Tag

relaks

Browsing

lista rzeczy do zrobienia

Lista rzeczy do zrobienia, kupienia, oddania, przeżycia to jedno z moich ulubionych narzędzi, które pozwalają mi odzyskać przestrzeń w głowie. Jeszcze kilka lat temu z pewnością pisałabym o tym, że dzięki takim listom można zwiększyć produktywność i być bardziej efektywnym, ale odkąd przeczytałam książkę Nie rób nic – nie są to dla mnie dłużej ani zalety, ani argumenty. Korzystam z list do robienia i z protokołów dlatego, że mnie ugruntowują i dają wytchnienie mojemu umysłowi.

fot. Zuzanna Szamocka

Lipiec był u mnie intensywny i to wpisuje się w kanon pracowitych lat, gdzie sezon rozpoczynam przeprowadzką. Tym razem jednak już od końca kwietnia nie miałam domu i przenosiłam się z miejsca na miejsca z psem i całym psio-ludzkim majdanem.

Przez większość czasu moje życie wyglądało mniej więcej tak. To uświadomiło mi, że nadmiar przemieszczania się i podróżowania nie sprzyja u mnie pobudzeniu kreatywności, a wzmaga niepokój, podnosi vatę i sprawia, że moje ciało się spina. Wiedziałam to od dawna, ale teraz mogłam doświadczyć na własnej skórze i upewnić się, że rutyna, bezpieczny port i powtarzalność są moją bazą do lotu w kosmos.

Domowe sposoby na ból pleców – Tru Plus Elektrostymulator

Dźwiganie gratów, obce łóżka i spanie na dmuchanym materacu odbiły się na stanie moich pleców. W ruch poszło urządzenie od TRU+ o którym pisałam TU. Oczywiście wszędzie też przemieszczałam się wszędzie z poduszką z gryki i tylko to sprawiło, że jako tako jestem w jednym kawałku. Teraz już na spokojnie zapisałam się do mojego fizjoterapeuty Marcina z Projekt Masaż, żeby mnie poukładał od nowa. Wystarczy obciążać daną część ciała, żeby reszta chciała to wyrównać, często powodując kolejne napięcia. Potem wszystko idzie jak domino, dlatego dbam, zanim zmiecie mi ostatnią kostkę i będzie game over.

A kiedy już udało nam się wprowadzić, kilka dni później okazało się, że ja i nasza suczka musimy się przeprowadzić w inne miejsce, bo Radża pracował z osobą zarażoną COVID i miał kwarantannę. Mnie przed wspólną posiadówą uratował wyjazd, który rozdzielił nas przed całym zdarzeniem. Na szczęście test potwierdził, że nie ma korony, no ale przymusowa banicja wprowadziła jeszcze więcej zamieszania.

Nasze mieszkanie nadal w dużej mierze wygląda tak. Nie mamy lodówki ani pralki. Nie mamy też szafy i nie rozpakowaliśmy kartonów (bo nie mamy gdzie trzymać rzeczy).

Za to mamy łazienkę! I może nie jest w 100% skończona, ale mogłam rozłożyć kosmetyki, a prysznic jest wielki i fantastyczny. Całą metamorfozę mieszkania pokażę w osobnym poście, na razie małymi kroczkami zmierzamy do celu.

Pamiętacie mój archiwalny wpis o tanich śniadaniach i fajnych miejscach na Mokotowie (klik)? Nic się nie zmieniło! W Mozaice nadal dobrze i tanio karmią.

Oto dowód.

W lipcu przekonałam się też, że minimalizm jest przereklamowany. Przynajmniej dla mnie! Żyjąc o 5 sztukach odzienia, ciągle czegoś mi brakowało, za czymś tęskniłam, jedno się suszyło, drugie się prało, a mi ciągle było za ciepło, za zimno, a stopa po 3 miesiącach chodzenia w 2 parach butów na zmianę złapała przykurcz (buty w rozmiarze 38, które są ok od czasu do czasu, nie nadają się jednak do noszenia non stop gdy ma się rozmiar 38,5 – no, a przynajmniej w lewej stopie). Także często miałam poranki z gatunku – nie mam w co się ubrać – tym razem całkiem dosłownie. W ciepłe dni koszulki po prostu schły bezpośrednio na mnie.

Lipiec to czas, kiedy mogę pochwalić się efektami mojego drugiego skin coachingu w życiu. 5 lat temu zaufałam Blance Społowicz i pisałam o tym tu (klik). W tym roku coś ostro nie grało ze skórą mojej twarzy i w końcu skapitulowałam i udałam się po profesjonalną pomoc. Nie chcę sama tłumaczyć, na czym polegał mój problem i jaką mam rutynę pielęgnacyjną, ale jeśli jesteś ciekawa, to przeczytasz o tym bezpośrednio na blogu Blanki (klik).

A kiedy już mogłam rozpakować kosmetyki, odnalazłam karton z brązującym balsamem i samoopalaczem w płynie. Tego drugiego używam do twarzy i bardzo lubię, bo jest łatwy w obsłudze i daje bardzo naturalny efekt, a teraz używam mocnych filtrów, więc jestem blada (zdecydowanie wolę siebie w opalonej wersji). Ten kosmetyk nie jest tani, ale jest wart swojej ceny. Po cichu mam tylko nadzieję, że nie wejdzie w kolizję z moją reaktywną ostatnio cerą.

Bardzo niewygodny z powodu mieszkania i bardzo aktywny miesiąc obfitował również w wyjazdy solo.

I tak np. uczyłam się masować, diagnozować z języka i pulsu oraz gotować po ajurwedyjsku.

Wszystko to w pięknych okolicznościach przyrody i z zerowym zasięgiem sieci. Bardzo doceniłam offline.

W moim mieście również dużo bywałam w naturze. Tropię dzikie miejsca w Warszawie.

A wcześniej udało mi się dotrzeć na Warmię. To część mojego pomysłu, by stworzyć mapę miejsc i punktów, gdzie można osięzadbać. Taki przewodnik z rekomendacjami chciałam stworzyć już w zeszłym roku. Zrobiłam plany i… przyszła Korona. Wiele z tych planów przepadło, ale też coś zostało. O wyjazdach ze Slow Living Poland napiszę osobny tekst, tymczasem zostawiam Wam namiar już teraz, bo może zechcecie skorzystać jeszcze tego lata!

Ja wybrałam wyjazd na Warmię, gdzie atrakcjami była joga i koncerty mis tybetańskich! Wspaniałe doświadczenie. Pojechałam sama. Nie mam auta, zabrałam się z dziewczynami z Warszawy i podzieliłyśmy się kosztami paliwa. Chcę Was bardzo zachęcić do takiego podróżowania solo. Dawno, dawno temu w Krakowie, wydawało mi się, że jak nie jadę gdzieś z partnerem, to powinnam siedzieć w domu. A on nie miał czasu, żeby podróżować. Dziś już nie czekam aż partner lub ktoś ze znajomych będzie podzielał moją chęć czy pasje – nie każdego musi bawić joga, wodne sporty lub cokolwiek innego, ale to nie powinno powstrzymywać mnie.

Pomysł wyjazdów ze Slow Living polega na połączeniu czegoś dla ciała z czymś dla ducha, pysznym jedzeniem i naturą. Dla mnie to kombinacja idealna!

Miałam też przyjemność odwiedzić leśna spa. Było tak dobre, jak słyszałam!

fot. Zuzanna Szamocka

Poza wyjazdami badałam też inne inicjatywy. Yoga Brunch organizowany przez SSU odbywa się w Warszawie i na Helu. Dostaniecie tu pięknie zaserwowaną jogę i śniadanko.

fot. Zuzanna Szamocka
fot. Zuzanna Szamocka

Dopiero tam nauczyłam się sztuczki, żeby robić zakładkę na macie, jeśli muszę na niej przyklęknąć. Wcześniej zawsze używałam koca lub po prostu cierpiałam męki (jestem koścista i mi twardo).

fot. Zuzanna Szamocka

Mam takie założenie, że chciałabym, żeby fotomigawki stanowiły serię wysmakowanych obrazków. Obrazków spójnych kolorystycznie, tematycznie i smacznie podanych. To założenie wyprzedza jednak inne jeszcze ważniejsze założenie! Założenie, które mówi, by nie pokazywać w internecie wszystkiego, ale nigdy nie fejkować i nie zakłamywać, nie lukrować i nie udawać. Moje ostatnie miesiące były ciężkie, chaotyczne, poszarpane i nadwyrężające. Widać to po tych zdjęciach, które są zbieraniną zdjęć moich i cudzych, z telefonu i robionych profesjonalnym sprzętem. Kolory od sasa do lasa, kadry też. Wolałabym, żeby było inaczej, ale nie umiem odpuścić prawdy. Niech więc lipiec będzie dowodem na szukanie piękna i robieniu przestrzeni na przyjemności pomimo wszystko. Nie zawsze to przychodzi łatwo, ale wierzę, że właśnie te momenty składają się na wspomnienia. Zmęczenie w końcu odparuje.


 

pitadosza

Dziś zapraszam Cię na kontynuację ajurwedycznego cyklu, który powstał na bazie rozmów z Szymonem Cechnickim. Jeśli już zapoznałaś się z tym, czym właściwie jest ajurweda i określiłaś swoją doshę, zapraszam Cię do przeczytania wskazówek dla poszczególnych konstytucji. Staraliśmy się, by wskazówki te były nieoczywiste i stanowiły dla Ciebie wartość. Dobrym pomysłem jest wpisanie swojej doszy choćby na pintereście, gdzie znajdziesz przykładowe jadłospisy i praktyki. My przygotowaliśmy takie, które wcale nie są oczywiste, a wynikają z doświadczenia Szymona. Jeśli nie jesteś pewna czy dobrze określiłaś swój typ, zawsze możesz zapisać się na konsultację ajurwedyczną. Ja skorzystałam z niej u Szymona, który podczas wywiadu zyskał moje zaufanie i muszę przyznać, że jest to coś, co odmieniło moje życie. Tymczasem droga pito…


Jesteś przebojowa, energiczna i wiesz, czego chcesz! Twoja dosza łączy się z żywiołem ognia i wody. Jesteś sprawcza i co tu dużo mówić — masz moc i z łatwością osiągasz sukcesy. Twoje ciało jest średniej budowy, ale za to jest muskularne. Masz wielkie ambicje i chce Ci się żyć, a do tego szybko się uczysz. You’re a bossbabe! Jednak ogień potrafi palić… kiedy Twojej doszy daleko od równowagi, możesz borykać się z nadmierną ambicją, pracoholizmem, dążyć po trupach do celu, a Twoje dobre trawienie zmienia się w nadkwasotę. Możesz też mieć naturalne predyspozycje do rumieńców, pękających naczynek, problemów skórnych, nadciśnienia. Bywa, że masz słomiany zapał. Znasz to? Z jednej strony energia, sprawczość, działanie, kobieta-rakieta, z drugiej te przykre aspekty związane z ciałem. Kochana, zdejmij nogę z gazu! Czas schłodzić maszynę! Dla Ciebie osiędbanie jest bardzo ważne i może być trudne. Poprosimy Cię z Szymonem, żebyś odpuściła i wyluzowała. Presja i napinka off. Wpuść trochę ZEN!


 

darius-bashar-771460-unsplash

1 Odpuść sobie i innym. Na przykład dzięki stosowaniu ho’oponopono, czyli metodzie wybaczania, która polega na tym, że wobec ludzi, których my skrzywdziliśmy lub zostaliśmy przez nich skrzywdzeni (pita jest baaardzo pamiętliwa i trudno jest jej wybaczyć) stosujemy miłość, wdzięczność i odpuszczenie. Możesz też skorzystać z metody radykalnego wybaczania (gra Satori). Zaakceptuj swoją odpowiedzialność za swoją część w konflikcie, w którym byłaś, wyraź wdzięczność, że było Ci to w ogóle dane przeżyć i że druga strona była w tym z Tobą, żebyś mogła tego doświadczyć, a teraz z miłością puść to. Nie dlatego, że dla tamtej osoby jest ważne, żebyś jej wybaczyła, ale dla Ciebie jest ważne, żeby mieć wolność. Bez tego, łatwo możesz stać się zgorzkniała. Pita ma też często problemy z żółcią, wątrobą i gniewem, kiedy jest niezrównoważona. Praca z emocjami jest super-ważna.


 

joga

2 Spokojny ruch. Oho! Już czujemy, że ta rada nie trafi na podatny grunt. Pity kochają współzawodnictwo. Tenis, piłka, bieganie, rower — wyniki są dla Ciebie ważne. Ale czas wychillować. Spróbuj ruchu, który Cię wyciszy i gdzie nie ma miejsca na rywalizację. Yoga, tai-chi mogą być dla Ciebie. Zwróć uwagę na ruch, który łączy się z głębokim oddechem. Spokojne kolory, spokojna muzyka. Zrób sobie przestrzeń, żeby schłodzić maszynę. Działasz szybko i na całego, jeśli o siebie w porę nie zadbasz około 40 – 45 lat możesz być totalnie wypalona (o zawałach nie wspominając). Pity często są managerami, kierownikami, dyrektorami. Inwestują 10 – 15 lat w pracę na pełnych obrotach, ale orientują się, że nie pociągną tak dłużej i zaczynają szukać sposobu na odbudowanie swoich zasobów. Często stać ich już wtedy na indywidualne lekcje jogi, terapie itp. Im szybciej jednak osięzadbasz tym lepiej! Postaraj się nie być tą świecą, która pali się intensywnie, ale krótko.


 

anna-pelzer-472429-unsplash

3 Do każdego posiłku zjedz coś surowego. Kalarepka, marchewka, sałaty, zielone warzywa. Jeśli możesz sos zamienić na sok z cytryny – super. Unikaj raczej surowych pomidorów. Jeśli raw food jest dla kogoś, to dla pity właśnie. Ajurweda zaleca jednak jedzenie dostosowane do danej konstytucji, ale też pory roku i klimatu w jakim żyjemy, dlatego choć możesz jeść dużo surowizny, bo Twój ogień trawienny działa, jak marzenie, nie rezygnuj z urozmaiconej diety dostosowanej do okoliczności.


will-swann-456241-unsplash

4 Kontakt z wodą pomoże Ci się wyciszyć. Chodzi zarówno o słuchanie szmeru wody, deszczu bębniącego w parapet, jak i dłuuuuugą kąpiel w wannie z solą mineralną. Otaczaj się wodą w każdej możliwej postaci (no może poza żeglowaniem na czas 😉 Pamiętaj też, żeby się nawadniać.


To live is the rarest thing in the world. Most people exist, that is all.

Z Szymonem możesz spotkac się na konsultacji w Krakowie lub Warszawie.

Dane kontaktowe: tel: 508 53 55 59    /  mail:s.cechnicki@gmail.com

Może zainteresować Cię też:

KAPHA DOSHA

VATA DOSZA

CZYM JEST AJURWEDA?

AJURWEDYSJKI MASAŻ ABHYANGA


PRZYDATNE LINKI DLA PITY:

Co może jeść pita?

Przykładowe menu.

Jesteś Pitą, to znaczy… TU i tu

Asany dla doszy pita

medytacja

Czuję, że w tym roku wiosna nie jest dla mnie zastrzykiem energii i czasem wielkiej witalności. Jestem trochę jak zwiędła bazylia. Staram się czerpać z tego stanu inspirację i przygotowuję dla Was niespodziewanie (dla mnie samej) cykl postów o relaksacji, odpuszczaniu sobie, regenerowaniu własnych zasobów i roztoczeniu nad sobą opieki. Pretekstem dla całego cyklu stał się POST DLA PERFEKCJONISTEK, KTÓRE CHCĄ NAUCZYĆ SIĘ CZEGOŚ Z ZAJĘĆ JOGI. Cieszę się, że się Wam podobał. Mój dzisiejszy gość opowie od strony jogicznej, dlaczego relaks jest tak ważny i jak powinien wyglądać balans w życiu według nauk SWamiego Sivanandy. Nie musicie praktykować jogi, żeby poczuć się zainspirowane do przemyśleń na temat równowagi we własnym życiu. Moim gościem jest krakowski nauczyciel jogi Soham Sivoham i to on dziś obrazowo opowie Wam o tym dlaczego relaks jest niezbędną częścią dbania o siebie.

fot. Agnieszka Wanat

Ten post nie jest skierowany do osób, które wiecznie stękają, jęczą i sapią, i dyszą ale zabrać się za życie nie mogą. Ani dla osób, które uważają, że najpierw przyjemności, a potem obowiązki. To co napiszę skierowane jest do perfekcjonistek, kobiet które marzą o dodatkowej parze rąk, czują się sfrustrowane, niezadowolone ze swoich osiągnięć i właściwie czują, że nie dają rady (pitta dosza). Na co natychmiast znajdują remedium: postarać się jeszcze bardziej!

.