_MG_3860

Kiedy na początku roku obiecałam sobie, że na 12 miesięcy odpuszczam kontrolę, słucham intuicji i reaguję żywo na to co się dzieje tu i teraz, nie spodziewałam się jeszcze jak duże zmiany zajdą w moim życiu.

Jeśli podchodzisz do zobowiązań wobec samej siebie serio, te zmiany są naprawdę duże i znaczące. Odbywają się gdzieś poza Twoją wiedzą, transformują w brzuchu i potem po prostu stają się sposobem reagowania. Przykład? Nie jesteś w stanie oszukiwać siebie. Oczywiście nie wszystko jest jasne i klarowne wiele razy mylę się co do czegoś lub kogoś, ale nie umiem już być blisko rzeczy, ludzi, sytuacji i zjawisk kiepskiej jakości. Po pół roku zaliczyłam nagły odpływ relacji w moim życiu. Szybkie cięcie, które wydarzyło się na głębszym poziomie. To nie jest tak, że sobie postanawiasz „oh, teraz już nie będę kolegować się z tym i tym”. Po prostu nagle czujesz niechęć na samą myśl o spotkaniu. Odpływasz. Twoja energia jest już całkiem gdzie indziej.

Ku mojemu zaskoczeniu, moja dusza zaczęła fikać i poczułam wielką, bardzo naturalną chęć do pozbycia się rzeczy. Przestałam liczyć każdą złotówkę (i o dziwo właśnie wtedy żadnej mi nie zabrakło) a moje potrzeby materialne przestały być takie ważne. Przestały mnie podniecać nowe kolekcje w sieciówkach (a jako projektantka trzymam rękę na pulsie i zawsze potrafię zachwycić się nowym trendem, moodboardem, pomysłem na stylizację co zwykle przekładało się na osobiste zachcianki), kosmetyki, których używam to jakieś absolutnie śmieszne minimum (kremu do twarzy używam około 3 razy w tygodniu, nie mam kupnego peelingu, nie potrzebuję toniku, prawie się nie maluję, więc kolorówka to totalny basic). Przestałam robić wielkie zakupy spożywcze. Aż w końcu pod wpływem impulsu postanowiłam zmienić swoje dwu pokojowe mieszkanie z widokiem na góry, w mojej ukochanej dzielnicy Krakowa (za to mieszkanie totalnie obleśne, zaniedbane i zwyczajnie skłoterskie) na mały pokój podnajmowany u kogoś, w mieszkanku przy ulicy, która wygląda jak wyciągnięta z Łodzi.

To oznacza, że pozbędę się resztki umów (poza umową o pracę), która trzyma mnie w jednym miejscu w Krakowie. Pozbędę się też swoich mebli, których mam jeszcze trochę po rozstaniu z P. pozbędę się dużej ilości książek, ubrań, sentymentalnych pamiątek, figurek i tak dalej. Tak naprawdę redukując mieszkanie do małego pokoju, muszę pozbyć się co najmniej połowy swoich rzeczy, do których jestem przywiązana i które nie wzięły się w moim życiu znikąd. I mówiąc szczerze odczuwam wielką ulgę.

Wychodzę ze swojej strefy komfortu, zostawiam rzeczy, zostawiam potrzeby, zostawiam znane widoki, sklepy, sąsiadów, wydeptane drogi. I jestem pewna, że to tylko podniesienie kotwicy i nadal jestem w porcie, ale że to zwiastuje większe zmiany w moim życiu. Co jest dość przerażające, bo przez te siedem miesięcy już bardzo wiele się wydarzyło.

Bardzo polecam Wam taką podróż wgłąb siebie. Wtedy wszystko przychodzi naturalnie. Zmiany dzieją się na głębszym poziomie i sami intuicyjnie wybieramy to co nam służy. Co jest potrzebne. Na swoim przykładzie mogę powiedzieć, że żyję teraz o wiele prościej ale o wiele głębiej. Mam mniej wszystkiego, ale jakość tego jest niesamowitej próby. I podoba mi się to. I jest o wiele łatwiejsze niż sobie wyobrażałam. W tym roku nic nie jest wygodne. Ale rosnę. Czuję, że rosnę zarówno w korzeniach (co rozumiem jako stabilność, świadomość siebie, ugruntowanie) jak i w liściach (co rozumiem jako umiejętność bycia tu iteraz,dostosowywanie się do warunków i zmysłowe przeżywanie chwili).

Zdjęcie: Marek Petraszek

...

13 komentarzy

  1. płyniemy ramię w ramię zatem Blum – mam tak samo jak Ty w tym roku. trochę się boję, trochę mnie to wszystko zaskakuje, ale w ogólnym rozrachunku – jest naprawdę dobrze

  2. daj zank jak się będziesz pozbywać. Chcę tiulową kieckę i te kwiaty na głowę 😀 <3 <3 <3

  3. Blum

    oko – ojej jaka ona sliczna! A to komplement. Będę ją obserwować! Dzięki!

  4. Blum

    Anonim – Oh damn wianka sie juz pozbyłam, a kieca jedzie ze mna bo nią obskakuje wszystkie takie dziwaczne eventy 🙂

  5. Buziaki Blim! Jestem na tej samej drodze

  6. Mistrzyni przeprowadzek aka Pani Walizkowa

    Piękne zdjęcie. Gromadzenie szpargałów nie jest fajne, takie „pamiątki” tylko trzymają nas w przeszłości i blokują przed zmianą. Jeśli ma się dużo gratów to podświadomie jesteśmy przykuci do miejsca myśląc „jak ja to wszystko spakuję, lepiej nie będę się przeprowadzać”. Ja mam zasadę, że mogę mieć tylko tyle rzeczy ile wejdzie do jednej większej taksówki, nic poza tym.
    Przeprowadzki są super, trochę stresujące ale tez przynoszące wiele dobrego i nowego. Powodzenia.

  7. Blum

    Pani Walizkowa -ale ja jestem rakiem domatorem. Ja lubię czuć się u siebie. Właśnie sobie przypomniałam, że mam w domu wielką i ciężką maszynę do pisania, której np nie chciałabym się pozbyć, bo ją kocham 😉

    Ale mam w tym mieszkaniuteż bardzo wiele rzeczy, które mam, bo ono było tak bardzo brzydkie, że chciałam zakleić każdy kawałek ściany i zastawić każdy kąt. Teraz już ich nie potrzebuję!

  8. A ja zapytam z innej beczki: Jestem strasznym control freakiem i mimo lat terapii, medytacji, rozmów z mądrymi ludźmi i innych eksperymentów nie mam pojęcia jak ugryźć temat. Mówią :”odpuść dziewczyno” a ja nawet nie wiem, w którym miejscu 'to’ trzymam. Widzę efekty, które mnie zżerają od środka i nie wiem jak z tym pracować.
    Jak Ty odpuszczasz? Jak pracujesz z tym dziwnym odruchem nadzorowania świata?

  9. Kochana ! Zaadoptuję Twoje książki z których wyrosłać, mam dla nich specjalny pokoik 🙂 Co Ty na to ?

  10. Blum

    Mandragora – szczerze mówiąc myślę, żeby popracować nad tym z terapeutą, bo radzę sobie mocno średnio w tym obszarze. Tzn radzę sobie turbodobrze kiedy jestem sama i wszystko zależy ode mnie. Ale im więcej ludzi (praca w zespole, albo o zgrozo związek) tym bardziej czuję się zaniepokojona i chcę uciekać z tej sytuacji.

    Mam też skłonności do takiego wszystko albo nic. Wszystko kontroluję albo nic nie kontroluję. Muszę popracować z tym, bo potrzeba kontroli strasznie źle robi życiu.

  11. Nie wiem czy to efekt Zlotu czy jakaś faza gwiazd ale mam podobnie. Też posprzedawałam kilka rzeczy. Skupiłam się na minimalizowaniu mojej przestrzeni. Chcę być bardziej z sobą. Odpuszczam więcej pierdołowatych zadań. Nie wszystkim się to podoba , bo np. dziennie w moim domu nie ma obiadu i mąż musi dojadać chlebem. Trudno. Mi z tym dobrze a, że nie jestem super matką polką i multitasking żoną. Leje na to. Jestem autentyczna.

  12. Blum

    Anna – ostatecznie mąż też ma ręce. Mógłby on robić codziennie 😉

Leave a Reply

.