Tag

vata

Browsing

Ten artykuł jest sponsorowany przez Klaudynę Hebdę | Reklama


eliksiry na emocjeCzy aromaterapia działa? Czy naprawdę mogę zaufać mocy czegoś tak subtelnego jak zapach? Co mogą zrobić dla mnie olejki eteryczne? Czy pasują do mojego stylu życia? Przez wiele lat zadawałam sobie te pytania, trochę nie dowierzając mocy płynącej z roślinnych esencji. Teraz wreszcie dorosłam do włączenia ich na stałe do mojego życia i pogłębienia mojej wiedzy.

Isana med cream oil

Niezwykle rzadko mi się zdarza robić podsumowania z ulubieńcami, ale może właśnie pora to zmienić. Nie lubię polecać kosmetyków, każda z nas ma inną skórę i włosy, inne potrzeby, a rytuały, używane produkty i dieta składają się na cały ekosystem zdrowia. Pomyślałam jednak, że tymi trzema perełkami chętnie podzielę się z osobami, które mają podobne potrzeby do mnie.


Isana med kremowy żel pod prysznic

Moja skóra jest sucha, wrażliwa i reaktywna. Nie wiem, kiedy to się stało. 10 lat temu na swoich blogach pokazywałam pachnące żele pod prysznic, kolorówkę i rzeczy, które mają obłędne zapachy i kolory. Dziś sprawa ma się inaczej i jeśli chodzi o aspekt pielęgnacji, używam mało kosmetyków i większość z nich jest pozbawiona zapachu lub jedynie lekko perfumowana, nastawiona na odbudowywanie warstwy hydrolipidowej lub chociaż nie odzieranie z niej ciała. Zna to chyba każda osoba, która boryka się z podobnymi problemami — zbyt dobrze wymyta i aż skrzypiąca z czystości skóra niechybnie doprowadzi do przesuszenia, swędzenia czy czerwonych placków. Akurat 3 kosmetyki, które chcę dziś zaprezentować, świetnie sprawdzają się jesienią i zimą.

Isana med cream shower

Isana Med to marka własna sieci Rossmann, do której mam sentyment jeszcze z czasów studenckich. Wiadomo, że po sklepach sieciowych nie ma co oczekiwać niesamowitej jakości. Nie kupuję tam serów, kremów pod oczy, toników ani innych kosmetyków, od których wymagam bardzo dobrego działania i wiem, że zazwyczaj są drogie. Inaczej jest jednak z codziennym myjadłem. Chociaż nadal lubię pachnące żele pod prysznic, zimą do spółki z sezonem grzewczym robią z moją skórą masakrę. Po treningu czy kiedy jestem spocona, albo po prostu brudna używam kostek myjących Dove. Wiem, że wiele koneserek niszowych mydlarni wzdryga się być może na samą myśl o tym produkcie, ale mi służy. Natomiast na co dzień zdecydowanie wybieram Isana Med Creme Oil Shower. Warto wspomnieć, że jego konsystencja nie jest wcale olejkiem, a rzadkim mleczkiem. Dla niektórych osób może być lekkim szokiem mycie się taką śmietanką, ale ja podobnej formuły używam do mycia twarzy, można więc powiedzieć, że jestem z nią dobrze zaprzyjaźniona. To mleczko pod prysznic bardzo delikatnie pachnie, nie spowodowało u mnie nigdy podrażnienia, delikatnie nawilża skórę (za co je sobie bardzo chwalę, bo nie przepadam za smarowaniem się balsamami) i jest śmiesznie tanie, bo kosztuje niecałe 8 zł.

To mleczko pod prysznic jest w moim odczuciu lepsze od niejednego aptecznego żelu czy mydła przeznaczonego dla osób z egzemą, czy AZS. Szokujące? Być może, ale naprawdę stosowałam wiele aptecznych marek za minimum 30 zł za buteleczkę, niektóre nawet za dobre kilkadziesiąt złotych, które spisywały się znacznie gorzej. Dlatego jeśli masz delikatną, suchą lub bardzo suchą skórę, która potrzebuje łagodnego traktowania na co dzień — daj mu szansę.


ISANA MED CREAM OIL SHOWER SKŁAD


Aqua, Glycine Soja Oil, Coco-Glucoside, Sodium Laureth Sulfate, Xanthan Gum, Glycerin, Argania Spinosa Kernel Oil, Parfum, Tocopheryl Acetate, Citric Acid, Sodium Benzoate.


Eucerin Atopi control

EUCERIN ATOPI CONTROL

Balsamować się nie lubię, ale muszę. Inaczej moja skóra zachowuje się jak gryzący, wełniany, zbyt ciasny sweter — swędzi i dusi. Skłamałabym, mówiąc, że robię to codziennie, a jednak zimą z pewnością balsamuję całe ciało przynajmniej kilka razy w tygodniu. W balsamach przeszkadza mi wiele — klejąca, toporna konsystencja, pozostawianie filtru na skórze, poczucie, że kosmetyk ma lekką konsystencję, ale zostawia ona jakby plastikową, lepką powłokę na skórze (niestety, ale balsamy z serii Toleriane od La Roche Posay są dla mnie tego typu rozczarowaniem). Nie lubię czuć po balsamowaniu skóry, że ona nie może oddychać, a ja jestem niczym w silikonowym kombinezonie. Ten balsam to najlepsze, co dotychczas znalazłam, a przetestowałam sporo. To kolejny balsam z serii dla alergików, atopików i osób z wrażliwą, kapryśną skórą. Z ładnej miski się nie najesz, musi być jeszcze pełna — mawiała moja matka i w tym przypadku dokładnie tak jest. Bardzo tęsknię za pięknymi szklanymi opakowaniami, designerskimi etykietami i resztą. Apteczne kosmetyki często mają paskudne opakowania, aż żal chwytać w rękę, a o ekologicznych rozwiązaniach nie ma nawet, co mówić. Problem w tym, że działają. A kiedy do wyboru mam kupienie eko bubla w pięknej oprawie, a paskudną tubę czegoś, co sprawia, że nic mnie nie swędzi, a skóra jest zdrowa, wybór jest dla mnie prosty.

Nie dajcie się jednak zwieść deklaracji, że to lekki balsam. Ma konsystencję niemalże masła. Mimo to wchłania się dobrze i nie jest oblepiający. Skóra po zastosowaniu go jest ukojona i uspokojona. Niestety za tubkę 200 ml trzeba zapłacić ponad 80 zł, a kosmetyki z tej serii dostępne są chyba wyłącznie przez internet (ja kupuję je na notino.pl).

Trust my sister maska

Na markę Trust my sister natknęłam się w Rossmanie. Nie mam w zwyczaju kupować kompulsywnie kosmetyków, kupuję plany kosmetyczne opracowane przez specjalistów specjalnie dla mnie i kupuję wszystko z rozpiski. Robię to dlatego, że nie mam czasu i przestrzeni w głowie, by się doktoryzować, doczytywać, szukać po forach, blogach i na koniec jeszcze weryfikować informacje. Prawda jest jednak taka, że na moją włosową konsultację u Marty Klowan (poprzednie opisałam tu — klik) przyjdzie mi poczekać aż do marca, a wszystkie odżywki pokończyły mi się już dawno temu. Moje włosy zaczęły się elektryzować, być sztywne i sprawiały, że czułam, że nic nie ogarniam w życiu, skoro nawet z włosami jest problem. Fryzjerka powiedziała, że brakuje im nawilżenia, więc kupiłam uniwersalną maskę nawilżającą i jest naprawdę WSPANIAŁA. Cała marka jest podzielona na 3 linie dostosowane do różnej porowatości włosów. Ja kupiłam uniwersalną humektantową i proteinową dla średnioporowatych. Z obu jestem zadowolona i zamierzam ich używać, dopóki nie dostanę kolejnego planu pielęgnacyjnego, który i tak pewnie będzie bardziej skupiony na potrzebach skóry mojej głowy.

Opakowanie takiej maski to koszt ok. 40 zł. Jest łatwo dostępna w drogeriach.


TRUST MY SISTER MASKA HUMEKTANTOWA SKŁAD


Aqua, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Isopropyl Myristate, Behentrimonium Chloride, Panthenol, Orbignya Oleifera Seed Oil, Cetrimonium Chloride, Hydrolyzed Hibiscus Esculentus Extract, Linum Usitatissimum Seed Extract, Althaea Officinalis Root Extract, Prunus Amygdalus Dulcis Fruit Extract, Hydrolyzed Rice Protein, Hydrolyzed Glycosaminoglycans, Hyaluronic Acid, Polyquaternium-6, Citric Acid, Dehydroacetic Acid, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Xanthan Gum, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Parfum, Benzyl Alcohol, Phenoxyethanol.


Są osoby, które pod wpływem napięcia mają problemy z zasypianiem. Kręcą się, wiercą, dzielą włos na czworo, a ich myśli kręcą się na szalonym kołowrotku. To dość typowe dla vata. Są też takie, które zasypiają dość szybko i bezproblemowo, ale gdy skumulują zbyt wiele napięcia, wybudzają się nad ranem i nie mogą zasnąć. To typ pitta i niestety się do niego zaliczam. Jeśli kiedykolwiek zdarzyło ci się mieć problemy z bezsennością, może pomoże ci moja mała sztuczka, którą wypracowałam podczas medytacji.

poduszka z łuską orkiszu

Na początku pandemii, czyli już z 1,5 roku temu dostałam do testów poduszkę z łuską gryki i choć nasze początki były ciężkie, historia skończyła się happy endem. A jak na tym tle wypada poduszka z łuską orkiszu? Czym się różnią? Jaką poduszkę wybrać? Postanowiłam to przetestować i wydać swoją opinię.

A CO TAK SZELEŚCI? PODUSZKA Z ŁUSKĄ ORKISZU.

Kiedy znajomy napisał do mnie, żebym przestała w końcu pokazywać te cholerne poduszki, bo mu dziewczyna w nocy szeleści, nie wiedziałam, o co chodzi. Zazwyczaj kiedy chcę coś kupić, staram się najpierw poradzić mojej społeczności. Nie ma to jak recenzja z pierwszej ręki! I faktycznie, gdy myślałam nad kupnem poduszki z łuską, wiele osób mi ją odradzało, narzekając na szeleszczenie łuski. Rzecz w tym, że poduszka z łuską gryki praktycznie nie wydaje dźwięku (i podejrzewam, że tak samo będzie z łuską prosa). Zarówno łuska orkiszu, jak i płaskurki wydaje jednak szeleszczący dźwięk. Zapewne wiele zależy od wrażliwości na hałas, mi to nie przeszkadzało ani podczas spania (miesiąc testów), ani gdy w końcu oddałam ją partnerowi, który się przez sen wierci. Mój sen jest jednak dość mocny i stabilny, zatem poduszkowe chroboty nie robiły mi specjalnej różnicy. Piszę o tym dlatego, że może to mieć dla ciebie znaczenie. W przypadku kołdry obciążeniowej wypełnionej pestkami wiśni szelest wydawał mi się wręcz kojący, ale mam koleżanki, które ponoć budziły się, gdy partner wiercił się na poduszce z orkiszem. Rozważ swoje preferencje i podejmij decyzję.

łuska orkiszu
Łuska orkiszu i płaskurki wyglądają i zachowuję się niemal tak samo. Nie czuć między nimi specjalnej różnicy (w moim odczuciu).

LEKKA I MIĘKKA

Poduszka z gryki jest bardzo ciężka. To sprawia, że kiepsko sprawia się w podróży (tak, ja już należę do tych starych, styranych pracą siedzącą ludzi, którzy podróżują z własną poduszką). Orkisz i płaskurka mają tu znaczną przewagę — może nie są lekkie jak piórko, ale zdecydowanie są lekkie. Łuska orkiszu jest sprężysta i trochę, jak lekkie kuleczki styropianu — tworzy przestrzeń. A więc poduszka z łuską orkiszu jest zarówno lekka, jak i miękka. Na stronie producenta określono ją jako średnio miękką, w moim odczuciu jest idealnie miękka. Zbyt miękkie poduszki zawsze powodowały u mnie bóle pleców, karku, zapadałam się w nich i nie był to nigdy dobry wybór. Wolę poduszki twarde, ale te nie są wygodne i miłe, za to sen na nich jest wspaniały. Jeśli nie jest ci blisko do ascetycznej poduszki z łuską gryki i wolisz coś bardziej pluszowego, łuska orkiszu będzie dla ciebie. Głowa się nie zapada, kark nie boli, ale jednocześnie nie trzeba się z orkiszem docierać tak jak z gryką. Ja ani razu nie regulowałam fabrycznej wysokości poduszki (bo każda poduszka jest otwierana i można wybrać z niej tyle łuski, by było nam wygodnie), nie robił też tego mój partner, który zdecydowanie woli płaskie poduszki. Wcześniej spał na profilowanej poduszce z pianki, zmiana nie zrobiła mu różnicy — mówi, że czuje się równie dobrze, jeśli chodzi o kark i plecy. Ja z kolei bardzo nie lubiłam poduszki z pianki — profilowanie tych poduszek zbyt mnie ograniczało, a lubię spać i na boku i na wznak i czasem umościć się z poduszką tak, by móc się wtulić w drugą osobę (a to muszę zmieścić się pod pachą, a to wtulam nos w bark). Poduszki z łuską sprawdzają się w tym wypadku o wiele lepiej, bo po prostu przesuwając łuskę, tworzę zagłębienie na głowę, a wsparcie dla szyi, albo wypłaszczam miejsce na policzek, gdy chcę się wcisnąć w drugą osobę jak puzzelek. Bardzo szanuję to rozwiązanie.

poduszka z łuską gryki
Łuska gryki jest drobna, mało przestrzenna i ostra. Zatem poduszka jest ciężka, ciasno zbita i wyraźnie czuć fakturę łuski na policzku (przynajmniej kiedy jest się wrażliwcem).

Z kodem BLIMSIEN15 wpisanym podczas składania zamówienia otrzymasz 15% zniżki (zniżka działa na większość produktów, nie kupisz z nią niestety kolekcji Moje Sanktuarium). Zniżka ma działanie afiliacyjne. przejdź do zakupów klikając TU.

CIEPŁA

Zaskoczenie! To łuska może być ciepła lub zimna? Tak! Łuska gryki daje odczucie chłodu, a przynajmniej się nie nagrzewa. Jako nastolatka miałam ciągły problem z przegrzewająca się poduszką i budziłam się w nocy, by przekręcić ją na drugą stronę i zaznać uchem miłego chłodku. Teraz może już nie przekręcam poduszki, ale nadal wolę chłód gryki. Za testowanie innych łusek wzięłam się dlatego, bo gryka jest dość ostra i niezbyt lubi ją moja reaktywna skóra na policzkach, gdy śpię na boku. Bardziej elastyczny, sprężysty i miękki orkisz sprawdził się tu dużo lepiej, ale okazało się, że mi i tak najlepiej na gryce, właśnie ze względu na chłód i twardość poduszki. Natomiast orkisz pokochają osoby, które marzną. Takie, które chcą spać jak myszka w spichlerzu ziarna nagrzanego przez słońce. To nieprzypadkowe porównanie — poduszkę z łuską orkiszu można nagrzać na piecu (tak, znam osoby, które mają w domu piec), na kaloryferze, latem promieniami słonecznymi, a zimą nawet w piekarniku (jeśli zdołacie ją tam wepchnąć). W takim przypadku poduszka z łuską orkiszu zachowa się jak bardzo delikatny termofor. Ale nawet bez nagrzewania zewnętrznym źródłem ciepła, ona w jakiś sposób przejmuje ciepło ciała i je oddaje. To nie jest nachalne uczucie i założę się, że są osoby, którym się to spodoba i trafi w ich oczekiwania.

poduszka z łuską orkiszu opinia

PODSUMOWANIE

CECHY:

  • miękka/średnio miękka
  • szeleszcząca
  • sprężysta
  • dająca uczucie ciepła
  • lekka
  • stabilnie podtrzymuje kręgosłup szyjny i głowę
  • przewiewna
  • naturalne związki zawarte w orkiszu hamują rozwój bakterii i roztoczy
  • łatwo się do niej przyzwyczaić i nie wymaga dużej regulacji

Jeśli mogę coś doradzić, zdecydowanie radzę, by kupić ją z dodatkiem kwiatów lawendy. Oczywiście można dodać kwiaty lawendy z własnego ogrodu, ja spróbowałabym też wrzucić pachnący, suszony rumianek. To oczywiście propozycja dla osób, które nie mają uczulenia. Dla mnie poduszki z łuską roślinną są strzałem w dziesiątkę i z radością obdarowuję nimi bliskie osoby. Sama zostanę raczej przy gryce (moja recenzja jest tu) a inne produkty Plantule opisałam też w tym wpisie. Jeśli masz jakieś pytania — śmiało, zapytaj mnie w komentarzu. Postaram się pomóc : ).


DOBRA DLA KAPHY I VATY (ciepła, łuska delikatnie masuje, vacie może przeszkadzać szelest).


Ten wpis nie jest sponsorowany, ale linki są afiliacyjne. To oznacza, że Ty dostajesz zniżkę, a ja również łapię %. 


Interesuje cię ten temat? Może zainteresować cię również recenzja lnianej pościeli z IKEA.

vatadosza

Dziś zapraszam Cię na kontynuację ajurwedycznego cyklu, który powstał na bazie rozmów z Szymonem Cechnickim. Jeśli już zapoznałaś się z tym, czym właściwie jest ajurweda i określiłaś swoją doshę, zapraszam Cię do przeczytania wskazówek dla poszczególnych konstytucji. Staraliśmy się, by wskazówki te były nieoczywiste i stanowiły dla Ciebie wartość. Dobrym pomysłem jest wpisanie swojej doshy choćby na pintereście, gdzie znajdziesz przykładowe jadłospisy i praktyki. My przygotowaliśmy takie, które wcale nie są oczywiste, a wynikają z doświadczenia Szymona. Jeśli nie jesteś pewna czy dobrze określiłaś swój typ, zawsze możesz zapisać się na konsultację ajurwedyczną. Ja skorzystałam z niej u Szymona, który podczas wywiadu zyskał moje zaufanie i muszę przyznać, że jest to coś, co odmieniło moje życie. Tymczasem droga vatko…

.