Kiedy byłam małą dziewczynką, nie mogłam doczekać się prezentów na urodziny, dzień dziecka, czy tych pod choinką. Dziś rozumiem, że powodowane to było niedostępnością. Nie miałam własnych pieniędzy, kieszonkowe było na tyle niskie, że nie było szans uzbierać na przedmiot pożądania, a moi rodzice byli oszczędni. A przynajmniej bardziej niż musieli być. Do dziś mam ambiwalentne uczucia względem edukacji finansowej, którą obrałam w domu. Jeśli porównam ją z tym, jak dziś się czuję z pieniędzmi, wiem, że mogłabym pozwalać sobie na więcej i z większą przyjemnością. Dużo wewnętrznej walki kosztuje mnie, by zafundować sobie przyjemność. Z drugiej strony mam w rodzinie dzieci, które nie piszą listu do św. Mikołaja, bo jak same znudzone przyznają „mogą mieć wszystko kiedy tylko zechcą, więc nie mają akurat potrzeb”. Robi mi się wtedy smutno, bo wydaje mi się, że ten rodzaj napięcia związany z oczekiwaniem na coś, jest jednak bardzo miły. Jako dorosła mam obecnie podobnie do tych dzieci. Może nie mogę mieć wszystkiego, co tylko wymyślę, ale też nieczęsto marzę o rzeczach skrajnie drogich, bo wiem, że luksus to sprzedawanie poczucia przynależności do elitarnego klubu, a ja tego poczucia kupować nie potrzebuję, mój luksus leży gdzieś indziej. Mogę pozwolić sobie na własne zachcianki, choćby i drogie, głównie dlatego, że jestem gospodarna na co dzień i umiem odkładać (jak już wyznałam, wydawanie idzie mi znacznie gorzej). Co więcej, nie cieszą mnie zazwyczaj prezenty, bo choć minimalistką się nazwać nie mogę, bardzo świadomie wybieram przedmioty, którymi się otaczam. Jest duża szansa, że dostanę coś, czego sama bym nie wybrała i będzie leżeć, a ja będę zła. To wszystko sprawiło, że moje myśli kołowały wokół pojęcia „udany prezent” i oto czym jest on dla mnie.

UDANY PREZENT, CZYLI JAKI?

Podzieliłabym kategorię udanych prezentów na kilka grup.

PREZENT POZA ZASIĘGIEM FINANSOWYM

Niektórzy uważają, że nie wypada przyjmować drogich prezentów lub takich, których nie mamy szansy odwzajemnić na tym samym poziomie. Uważam, że daje się prezenty z serca, a nie by dostać dokładnie tyle samo, zatem jeśli ktoś ma chęć i możliwość kupna drogiego prezentu, dlaczego miałby tego nie robić? Często takie prezenty cieszą najbardziej z powodu wspomnianej przeze mnie niedostępności. Jeśli marzę o wałku do jogi za 300 zł, porządnej macie, pięknej zastawie, albo drogim komplecie pościeli, ale na co dzień jest wiele ważniejszych wydatków, jestem przekonana, że taki prezent może dać wiele radości. O ile oczywiście dajemy go z serca i wiemy, o czym marzy i czego potrzebuje osoba obdarowywana. Z takich prezentów cieszą się dzieci, nastolatki i każdy, kto nie może sobie pozwolić na coś, co dałoby mu wiele radości. Jest jednak haczyk — osoba, która daje prezent, musi mieć pewną swobodę finansową (a nie szarpnąć się nań w imię zastaw się, a postaw się), mieć czyste intencje, a obdarowywany powinien mieć przepracowany temat otrzymywania. Nie każdy umie przyjmować czy to prezenty, czy komplementy. Jeśli prezent miałby rodzić poczucie ciężaru czy wyrzuty sumienia, nie spełni swojej roli.

INNY NIEDOSTĘPNY PREZENT

Kwota nie jest jedynym czynnikiem, który sprawia, że dana rzecz może być niedostępna. Niedostępny prezent to może być literacki biały kruk, produkt spożywczy, którego nie ma w miejscu, w którym się mieszka, ręcznie robiona rzecz, unikatowy przedmiot wyszperany na targu staroci czy coś stworzonego samodzielnie. Mnie obecnie najbardziej ucieszyłyby różnego rodzaju wyszperane na starociach sztućce, a zwłaszcza deserowe łyżeczki w kształcie muszli i duże, głębokie łyżki z patyną. Potrzebuję ich do kulinarnych zdjęć i chociaż nie są wcale drogie, uradują mnie o wiele bardziej niż np. perfumy.

PREZENT, KTÓRY MÓWI, ŻE ZNASZ OSOBĘ OBDAROWYWANĄ

Nie chodzi o jego wartość materialną, dostępność ani nic w tym stylu. Chodzi o to, że prezentem nie jest przedmiot, ale świadomość, że darczyńca zna wnętrze obdarowywanego. Słucha go uważnie, wie, czego mu trzeba, co lubi, o czym marzy, a za czym nie przepada. Być może kiedy sami zaspokajamy swoje zachcianki poczucie, że ktoś jest na nas uważny, jest właśnie najpiękniejszym prezentem. Często to prezenty typu „nie widziałam, że coś takiego istnieje, ale gdybym wiedziała, bardzo chciałabym to mieć”. W mojej internetowej sondzie do najgorszych prezentów zaliczałyście głównie te, które mówią, że obdarowywany nie zadał sobie trudu, żeby o Was pomyśleć — kolczyki dla kogoś bez dziurek w uszach, bezpłciowe piżamy, durnostojki, ale też wszystkie prezenty, z którymi nie wiedziałyście później, co zrobić, bo były nieprzydatne i nie w Waszym guście.

TWOJA ENERGIA W PREZENCIE

Jeśli ma się wystarczająco dużo pieniędzy i/lub przedmiotów, prezentem może być coś wykonanego odręcznie. Pamiętam jak bardzo nie lubiłam tego typu prezentów kiedy byłam dziewczynką i nie miałam pieniędzy, za to miałam wiele materialnych pragnień. Słoik dżemu nijak nie przybliżał mnie do butów sportowych za 300 zł, o których marzyłam jako nastolatka. Nie sądzę, żeby to był przejaw materializmu, zwyczajnie nie byłam wtedy w stanie samodzielnie zaspokoić swoich pragnień i potrzeb. Teraz kiedy już jestem, bardzo lubię te wszystkie własnoręcznie kręcone kremy czekoladowe, domowej roboty przetwory, odbitki zdjęć, ręcznie oprawiane książki, a nawet coś, co należało do bliskich mi osób, a teraz chcą, by służyło mi. Dostałam kiedyś używany pierścionek z sieciówki (ale bardzo w moim guście) i przeczytaną przez kogoś książkę, która mu się ze mną kojarzyła. To były udane prezenty.

PRZEŻYCIA

Mieć czy być? Dla jednych to od zawsze łatwe do rozsądzenia, dla mnie zawsze było trudne. Byłam, bo nie było mnie stać, żeby mieć. Długo mi się to później odbijało czkawką gromadzenia przedmiotów i chyba do dziś nie jestem od niej wolna. Dopiero od kilku lat umiem wydawać na doświadczenia i wiedzę czy umiejętności zamiast rzeczy. Być może trzeba mieć poczucie bezpieczeństwa, by móc doceniać coś, co nie jest materialne — z pewnością tak było w moim przypadku. Teraz chętnie wydaję na warsztaty, ale i doświadczenia. Jak już wyznałam, jestem bardzo wybredna jeśli chodzi o przedmioty i zazwyczaj wolę wybierać je dla siebie sama. Dostałam na urodziny jednak warsztaty tworzenia własnych perfum i był to jeden z najwspanialszych prezentów! Na pewno sama też sprezentuję komuś taką przygodę. Ja poleciłabym też warsztaty ceramiczne (jeśli w Warszawie to koniecznie w Paititi Holisticstore), a w przyszłym roku sama wybieram się na warsztaty z renowacji drewnianych mebli! Voucher na takie warsztaty można kupić np. na feblik.pl Ja zamierzam odrestaurować stół do naszej kuchni, ale przyglądałam się również warsztatom z haftu i kaligrafii. Chętnie wybrałabym się też na zajęcia z linorytu. Oczywiście wcale nie trzeba być rękodzielnikiem z zamiłowania — można podarować komuś karnet na ściankę wspinaczkową, voucher na skok ze spadochronem albo masaż ciepłymi kamieniami.

Jestem ciekawa, jak to jest u Was. Odczuwacie presję związaną z dawaniem idealnych prezentów? Wolicie dawać czy dostawać? Czy wraz z mijającym czasem zmieniło się wasze podejście do prezentów? A może najchętniej w ogóle zdelegalizowałybyście okazje do obdarowywania się, bo tworzą niepotrzebny przymus?


 

...

1 Comment

  1. Lubię obdarowywać bliskich prezentami, szukać, wybierać. Sprawia mi to dużo przyjemności. Sama z kolei nie przepadam za dostawaniem prezentów, bo rzadko kiedy dostaję, nawet od najbliższych, coś co mi się podoba. Czasem bywało mi przykro z tego powodu, bo miałam wrażenie, że dostaję prezent na „odwal się” i wolałabym już nie dostać nic. Niemniej jednak uważam obdarowywanie się nawzajem prezentami za miłą rzecz 🙂

Dodaj komentarz

.