Maj zaczęłam majówka, co brzmi absurdalnie, ale nigdy nie jest oczywiste, gdy prowadzi się własną DG. Pojechaliśmy na chwilę do Szczecina i zahaczyliśmy o Lubsko, więc wróciliśmy obładowani skarbami ze sklepów ze starociami – żyrandolem do łazienki, dwoma wazonami i innymi szpargałami. A na tym zdjęciu siedzę sobie na dachu samochodu i jestem taka, jaką lubię siebie najbardziej – naturalna, poczochrana i rozmarzona od gapienia się w tańczące czubki sosnowego lasku okalającego jezioro.

sosny

Kto by się nie rozmarzył?

Niechętnie mówimy w internecie o swoich niepowodzeniach. Pamiętacie jak na początku pandemii wpłaciłam zaliczkę za ziemię na wsi i… zostałam z niczym? Właściwie nie z niczym, bo od tego czasu w Szczecinie ciągle czekały na mnie sadzonki lawendy z ogrodu mojego taty. W tym roku udało mi się je w końcu zabrać, ale ponieważ nieuczciwy sprzedawca, gwizdnął kasę i rozpłynął się w powietrzu, wysadziłam je na pobliskim warszawskim nieużytku. Dziś codziennie podglądam jak buszują w nich trzmiele (kto jeszcze czuje się oszukany, że bąk to w istocie trzmiel?).

Chwilę później postanowiłam schronić się przed światem w Krakowie. To było bardzo ożywcze doświadczenie, nie byłam tam lata, co za tym idzie od bardzo dawna nie widziałam na żywo mojej przyjaciółki. I Kraków wydał mi się kochany i piękny.

Nie wiem, czy jeszcze to pamiętacie, ale w maju restauracje były pozamykane! Już prawie się rozpędziłam pisząc, że nie wiem, jak to się stało, ale jadaliśmy tylko w domu i nie przywiozłam krakowskich polecajek. Było tak jednak dlatego, że panowały obostrzenia. Za to ja niewiele w związku z tym straciłam, bo moja przyjaciółka Sara świetnie gotuje.

W poprzednim wcieleniu byłam przekupą na targu. Jestem tego prawie pewna.

Wszystkie moje późnowiosenne śniadania mogłyby wyglądać właśnie tak.

Wizyta u Sary zainspirowała mnie na tyle, że zapragnęłam kupić trochę nowych książek kulinarnych. The Bowl book to pięknie wydana pozycja wyprodukowana przez Natalię Kusiak i Nat Kontraktewicz. Jest przepięknie wydana i zawiera przepisy na roślinne dania w misce. Nadal jestem pod wrażeniem, że dziewczyny wydały taką księgę w cenie 99 zł. Przepiękna rzecz.

Chociaż jeśli chodzi o mnie, wiosną i latem najczęściej wygrywa prostota.

A kiedy w końcu otworzyli znów restauracje i bary, wybraliśmy się na wytęsknione śniadanie do Mozaiki. Pisałam o nich kiedyś już we wpisie Tanie śniadania i fajne miejsca na Mokotowie. Tym razem jednak okazało się bardzo rozczarowujące.

W przerwie pomiędzy pisaniem książki i komercyjnych tekstów udało mi się również przeczytać Jak kierować myślami? Co prawda to pozycja o autohipnozie, ale przez większość stron autor objaśnia, jak działa nasz mózg. Bardzo ciekawe. Sformułowanie „przyciągasz to, o czym myślisz” nabrało dla mnie całkiem nowego znaczenia w kontekście nieustannie wzbudzanych ścieżek neuronowych.

I choć dla większości kwiatem maja jest bez, ja w tym roku zakochałam się w rumianku!

Rumianek kupowałam w kwiaciarni (głupia), zrywałam przy polnych drogach i rumianek piłam. Jego kojący zapach i słodki, siankowaty smak tuliły mnie zarówno w gorsze, jak i lepsze dni.

Nie uwierzycie, ale ja nadal próbuję jeździć samodzielnie autem. Mimo wszystko robię to stanowczo zbyt rzadko, by doświadczyć pełnego sukcesu.

Uwielbiam te chwile, kiedy niebo jest jeszcze w letniej sukience, ale we włosy wpina już złotą monetę księżyca.

Może i maj jest nieco kiczowaty, ale ja nieustannie poddaję się jego niewyrafinowanemu urokowi. Jest jak chłopak, który jako pierwszy podobał ci się w gimnazjum. We włosach ma żel, nie ma jeszcze wąsa, za to ma już smagłe, lekko umięśnione ramiona. Nic nie wie o życiu, o dziewczynach, o niczym, może tylko z wyjątkiem gry w kosza. A tobie i tak miękną kolana i jesteś w zachwycie. Taki jest właśnie maj!

A to słuchajcie jedyne zdjęcie, które mam z sesji z Natalią Miedziak Skonieczny. Wstałyśmy z Agnieszką Wanat jak wariatki, o trzeciej w nocy, żeby dotrzeć na pokrytą rosą plażę. Pierwszy raz w życiu pozowałam nago, ale Natalce z pokazaniem tych zdjęć światu spieszy się mniej więcej tak, jak mi z migawkami z maja, które opisuję… uwaga 30 dnia czerwca (i niech Was nie zmyli, że wiszą w maju, przesunęłam je chwilę po publikacji).

Skrzypek na dachu.

I już, to wszystko. Adios maju! Do zobaczenia za rok.

...

1 Comment

Dodaj komentarz

.