komforcie. Karnet na ściankę wspinaczkową może nie być trafionym prezentem. Chodzi o więzi.


Niektóre kody zniżkowe działają na zasadzie afiliacji. Niektóre linki kierują do mojego sklepu. Inne zniżki lub linki są przeze mnie dodane bo pasują do doszy vata, a ja nie czerpię z nich korzyści. Wszystkie kody ze zniżkami, którymi dysponuję znajdziesz zawsze w zakładce O BLIMSIEN.


 

Black Friday był mi równie obojętny, jak inne mega-giga przeceny i zaproszenie do konsumowania jeszcze większej ilości dóbr. Trzymam się zasady mądrego wydawania i kupuję rzeczy tylko wtedy, gdy naprawdę są potrzebne albo coś się skończyło. Może niesłusznie. Może faktycznie warto zrobić zapas kosmetyków, których i tak się używa lub pomyśleć już teraz o prezentach. Nie jestem łowczynią promocji, bo często pobudzają nas do zachowań konsumenckich, które nie są dla nas korzystne. Na tym mogłabym skończyć mój wywód, w tym roku jednak mam dla Ciebie zniżki do marek, z którymi stale współpracuję. Nie ma w tym grama szachrajstwa.

.